Policz trupy i sieroty w biografii Stanisława Przybyszewskiego

Stanisław Przybyszewski. Polski poeta i pisarz z okresu Młodej Polski. Okrzykiwany czasami "genialnym Polakiem" i "legendarną postacią europejskiej bohemy". Dostał dwa Krzyże Odrodzenia Polski. Był autorem wielu publikacji. Wygłosił mnóstwo popularnych prelekcji.

Wspaniale! Tylko z bliska wygląda to już trochę gorzej. Przeczytajmy jego biografię i policzmy w niej trupy i sieroty.

Na Wikipedii można znaleźć między innymi:

"W maju 1891 r. związał się z Martą Foerder. Miał z nią troje dzieci: Bolesława (ur. 22 lutego 1892), Mieczysławę (ur. 14 listopada 1892) i Janinę (ur. w lutym 1895), których losem i wychowaniem się nie interesował. 9 czerwca 1896 Marta Foerder nie mogąc liczyć na miłość i wsparcie Przybyszewskiego, popełniła samobójstwo będąc w ciąży z czwartym dzieckiem. Ich synem zaopiekowała się matka Przybyszewskiego, dziewczynki zostały oddane do przytułku."

Dwa trupy, trójka osieroconych dzieci, z czego dwójka trafia do przytułku.

"W 1893 r. Przybyszewski poznał i poślubił Norweżkę Dagny Juel. Z tego związku miał dwoje dzieci: Zenona i córkę Ivi (ur. 3 października 1897). Dagny porzuciła męża w 1900 r. (..) W 1901 r. zwaśnieni małżonkowie zeszli się w Warszawie. Dagny zginęła zastrzelona przez Władysława Emeryka". Podobno Władysław towarzyszył jej wtedy w podróży i był niej zakochany.

Bilans: trzy trupy, piątka osieroconych dzieci.

"W 1899 nawiązał romans z malarką Anielą Pająkówną, z którą miał jedno dziecko – córkę Stanisławę (1901–1935)."

Dlaczego Stanisława tak krótko żyła? W jej życiorysie jest napisane: "Coraz większym problemem stawały się dla niej narkotyki (była morfinistką). Zmarła 15 sierpnia 1935". Wiele badań wskazuje, że bardzo krzywdzący dla dziecka jest brak ojca. Czy miało to jakiś związek z jej problemami i przedwczesną śmiercią?

Bilans: cztery trupy, szóstka osieroconych dzieci.

"We Lwowie odwiedził w 1899 r. Jana Kasprowicza, którego żona Jadwiga (1869–1927) zafascynowana twórczością Przybyszewskiego porzuciła męża i córki (Annę i Janinę), by dzielić życie ze Stanisławem".

"Zdarzenie to było z pewnością najcięższym doświadczeniem w życiu poety". Poezja Kasprowicza stała się wtedy "przepełniona krzykiem i cierpieniem, określana bywa jako bluźniercza, „bogoburcza” oraz katastroficzna".

Kusi, by policzyć go jako trupa "na duszy". Żył, ale w ogromnym ciężarem i bólem. Można się też domyślać, jak bardzo przeżywały sytuację jego córki.

Bilans: cztery trupy, ósemka osieroconych dzieci.

"W 1905 roku, po wybuchu rewolucji, przenieśli się z Jadwigą do Torunia, gdzie Przybyszewski poddał się kuracji odwykowej (był alkoholikiem). Problem alkoholowy nękał go jednak z przerwami do końca życia". Śmierć na skutek tego problemu zwykle jest przedwczesna: kolejny trup.

Tu taka uwaga: wielu literatów okrzykuje się czasami "geniuszami". Tylko czy "geniusz" objawia się alkoholizmem, skutkującym wyniszczeniem siebie i najbliższych? Według mnie ważnym kryterium odbioru twórcy jest wskazówka  "po owocach ich poznacie". A jakie owoce wyszły z życia Przybyszewskiego? Samobójstwo, sierocińce dla dzieci, zabójstwo i depresje.

Przyjrzyjmy się też twórczości Przybyszewskiego. Co mogło być w niej trujące? Zacytuję niektóre jego poglądy.

"Artysta stoi ponad życiem, ponad światem, jest Panem Panów". Straszne jest, gdy ktoś o sobie myśli jako "Panu Panów". A czy nie lepiej właśnie myśleć o sobie skromnie, jako o kimś, kto właśnie ma jakieś zadania, jakąś odpowiedzialność. Kto przez kimś i czymś odpowiada. Z pozycji sługi.

"Artysta (..) nie służy żadnej idei ani żadnemu społeczeństwu" (czyli słynne sztuka dla sztuki). A dlaczego sztuka nie ma służyć innym ludziom?

"Sztuka w naszem pojęciu nie zna przypadkowego rozklasyfikowania objawów duszy na dobre lub złe, nie zna żadnych zasad czy to moralnych, czy społecznych". A dlaczego nie? Poza tym, to zdanie brzmi przerażająco.

"[Artystę] nic (..) nie obchodzą ani prawa społeczne ani etyczne". Czyli np. nie obchodzą go jego małe dzieci czy ciężarna żona. Widocznie za bardzo ograniczały wolność artysty.

"Pismo nasze [jest przeznaczone] dla artystów — niestety tak ich mało — i dla ludzi, dla których sztuka sama w sobie jest celem". Czy nie lepiej już być zwykłym człowiekiem, ale przyzwoitym i trzymać się z dala od takiej "sztuki" i bycia takim "artystą"?

"Tak pojęta sztuka staje się najwyższą religją, a kapłanem jej jest artysta. Jest on osobisty tylko wewnętrzną potęgą, z jaką stany duszy odtwarza, poza tem jest kosmiczną, metafizyczną siłą, przez jaką się absolut i wieczność przejawia".  Mnie przerażają takie górnolotne poglądy negujące pewne zdrowe zasady społeczne.

"Bo nie zna on praw i ograniczeń" - to zdanie kontrastuje bardzo z powtarzanym wielokrotnie poleceniem ze Starego Testamentu: "Strzeż praw i nakazów, by dobrze się wiodło tobie i twoim dzieciom, abyś żył długo". "Strzeż ich, pełnij z całego swego serca i z całej duszy". Właśnie po to są pewne prawa i ograniczenia, żeby życie było dobre. Uzupełnia to inne zdanie ze Starego Testamentu: "Oto stawiam przed Tobą życie i śmierć". A co w praktyce wybrał Przybyszewski?

Cytaty pochodzą z napisanego przez Przybyszewskiego "Confiteora". Jest to przykład górnolotnego, zatrutego bełkotu.

Warto też wspomnieć opinie wielu psychologów, że umysł po dokonaniu ważnego wyboru życiowego (np. dotyczącego relacji i dzieci) chętnie dostarczy wielu przemądrzałych usprawiedliwień. Mogą one nawet przybrać formę utworów literackich.

Uciekajmy przed taką sztuką!