Za dużo rzeczy

Przedmioty powinny służyć ludzkiemu dobru i szczęściu. Człowiek powinien ich w takim stopniu używać, w jakim mu w tym pomagają i w takim stopniu się ich pozbywać, w jakim mu w tym przeszkadzają.

Gdy ktoś posiada wiele rzeczy, to często musi więcej na nie pracować, więcej zawracać sobie głowę ich sprzątaniem, naprawianiem, wymienianiem, kupowaniem, więcej też martwi się, że go okradną.

Ludzie jadąc na studia zabierają często ze sobą jeden plecak, dwie torby, a mimo to potrafią cieszyć się życiem mając tak mało. Podobnie na wyjazdach wakacyjnych: z jednym plecakiem można spędzić niezapomniane chwile. Nie mówię, żeby tak iść przez całe życie, ale chodzi o zastanowienie się, co jest dla nas ważne.

Rzeczy cieszą przez krótki czas. Nowy samochód na początku daje dużo wrażeń, potem powszednieje. Podobnie z ubraniem, meblami, naczyniami, a nawet luksusowymi mieszkaniami. Czy warto zatem swoje szczęście budować na rzeczach, skoro radość z nich, to radość w dziurawym wiadrze, które trzeba ciągle na nowo wypełniać za kolejne pieniądze i dłuższą pracę?

Gromadzone przedmioty szybko tracą swój czar i stają się gratami. Przy przeprowadzkach niektórzy ludzie często wyrzucają nawet połowę swoich rzeczy. Pytanie, czy rzeczywiście były im potrzebne w momencie kupowania, skoro jakiś czas później tak dużo ich wyrzucają? Ile z nich to „potrzebne” nam prezenty otrzymane na święta, urodziny i inne okazje?

Wszystko, co nabywamy, ma koszt (finansowy i czasowy) nabycia, utrzymania, sprzątania, składowania, przeniesienia przy przeprowadzce, zbycia. Istnieje również koszt psychiczny, bo wielu ludzi martwi się, czy tego, co kupili, nie ukradną złodzieje albo goście, czy dzieci nie zepsują (jak widać, w torcie posiadania jest często mucha lęku). Przy sprzedaży zaś pokazuje się nam tylko cenę kupna.

Nabywanie przedmiotów wymusza dalsze zakupy, na przykład: dodatkowe meble, półki, a nawet większe mieszkania, by to wszystko zmieścić. Często także koszt składowania okazuje się bardzo wysoki.

Gdy przyjrzymy się rzeczom w ten sposób, jakże łatwo dojść do wniosku, że lepiej nie mieć ich za dużo.


15 komentarzy:

  1. Wyprawa z kilkukilogramowym plecakiem do Azji może dać więcej, niż posiadanie tysięcy przedmiotów. ;)

    Większość ludzi nie analizuje życia przy pomocy matematyki, tylko patrzy na innych i naśladuje. W ten sposób, w razie czego, ludzie znajdują się w takiej sytuacji jak inni. I myślą: "mam problem z kredytem, ale i inni mają", więc się tym nie przejmują.

    Bardzo dobrze, że regularnie piszesz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdecydowanie nie jestem minimalistą, ale dziwnym trafem dużo rzeczy, o których piszesz pokrywa się z moimi przemyśleniami.

    http://racjonalne-oszczedzanie.blogspot.com/2011/01/mieszkanie-w-bloku-oszczednosc-miejsca.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Henryk Całkowity6 maja 2011 16:55

    Admin, R-O: czytając twój blog odnoszę często wrażenie, że masz sporo wspólnego z minimalizmem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Do minimalizmu sie dojrzewa...
    Sa ludzie ktorzy maja mnostwo rzeczy, dobrze zarabiaja, zyja na wysokim poziomie. I zauwazaja, ze w tym wszystkim gubia siebie.

    OdpowiedzUsuń
  5. W ramach usuwania proponuję usunąć na tym blogu wszystkie komentarze!

    Wojciech Chudy

    OdpowiedzUsuń
  6. Wojciechu, rozumiem, że chcesz zwrócić uwagę na to, że są pewne rozsądne granice w wyrzucaniu :) Zgadzam się.

