Mycie naczyń bez zmywarki i bez płynu


Autor zdjęcia: Matthew Bowden
Myję naczynia bez zmywarki i bez płynu do naczyń. Nie narażam się na negatywne działanie detergentów, nie zagracam kuchni, jestem przyjaźniejszy środowisku, a przez odpowiednie techniki mycia nawet oszczędzam (!).



Wady zmywarek

Zmywarki wymagają silnych środków czyszczących. Na liście składników są m. in. wybielacze, inhibitory korozji, stabilizatory piany, środki enzymatyczne, polikarboksylaty, substancje zapachowe, forsforany i fosfonaty. Kto mi zagwarantuje, że zostaną one dokładnie wypłukane z naczyń? Czy nie zaszkodzi, gdy małe ich ilości latami będą dostawały się do organizmu? Zresztą nie poleca się myć naczyń dla niemowląt w zmywarkach – to jest dla mnie sygnał ostrzegawczy.

Producenci kostek do zmywarek oznaczają swoje produkty jako drażniące, mogące wywoływać reakcje alergiczne. Alergie zdarzają się dziś coraz częściej. Po co więc się narażać?

Po umyciu, wspomniane związki trafiają do środowiska. Gdy fosforany dostają się do rzek i mórz, przyczyniają się do rozrostu populacji alg i glonów, co prowadzi do zmniejszenia ilości tlenu i w konsekwencji do wymierania ryb (1). Widać to zwłaszcza w wodach przybrzeżnych. Pozostałe substancje z pewnością nie pomagają chronić środowiska.

Na stronach reklamujących zmywarki często można znaleźć: „badania naukowe pokazują, że zmywarki są oszczędniejsze od tradycyjnego zmywania, jeśli chodzi o wodę i energię”. Szukam odnośnika do konkretnych badań – nie ma! Zapewne z obawy, że ktoś przeczyta i wyciągnie inne wnioski niż te z reklamy. Takie stwierdzenia „badania naukowe pokazują (..)” czasami są wykorzystywane do osłabienia zmysłu krytycznego u czytającego.

Postanowiłem więc dotrzeć do różnych badań na ten temat.

W badaniu na Uniwersytecie w Bonn wyszło, że oszczędność wody i energii zależy od indywidualnych nawyków przy zmywaniu (2). Taki wniosek przedstawiała też publikacja z Programu Transformacji Rynku w Wielkiej Brytanii (3). Co prawda większość ludzi zużywała więcej wody niż zmywarki, ale najbardziej oszczędni wykorzystywali podobną ilość wody co najbardziej wydajne zmywarki. Poza tym, ciekawe jakie byłyby wyniki, gdyby uczestnikiem badania był Henryk Minimalista? Dodatkowo, przy badaniach sprzętu zawsze jest ryzyko, że sponsor wpłynął na ich wynik.

Mycie w zmywarkach może być też niewydajne, jeśli wstawimy tam niewiele naczyń lub gdy będziemy naczynia wstępnie płukać. Suszenie naczyń może też zużywać dużo energii (ale uwaga: do ogrzania wody też jest potrzebna energia; jak ktoś leje ją bez umiaru, to może być mniej energooszczędny).

Produkcja zmywarek zanieczyszcza środowisko. Dodając więc te wszystkie argumenty można stwierdzić, że dla oszczędnie zmywającej osoby zmywarki niekoniecznie są „eko”.

Brak zmywarki to więcej miejsca, co umożliwia kupno mieszkania z troszkę mniejszą kuchnią – to duża oszczędność! Do tego nie trzeba martwić się serwisem, zamianą na nowszy model, konserwacją i przeczyszczaniem (np. gdy pojawi się grzyb).


Wady płynu do naczyń

Myjąc naczynia płynem (już bez zmywarki) musimy je spłukiwać, co wymaga dodatkowego czasu i wody. A czy na pewno nic nie zostanie? Płyny do naczyń zawierają wiele podobnych substancji co kostki do zmywarek. I znowu: kto mi da gwarancję, że małe ilości tych substancji nie zaszkodzą mi po latach?


Techniki mycia naczyń samą wodą

Naczynia zaś można umyć samą wodą, bez płynu. Na początku najlepiej je trochę pomoczyć, np. przez kilka minut. Lepiej nie myć od razu zaschniętych naczyń! Można lekko zmoczyć już po wstawieniu do zlewu, nawet gdy nie zamierzamy od razu zmywać. Warto dbać, by przy myciu woda wlewała się do jakiegoś naczynia albo garnka. Jeśli nie myjemy akurat garnka, to można podstawić nawet czysty. Będzie się tam zbierała woda, w której możemy moczyć naczynia i sztućce. Czasem warto też nalać trochę wody na talerze i zaschnięte części pozostałych naczyń. Potem wziąć dobrą gąbkę i myć. Można użyć też gąbek drucianych (pamiętając, że mogą jednak rysować powierzchnie), gołej ręki, a nawet paznokci.

Można w ten sposób umyć nawet zatłuszczone naczynia, np. patelnię po smażeniu (ja nie smażę - słyszałem to od kogoś, kto smaży, a też nie używa płynu).

Gdy z naczyń korzysta bardzo wiele różnych osób, np. w restauracjach, to użycie środków czyszczących może być wskazane ze względu na bakterie. To prawda, myjąc samą wodą, usuniemy mniej bakterii. Ja jednak myję tak od wielu miesięcy i nie miałem z tego powodu żadnych problemów. Zawsze zresztą pozostaje dylemat, co gorsze: detergenty czy bakterie?


