Dlaczego nie piję alkoholu

Autor zdjęcia: Nik Frey (niksan)
Nie piję alkoholu. Ma to bardzo wiele zalet. Abstynent bowiem ma większą szansę:

Doskonalić się w sztuce upajania się rzeczywistością na trzeźwo, sztuce patrzenia na świat przytomnym umysłem, z uwagą i wrażliwością, sztuce bezalkoholowego zachwytu życiem.

W sobotę i niedzielę rano wstawać wcześnie, bez kaca i bólu głowy, w pełni sił, by czytać, uczyć się, spacerować i rozmawiać.

Szukać lepszych fundamentów przyjaźni niż etanol.

Być sprawniejszy fizycznie i intelektualnie.

Zaoszczędzić pieniądze, zachować zdrowie i siły.

Rozwiązywać problemy, a nie je zagłuszać, nawet za cenę niewygód i trudu. Ćwiczyć się w znoszeniu bólu życia bez znieczulenia.

Nie zasilić grona kilku milionów alkoholików w Polsce.

Nie popierać ani rozpowszechniać mody, poprzez którą jest na świecie więcej przemocy, rozbitych rodzin, wypadków samochodowych, nędzy życia, mody, która miała swój udział w upadkach państwa polskiego w przeszłości, obyczaju, co jest plagą społeczną w niejednym kraju.

Dodatkowo abstynent nie musi się obawiać, że pod wpływem alkoholu zrobi lub powie coś głupiego, czego będzie żałować, być może do końca życia.

Nie będzie musiał kupować specjalnych półek na wino, barku na alkohol, większej lodówki na chłodzenie piwa i wódki. Będzie miał więcej miejsca w mieszkaniu i mniej gratów.

Alkohol szkodzi zdrowiu, rzekome korzyści zdrowotne wynikające ze spożycia małych ilości wina można wynieść poprzez m. in. zdrową dietę i ćwiczenia fizyczne.

Picie może blokować rozwijanie uważnego słuchania, sztuki rozmowy, zainteresowań, może powstrzymywać od czytania książek i pracy nad charakterem. Jeżeli wystarczy się napić, by się dobrze czuć, to po co się starać?

Alkohol może też utrudniać poszukiwanie odpowiedniego towarzystwa, które dobrze się ze sobą bawi bez używek, oraz cementować niedopasowane znajomości, na przykład dlatego, że alkohol potrafi zabić nudę, która nieraz jest cenną wskazówką, by opuścić niewłaściwe towarzystwo.

W dialogu Platona „Protagoras”, jest napisane, że gdy prawdziwi dżentelmeni, ludzie dobrze wykształceni zbiorą się razem, to nie potrzebują muzyki, tańców ani różnych gier. Są zadowoleni ze wspólnej rozmowy, która jest dla nich wystarczająca do tego, by się nie nudzić. Uważam, że to samo można powiedzieć o alkoholu.

Pół żartem, pół serio – gdy ktoś przy nas zamawia napój alkoholowy, czyż nie powinniśmy się obrażać, za to że nie chce być z nami na trzeźwo? Może jesteśmy dla niego nudziarzami, przy których jedynym sposobem na przetrwanie jest upojenie się?

Pamiętam, że był czas, kiedy codziennie kusiło mnie, by napić się wieczorem wina, lecz wizja tego, że mniej wtedy przeczytam z powodu zamroczonego umysłu, za każdym razem powstrzymywała mnie. Podobnie można myśleć o innych sferach życia, które są dla nas ważne, a w których alkohol przeszkadza.

Warto przeczytać:
Aldous Huxley, Nowy wspaniały świat

82 komentarze:

  1. A co zrobić, gdy inni bardzo nalegają, byśmy się napili?

    OdpowiedzUsuń
  2. Henryk Całkowity23 kwietnia 2011 14:25

    Dosyć skuteczna jest technika zdartej płyty: powtarzanie za każdym razem "nie, dziękuję", koniecznie bez podawania wyjaśnień.

    Jeśli nie będzie to działało, to warto rozważyć zmianę towarzystwa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dlaczego bez podawania wyjaśnień?

    OdpowiedzUsuń
  4. Henryk Minimalista17 czerwca 2011 15:51

    Tłumaczenie się i podawanie wyjaśnień zwykle skutkuje tym, że namawiają bardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale nie podawanie powodów może także wywołać niechęć lub agresję środowiska - warto oczywiście takie środowisko zmienić - ale nie żyjemy w sterylnej próżni i różne relacje są.

    Dla mnie metoda na kierowcę i na samochód jest najlepsza.