    OdpowiedzUsuń
  7. Witaj, dokladnie podzielam Twoje zdanie i mysli na powyzszy temat. Sama jestem w takiej sytuacji. Mimo, ze mam niewiele to jednak problem z tym, jak i gdzie pozbyc sie tego czego nie uzywam, a co zajmuje miejsce.
    Prawda jest, ze najszczesliwszym jest sie w mlodosci, gdy przez "zycie" idzie sie z plecakiem lub walizka. Jest sie wtedy indywidualista i minimalista, a przede wszystkim szczesliwym "odkrywca swiata". Niestety "swiat" nie uczy nas dobrego ani rozsadnego korzystania z jego zasobow. Sami musimy otworzyc kiedys oczy i uszy na to, co wychodzi nam na dobre zdrowie pod kazdym wzgledem.
    Bycia skromnym i wdziecznym Bogu, za to, co nam niezbedna do zycia i cieszyc sie kazda chwila jaka mozemy spedzic w Naturze i z naszymi bliskimi, to szkola i lekcja Pokory. Ale gdzie jej ucza?
    Dziekuje raz jeszcze za Twoje wspaniale wpisy, ktore dokladnie odzwierciedlaja rowniez moj punkt widzenia i myslenia oraz dzialania.
    Pisz prosze dalej, abysmy mieli nad czym rozmyslac, czego sie uczyc i co w sobie zmieniac.
    Pozdrawiam, Jolanta.

    OdpowiedzUsuń
  8. Miło widzieć wpisy ludzi o podobnych poglądach :)

    Podzielam odczucia, że świat nie uczy dobrego korzystania z jego zasobów.

    A gdzie się pozbywać rzeczy? Np. na Allegro albo po prostu położyć przy śmietniku, to ktoś pewnie weźmie.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Trudno się nie zgodzić ;] Mieszkam w bloku i jak czasem widze co ludzie mają w piwnicach to się po prostu śmieje. Niby to tylko pare metrów kwadratowych, a sporo ludzi ma je tak zagracone że do środka nie da się praktycznie wejść, już pomijam rowery, sanki, ale jakieś meble, telewizory niewiadomo co. Co najlepsze sporo z tych rzeczy gdy zapytasz właściciela o to, jest sprawnych, ale telewizor za stary, meble brzydkie.
    Nie rozumiem tego, sam mam w domu 14 calowy stary telewizor, zepsuł mi się przez 20 lat raz, naprawa kosztowała 10zł, po co więc mam kupować nowy? Tak samo meble. Utrzymane w dobrym stanie, po co mi nowe? Bo są niemodne? Czy kolor nie taki? Potem się ludzie dziwią że nie mają pieniędzy na wyjazd na wakacje, jak się chce mieć wszystko ładniejsze, bardziej modne, to już na "rzeczy" dla ducha nie starcza.

    OdpowiedzUsuń
  10. Szczęścia oczywiście na rzeczach budować nie należy, ale nie zgodzę się z tym, że każdy przedmiot z czasem powszednieje i cieszy tylko przez chwilę. Rzeczom też należy się uwaga, ale tylko tym, bez których nie można się obejść. Meble, naczynia czy ubrania szczęścia nie dają, ale jeżeli jesteśmy na nie skazani - a jesteśmy - to chyba lepiej, żeby były ładne i dobrej jakości. Oczywiście możemy udawać, że jesteśmy "ponad to" i świat materii nas nie dotyczy, ale to moim zdaniem oszukiwanie siebie. Ważne, żeby nie otaczać się nadmiarem i tandetą, ale niech to, co ma nam służyć będzie przemyślane, a wtedy na pewno nie stanie się gratem.