Oszczędzanie wody przy myciu bez płynu

Jak myć oszczędnie? Odkręcić bardzo mały strumień wody. Wylewając wodę np. ze szklanki, wlewać ją od razu do innej szklanki, do garnka, na brudne talerze. Tak, żeby kilka minut się pomoczyły, zanim przyjdzie na nie kolej. Jeśli myjemy nad garnkiem, to warto włożyć tam pozostałe naczynia, by się moczyły.

Można spróbować wariantu z zakręcaniem co chwilę wody. W momencie przerwy możemy czyścić gąbką, gdy skończymy, to przepłukać, opłukać następne naczynie, znowu zakręcić, itp.

Warto uważać przy odkładaniu naczyń: gdy cały czas leci woda, to się marnuje. Można więc zakręcać co chwilę wodę lub stawiać naczynia jak najbliżej, by trwało to jak najkrócej.

Zaznaczam, że nauka skutecznego i oszczędnego mycia naczyń bez płynu może wymagać trochę czasu. Warto jednak próbować aż wyrobimy sobie nawyk, który nam zostanie na lata.


Czy tracę czas?

Nie.

Zmywanie jest proste. Mogę wtedy myśleć: dużo ciekawych pomysłów przychodzi mi wtedy do głowy. Naturalnie, żaden telewizor ani radio mnie wtedy nie zagłusza. Mogę też swobodnie rozmawiać. Reklama podaje, że ze zmywarką „zaoszczędzę 20 minut dziennie”, ale jak widać, to zależy, jak się liczy.

Zmywanie może być nawet przyjemne, jeśli się do tego odpowiednio podejdzie. Co ciekawe, w buddyzmie zmywanie ręczne jest formą medytacji.

Na koniec zagadka: dlaczego tego typu artykuły ciężko znaleźć w Internecie, telewizji i gazetach? Bo ciężko na nich zarobić. Do tego traci się możliwość zarobku na reklamach zmywarek i detergentów. Jeśli chcesz, to możesz mi pomóc popularyzować dbanie o zdrowie i o przyrodę, klikając poniżej:


Przypisy:
(1) http://www.washingtonpost.com/wp-dyn/content/article/2007/03/02/AR2007030201805.html

(2) Rainer Stamminger, Ricarda Badura, Gereon Broil, Susanne Dorr, Anja Elschenbroich,
A European Comparison of Cleaning Dishes by Hand, http://www.landtechnik.uni-bonn.de/forschung/haushaltstechnik/publikationen/eedal-manualdishwashing-ht1

(3) Department of Environment Food and Rural Affairs (UK),
Market Transformation Programme,
http://www.mtprog.com/spm/download/document/id/598


Polecam też:
Ekologiczne i tanie środki czyszczące

53 komentarze:

  1. "Ekologiczność" zmywarek to dla mnie "ściema" - ok, nawet jeśli przyjmiemy, że zużywają mniej wody to - pobierają dodatkową energię elektryczną - ich produkcja pochłonęła ileś tam zasobów i energii - po zakończeniu "życia" gdzieś ten cały złom trzeba składować/utylizować (kolejna strata energii, zanieczyszczenie środowiska).
    Ale oczywiście ludzie to kupują i uważają, że tak jest dobrze. Wśród znajomych jestem jednym z nielicznych nie posiadających zmywarki. (a także TV, mikrofali i paru innych "niezbędnych" rzeczy).
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam małą termę, ale nawet kiedyś, gdy korzystałam z sieciowej ciepłej wody, zmywałam oszczędnie (niektórzy nazywają to "po wiejsku" ;). Po pierwsze moczę od razu naczynia po użyciu, gdy wkładam do zlewu. Tak samo jak Ty, Henryku, przelewam podczas mycia wodę. Wszystkie sztućce moczę razem w jednym naczyniu i myję na końcu. Wiele czynności robię przy zakręconej wodzie. Na zmywak nanoszę małą ilość płynu do naczyń, i zmywakiem zamoczonym w ciepłej wodzie myję namoczone wcześniej naczynia, po kilka naraz. Zaczynam od tych najczystszych, np. szklanki, tłuste i garnki na końcu. Potem odkręcam wodę (przydaje się bateria jednouchwytowa, kuchenne mają uchwyt w kształcie litery U, dzięki czemu można jednym palcem precyzyjnie odkręcić wodę) i od razu spłukuję te kilka naczyń. Czynności te powtarzam. Na jednorazowe zmywanie idzie kilka litrów. W ogóle odkąd mamy małą termę zużywamy mniej wody, ale nie jest to dla nas problem.
    PS. Na wyjazdach w góry, kiedy jest mało wody lub nie ma jej wcale, menażkę po użyciu przecieram gorącą jeszcze torebką po herbacie - polecam ten patent!

    OdpowiedzUsuń
  3. [off topic] zajrzałam na stronę "Lokalna żywność", którą polecasz i aż ciepło na sercu - nasze lokalne dynie z Lesznowoli, o których tyle razy pisałam, są na tej mapie! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Teściowie chcą nam podarować w prezencie mikrofalówkę. "O nie" rzekłam...
    Zmywarki, automaty do chleba, mikrofalówki to wszystko piętrzące się w kuchni gadżety i tyle... O zmywanie nie ma walk, nie wiszę nad zlewem godzinami... Problem zmywania to dla mnie zwykła przesada.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Henryk wybacz osobiste pytanie (nie czytam bloga od pierwszego wpisu) ale... czy masz dziewczynę/żonę? Jeśli tak to gdzie ją poznałeś? Bo chyba muszę się tam wybrać :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę, że z Twoim sposobem żywienia (niesmażenie na patelni, gotowanie na parze, brak niektórych urządzeń w kuchni) takie zmywanie jest bardzo w porządku. Natomiast w innych przypadkach wydaje mi się to nieco niemożliwe.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Wszystko jak najbardziej okey, pełen respekt dla Ciebie, ale wybacz, moje życie jest za krótkie, ciągle mam podstawiane nogi pod nie, chce je przeżyć jednak ciekawie i nie mam czasu myśleć o takich za przeproszeniem pierdołach. Serio, wolę dać do zmywarki (mając ją) gary mając czas na ciekawsze rzeczy, uprać w pralce ciuchy (niektóre się niszczą - i tu zaczyna się dopiero problem), wydać kasę na kawę w kawiarence w miłym towarzystwie zamiast za przeproszeniem "żydzić" na niej kupując za grosze syf ze sklepu, lub nawet nie pijąc, bo może to zwięĸszyć o 0,0001% ryzyko choroby serca, czy w końcu zjeść coś pysznego (w sensownych ilościach) nie żałując sobie.

