Kiedy ZUS gnębi zamiast pomagać

Z pewnego muzeum w Berlinie
Wyobraźmy sobie kogoś, kto lubi proste życie, unika niepotrzebnych komplikacji i zbędnych kosztów. Niewiele wydaje, więc nie potrzebuje dużo zarabiać.

Prostotę jego życia będą starały się niszczyć różne instytucje w Polsce, między innymi Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Będzie on zmuszał do płacenia niemałych składek miesięcznie na ubezpieczenie zdrowotne i emerytalne.

Kto jest szczupły, nie pali, unika alkoholu, je zdrowo, jest aktywny fizycznie, dobrze radzi sobie ze stresem, ten rzadko choruje.

Taki ktoś w ciągu kilku lat pójdzie może raz do lekarza, za co prywatnie zapłaci około sto złotych. ZUS jednak zażąda on niego za ten czas co najmniej dziesięciu tysięcy na składkę zdrowotną.

Gdyby te pieniądze oszczędzić, to po latach można by mieć sporą sumę na pokrycie kosztów leczenia ewentualnych chorób.

W przypadku choroby i tak często trzeba leczyć się prywatnie, bo nieraz na publiczne wizyty trzeba czekać wiele miesięcy.

Co do ubezpieczenia emerytalnego, to niektórzy wolą sami dbać o swoje interesy. Jeśli w ciągu życia kupi się mieszkanie, to może je na starość zamienić na mniejsze albo przepisać je dzieciom lub jakiemuś funduszowi w zamian za comiesięczną wypłatę. Część ludzi chce mieć gwarancję państwową wypłaty emerytury, ale to nie oznacza, że trzeba wszystkich do tego zmuszać.

Przedsiębiorca będzie obciążany przez ZUS różnymi papierkowymi obowiązkami. Jeśli zarabia niewiele, to ZUS zabierze mu prawie wszystko. Dla jego dobra oczywiście. Gdyby jeszcze żona miała mu pomagać, np. w księgowości, to ZUS przyjdzie po pełne składki za żonę.

Kto pracuje na umowę o pracę, temu ZUS odbierze ponad 40% wypracowanych pieniędzy.

Niektórzy mieli pecha i  ZUS ich wyjątkowo prześladował. Kto kilka lat temu zawiesił działalność gospodarczą na dłuższy okres, często za urzędowym zapewnieniem, że można wtedy nie płacić, do tego nieraz ZUS i tak zgłaszał się  po wielu latach po składki za tamtej okres, powiększone jeszcze o bandyckie odsetki. Wychodziło może nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych do zapłacenia. Żeby poszkodowani nie uciekli z pieniędzmi, blokowano im konta.

Tacy nieraz szli kłócić się w tej kwestii do luksusowych budynków ZUS-u. Nic tam nie wskórali. Niektórzy poszli do sądu. Nawet jeśli wygrali, to nic nie zwróci im zszarganych nerwów. ZUS miał chronić zdrowie, a je niszczył.

Instytucja, która rzekomo została powołana do pomocy ludziom, jakże często jednak ich gnębi!

To jest kontrargument dla tych, którzy twierdzą, że ZUS powinien być obowiązkowy, bo niby w wyjątkowych sytuacjach zapewni emeryturę czy leczenie potrzebującym. Jak widać nierzadko przyniesie też biedę i cierpienie niewinnym ludziom.

Poza tym, ileż marnotrawi się na te budynki, na informatyzację, na obsługę!

Jak prostsze mogłoby być życie, gdyby nie było przymusowego ZUS-u!

7 komentarzy:

  1. He! Panie! Dobrze Pan kombinujesz! Jak napisał Janusz Korwin-Mikke: ZUS to organizacja mafijna, ale na pewno nie zorganizowana.
    Myślę, że tu jednak chodzi o głębsze przemiany w instytucjach. Nawet już nie polskich - europejskich! Demokracja nam się w wielu obszarach nie sprawdza.
    Może szansą są właśnie tacy jak Pan - inaczej myślący. I młodzi (mam nadzieję, że Pan jest młody). Tak jak hiszpański ruch młodzieżowy M-15.
    Proszę nie ustawać w staraniach o zmianę świata - nawet jak to teraz trudne dla takiej mniejszości, jaką Pan reprezentuje.
    Pan niech idzie Via activa. Mnie już pozostała Via contemplativa... A dla ZUS - Via Dolorosa!

