Tania i skuteczna nauka angielskiego

Jak uczyć się języka skutecznie, niekoniecznie wydając dużo pieniędzy? Opowiem o moich metodach, które stosowałem kilka lat temu. A co ja osiągnąłem, że się wymądrzam? Zdałem Certificate of Proficiency in English. I wcale nie musiałem jechać za granicę. Oto te metody.

1. Codzienne czytanie po angielsku czegoś interesującego. Po co czytać coś nudnego w podręczniku ze szkoły? Łatwo można tak stracić motywację. Po co niepotrzebnie zadręczać się w życiu czymś, czego się nie lubi?

W internecie jest dużo ciekawych tekstów. Dla formalnego angielskiego polecam en.wikipedia.org. Można ją czytać bez końca. Czytałem też dużo książek z bibliotek, od znajomych i z księgarni. Polecam też strony: chastityproject.com, mnmlist.com, zenhabits.net, theminimalists.com.

Najlepiej zacząć od krótkich artykułów, stopniowo przechodząc do dłuższych, a w końcu do książek. Zwykle tłumaczyłem sobie wszystkie słówka i zwroty, których nie rozumiałem.

2. Większość tego, co czytałem i oglądałem było w języku angielskim. Codziennie co najmniej godzina czytania, pół godziny oglądania. Pożegnałem się w dużej mierze m. in. z polskim internetem i czytaniem książek po polsku. Jednak niecałkowicie, by nie zubożyć sobie języka ojczystego. Nie namawiam też do zaprzestania czytania mojego bloga.

3. Codziennie nauka. Nie ma przeproś. Półtorej godziny dziennie albo i więcej. Przez kilka lat. To wymagało odrzucania wielu pokus. Nauka języka nie lubi zrywów.

4. Miałem specjalne zeszyty na słówka. Umieszczałem tam wszelkie słówka tłumaczone przy okazji oglądania filmów, czytania artykułów i książek. Wklejałem całość ze słownika do pliku: definicję, wymowę, przykładowe zdania, kolokacje (są często pogrubione w słownikach), phrasal verbs. Potem drukowałem i wstawiałem do małego segregatora. Małego, bym mógł go czytać np. w autobusie. Alternatywnie przepisywałem słówka do zeszytu ręcznie. Dbałem o te zeszyty: pisałem w nich starannie. Byle jak prowadzony zeszyt zniechęca do nauki. Warto mieć te listy słówek w jednym miejscu.

5. Codzienne powtarzanie słówek. Regularnie powtarzałem słówka z moich zeszytów i segregatorów. Nowe słówka starałem się powtarzać z częstotliwością: po dniu, po trzech dniach, tygodniu, miesiącu, trzech miesiącach i pół roku. Tyle często trzeba, by dobrze zapamiętać słówko. Często uczyłem się w komunikacji miejskiej.

Gdy powtarzałem, zasłaniałem ręką wszystko oprócz słówka i powtarzałem w głowie to, co pamiętałem. Potem sprawdzałem, czy się zgadza. Do tego przypominałem sobie synonimy albo słowa pokrewne i powiązane (np. do „surge”: rocket, skyrocket, soar, itp.) i zapisywałem je obok odpowiednich słówek.

6. Używanie słownika English-English. Kupiłem Oxford Advanced Learners Dictionary. Można też korzystać za darmo z dictionary.cambridge.org. Ze słownikiem angielsko-polskim ciężko zrobić prawdziwe postępy, no chyba że na samym początku nauki.

7. Oglądanie filmów po angielsku. Teraz rzadko oglądam, ale do nauki było mi to potrzebne. Zacząłem od oglądania kawałkami, np. po 30 sekund, bez napisów. Potem sprawdzałem napisy po angielsku, otwarte w przeglądarce (nie jako cześć filmu!), jeśli były w internecie. Korzystałem przy tym ze słownika. Po czym puszczałem jeszcze raz, jeszcze raz, aż zrozumiem wszystko. I tak cały film. Niektóre filmy miałem obejrzane kilka razy. I dobrze. Najlepiej oczywiście oglądać filmy interesujące, aby nauka była przyjemna. Na YouTube można też wyszukać wiele komedii, wykładów i filmów dokumentalnych.

8. Dokładna nauka 3000 podstawowych słówek. Czyli tych, które „od dawna znałem”, a w praktyce nie wiedziałem o wielu różnych znaczeniach, kolokacjach i prawidłowej wymowie. Tutaj jest lista:

http://www.oxfordlearnersdictionaries.com/wordlist/english/oxford3000/

Tu się sprawdza reguła 80/20: 20% słówek jest używanych przez 80% czasu. Warto te 20% poznać bardzo dobrze.