    Racjonalne myślenie jest mega ważne, ale poprawka na to, że można wyjść na ulicę i przypadkiem wpaść pod samochód kończąc swoje krótkie życie przeżyte samym ograniczaniem nie bardzo mnie pociąga. Zapewne w uniwersalnych sposobach na życie zgadzamy się w więĸszości, natomiast Henryku wydaje mi się, że na prawdę za dużą wagę przykładasz do szczegółów (jak lubisz - spoko, nic nie negugję ; p ), natomiast ja wolę jednak skorzystać trochę z tego życia, serio, a nie przeżyć je koncentrując się na pierdołach i ograniczajac je.

    Pozdrawiam! :)
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moi znajomi namawiają mnie na zmywarkę (nie uda im się, bo - uwaga - zwyczajnie LUBIĘ myć naczynia), ale z czystej ciekawości zapytałam o szczegóły obsługi przy jednym cyklu. Co usłyszałam:
      1. usunąć resztki jedzenia
      2. niektóre naczynia wstępnie opłukać
      3. posegregować, powkładać do zmywarki
      4. odczekać aż w zmywarce uzbiera się odpowiednia ilość naczyń, żeby opłacało się włączyć zmywarkę (czasem trwa to u nich kilka dni do tygodnia, a po przyjęciach - zmywarkę trzebą włączać 2 albo nawet 3 razy)
      5. w jednym cyklu zmywarka pracuje godzinę
      6. naczynia wyjąć, włożyć do szafek

      Jak dla mnie nie brzmi to ani oszczędnie ani ekologicznie, ale trochę jak strzelanie do komarów z armaty. Może jestem zacofana, ale trudno.
      Ja myję gary tak jak nauczyłam się od mamy. W małej miseczce rozrabiam trochę detergentu z ciepłą wodą i maczając w tym myjkę myję przygotowane na blacie naczynia zaczynając od najmniej zabrudzonych (a że mam nawyk namaczania najbrudniejszych po użyciu to idzie sprawnie). Potem wszystko hurtowo spłukuję pod małym strumieniem spienionej wody. Wszystko zajmuje mi ok. pół godziny. Mój mąż (który za to gotuje) mówi znajomym, że mamy najlepszy typ zmywarki, oszczędny, samobieżny i samo-się-ładujący;) --> Aga 2.1

      Usuń
    2. No właśnie: zmywanie można lubić. Uśmiałem się z punktów 1-6 :) Pozdrawiam.

      Usuń
  8. wszystko zależy od trybu życia jaki się prowadzi, modelu rodziny itd. u Ciebie ten patent się sprawdza i fajnie, jednak u innych może być wręcz niemożliwy do wykonania.

    umyć patelnię po smażeniu (tłustą) bez detergentu? umyć czy opłukać? moim zdaniem to niemożliwe. możesz rozwinąć ten temat, podpytać tego kogoś kto sprzedał takie info?

    kwestia dbania o środowisko jest tutaj bezsprzeczna. na pewno przyczyniasz się do jego ochrony.

    dla mnie to już skrajny minimalizm ;) na razie w takich tematach wychodzę z zasady: "nie dajmy się zwariować", ale rozumiem, że granica jest dla każdego gdzie indziej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. od kiedy kupiłem dobrą, ciężką żeliwną patelnię, to jeszcze ani razu nie była pod kranem - i nie będzie. Mam ją chyba z rok. Nie jest to jakiś granitowo-tytanowy wynalazek - zapłaciłem za nią ok 60 zl , bo była taka promocja - nowa za starą. Normalnie kosztowała ok 90 zł. 24 cm. Najłatwiej można zniszczyć patelnię myjąc ją szczególnie jak jeszcze nie wystygnie. A zużyty tłuszcz wycieram ręcznikiem papierowym.

      Usuń
    2. cyganski sposob - patelnie mujemy goraca woda bez ZADNYCH detergentow, bedzie przypalac

      Usuń
    3. po detergentach

      Usuń
    4. Da sie :) trzeba to zrobic od razu i pod gorącą bieżącą wodą przy użyciu szczotki do naczyń ( żeby się nie poparzyć) Dorota

      Usuń
  9. @Michał

    Czytam blog Henryka od pewnego czasu i wydaję mi się, że Henryk żyje pełnią życia. Jego celem nie jest zostanie ascetą i umęczanie się poprzez ograniczanie wszystkiego. Sęk w tym, że On znajduje przyjemność w czym innym niż Ty, Michale.

    "Serio, wolę dać do zmywarki (mając ją) gary mając czas na ciekawsze rzeczy"
    Henryk napisał, że czas przeznaczony na zmywanie nie jest dla niego czasem straconym.