    OdpowiedzUsuń
  6. Henryk Minimalista18 czerwca 2011 06:28

    Metoda na kierowcę faktycznie jest skuteczna, lecz nie mam samochodu i ciężko by mi było ją stosować :)

    A jeśli powiedziane z uśmiechem "nie, dziękuję" powoduje agresję, to czy powiedzenie "nie, bo nie lubię alkoholu", "nie, bo postanowiłem nie pić", i podawanie innych powodów mają szansę spotkać się ze zrozumieniem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiem problemu w odmawianiu i bolączek przed- i po- mówców (przejrzałam komentarze poniżej). Puenta wypowiedzi na końcu komentarza. Nie interesują mnie powody dla których ktoś nie pije. Podam z góry kilka faktów, tak aby wykluczyć ewentualne domysły.
      Moja doświadczenie z alko:
      Do czasu pełnoletności: alko w niewielkich ilościach przy rodzicach.
      Na studiach: trochę, ale stanowczo poniżej przeciętnej studenckiej.
      Po studiach w czasie bez związku: dużo imprez, dużo alko
      Obecnie: od czasu do czasu, zwykle 1 piwo, 1 kieliszek wina, z rzadka więcej.
      Moje preferencje: lubię alkohol, nie każdy- mam swoje ulubione trunki
      Potrafię wypić dużo jak na kobietę moich wymiarów/wagi. Potrafię również nie wypić w ogóle, jeśli nie mam ochoty. Potrafię w pewnym momencie powiedzieć stop i odczekać, aby się nie "upodlić" (ulubione określenie na głupawe upicie się na imprezie z mega kacem rano). Najważniejsze: nie czuję się nieswojo odmawiając kielicha i o dziwo nauczyłam się tego to okresie częstego picia i imprezowania. Kwestia odmawiania jest problemem tylko w naszej głowie. Co z tego, że ktoś dalej będzie namawiał i dziwnie patrzył? Jego strata czasu. Jego opinia, pfffyyy, mało znaczy dla mnie.

      Usuń
  7. Co do kierowcy i pubów, to znajomi nie mogli się nadziwić, że przeprowadziłem się z wielkiego miasta na prowincję.

    Rozmowa często idzie jakoś tak:

    - I teraz co? Całe życie towarzyskie w kanał? Jak teraz pójdziemy poimprezować?!
    - Normalnie, w weekend, kiedy nie ma korków godzina i jestem u ciebie w centrum.
    - No dobra, ale jak mamy iść do pubu jak ty kierujesz?

    OdpowiedzUsuń
  8. a czy w ogóle piłeś kiedyś alkohol?

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak :) Umiarkowanie, od czasu od czasu. Przestałem w połowie 2010.

    OdpowiedzUsuń
  10. no i takie wywody pt. "dlaczego nie piję alkoholu?" kogoś kto kiedyś go pił to ja rozumiem, a nie jak kiedyś na rentier-blog.pl właściciel wypocił wpis o tym, że nie pije alko i okazało się że nigdy go nie pił to część ludzi go wyśmiała;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałem ten artykuł na rentier-blog.pl. Mi akurat zaimponował tym, że nigdy nie pił. Mało kto jako nastolatek potrafi znaleźć w sobie tyle niezależności i tak płynąć pod prąd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też nie piłem jak nastolatek, nie byłem też na studniówce; i ogólnie teraz też piję mało i rzadko - ale żeby mi to coś dało... nie wiem; największe życiowe błędy popełniłem na trzeźwo

      Usuń
  12. Fakt, wyłamał się. W Polsce, w ogóle często osoba, która nie pije wcale, bądź ogranicza picie (np. na imprezie wypija 1 piwo) jest przedmiotem żartów i docinek towarzystwa. To czy w ogóle i ile ktoś pije, nie powinno całej szanownej reszty interesować. Proszę, nigdy nie namawiajcie do spożywania alkoholu ludzi, którzy nie chcą pić. To straszna, źle pojęta gościnność. Wiele osób też częstuje, polewa, nie z gościnności a z chęci napicia się samemu, tak maskuje swoją łapczywość na alkohol. No i oczywiście, kiedy ktoś z tzw. ekipy, popadnie w uzależnienie, wszyscy ci koledzy z gestem stawiania odsuwają się. Zostaje sam, wyśmieją go, obmówią. Nie mówiąc już o bawieniu się nieprzytomnie pijanym kolesiem i wrzucaniu swoich poczynań do sieci. Dla "jaj".

    OdpowiedzUsuń
  13. Zgadzam się, że nie należy NIGDY nadużywać alkoholu. Ja zrobiłam to dwa razy: raz z powodu zbyt małej asertywności (smarkateria mnie namawiała - oczywiście ja też byłam smarkata), a raz w ramach osobliwego eksperymentu... Tak poza tym - pełna zgoda, że pić nie należy zbyt często ani zbyt dużo.

    Ale czy w ogóle nie pić? Cóż, odrobina alkoholu raz na jakiś czas prawie nikomu chyba nie zaszkodziła. ;) A już Pańską sugestię o obrażaniu się, gdyż ktoś zamówił alkohol, biorę za żart całkowity, nie połowiczny. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Piszę tutaj o swoim wyborze :)

    Potarguję się trochę z tym obrażaniem: niech to będzie żart w 3/4, a na poważnie w 1/4 :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Kocham gadanie o nie "nadużywaniu" alkoholu, który jest narkotykiem twardym. Jakie użycie spożywcze substancji silnie uzależniającej psychicznie i fizycznie, do tego toksycznej, można nazwać właściwym? To jakby brać heroinę, ale tylko mało i przy okazji - głupie i na dłuższą metę nie działa. Każda osoba używająca alkoholu, prędzej czy później go nadużyje.