    Perypatetyk Obskubany i Wkurzony

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety, większość Via activa przeciwko ZUS-owi kończy się Via contemplativa albo Via Dolorosa. Ale może kiedyś będzie inaczej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przecież ZUS to jest jedna wielka piramida finansowa, dokładnie taka sama za jaką 150 lat paki dostał Madoff. U nas jest to LEGALNA instytucja, która ma zapewnić emerytury milionom ludzi. To jest jakaś paranoja.
    Im więcej biurokracji tym gorzej, im więcej socjalizmu tym gorzej. Socjalizm sprawdza się tylko w krajach bogatych, gdzie jest co rozdawać i czym płacić, ale nie w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
  4. Łatwo jest mieć takie poglądy (o ubezpieczeniu zdrowotnym), jak do lekarza chodzi się raz w roku z katarem, albo i nie. Wtedy łatwo mówić, że lepiej było odkładać, że sobie bym poradził za własne pieniądze, itp. Ile razy ja to słyszałem w kolejkach u lekarza... Problemy pojawiają się, kiedy dopadnie nas coś poważniejszego niż katar. I nie mówię o zawale u grubasa, czy o raku płuc u palacza (człowiek dbający o siebie może być raczej spokojny). Mówię o chorobach dziedzicznych, powypadkowych, zakaźnych itp. Nie ma mocnych, uwierzcie mi. Z POWAŻNĄ chorobą żaden budżet i żadne odłożone w skarpecie pieniądze sobie nie poradzą. Kto pisze, że sobie odłoży i sam zapłaci, nie zdaje sobie po prostu sprawy z kosztów zabiegów, operacji, chemioterapii, rehabilitacji, specjalistycznych lekarstw (które nie są dostępne w osiedlowej aptece) itp. Przypuszczam, że mój komentarz Was nie przekona. Pogadajcie więc z rodzicami przewlekle chorych dzieci, przejdźcie się do hospicjów, a dopiero wtedy pogadamy o sensowności ubezpieczeń społecznych. Możemy dyskutować o wielkości składki i funkcjonowaniu tego typu instytucji, ale co do zasady - cieszcie się, że coś takiego istnieje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy: Zwracasz uwagę na ważną rzecz. Ja jednak opowiadam się za likwidacją obowiązkowych składek - opcjonalne niech sobie będą dalej (czyli tutaj robię to o czym mówisz w ostatnim zdaniu: dyskutuję o funkcjonowaniu tej instytucji). Jeśli ktoś chce należeć do ZUS-u, to niech płaci. Jak ktoś nie chce, to na własne ryzyko niech ma taką możliwość.

    Zastanawiam się, kogo jest więcej: czy osób z takimi ciężkimi chorobami o jakich piszesz, czy np. biednych przedsiębiorców, którym ZUS każe płacić niemałe składki i straszy ich listami (które mogą spowodować niezły rozstrój zdrowia) oraz biednych ludzi na umowie o pracę, którzy dostają około 40 % mniej pieniędzy w pensji przez ZUS.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pewnie gdyby nie istniał ZUS, na rynek weszliby prywatni ubezpieczeniodawcy, którym opłacałoby się za niższe stawki (konkurencja) ubezpieczać ludzi. Ja np. nie chciałbym płacić na emeryturę, tylko odłożyć samemu. Składka chorobowa jest znacznie niższa, niż ta płacona na emeryturę właśnie.

    I jeszcze jedna konkluzja: ludziom nie chce się dbać o zdrowie w dużej mierze dlatego, że mają państwową służbę zdrowia. Słabą, długo się czeka, ale jest i zawsze można polegać na składkach innych w wyniku choroby spowodowanej przez zaniedbanie własnego zdrowia. To smutne. Ja nie chcę płacić pieniędzy za błędy innych, mam nadzieję, że nie będę musiał. Nie wszedłem jeszcze na rynek pracy, ale chyba do tego czasu nic się nie zmieni. :(

    OdpowiedzUsuń