    "wydać kasę na kawę w kawiarence w miłym towarzystwie zamiast za przeproszeniem "żydzić" na niej kupując za grosze syf ze sklepu"
    Piszesz o kawiarni vs syf ze sklepu, ale nie kojarzę żeby polecano tu kiedyś syf. A spróbuj kiedyś kupić dobre ziarna, zemleć je samodzielnie i dobrze zaparzyć. Sam kawy nie pijam, ale słyszałem że tak przyrządzona jest dużo lepsza niż z kawiarni i również można ją spożywać w miłym towarzystwie.

    "czy w końcu zjeść coś pysznego (w sensownych ilościach) nie żałując sobie"
    Pewne rzeczy, które Ty uważasz za przyjemne bądź pyszne, innym mogą być zupełnie niemiłe.

    Wszystko zależy od sposobu patrzenia na świat. Bo są na pewno ludzie, dla których "żyć pełnią życia" to znaczy spróbować wszystkich znanych środków odurzających. A każdy, kto nie dał sobie w żyłę, będzie dla nich jakimś zdziwaczałym ascetą męczennikiem.

    "ja wolę jednak skorzystać trochę z tego życia, serio, a nie przeżyć je koncentrując się na pierdołach i ograniczajac je."

    Mam wrażenie, że Henryk bezustannie eliminuje z życia pierdoły, aby jak najwięcej korzystać z życia. Jeżeli efektem ubocznym jest oszczędność, czy redukcja negatywnego wpływu na środowisko, to chyba tylko dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  10. @iss

    Dzięĸuję za odpowiedź, ale myślę, że nie zrozumiałaś mnie :) Oczywiście to co Henryk pisze jest bardzo okey, ale osobiście wychodzę z założenia, że skoro technika potrafi pomóc w codziennym życiu - to czemu z niej nie korzystać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może dlatego, że "lepsze jest wrogiem dobrego" i czasem coś, co ma niby ułatwiać życie wręcz je komplikuje. Sama zredukowałam kuchenne gadżety do minimum (mam mikser), ale nie uważam się za ascetę!

      Usuń
  11. Henryku. Przeczytałam większość wpisów na Twoim blogu. Na samym początku miałam wrażenie , że jesteś bardzo radykalny. Ale im dalej w las...
    Bardzo podobał mi się poprzedni wpis. Nawiązując do Twego zdania o roli zmywarki w życiu rodziny - Zgadzam się o ile rodzina ta nie jest duża. 15 lat temu pracowałam w Niemczech przez rok jako Au-pair-Mädchen. Pech a może łaskawość losu sprawiły ,że trafiłam do rodziny ewangelistów-baptystów, którzy stosowali naturalne metody zapobiegania ciąży. Efekt był taki , że mieli sześcioro dzieci (przed 30-stką ,żadnych bliźniąt) a siódme było w drodze. Opiekowałam się tymi dziećmi , do moich obowiązków należało również gotowanie i sprzątanie kuchni. Powiem szczerze: pobojowisko po samym śniadaniu przeraziłoby niejednego, gdyby nie zmywarka spędziłabym cały dzień w kuchni i rodzina musiałaby zatrudnić drugą nianię. Mama maluchów miała ciążę zagrożoną. W tej sytuacji myślę , że zmywarka była pomocna bo dzięki niej spędzałam czas z dziećmi zamiast zmywać naczynia, poważnie : zajęłoby to chyba większość dnia. Jednak takie rodziny to nie są częste przypadki , byłam tam rok i naprawdę uważam , że zmywarka w takich sytuacjach jest bardzo przydatna. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Dlaczego w ogóle musisz zmywać tak często naczynia? Czy muszą lśnić? A jeżeli musisz, to po co używać tak dużej liczby naczyń, by zmywanie trwało na tyle długo, by stanowiło to problem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogadamy gdy złożysz rodzinę.

      Już przy dwójce dzieci zmywanie jest bardzo uciążliwe i czasochłonne. Porada o rezygnacji ze zmywarki fajna ale dla singla jedzącego tylko kalarepę albo na mieście.

      Usuń
  13. A może do brudzącego jedzenia papierowe tacki? :D

    OdpowiedzUsuń
  14. I jeszcze: czy minimalista potrzebuje w ogóle naczyń? W Twoim przypadku: do kalarepy, marchewki i gruszki?

    Tacki z wpisu powyżej są przykładem minimalizmu (prawie zero kosztów utrzymania), a zarazem są chyba mniej przyjazne dla środowiska (choć to trudno policzyć, gdyż można je poddać recyklingowi, a produkcja porcelanowych talerzy zużywa sporo zasobów, tłuką się też często).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kiedyś były w sprzedaży (może jeszcze są?) talerze zrobione z otrębów - na koniec można je było zjeść. To dopiero eko! :D

      Usuń
  15. Nie używanie płynu do naczyń to już jak dla mnie lekka przesada.

    Można wybrać płyn jak najbardziej "czysty" bez nadmiaru środków zapachowych, ulepszaczy, itp. Ew. rozcieńczyć jakiś koncentrat i zrobić to oszczędnie.

    Rozumiem opłukanie talerza, gdzie leżały pokrojone surowe warzywa, albo przepłukanie kubka w którym dopiero co zaparzałem kawę zbożową przed zaparzeniem w nim np. cykorii - ale rezygnacja z płynu jest lekką przesadą.

    OdpowiedzUsuń
  16. Insider: Zgadzam się, ciekawy komentarz.

    Tofalaria: Świetny patent z tą torebką po herbacie.

    Plusultra: Ciekawe, że człowiek musi się dziś wręcz bronić przed dostawaniem prezentów :)

    Falcon: Tak, jestem żonaty :) Rozumiem, że chcesz poznać kobietę, która chciałaby żyć skromnie: temat jest bardzo szeroki, nie ma żadnych pewnych miejsc, choć na pewno częściej będzie to obóz wędrowny po górach ze spaniem w schronisku, czy grupa religijna niż np. dyskoteka, czy impreza, na której wszyscy ostro piją. Oczywiście, żadnej gwarancji nie ma. Teraz mało kto (czy to faceci, czy kobiety) chce mieć niewiele.