    OdpowiedzUsuń
  16. Heroina jest jednak dużo gorsza: zarówno jeśli chodzi o fizyczną szkodę jak i stopień uzależniania:
    polecam kliknąć ten link.. Niemniej jednak alkohol jest i tak wysoko w obu kategoriach na tym schemacie.

    Ale faktycznie często osoby używające alkoholu w jakimś momencie nadużywają alkoholu - nie powiedziałbym jednak, że "każda osoba".

    Pozdrawiam - widzę, że założyłeś bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Oczywiście heroina jest znacznie bardziej szkodliwa, m.in. ze względu na drogę podania, zanieczyszczenie, całkowity brak motywacji do normalnego życia; alkoholik nawet w późnym stadium stara się zachować pewne pozory. Jednak biorąc pod uwagę dostępność alkoholu i przekonanie o jego nieszkodliwości, myślę że znacznie łatwiej o uzależnienie, bo i zaprzeczenie jest w tym przypadku znacznie łatwiejsze.

    Myślę że porównanie z heroiną jest uzasadnione - nawet jeśli alkohol jest o połowę mniej szkodliwy i uzależniający, to - na Boga - i tak znaczy, że osoba uzależniona na tzw. głodzie może umrzeć, a czy ktoś w ogóle pomyślałby tak o "niewinnym" alkoholu?

    PS. dziwi mnie nieco ten wykres - GBL mniej szkodliwy od marihuany? Podobno po 10-15 ml można udusić się wymiocinami w śpiączce...

    Pozdrawiam również - blog jest bardzo radykalny, więc nie spodziewam się wielkiej popularności :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Zwracasz uwagę na ważną rzecz - przekonanie o jego nieszkodliwości. Przez to faktycznie może to być jedna z bardziej niebezpiecznych substancji.

    OdpowiedzUsuń
  19. http://www.biomedical.pl/aktualnosci/wzrost-cen-alkoholu-moze-zahamowac-picie-4539.html

    OdpowiedzUsuń
  20. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  21. Skasowałem komentarz, bo zawierał linki do stron promujących coś innego niż ten artykuł i cały blog.

    OdpowiedzUsuń
  22. Zgadzam się z tym artykułem- alkohol chcąc nie chcąc- zamracza świadomość, po co wchodzić w stan, gdzie tak naprawdę nie jest się sobą do końca? Nie piłam, nie piję i za alkohol, zawsze stanowczo dziękuję, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie pijąc nie dokładam się do zysków właścicieli alkobiznesu i nie umacniam go.

    OdpowiedzUsuń
  24. Rzeczywistość polska jest taka:

    Szybciej jeden namówi dziesięciu do picia niż dziesięciu namówi jednego do nie picia

    OdpowiedzUsuń
  25. Piotrek: Kolejny ciekawy punkt.

    Anonimowy: Niestety :(

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja z kolei nie piję przez to że byłem pijakiem(to nie alkoholik) a w przeciwieństwie do potrzeby jedzenia, bez alkoholu człowiek jest wstanie przeżyć więc można go całkowicie odstawić co często jest prostsze niż ograniczenie. Jacek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jacek! Rozwiń proszę różnicę między pijakiem a alkoholikiem. Ciekaw jestem Twoich definicji. Janek.

      Usuń
  27. Witam.Zauważyłam,że wiele osób piję, bo ich rodzice pili.Od dzieciństwa mamy wpajane obrazki rodziców na ,,imieninach,, , ,,weselach,, itd. pijących alkohol i jest to dla wielu z nas normalne i oczywiste że wypić trzeba.Okazjonalnie to jest kilka razy do roku to się zgodzę że to nikomu nie zaszkodzi ale np.co weekend od piatku do niedzieli wieczór a potem w środę to już jest alkoholizm na maxa.

    OdpowiedzUsuń
  28. uważam, że kluczem nie jest alkohol sam w sobie, ale zachowanie po alkoholu

    statystycznie zdrowiej i dłużej żyją osoby spożywające codziennie niewielka ilość alkoholu niż abstynenci

    OdpowiedzUsuń
  29. Jestem już "duży chłopczyk" i w związku z tym nie dam sie zmusić do jedzenia lub picia czegoś, co mi nie smakuje. A alkohol, podobnie jak kaszka na mleku, mi nie smakuje...
    Zatem jednego i drugiego (i jeszcze paru innych "potraw") unikam jak mogę...
    Roman