    OdpowiedzUsuń
  11. Aniu, w zasadzie to zgadzam się z Tobą. Mała liczba potrzebnych rzeczy musi być odpowiednio dobrej jakości, by nie przeszkadzać.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie przeszkadzać, a wręcz cieszyć :) Czy nie miło mieć np. ulubioną porcelanową filiżankę, z której zawsze pijemy poranną kawę/herbatę? To sprzyja delektowaniu się, cieszeniu się chwilą, a to przecież bardzo w duchu minimalizmu ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. OK, ulubiona porcelanowa filiżanka może być źródłem przyjemności, ale przyjemności powierzchownej i mało intensywnej. Takiej, co nie dociera do głębi człowieka.

    OdpowiedzUsuń
  14. Hmmm...bardzo się cieszę, że są ludzie o podobnych poglądach. Wyjechałam ok 8 lat temu z własnego miasta do innego- na studia. Z 1 walizką..oczywiście po pewnym czasie tych rzeczy ,,niezbednych'' do przetrwania zrobiło się więcej. Studia skończyłam, pracuję. Ostatnio, z nudów i z chęci ,,oczyszczenia'' i siebie i pokoju, postanowiłam posprzątać. Zaczęłam analizować co mam w mym małym pokoiku (wynajmowanym).
    Oprócz miliona ciuchów w szafie, znalazłam stare dokumenty, opłacone rachunki, ciuchy do przeróbki(leżące z 1,5 roku), miliony niepotrzebnych gadżetów. Pomyślałam, że w życiu może zdarzyć się wszystko i ...w każdej chwili będę musiała zmienić zajmowane lokum. Jak ja się z tym wszystkim wyprowadzę? Te stare książki, niektóre jeszcze z czasów studiów..ehhh. Postanowiłam posprzątać i obiecałam sobie NIGDY nie kupować rzeczy niepotrzebnych. A to w życiu kobiety może być trudne.
    Krok 1- wywalić ciuchy- wywalone (te stare i zniszczone), te nowsze, które się znudziły wystawiłam na Gumtree w rubryce ,,oddam za darmo''.
    Krok 2- kosmetyki, których nie używam- pomadki, lakiery. Pooddawałam koleżankom.
    Krok 3- analiza sprzętów. Z dumą stwierdziłam, ze jako osoba pracująca od 22 roku życia dorobiłam się: komputera, aparatu, mp3, maszyny do szycia (przydaje się do przeróbek odzieży z lumpeksów),żelazka (w sumie dostałam je od mamy), suszarki do włosów( prezent). To zostawiam. Reszta out!
    Krok 4- mam nową pasję i materiały potrzebne do realizowania tej pasji. Posprzątałam i obiecałam sobie utrzymanie porządku.
    Krok 5- zdrowy sen. Wyrzuciłam wszystkie niepotrzebne jaśko-poduchy zagracające przestrzeń.
    Niby tak niewiele, zwykłe sprzątanie, a jest mi jakoś lżej....
    Mój ,,minimalizm'' w życiu to właśnie niewydawanie pieniędzy na rzeczy niepotrzebne, takie jak telewizor, nowa komórka (stara ma z 6 lat). Ciuchy kupuję w second handach, bo można tam za grosze znaleźć coś doskonałej jakości (przerabiam je na maszynie). Książek (choćbym chciała) nie mam jak, gdzie i po co składować. Korzystam z biblioteki. A żeby było mało, zamiast wydawać kasę na bzdety..zapisałam się na język obcy. Mało popularny, bo angielski i niemiecki znam. Kiedy pogoda sprzyja..ok 6 miesiecy w roku, zasuwam rowerem, w zimie MPK. Tak jest taniej i zdrowiej. Zaoszczędzone pieniądze przeznaczam na hobby. Nie zarabiam kokosów, ale do minimalistycznego podejścia do życia, zmusiła mnie nie tylko sytuacja życiowa (mało kasy i życie ,,nie na swoim''), ale również wewnętrzna chęć poukładania siebie. Aha..takie życie sprawia, że nie mam ochoty zaciągać kredytów konsumpcyjnych np. na nowego laptopa czy inne iphony, ipody i czego tam jeszcze nie wymyślili.

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo ciekawy komentarz :) Zaciekawił mnie temat przerabiania ubrań z second handów - co tam trzeba robić, ile to jest pracy, ile trzeba się tego uczyć, itp. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń