Duńczykom też się to udało

W pierwszej połowie XX wieku na ulicach Danii dominowały rowery. Po 1960 roku nastąpił boom samochodowy. Dekadę później, podobnie jak w Holandii, trend zaczął się odwracać. Ludzie mieli dość spalin, korków, hałasu i wypadków. Dlatego tworzyli stowarzyszenia i protestowali. Przyniosło to efekty. W 1970 na ulicach Kopenhagi doliczono się około 100 tysięcy rowerów i 350 tysięcy samochodów. Za to w 2016 roku rowerów było już 265 tysięcy, a samochodów 252 tysiące!

Obecnie wielu Duńczyków jeździ na rowerach do pracy, na uczelnie, do szkoły, do sklepu. Młodsi i starsi, bogaci i biedni, matki z małymi dziećmi. Rower nie jest tylko dla zapaleńców sportowych, ale stanowi konkretny i popularny środek transportu. Spotkałem się z opinią, że w Kopenhadze procentowo mniej ludzi posiada samochody niż w Warszawie. A przecież oni są zamożniejsi.

Władze miasta bardzo dobrze planują infrastrukturę. Są tam mosty tylko dla pieszych i rowerzystów. Przykład:


 


Możemy też popatrzyć na Google Street View w Kopenhadze. Co chwilę widać mnóstwo rowerów!

Są plany, by w Kopenhadze praktycznie wyeliminować spaliny. Do 2025 ludzie w 75% będą przemieszczać się pieszo, rowerem lub transportem publicznym. Może się uda, by większość samochodów jeździła na prąd.

To może być korzystne, bo wielu lekarzy poleca umiarkowany wysiłek (np. spacer lub jazdę na rowerze) przez 30-60 minut dziennie, by znacząco obniżyć ryzyko cukrzycy czy chorób krążenia. Pomaga to też w utrzymywaniu prawidłowej wagi i redukcji codziennego stresu.

Oprócz tego, gdyby prawie każdy chciał jeździć samochodem, to ciężko byłoby zlikwidować korki. Po prostu samochody są za duże. Reklamy aut mogą nas kusić przyjemnością jazdy po pustej ulicy koło lasu, ale w miastach zwykle nie wygląda to tak romantycznie.

Dodam tutaj dygresję: gdzie lubimy spędzać wakacje? Bardzo często w miejscach, gdzie nie ma samochodów: na piaszczystej plaży, w wysokich górach, na wsi. Bo wtedy łatwiej się relaksujemy, odpoczywamy. Duńczycy pracują na to, by takie miejsca relaksu pojawiały się też w dużym mieście.

Zaniepokoiłem się ostatnio, że na spacerze z dziećmi bardzo często nerwowo mówię "uważaj synku, ulica" lub "uwaga, samochód"! Reakcja jest uzasadniona, w Polsce mamy przecież około dziesięć tysięcy potrąceń pieszych rocznie! Ostatnio na przejściu dla pieszych śmiertelnie potrącony został profesor Vetulani (zmarł niedługo po wypadku). A przecież można tak planować miasta, by było więcej stref tylko do chodzenia i do jazdy na rowerze, by móc cieszyć się spokojnym spacerem i odpoczynkiem. Bez obawy o potrącenie, bez ryku motorów, bez spalin. To jest kwestia decyzji politycznych i preferencji mieszkańców.

Oczywiście, nie chcę przedstawiać Kopenhagi jako rowerowo-pieszego raju, ale podoba mi się, co robią. Polska też ma szansę pójść w tym kierunku, do czego możemy wspólnie zmierzać.

Na koniec powiem jeszcze, że od lat regularnie dojeżdżam na rowerze do pracy (wyjątek: ślisko, gruba warstwa śniegu lub ponad minus dziesięć stopni). Korzystam głównie z dobrych ścieżek rowerowych. Jest to dla mnie duże źródło radości i energii na co dzień. Chciałbym podzielić się tą radością z innymi. Pozdrawiam serdecznie.

Ciekawy film:






Źródła (oprócz wymienionych wcześniej):

https://www.theguardian.com/cities/2016/nov/30/cycling-revolution-bikes-outnumber-cars-first-time-copenhagen-denmark  

https://www.theguardian.com/environment/2013/apr/12/copenhagen-push-carbon-neutral-2025  

http://przegladbaltycki.pl/3895,dania-stala-sie-krolestwem-rowerzystow.html

3 komentarze:

  1. U nas jak zwykle wszystko przyjdzie z 30 letnim opóźnieniem.

    OdpowiedzUsuń
  2. W Szwecji też jest nieźle. Mój mąż spędził kiedyś 2 miesiące zimą w miasteczku uniwersyteckim na północy tego kraju. Mimo pokrywy śnieżnej i zimna rowery były powszechne. Powszechne jest też ubieranie się ciepło zimą, by móc spędzać czas na zewnątrz (nie ma wstydu założyć kurtkę za pupę, czapkę i grube buty - nie ma roznegliżowanych panienek z nerkami na wierzchu). A, i mają tam fajny patent - nie sypie się soli tylko żwirek.
    Turystycznie jeździliśmy latem zeszłego roku w okolicach Sztokholmu i poza drobnymi wyjątkami kultura kierowców bardzo wysoka (nie wszędzie były ścieżki, zwłaszcza poza miejscowościami).

    OdpowiedzUsuń
  3. Rower to zło.Bardzo uzależnia:)

    OdpowiedzUsuń

Zachęcam do napisania komentarza :). Chętnie je czytam. Jeśli chcesz komentarzem zareklamować swoją stronę, to proszę upewnij się, że faktycznie przeczytałeś wpis, a Twój komentarz ma co najmniej kilka zdań. Zwiększy to szansę na publikację :).