    OdpowiedzUsuń
  30. Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że często osoby niepijące odpowiadają: "Dziękuję, nie piję". A ja zapytam: za co w tym przypadku dziękować? Za truciznę?
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  31. Wpadłam na to forum, z czystego przypadku wpisując w google "kiedy nie piję alkoholu" i powiem Wam, że kiedy nie piję doceniam rzeczywistość, doceniam ile straciłam "czasu" pijąc i trzeźwiejąc. Pijąc czujemy się świetnie, jesteśmy towarzyscy, dowcipni, szarmanccy, ale wystarczy przesadzić z piciem i jesteśmy bełczącymi, wolnymi, pocącymi się alkoholem osobami, czasem mający ogromną ochotę zasnąć, albo zrobić głupstwo nie pamiętając nic dnia następnego. Mówi się, że pijąc jesteśmy prawdziwi, autentyczni w emocjach. Że ten kto z natury jest spokojny po alkoholu jest odważny. Mnie się wydaje z racji swojego 2 letniego picia, że alkohol to chwilowy czarodziej, który czyni z nas osoby, którymi chcielibyśmy być, czasem niekoniecznie, ale to oszust, który zabiera wszystko po kolei za dosłownie chwile tego magicznego stanu. Dobrze gdyby tylko pieniądze. Ale mnie odebrał znacznie więcej. Zaufanie wielu osób. Pijąc częściej i systematyczniej, byłam duszą towarzystwa. Wiele osób było obok mnie, ponieważ stałam zawsze w centrum uwagi. Na co dzień kiedy wracałam wieczorem do domu z miasta, z pracy, od ludzi, miałam ochotę napić się i wypijając 300ml wina o mocy 20%, zaczynałam czuć się tak lekko i łatwo, dzwoniłam do znajomych zapewniając ich, że niedługo się spotkamy i rozmawiałam z nimi godzinami... więc po skończonej jednej rozmowie szłam do barku po 2 drinki, dość mocne, dzwoniłam do koleżanki, pijąc te trunki, później kończyłam rozmowę i czułam, że ZNÓW przesadziłam z alkoholem, ale ochota picia jest wtedy silniejsza od zaprzestania. Dopijałam piwo i szłam spać. Rano czyli po 6/może 7 godzinach snu,budząc się poczułam jak prawie zawsze- wyrzuty sumienia, nie pamiętałam rozmów z tymi osobami, jakieś przebłyski.

    OdpowiedzUsuń
  32. Luki w pamięci okropne. Jednak nigdy nie miewałam bólów głowy, nie wymiotowałam, chyba, że w trakcie picia, z winy upicia, ale jak zawsze szłam do toalety, wymiotowałam i wracałam do towarzystwa. Nikt nie zauważył problemu. Co więcej zawsze gdy piłam maksymalnie, oglądając zdjęcia albo filmy z imprez nigdy nie wyglądałam na pijaną, potwierdzały to osoby pijące równo ze mną. Co ciekawe, nawet jak miałam ostro wypite nigdy nie miałam problemu z wyraźnym wysławianiem się i dlatego często gdy z kimś rozmawiałam,zapewniał mnie, że rozmowa ze mną była płynna i sensowna, tyle tylko, że ja nie pamiętałam tych rozmów..
    Popełniłam kilka błędów z powodu mojego alkoholizmu.
    Wiele osób mówiło mi, że ja po prostu mam silną głowę i to moje picie to normalne.
    Ale ja już teraz wiem, że to nie było normalne.
    Najgorsze, że kiedy przypomnę sobie swoje chlanie! to to, że po takim suto zakrapianym wieczorze, następnego dnia po wytrzeźwieniu pojawiała się ochota na wprowadzenie się w rausz, a tuż po nim, daleko w tyle zostawił mnie mój "umiar picia" i znów nie potrafiłam napić się kulturalnie i przesadziłam.
    Lubię uprawiać sport, a alkohol mi w tym przeszkadzał totalnie.

    OdpowiedzUsuń
  33. Jak mówię komuś, ciut nawet młodszemu ode mnie, żeby bawił się kulturalnie bez picia, to mówi, że przecież można i kulturalnie i z jednym piwem, tyle tylko, że po pierwszym przyjdzie ochota i na drugie ach i na trzecie :)
    Nikt nie przekona mnie, że alkoholik to ten pan czy pani totalnie wykończeni od denatu, którzy mniej jedzą, ale pić niekoniecznie piją mniej.
    Wiecie sama bym zaprzeczała. Lubiłam pić, a po czasie to picie zawładnęło mną, a ja tylko grzecznie mówiłam, że jeśli zechce to odstawie nawet piwo.
    W sumie zaczęłam od piwa. Tak to się zaczyna przeważnie.
    Ale to ucieczka od strachu przed przyszłością.

    Postanowiłam nie pić jakiś czas temu...może miesiąc.
    Ale wierzę, że po miesiącu będzie kolejny trzeźwy miesiąc:) Postanowiłam nie pić w dniu, w którym byłam w Warszawie i taki jeden pan zapytał się mnie czy nie mam może papierosa. Dałam mu. Wziął nieporadnie, ale nie zapalił. Zapytałam się, nie zapali Pan? A On, wie Pani co, wstydzę się siebie, że jestem takim gównem.
    Ja mu na to, żeby tak o sobie nie mówił.
    A On na to, że zaczął od piwka. Przysłowiowego piwka.
    Miał pracę dobrą, rodzinę, a dziś mam pijacką rodzinę z dworca. Popatrzył mi w oczy, a później spojrzał w ziemię i powiedział słowa, na które dostałam dreszczy i przestraszyłam się, a mianowicie "nie zaczynaj pić, zaczyna się zawsze od smaku tej trucizny, żeby w końcu wyjść z niej, albo umrzeć przez nią".
    Na odchodne dodał, że dziękuje mi za tego papierosa i zapali go gdy dziś wypije wódkę za mnie. On już naprawdę nie ma wyjścia...

    OdpowiedzUsuń
  34. A żeby przestać pić to trzeba sobie zrobić listę co nam się nie podoba w naszym piciu, jakie są efekty jego, albo co widzimy na minus. Jeśli ktoś nie umie i nie potrafi takiej list zrobić to chyba jeszcze nie przesadził z alkoholem. Na razie to alkohol pomaga się tej osobie bawić, byle by nie zaczął bawić się jego życiem. Jakie to śmieszne, gdy ktoś używa/ł argumentu

    Ja znam przyczynę swojego picia.
    Staram się pilnować się jak mogę. Nie wiem czy uda mi się wypić kulturalnie piwo jedno.
    Sprzed miesiąca czasu temu wypiłam jedno i już miałam ochotę na drugie, ale mówię sobie głośne "nie qrwa, wrócę wezmę prysznic i spać" :) a przyznam Wam, że sklepy monopolowe były w 3/4 zamknięte, a reszta tolerowała tylko kartę i to od 10zł. Może to i dobrze?
    Nie tylko ten Pan z dworca w Warszawie, jak i to szukanie sklepu, ale wiele wiele różnych sytuacji pokazuje mi w życiu, że alkohol jest łatwy do zaakceptowania, ale z biegiem miesięcy może albo i już musi być kompanem do gównianego życia.
    Sami musimy dokonywać wyborów w życiu.
    Mnie zapaliło się czerwone światełko.
    Poza tym, to tylko drobna część mnie, którą chciałam się podzielić :) Mam 23 lata.

    pozdrawiam wszystkich ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  35. Dziękuję bardzo za Twój obszerny i ciekawy wpis. Myślę, że będzie on wartościowy dla wielu czytelników. Historia spotkania z tym panem jest poruszająca.

    OdpowiedzUsuń
  36. Miło mi również gościć tutaj na tym blogu.
    Cieszę się, że jest i taki blog, do którego będę chętnie wracała :)

    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  37. Nie piłem i nie będę pić :D Może nie pije, ale widzę co z ludźmi ten napój robi, dziwne, że jest nie zakazany, przecież on działa w sumie na logiczne myślenie jak narkotyki i tez tak samo uzależnia, nie pojmuje tego. Jeśli ktoś mi proponuje, mówię mu szczerze, nie pije, brzydzę się tym i tyle, jak ma jakiś problem i naciska, mówię zrozum raz co powiedziałem, bo nie zamierzam na ten temat dyskutować, nie pomaga to wychodzę i mam ich lub go w dupie, nie zamierzam się tym przejmować, co kto o mnie myśli, jeśli ktoś tego nie potrafi za akceptować, nie zadaje się z taką osobom, nie zasługuje na to, bo nie toleruje mojej decyzji

    OdpowiedzUsuń
  38. Witam.
    Mi tez zycie bez alkoholu wydaje sie dziwne. W koncu nie tak nas wychowano.
    Po 2 m-ach bez przyslowiowej "kropelki" naszla mnie ochota na kieliszek wina. Akurat byl wieczor,sluchalem muzyki I kieliszek bylby dobrym dopelnieniem . Jednak postanowilem go nie pic. Wieczor sie skonczyl I zaliczam go do udanych.
    Myslalem,ze tylko ja mam takie poronione pomysly ale widze,ze wiecej nas.
    Nie mam planu zeby nie pic cale zycie ale widze,ze do szczescia potrzebny mi nie jest.
    Raczej do nieszczescia..
    Dobry blog. Gratuluje.
    Fajna opowiesc,Agnieszko. Rzeczywiscie sklaniajaca do refleksji.
    U mnie w glowie z kolei przewija sie "Zolty szalik".
    Pozdrawiam.
    Pawel

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, do szczęścia potrzebny nie jest. Pozdrawiam.

      Usuń
  39. Nie piję od kiedy zacząłem praktykować Sahadźa jogę.
    Picie alkoholu bardzo niszczy czakrę Wiszudi. Cywilizacja Indian upadła od kiedy Indianie zaczęli pić wodę ognistą na śladując białego człowieka.

    OdpowiedzUsuń
  40. Jak tu nie pić, wpadłem po same uszy albo już tonę, co rano mówie że już nigdy więcej a wieczorem nie widzę sensu tego wszystkiego i żeby zasnąć potrzebuje 3-5 piw i tak codziennie. Nie mam siły samemu sobie odmówić....co gorsza lubie tylko swoje towarzystwo, inni mnie drażnią. Wiem że jak sam nie pomoge sobie to nikt mi nie pomoże......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może spróbuj medytacji i pozwól umysłowi odpocząć.

      Usuń
    2. Może jednak warto poszukać fachowej pomocy?

      Usuń
  41. 5-6 piw, sporo. Hmmm skoro jesteś na tym blogu jak i ja,to zapewne już nawet po cichu szukasz pomocy,przed samym sobą,w sieci.W sieci internetu łatwiej,bo spokojniej,ciszej,bez ludzi,wbrew pozorom,internet to tworzywo tylko ludzi,ale ich słowo pisane,jest łatwiejsze do zaakceptowania niż słowo nieraz nieprzemyślane-jednie krytykanckie.Nie krytykuje Ciebie Kolego,ja nawet Ciebie rozumiem :) I chętnie z Tobą bym porozmawiała,mogę zostawić jakiś swój namiar,ale niestety jesteś "anonimowy".Może imię zdradzisz chociażby,wtedy już nie będziesz anonimowy aż nadto :)

    Alkoholizm musi być anonimowy niestety.Emocje są anonimowe.Idąc ulicami,mijając rzeszę ludzi,nie mogę uwierzyć,że paradoksalnie minęłam "alkoholika"..
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  42. Czesto, zwlaszcza w spotkaniach gdzie oczekuje korzysci plynacych ze znajomosci z czlowiekiem, z ktorym aktualnie siedze w barze, gdy taki czlowiek zdziwiony pyta: ''czemu nie pije alkoholu?'': Mam malo czasu zeby mu opowiedziec jak to wspaniale dla mnie jest byc zawsze trzezwy, a ze jesli juz jestem z nim w barze to oznacza to, ze buduje pozytywne relacje pod przyszla znajomosc czy to w biznesie czy osobista: mam zawsze jedna skuteczna odpowiedz: ''Nie to, że nie pije. Ja, JUŻ, nie pije!'' Odpowiedz taka zazwyczaj skutkuje pozytywna opinia, kasuje dalsze pytania ze strony mojego rozmowcy, nawet wywoluje stan podziwu i chec pomocy w dalszym ''nie piciu'', gdyz slowo JUZ wywoluje w nim obrazy bylego alkoholika :D. Ja mam satysfakcje ze nikogo nie oklamalem(nie bylem w przeszlosci alkoholikiem, ale faktycznie juz nie pije) a rozmowca zazwyczaj mysli ze w przeszlosci mialem problemy alkoholowe i teraz widzi mnie jako wytrwalego i pewnego siebie partnera do biznesu lub jakichkolwiek dalszych relacji. Dodam, że nigdy nie używam slow krytyki co do alkoholu, gdyz to wplywa negatywnie na mojego rozmowce, jako proba lamania przekonan.. :D Piotrek NL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się co do niekrytykowania alkoholu przy pijących. Ciekawa odpowiedź „Ja JUŻ nie piję”. Czy nie jest jednak trochę ryzykowna – może niektórzy pomyślą o wytrwałości, ale może inni nabiorą niewłaściwych skojarzeń?

      Nieraz skuteczne okazuje się samo powtarzanie "nie, dziękuję" bez podawania wyjaśnień.

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Już tak nie mówię :) odmieniło mi się, zamiast ''Ja Już nie piję'' , mówię ''nie, dziękuję!'', prosto na temat i bez wyjaśnień, skutkuje bardziej pozytywnie niż słowo ''JUŻ'', dzięki za lekcję

      Usuń
  43. piłem alkohol jak wielu w tym kraju, wiele lat i czasami ponad miarę. Kilka lat temu upiłem sie potężnie i poprosiłem policjantów o pomoc. Dowiedziałem sie że nic nie mogą zrobić bo to wolny kraj i mogę się upijać do woli ale jak wsiadę do samochodu to i owszem. Wsiadłem uruchomiłem silnik, wysiadłem i w wolnym kraju stałem się przestępcą. Jedyne co mi pozostało to nie pić bo to nierozsądne. Pijąc jesteś wyjęty spod prawa i takie ostrzeżenie powinno być również na btelkach.

    OdpowiedzUsuń
  44. Od pewnego czasu zdałem sobie sprawę ze swojego problemu z alkoholem. A właściwie "zdałem sobie sprawę" jest silnym eufemizmem - zostałem uświadomiony przez żonę, w połączeniu z zapowiedzią rozstania. Zapowiedzią niestety bezwarunkową, z terminem wykonania odroczonym do momentu wyjścia z nałogu. Niby w moim przekonaniu tego alkoholu nie było znowu tak dużo: wieczorne piwo + mocny drink do poduszki. Więcej w weekendy, ale też bez upijania się "na sztywno". Ale za to od lat, właściwie bez przerwy, codziennie.
    Od miesiąca przestałem pic w ogóle. Nie sprawia mi to większego kłopotu, a daje dużo przyjemności: wcześniej rzadko miałem możliwość wyjechania gdzieś samochodem wieczorem czy w weekend. Nie muszę dobierać kina do którego się wybieram, pod kątem możliwości dojechania autobusem, fajnie jest pójść na basen w sobotę rano, a w niedzielę na spacer do lasu.
    Nie bardzo jednak wierzę, że po wieloletnim piciu można tak po prostu przestać z dnia na dzień. Podejrzewam, że ta łatwość musi być pozorna. W końcu inni pewnie próbowali tak samo.
    Czy jest ktoś, kto tak po prostu przestał pić i już? Czy należy się spodziewać, że alkohol upomni się jednak o mnie? Janek

    OdpowiedzUsuń
  45. z opowiadań wiem, że alko ma wiele twarzy i pożegnanie różnie przebiega. Ja wyskoczyłem bez żadnych fizycznych problemów, jednak musiałem przemodelować życie towarzyskie. Strata niewielka korzyści, jak sam zauważasz olbrzymie. Im więcej trzeźwych tym nasze bardziej przewidywalny, nieprzypadkowe, niechaotyczne, bezpieczniejsze. Trzymam kciuki nie jesteś sam.

    OdpowiedzUsuń
  46. :) Miło przeczytać, że minimalista jest abstynentem. Ja najpierw zostałam abstynentką, a dopiero teraz nawróciłam się na drogę minimalizmu (choć idea zawsze była mi bliska, to nawyk, że NICZEGO nie można wyrzucać mnie w tym ograniczał). Pozdrawiam serdecznie :) PS. Bardzo interesujący blog.

    OdpowiedzUsuń
  47. Pozdrawiam abstynentkę i minimalistkę :)

    OdpowiedzUsuń
  48. Oprócz samych pozytywnych sktuków abstynencji, chciałbym nadmienić o powodach samych w sobie picia alkoholu. W mojej przeszłości było to połączenie alkohol=zabawa, więcej alkoholu=więcej zabawy, alkohol=większa strefa komfortu i większa pewność siebie. Jak się temu przyjrzałem z boku to takie przekonania świadczą o braku tej pewności siebie. Skoro jestem na tyle pewny siebie żeby podchodzić do nieznajomych kobiet i pytać się o cokolwiek, tańczyć bez żadnego poczucia oporu, to niemam już żadnego logicznego powodu żeby się napić alkoholu i spowalniać myślenie. Kontakty łapię szybciej i lepsze bo język mi się nie plącze, a towarzystwo jakoś samo mi się zmieniło na lepsze, nic tylko nie pić. Uwielbiam jechać na dyskotekę samochodem i sobie gadać lub tańczyć, upajając się tym wszystkim na trzeźwo. Z poszerzoną strefą komfortu maksymalnie- nie widzę żadnego więcej powodu do picia czy brania czegokolwiek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piotrze, Twoja przemiana brzmi inspirująco. Wyszło na to, że bez alkoholu jest lepiej :)

      Usuń
  49. Witam, pracowałem w PKP Cargo jako manewrowy, w pracy mnie namawiali do kupowania piwa, oraz do picia. Picia próbowałem odmawiać było ciężko, musiałem kilka razy im mówić że nie piję. To byli nie odpowiedzialni ludzie, widziałem jak pijany maszynista prowadził pociąg.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest trudna sytuacja, gdy w pracy naciskają na picie.

      Usuń
    2. Sorry, że tak nie konkretnie do Ciebie, ale po prostu zbulwersowało mnie to, że na kolei dzieją się takie rzeczy. Domyślam się, że u nas nie działa to najlepiej, ale jeśli problemem jest niepicie przez jednego z pracowników, to coś tu jest nie-halo.

      Owszem, można się absolutnie bawić bez alkoholu, ale "skoro można...". Raz na miesiąc na przykład może nie jest niczym dobrym, ale też nie zmienia Cię w alkoholika. Będąc w towarzystwie pijanych ludzi nie potrafiłabym się odezwać wobec tak "otwartych alkoholem". Wiem, że to niszczy moje zdrowie, ale tą jedną przyjemność chyba mogę sobie zostawić. Kiedy coś zaczyna być nie tak w moim życiu, to staram się to kontrolować - teraz robię sobie przerwę od alkoholu i nie czuję się z tym jakoś źle. A odmawianie nie powinno stanowić problemu - jeśli NA PRAWDĘ chcesz nie pić/palić/cokolwiek to będziesz w stanie stanowczo odmówić. Jeżeli Ci nie idzie, to może warto się zastanowić czy rzeczywiście Twoją motywacją jest niepicie, a nie narzuconą od kogoś.

      PS Przepraszam, że tak napiszę, ale skoro jesteś minimalistą, Henryku, to powinieneś stawiać na jakość, nie ilość. A tutaj widzę, że zależy ci na odpisaniu jak największej ilości osób, niekoniecznie w sposób, który coś wprowadza do dyskusji. Tak, jak treść bloga bardzo mi się podoba, to Twoje komentarze trochę mnie odpychają. Ale i tak chyba zostanę tu na dłużej i będę czytać systematycznie :D Pozdrawiam :D

      Usuń
  50. Dołączam do tej drogi, od nowego roku 0 alkoholu. Mój ojciec i dziadek byli alkoholikami. Nie chce skończyć jak oni. Więcej u mnie na blogu.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  51. nie rozumiem ludzi, ktorzy lubią alkochol i mowią jaki to on jest dobry ? i tu nasuwa sie pytanie, co w nim jest takiego dobrego ? To ze pijąc wodke tak naprawde pijemy zgniłe zboze i inną chemie ? Czy moze to ze pijac wino tak naprawde pijemy sfermentowane owoce winogron.