9. Regularna nauka wymowy. Puszczałem ją ze słownika wiele razy i powtarzałem. Nauczyłem się też dokładnie czytać transkrypcję wymowy – to bardzo ważne! Ale tu popełniłem błąd: nie poświęcałem 10-15 minut dziennie na naukę całkowicie prawidłowego wymawiania. Poprzestawałem na „mniej więcej”, tak by się zgadzał akcent i dlatego nie mówię jak prawdziwy Anglik. Prawdą jest, że wielu ludzi po filologii angielskiej nie ma całkowicie prawidłowej wymowy. Bo nauka jej jest nudna, trudna i często nie wiadomo jak się uczyć. Jak dokładnie układać język? Ale warto. Nawet dorosły może nauczyć się prawidłowej wymowy, ale jest to ciężkie. Tak, by Anglik zrozumiał, gdy mówimy „for four” oraz „her hair”.

Przykład słownika z wymową: dictionary.cambridge.org, przy słówku są ikonki głośniczków. Warto słuchać wymowy British English i American English.

10. Chodzenie na konwersacje indywidualne. One oczywiście mogą być w szkole. Wybrałem sobie nauczycieli, których lubiłem i rozmawiałem na tematy, które były dla mnie ciekawe. Takie zajęcia są tylko pozornie droższe niż zajęcia grupowe w szkole: bo tam przez  większą część lekcji robi się to, co można zrobić samemu. Co więcej, na konwersacjach indywidualnych trzeba mówić, bo nie ma wyjścia. W szkole wielu uczniów siedzi cicho, bo się wstydzi. A pieniądze idą w las. Do tego słuchamy tam jak inni uczniowie mówią niepoprawnie, co może się nam utrwalić!

Przez opisane tu metody nauka była dla mnie przyjemna. Nic dziwnego, że wytrwałem.


Utrzymanie języka
Teraz czytam regularnie po angielsku. Jaki jest sens w zdaniu egzaminu i zaprzestaniu używania języka? Można bardzo dużo zapomnieć. Wszystko co posiadamy, ma koszt utrzymania. Nie tylko rzeczy, nawet język.



Ważna informacja na koniec

Do nauki angielskiego wielu ludzi używa filmów amerykańskich. Wiele z nich pokazuje niewłaściwe wzorce w sferze seksualności. Więcej o tym napisałem we wpisie o telewizji. Uważam, że przed obejrzeniem warto przeczytać recenzję na stronie http://www.catholicnews.com/movies.htm (jest tam bardzo dobry angielski!) i unikać filmów zakwalifikowanych jako "Morally offensive", a nawet "L -- limited adult audience". Swoją drogą, w tym temacie polecam książkę "Jeśli naprawdę mnie kochasz" Jasona Everta (w wersji angielskiej: If You Really Loved Me: 100 Questions on Dating, Relationships, and Sexual Purity).

Dopisek po latach. Opanowanie angielskiego otwiera przed nami arcyciekawy świat. Świat prezentacji TED, tysięcy wywiadów i dyskusji z interesującymi ludźmi na YouTube, badań naukowych na dowolny temat, angielskiej Wikipedii, książek po angielsku (czytam je z łatwością, tak jak po polsku), blogów, odpowiedzi na wiele pytań z każdej dziedziny (często nie ma tłumaczeń, a nawet jak są, to nierzadko pozostawiają wiele do życzenia!). A do tego dobrych perspektyw zawodowych. Gorąco polecam!




25 komentarzy:

  1. Treściwy i konkretny artykuł. Właściwie wszystko jest w nim zawarte, ale ja podzielę się swoim artykułem na ten temat - może komuś się coś przyda. http://magdabednarczyk.uniinfo.pl/2011/07/17/10-wskazowek-dla-uczacych-sie-jezykow-obcych/
    Jeśli zatrzymywałeś film mniej więcej co 30 sekund, aby sprawdzić czy rozumiesz i ewentualnie przetłumaczyć to taki 1,5-godzinny film oglądało się chyba z 4 godziny, co? :)
    Dla mnie to by było zbyt nużące, tak samo z czytaniem artykułów - frustruje mnie to, że co chwila muszę się zatrzymywać i tłumaczyć. Myślę sobie - "kiedy takim tempem dobrnę do końca artykułu?!" Jakaś rada?
    Mam jeszcze pytanie, jak poprawić rozumienie ze słuchu? Dzięki z góry za odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
  2. Henryku, dziękuję za artykuł :-)
    sama jestem przypadkiem, który świetnie zdał maturę z rozszerzonego angielskiego tylko, że kilkanaście lat temu :-) od tamtej pory znacznie się uwsteczniłam...
    na kurs językowy miałabym czas tak około 22giej :-)jak Rodzony uśnie :-)
    spróbuję Twoich metod :-)
    ściskam

    OdpowiedzUsuń
  3. Madga: taki film ogląda się 4 godziny, więc puszczałem go kawałkami przez cały tydzień. Niestety :)

    Czytanie artykułów: zaczynać od krótkich :). Na przykład te na mnmlist.com mają zwykle mniej niż 400 słów.