    Magda: Tak też myślałem do niedawna, ale wydaje mi się, że jest to też możliwe w innych przypadkach – zobacz odpowiedź dla Anety.

    Michał: W pewnej mierze odpowiedział za mnie Iss. Rozumiem, że zmywarka daje Ci dużo więcej czasu na ciekawsze dla Ciebie rzeczy – dla mnie, tak jak pisałem, samo zmywanie może wiązać się z ciekawymi rzeczami (rozmyślanie, rozmawianie, itp.).

    Aneta: Patent tej osoby na zmywanie patelni: najpierw pomoczyć, a potem umyć gorącą woda i szorstką ścierką (najlepiej używać patelni mniej narażonej na zarysowania, choć podobno taką szorstką ścierką się nie rysuje - ale tego nie potwierdzę). Drugim patentem była nalanie bardzo gorącej wody na patelnie albo podgrzewanie wody w patelni – ale to ostatnie już jest mniej poręczne.

    Dokładnie – granica dla każdego jest gdzie indziej :).

    Iss: Dzięki za odpowiedź dla Michała.

    Piaskowa: To ciekawa historia z tymi dziećmi, musiałoby być ciężko myć wszystko ręcznie. No chyba, że starsze dzieci umiałyby zmywać po sobie.

    Anonimowy: Te 20 minut było wzięte z tekstu reklamy. Mycie naczyń, które sam nabrudzę jest bardzo proste i szybkie. Ale jak np. w domu jest więcej osób, to zmywania jest więcej.

    Potrzebuję naczyń, np. by ugotować warzywa strączkowe, kasze.

    Anonimowy, Grześ: Co do tacek, to podoba mi się następujący patent: http://en.wikipedia.org/wiki/File:Kathmandu.Durbar_Square.JPG

    R-O: Dlaczego przesada? W moim zmywaniu nie widzę potrzeby używania płynu do naczyń.

    OdpowiedzUsuń
  17. Zamiast papierowych można użyć talerzyków z otrębów - po użyciu można dać na kompost albo zjeść. Niestety są droższe od papierowych i znacznie trudniej dostępne.

    @piaskowa
    Nie wiem w jakim wieku były dzieciaki, ale wydaję mi się, że jest to też kwestia wychowania. Starsze dzieciaki mogłyby pomagać w domu i zajmować się młodszym rodzeństwem. Co dla każdego ma dobre i złe strony, bo może odciążyłyby rodziców na tyle, że dodatkowa pomoc z Twojej strony nie byłaby potrzebna. Oczywiście nie znając szczegółów mogę jedynie gdybać.

    OdpowiedzUsuń
  18. ok Henryk, tu się może znów nie zgadzamy, ale zaglądnij na mój nowy post - jest w sumie minimalistyczny - myślę, że ci się spodoba

    może podejmiesz taki temat u siebie?

    OdpowiedzUsuń
  19. We wszelkich kalkulacjach na temat "oszczędności" zmywarki zapomina się o jednym malutkim koszcie. Samym koszcie zmywarki, który oscyluje wokół 1,500 zł. Trzeba by bardzooo długo czekać aby ten koszt się zwrócił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To opłata za wygodę i lśniące, czyste naczynia. Oszczędności są w bonusie.

      Nie mam paranoi na punkcie bakterii ale jak czytam że tu ktoś szczyci się że nigdy nie umył patelni... blee... :(

      Usuń
  20. Podziwiam Henryku Twoją konsekwencję w działaniach, w tym, jak na każdym kroku potrafisz znajdować odpowiednie dla siebie rozwiązania. Spójne, przemyślane działania.
    To, czy sama bym je stosowała, czy też nie, to inna sprawa. Mam inne podejście, ale rozumiem Twoje i chylę czoła. Tak trzymaj, niezależnie od tego, czy inni pochwalają czy krytykują.

    OdpowiedzUsuń
  21. R-O: Może kiedyś podejmę.

    Jak tracić na giełdzie: Podałeś bardzo ważny argument: brakowało go w tym artykule. Myślę o tym, by to dopisać.

    Ajka: Tak będę trzymał. Słyszałem kiedyś interesujące zdanie: niezależny człowiek jest obojętny na pochwały i na krytykę ...

    OdpowiedzUsuń
  22. myślę, że nikt z nas nie jest do końca niezależny

    nie żyjemy w próżni, tylko w społeczeństwie

    OdpowiedzUsuń
  23. Niektórym mycie bez płynu wydaje się niehigieniczne, ale to tylko pozory. Na pewno lepiej jest umyć naczynia bez detergentów na koniec oblewając je wrzątkiem niż liczyć na to, że ze wszystkim płyn balsam w jednym o cudnym zapachu sobie poradzi. A szkło umyte w gorącej wodzie nie ma zacieków :) Bo woda szybko wyparowuje :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Mimo, że też jestem minimalistą, to musze jednak zwrócić Waszą uwagę na pewne negatywne kwestie związane z tradycyjnym myciem naczyń. Takie mycie generuje pewne dodatkowe koszty czasu i pieniędzy, o których autor artykułu nie wspomniał. I tak,
    - wpływa negatywnie na skórę dłoni, nawet mycie bez detergentów (nie wspomnę już o dłoniach kobiety, która nosi tipsy lub ma pomalowane paznokcie );
    - wymusza to stosowanie dodatkowych kremów nawilżających do dłoni (co wymaga czasu i pieniędzy);
    - wymaga czasami stosowania środków, którymi będzie trzeba umyć raz na jakiś czas zlew, w którym zalegają brudne naczynia;
    - zalegające naczynia w zlewie nie będą na pewno ładnie wyglądały gdy przyjdą goście lub sąsiad, ich reakcja może być różna;
    To tak naprędce pisane. Chcę przez to powiedzieć, że należałoby to dokładnie przeliczyć, co bardziej się opłaca biorąc pod uwagę wszystkie kwestie.

    OdpowiedzUsuń
  25. Jako że zmywam tradycyjnie, wtrącę swoje 3 grosze.
    - Henryk pisze o zmywaniu bez płynu do mycia naczyń, ja akurat używam taniego, ale łagodnego płynu, który nie wymusza stosowania kremów do rąk po zmywaniu. Zawsze też można używać rękawic.
    - Zlew i tak trzeba porządnie wyszorować co jakiś czas (oprócz zmywania naczyń używa się go do mycia warzyw, opłukania mięsa, odcedzania ziemniaków itp)
    - Koszty ewentualnego kremu do rąk i rękawic to nic w porównaniu z kosztem zakupu zmywarki i tabletek do niej. Jeśli chodzi o zużycie wody, jestem w tym mistrzynią: ukochany nazywa moje zmywanie myciem na sucho:)
    - Zmywam od razu po posiłkach, ale jeśli u kogoś zalegają brudne naczynia i ma z tym problem, to może:
    a) zacząć zmywać na bieżąco
    b) nie wpuszczać gości do kuchni
    c) nie przejmować się zdaniem sąsiada
    d) przykryć zlew deską:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Hm, ale jesli wystarczy woda i namaczanie to w zasadzie zmywarka spokojnie powinna dać radę bez środków czyszczących, zwłaszcza, że można w niej ustawić wyższą temperaturę niż są w stanie wytrzymać ręce bez szkody dla skóry. Muszę sprawdzić przy okazji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogóle przy myciu i praniu używamy pewnie o co najmniej połowę za dużo środków/proszku (skutki reklam- biel musi oślepiać.). Proszę spróbować prać z połową dotychczasowej ilości itd. Świat sie nie zawali,czasem wystarczy tylko przepłukać/odświeżyć ubrania.

      Usuń
  27. W skrócie:
    Mieszkam z rodzicami, używają oni zmywarki i ewentualnie płynu do naczyń myjąc garnki 'ręcznie'. Jakiś czas temu sprawiłem sobie tradycyjny chiński wok, którego oczywiście myje samą tylko wodą. Od tego czasu gdy tylko robię jakieś jedzenie na normalnej patelni, garnku wyraźnie jestem w stanie wyczuć pozostałości tych wszystkich detergentów i innego chemicznego syfu. Naprawdę warto czasem poświęcić te 5-10 minut na umycie czegoś w zlewie, z jak najmniejszą ilością chemii, żeby cieszyć się lepszym smakiem jedzenia i lepszym zdrowiem.

    OdpowiedzUsuń
  28. Chciałam się podzielić przepisami na ekologiczne płyny do naczyń, znalazłam w internecie i mam zamiar przetestować. Przepis nr 1:
    -sok z 3 cytryn (przefiltrować np. filtrem do kawy),
    -300 ml przegotowanej wody,
    -100 g soli drobnoziarnistej,
    50 ml octu.

    Przepis nr 2 może służyć jako płyn do naczyń oraz szampon do włosów:
    -2 łyżki korzenia mydlnicy lekarskiej,
    -1/2 l wody,
    -2 żółtka surowe,
    -2 łyżki soku z cytryny,
    -parę kropli olejku zapachowego (wg gustu).

    OdpowiedzUsuń
  29. Henryk: niezależny człowiek jest obojętny na pochwały i na krytykę - De Mello się kłania i odporność na zewnętrzną akceptację lub jej brak :-)

    robię tak samo tylko w misce namaczanie i 1 płukanie i wtedy wylewam do WC różne farfocle coby nie gniły w syfonie w zlewie, mało naczyń i namaczanie

    dodatkowo wyłączyłem w ogóle lodówkę - 1/2 roku jest w okolicy 0 w nocy, sklep pod nosem, zero zużycia prądu, brak potrzeby czyszczenia / rozmrażania, mniej się psuje... może latem włączę :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Tak, to był De Mello.

    W zimie faktycznie można wyłączać lodówkę i jedzenie trzymać na balkonie/na dworze. Tak jak piszesz, może to być nawet wygodniejsze ze względu na to czyszczenie, rozmrażanie i dłuższą żywotność lodówki. Trzeba tylko zadbać, by ptaki albo zwierzęta nie dobrały się do jedzenia wystawionego na zewnątrz.

    OdpowiedzUsuń
  31. moja koleżanka, z miesiąca na miesiąc coraz grubsza, kupiła sobie zmywarkę, a zaoszczędzony czas poświęca na plotki z koleżankami przy kawie i ...ciastkach:))to się nazywa ekonomia!
    ja nie mam zmywarki, mimo presji koleżanek z pracy.myjąc naczynia bawię się w różne zagadki z synkiem lub słucham audiobooków (da się, zapewniam)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zagadki z synkiem i audiobooki - dobry pomysł.

      Usuń
  32. wszystkie opisane wyzej patenty sa doskonale mi znane :) dochodzilam do nich intuicyjnie, gdyz zycie mnie do tego zmusilo. Byc moze dodatkowo zawazyl na tym fakt ze jestem studentem-artysta, a plyn do naczyn to dla mnie zbedny luksus, prawie jak jedzenie :)))

    OdpowiedzUsuń
  33. aniloraq2@gmail.com24 sierpnia 2012 10:42

    Pozwolę i ja sobie na wpis, zwłaszcza że zachwycił mnie Twój blog, Henryku, a znalazłam go przypadkiem - szukając "Sztuki prostoty" i trafiając na tekst "Biblioteka to raj".