    Jak poprawić rozumienie ze słuchu: mi pomogło wielokrotne słuchanie wymowy jak największej liczby słówek (korzystałem ze słownika). Przede wszystkim tych z listy: oxfordadvancedlearnersdictionary.com/oxford3000.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie pomagało czytanie listy dialogowej filmu przed jego oglądaniem (całej na raz), raz po polsku potem dwa po angielsku; wtedy zasiadam do filmu, napisy off... no chyba że "dużo gadany" film to muszę sobie pomóc i podglądam ;)
      Jeśli zwroty, słowa są nowe i trudne, to jeszcze w drodze do pracy sam odsłuch ścieżki można.
      Z czasem pisana ścieżka polska stała się zbędna aby rozumieć co czytam po angielsku.
      Do słuchania polecam jeszcze BBC online, naturalna i poprawna wymowa i aktualne słownictwo, nawet jeśli na początku domyślasz się o czym mówią "z kontekstu", to z czasem zaczynasz rozumieć coraz więcej i więcej.
      Pozdrawiam, świetny blog, świetna robota!
      Beata

      Usuń
  4. Minimalenka: nie dodałem, że jak się uczyłem angielskiego, to nie miałem dzieci :) Ale mimo to trzymam za Ciebie kciuki:)

    OdpowiedzUsuń
  5. większość tego co piszesz o używaniu języka angielskiego polecamy naszym uczniom

    większość osób jednak, nie jest w stanie samodzielnie się zmotywować, dobrowolnie i bez dyscypliny

    dobra szkoła oferuje też uczniom lekcje indywidualne lub w małych grupach, gdzie uczeń nie zginie w tłumie

    gratulacje za zdany CPE!

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy byłam na studiach, poznałam dwóch obcokrajowców mieszkających w Polsce - Anglika i Hiszpana, którzy chcieli uczyć się polskiego w zamian za konwersacje w ich językach. Ponieważ ja miałam już mniej więcej opanowany i angielski, i hiszpański, to tak naprawdę większość naszych konwersacji odbywała się w ich językach, korzystałam więc na tym podwójnie. Warto czegoś takiego poszukać - było to oczywiście za darmo, język za język. Z tym, że nie jest to propozycja dla zaczynających od zera. Teraz staram się trochę podszkolić rosyjski - na szczęście rosyjski internet jest bardzo bogaty i jest z czego wybierać.

    OdpowiedzUsuń
  7. To naprawdę dobra oferta :) niestety mój Francuz o którym własnie napisałem w poście nie chciał w ogóle mówić po francusku - tylko angielski :)

    Z resztą po polsku też nie chciał - z kartkami chodził wszędzie i jakoś załatwiał sprawy firmowe.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję Henryku za ten artykuł - sama kwintesencja tego co wiemy nt. nauki (lub nie) i czego najczęściej nie realizujemy. Podziwiam Ciebie za upór oraz oczywiście za tak dobrą znajomość języka! Ja właśnie skończyłem edukację formalną, mam niewiele znaczący tytuł magistra, całe szczęście, że pracę i... pozostaje mi w końcu wziąć się po latach obiecywania za naukę języka. Super, że zamieściłeś kilka linków - na pewno okażą się pomocne!

    OdpowiedzUsuń
  9. Tylko tak jak pisałem, mój upór nie był tak trudny to utrzymania, bo uczyłem się przez czytanie tego, co mnie ciekawiło :)

    Życzę powodzenia w nauce języka. Gratuluję magistra. Chyba ten tytuł jednak coś znaczy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Witam!
    Chciałabym zapytać, jaki był Twój poziom angielskiego w momencie, kiedy postanowiłeś się porządnie wziąć za naukę stosując wyżej opisane metody? Miałeś już może wtedy zdany jakiś inny egzamin, np. FCE? I ile lat zajęło Ci to "katowanie się"?:)
    PS. Podziwiam Twój upór w nauce i samodyscyplinę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Byłem mniej więcej na poziomie FCE. Nie było to żadne katowanie się – tak jak mówiłem, czytałem o tym, co mnie interesowało, a przy okazji uczyłem się słówek, itp. Nie była to zatem też czysta nauka pod egzamin. Ile lat? 3-4.

    OdpowiedzUsuń
  12. angielski tłumacz4 września 2012 11:50

    Najważniejszy imho jest stały kontakt z językiem, czy to przez zajęcia, książki, internet, cokolwiek.

    OdpowiedzUsuń
  13. a jak przyswoić gramatykę przy takim sposobie nauki? to też wymaga przecież ćwiczeń a już w szczególności pod egzamin trzeba ją mieć opanowaną. z góry dziękuję za radę!