    Ale do rzeczy :) Pamiętam jak w dzieciństwie istniał jeden płyn Ludwik do zmywania i rodzice używali go (w dodatku rozcieńczonego, choć nie był to koncentrat!) jedynie do tłustych naczyń, pozostałe myjąc tylko wodą. Pamiętam też, jak później pojechałam do Francji jako au-pair i bardzo mnie dziwiło, że do każdego (ręcznego) zmywania leją litry płynu do mycia naczyń mało opłukując - towarzyszyło mi wrażenie, że cała rodzina "je" płyn. Później zauważyłam, że taka "moda lania płynu na bogato" pojawiła się w Polsce (wraz z pojawieniem się całej gamy płynów oprócz starego Ludwika). Mam takie spostrzeżenie, że im większy wybór jakiegoś produktu (najczęściej zbędny - po co istnieje 30 różnych rodzajów płynów czy balsamów do mycia?), tym bardziej uważamy, że należy go używać. Jak w podstawówce jeździłam na biwaki, to naczynia myło się tylko wodą z jeziora, a tłuste - piaskiem. To był stary sposób trampa, ekologiczny i nieszkodliwy. Teraz ze zgrozą patrzę na to, gdy ktoś pod namiotem idzie do jeziora z miską i płynem (tak, wiem - są tacy, co i samochód myją na rzeką, ale nie chcę o tym myśleć). Jakby wraz z rozwojem cywilizacji/technologii/ilości produktów ludzie zapomnieli, że "kiedyś tego nie było" i też jakoś sobie radzili. Oczywiście, są wynalazki "dobre", które ułatwiają życie i zaoszczędzają czas. Ale dużo jest też rzeczy, które są zbędne i na dodatek nie służą zdrowiu...

    Tak więc zmywam naczynia tylko wodą i wiem, że jest to dla mnie zdrowe. Rzadko smażę, ale kiedyś z lenistwa (potrzeba matką wynalazku...) miast szorować - wytarłam patelnię ręcznikiem papierowym i uważam to za super sposób. Tłuszcz wsiąka wszystek aż patelnia jest sucha i czysta, a przecież i tak na niej się tylko smaży.

    Z płynem do zmywania jest tak jak z balsamami do ciała i kremami - człowiek tego tak naprawdę nie potrzebuje! To odkryłam akurat całkiem niedawno: skoro krem/balsam wsiąka w skórę, to tak samo jakby to zjeść. A nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie wyjadał łyżeczką kremu do twarzy lub balsamu do ciała. Skąd więc pomysł pokrywania ciała tym, czego byśmy do ust nie wzięli? :)

    Pozdrawiam bardzo serdecznie Autora bloga!

    OdpowiedzUsuń
  34. Witam, dzięki Ci za Twoją wypowiedź. To bardzo cenne uzupełnienie artykułu.

    OdpowiedzUsuń
  35. Wpadłem na tego bloga przypadkowo - po reportażu w
    Trójce na temat minimalizmu. Zainteresował mnie temat, ponieważ sam mam podobne (choć nie tak radykalne) spojrzenie na świat, ale nie wiedziałem, że można na tym zbudować całą ideologię. Przeczytałem kilka wpisów z bloga. Z wieloma się zgadzam. Mam jednak wrażenie, że brniecie w temacie zdecydowanie za daleko. Mycie naczyń bez detergentów? Hmm... Mógłbym to przełknąć, właściwie nawet rozumiem to całkiem nieźle, ale... ale żona spytała, czy w takim razie myjecie się też bez mydła? I, właściwie, całkowicie mnie tym pytaniem zagięła. Właściwie, po zastanowieniu przyznałem jej rację. A po jeszcze głębszych przemyśleniach doszedłem do wniosku, że wszystkie argumenty za ręcznym myciem bez detergentów są jakąś próbą usprawiedliwienia. Weźmy pierwszy z brzegu i najbardziej kuriozalny argument, że czas przeznaczony na mycie naczyń można przeznaczyć na myślenie. Przecież równie dobrze można się położyć na kanapie i myśleć. Ba! W tym czasie można zrobić coś jeszcze bardziej pożytecznego, a w trakcie wykonywania tej bardziej pożytecznej pracy również można myśleć i rozwijać się umysłowo.

    Generalnie sam jestem "minimalistą", ale podchodzę do tematu bardziej liberalnie. Bardzo denerwuje mnie chociażby marnowanie żywności, zakupy "bez głowy", itp. Ale popadanie w skrajność jest dla mnie równie nie dobre.

    Inną sprawą jest wrażenie, że cały "minimalizm" jest dość specyficzną modą. Dla rodzin ubogich minimalizm jest, po prostu, codziennym życiem. Dla pozostałych wydaje się być fanaberią.

    A tak na marginesie, czy prowadzenie bloga nie jest w pewnym sensie marnowaniem czasu?

    Pozdrawiam,
    MW

    OdpowiedzUsuń
  36. Witam. Zwracasz uwagę na ważną rzecz: że w upraszczaniu życia można zapędzić się za daleko i popaść w skrajności. Uważam, że ja się za daleko nie zapędziłem. Na przykład moje maleńkie dzieci mają sporo zabawek, książeczek. W kwestii mydła – używam szarego (polecam).

    OK, zostawmy na bok argument z myśleniem w trakcie zmywania. Czy szybciej umyję naczynia płynem? Niekoniecznie, bo muszę go przecież dokładnie spłukać, żeby jego resztki nie zostały na jedzeniu.

    Nie uważam, że dla pozostałych ludzi minimalizm jest fanaberią, modą. Taki styl życia ma po prostu sporo zalet, co starałem się opisać na tym blogu.

    Prowadzenie bloga pochłania wiele czasu. Jeśli jednak jest przyjemne, to nie może być uważane za marnowanie czasu :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  37. Czytamy tego bloga razem z mężem na wyrywki, i wreszcie widzimy że są na świecie ludzie tacy jak my. Stwierdzenie internauty że życie jest zbyt krótkie by zaprzątać je sobie pierdołami rozbawiło mnie.
    Właśnie Henryk pokazuje nam jak nowoczesność kreowna przez media, reklamę i cały świat zewnętrzny skracają człowiekowi życie. A minimalizm pozwala nam to życie przeżyć na spokojnie, po swojemu, smakując je.

    Jestesmy ludzmi po 30 tce, mieszkamy w UK, wynajmujemy dom choć stać nas na kredyt ale nie chcemy być niewolnikiem banku i zaharowywać się do 60tki, tracąc najlepsze lata życia na swój kąt, który i tak trzeba będzie zostawić by wrócić tam skąd każdy przyszedł. W zamian za to odkładamy pieniążki na edukację dla dziecka, bo podziękuje nam za to bardziej niż za zapis w testamencie. Mamy przedpotopowe komórki, które dzwonią i wysyłają smsy, ładujemy ją prepaidem raz na miesiąc, nie mam telewizora, konta na facebooku, mamy 13 letni samochód, któremy życzymy 100 lat :) Używamy go tylko na większe zakupy raz na 2 tyg i na wypady na biwaki kilka razy w miesiącu, preferujemy spacery i rower. Meble kupujemy na ebayu, dodatki na carbootach, tworząc niebanalne wnętrze, czytamy mnóstwo książek z biblioteki, oglądamy filmy na komputerze a płyty z nimi, które kupujemy w charity shopie wracają do niego zraz po obejrzeniu.
    Nasza 2 letnia córeczka nie tupie nogami w sklepie gdy widzi lalkę, bo jej głowy nie zaśmiecają reklamy. Chodzimy pieszo, mąż jeżdzi do pracy rowerem nawet zimą i długo by wymieniać. nie robimy tego z oszczędności, jak wmawia nas rodzina nazywając czasem wręcz dziadami. nie wydając kasy na najnowsze modele (nie)zbędnych gadzetów oszczędzmy mnóstwo pieniędzy dzieki czemu możemy lecieć na pięciotygodniowe wakacje pod namiot w różne zakątki świata. jemy zdrowo i dobrze - gotujemy sami, pieczmy sami chleb bo ilość chemii jaką oferują markety oraz jedzenie na mieście wydają nam się zabójcze.
    Żyjemy pełnią życia, spędzamy ze sobą mnóstwo czasu i zamierzamy nadal być ''dziadami'' chociażby za cenę utraty znajomych i dezaprobaty rodziny.
    Pozdrawiamy autora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło jest przeczytać taki komentarz. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    2. Ja tez jestem dziadem i jestem z tego dumna:D Gotuje wegańsko i nie używam produktów z dodatkami chemicznymi. Staram się kupować żywność od producentów, jak w sklepie to lokalną minimalnie zapakowaną, sama też często uprawiam. Ubrań nie kupuje raczej w normalnych sklepach, wymieniam się lub wyszukuje w secondhendach. jeżdżę na rowerze elektrycznym, do zmywania używam tylko wody i sody, tak samo sodę do prania, robię sobie kosmetyki, ale tylko te najpotrzebniejsze. Nawet zrobiłam z tego ekologicznego "lajfu" sposób na przyjemna pracę, jeżdżę po Polsce(pociągami lub starym volkswagenem jeśli robię warsztaty z kimś i nie uniosę materiałów) i pokazuje moje triki jak robić więcej ekooszczędnych rzeczy. Przedmioty takie jak meble, doniczki tez kupuje w secondhendach. Kocham życie, moich przyjaciół, męczy mnie tylko niesamowicie administracja w tym kraju, która mi utrudnia życie. Masz może minimalisto jakieś rady jak wytrzymać psychicznie z naszymi Urzędami? Minimalizm nie tylko na zewnątrz ale w środku też warto dla zdrowia zachowywać, a każdy dzień spędzam na myśleniu jak dopilnować wszystkich formalności. narazie się udaje, ale mnie to strasznie stresuje:< www.magdalenazielezinska.wordpress.com Dobrze ze mam przyjemną pracę chociaż:)
      Pozdrawiam M.

      Usuń
  38. Miło jest spotkać w necie minimalistów. Jednak mój minimalizm nie jest tak radykalny. Poza tym uważam, że trzeba upraszczać sobie życie i eliminować tzw. "głupie" codzienne czynności, a do tych należy wszak zmywanie. Kiedyś nie miałem zmywarki. Potem sobie kupiłem i pracowała 11 lat. W końcu się zepsuła i zmywałem z pół roku ręcznie, ale przy użyciu "Ludwika". Teraz znowu odżałowałem kasę i cieszę się, że pozostało mi tylko wkładanie brudnych statorów i wyciąganie czystych. Zmywać musiałem w rękawiczkach, bo robiły mi się rany na rękach (pękał naskórek). Chylę czoła nad wszelkim minimalizmem, ale nie w każdej sytuacji.
    Niemniej na pewno masz rację, że naczynia po zmywaniu w zmywarce mają na sobie jakąś chemię. Godzę się na to świadomie, ale też i z konieczności.
    Pozdrawiam autora, który stworzył w necie blog-perełkę.

    Piotr

    OdpowiedzUsuń