    OdpowiedzUsuń
  14. Przy intensywnym czytaniu po angielsku gramatyka częściowo się sama przyswaja, szczególnie jeśli przeplatamy je z nauką gramatyki „na sucho”.

    OdpowiedzUsuń
  15. Witaj, nie widzę sensu płacenia za egzamin potwierdzający umiejętności językowe. Sporo czasu, przy teoretycznie niewielkich nakładach finansowych, spędziłeś na nauce po to, żeby na koniec wydać pieniądze na egzamin. O ile dobrze się orientuję, ceny nie są na każdą kieszeń. Oczywiście trzeba też było liczyć się z ewentualną porażką, a więc koszty mogły dodatkowo wzrosnąć... w czym Ci pomógł ten egzamin ? pozdrawiam. Katarzyna

    OdpowiedzUsuń
  16. Wielu ludzi może spokojnie obyć się bez certyfikatów językowych, to prawda. Zależy od indywidualnej ścieżki kariery :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Chyba nie każdy pracodawca jest w stanie uwierzyć na tzw. słowo, a taki certyfikat powinien mu w tym pomóc ;). Zazdroszczę dyscypliny w przyswajaniu angielskiego. Ten blog to fajne miejsce. Będę tu częściej :). Katarzyna

    OdpowiedzUsuń
  18. Można jeszcze dodać jeden punkt: tłumaczenie angielskich tekstów na polski i polskich na angielski. To naprawdę mobilizuje mózg do pracy, aby wyszukiwać i tworzyć najlepsze kompozycje tekstowe, tak aby oddawały sens danego tekstu.

    OdpowiedzUsuń
  19. dodatkowo do oglądania filmów polecam:
    1) http://www.movie2k.to/ (można wybrać wersję językową)
    2) http://www.filmon.com/#BBC-One UK TV w Twoim domu bezpłatnie :)

    Pozdrawiam właściciela bloga, dziękując za motywujące artykuły :)
    Grzesiek

    OdpowiedzUsuń
  20. Blog jak i porady są bardzo dobre.

    Co do gramatyki mi bardzo pomaga rozkładanie zdań na części pierwsze. Oraz dociekanie dlaczego akurat tak jest a nie inaczej. Jedno zdanie góra kilka dziennie z tekstów które właśnie czytamy jest moim zdaniem bardzo dobrą metodą. Dodatkowo czasem zapamiętuje całe zdania - zwłaszcza te trudniejsze wraz z zasadami gramatycznymi.

    Pozdrawiam i gratuluję bloga.
    Bartosz

    OdpowiedzUsuń
  21. Dzień dobry!
    Wie Pan, to mnie niesamowicie zmotywowało do nauki angielskiego. Myślałam, że nauka języka to siedzenie nad książkami, a okazało się, że może być to przyjemność. Najbardziej spodobało mi się oglądanie filmów po angielsku i zamierzam, tak jak Pan, oglądać po kawałku. Dziękuje :)
    Mam tylko trochę wątpliwości: otóż mam 14 lat :) i niewiem czy w takim wieku jest sens zacząć się uczyć "na poważnie" i intensywnie. Jak Pan sądzi, może lepiej zaczekać?
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 14 lat to bardzo dobry wiek na poważną naukę angielskiego :) Gdy wcześniej się człowiek nauczy, to potem ma więcej czasu na inne sprawy :)

      Usuń
  22. Świetny, motywujący do nauki (szczególnie w chwilach zwątpienia) tekst :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Witam serdecznie!
    Mam problemy z pamiecia. Wcale nie mam talentu do nauki jezykow obcych ale codzienna praca, czytaniem anglojezycznych gazet, sluchaniem radia, ogladaniem filmow, uzywaniem programow do utrwalenia i powtorek slowek - sprawilo, ze teraz mieszkajac w UK bez problemu moge porozumiec sie z ludzmi.

    Jeszcze w dalszym ciagu mam problem z mowieniem i pisaniem ale mam prywatna nauczycielke, ktora stara sie poprawic moj angielski.

    Do przyspieszenia szybkosci czytania uzywam czytnika Kindle z funkcja TTS
    Text To Speech. To powoduje, ze szybciej i wiecej rozumie z tekstu czytanego ale funkcja TTS jest bez akcentu z pewnymi wadami wymowy, zwlaszcza gloski r na koncu angielskich wyrazow.

    Calkowita jest Pana racje, aby czytac w jezyku obcym to co nas interesuje.

    Dzieki za linka do slownika Cambridge.

    Ten blok to jeden z niewielu, ktory mnie naprawde zainteresowal.

    Pozdrawiam serdecznie

    Piotr z Londynu

    OdpowiedzUsuń