    OdpowiedzUsuń
  52. Zawsze pilam dosc rzadko i niewiele, ale fakt ze dodawalo mi to animuszu na imprezach. Alko tak cudownie tuszuje brak pewnosci siebie... teraz mam 30pare lat, duzo pewnosci siebie i w ogole nie potrzebuje alko. Czasem wypije, ale b. niewiele. Zwykle szkoda mi czasu na picie, bo potem jest juz stracony dzien - wole byc trzezwa i zajmowac sie czyms sensownym. Od paru lat mam cudowna prace-pasje, ktora wymaga doksztalcania sie, wole wieczorkiem poczytac cos zawodowego, nawet kieliszek wina do obiadu przeszkadza. Zwyczajnie szkoda mi zycia na alko. Nie jestem zadeklarowana abstynentka, ale jakos tak wychodzi, ze de facto nia jestem ;-) pozdrawiam Aga

    OdpowiedzUsuń
  53. też rzuciłam picie a Wasze wpisy utwierdziły mnie że postąpiłam słusznie :-) Dziękuję i trzymajcie za mnie kciuki kochani :-)
    Kaja

    OdpowiedzUsuń
  54. Nie pije od tygodnia tak poprostu powiedzialem dosc dzis naszla mnie straszna ochota zeby sie napic ale po przeczytaniu tego blogu zostaje w domu nie pije Dzieki wam Wszystkim pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  55. Ja jestem chlopakiem i mam 23 lata. Nigdy nie pilem alkocholu! Jest mi to obojetne kto jak na mnie paczy z tego powodu ze nie pije. Wokol mnie moze byc tona piwa albo wodki i nie robi do na mnie zadnego wrazenia. Jestem po prostu soba, a to ze inni sie wysimiewaja albo robia wielkie oczy na to ze pije tylko herbatke albo soczek, to jest akurat ich problem. Wole miec jednego przyjaciela a dobrego, ktory jest ok z tym ze nie pije, niz 50 falszywych.

    OdpowiedzUsuń
  56. Witam.
    Ja mam 17 lat, alkohol piłem tylko z mamą (ćwierć szklanki na sylwestra) i w szkole wku...a mnie, że ciągle gadaja "ja to tyle wypiłem, że nic nie pamietam", w ogóle mnie to nie "kręci". Moja mama teraz jest alkoholiczka (ojciec nie żyje od 8 lat) i widzę co alkohol z nią robi i jakoś nie widzę tego, że się chwyce alkoholu, jeżeli bedziecie chcięli się napić to pomyślcie o swoich dzieciach.

    OdpowiedzUsuń
  57. Zalety abstynencji dostrzega się dopiero po upływie jakiegoś czasu. Przynajmniej tak było w moim przypadku. Moja abstynencja nie jest długa i jako osoba, która piła alkohol niekiedy w znacznych ilościach przekraczających zdroworozsądkowe podejście do niego, mogę powiedzieć, że bardziej mi po drodze bez niego niż z nim. Postanowiłem przestać używać alkoholu, ponieważ zauważyłem u siebie niektóre z symptomów uzależnienia, jak np: "urwane filmy", niekiedy efekt odstawienny. Choć nigdy nie diagnozowałem swojego problemy w żadnej z placówek leczenia uzależnień, wiem, że to były początki złego i dis ciesze się, że dokonałem właściwego wyboru.

    Pozdrawiam,
    Bartosz

    PS. Zapraszam na GG

    OdpowiedzUsuń
  58. Witam, a ja wczoraj wróciłam z pewnej "autobusowej" wycieczki z ludźmi z samorządu naszej gminy. do tej pory jestem zła i zdenerwowana. Nie pije alkoholu, bo też nie lubię (1 piwo na pół roku od święta przy grillu). Większość czasu spędzonego na tym wyjeździe upłynęło mi na tłumaczeniu dlaczego nie chce "pójść na jednego". Dla tych ludzi było to niewyobrażalne. Pijane, przewracające się i bełkoczące dziewczyny, starsze panie, nie mówiąc o mężczyznach w strasznym stanie. Nie chciałabym nigdy tak wygadać, dlatego nie pije. Tylko męczące jest to ciągle tłumaczenie się, jakbym zrobiła coś złego...

    OdpowiedzUsuń
  59. ja natomiast piję od 18 roku życia, wiem, że alkohol źle wpływa na stan mojego zdrowia i portfela, mimo to piję ze swoimi kompanami, wiem, że to może sie skończyć tak, że zostane osiedlowym menelem... jest jeszcze szansa, że znadję tą "jedyną", i rzuce w pizdu to wszystko, bo chyba na nadejście takiej osoby czekam... lubie czytać, gram na gitarze, staram się rozwijać umysł, a mimo to piję...

    OdpowiedzUsuń
  60. dodam, że mój ojciec zrujnował życie sobie i rodzinie przez alkohol...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. do artek, tą " jedyną" znajdziesz przed tabernakulum...
      :)

      Usuń
  61. artek polecm 90 mitingów w 90 dni! TO POMAGA!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam. jestem tutaj nowy.

      Usuń
  62. szukam miejsca w sieci, gdzie można publikować swoje poglądy na temat tzw. "alkoholizmu", który uważam za jedno wielkie złudzenie.
    Proszę o pomoc.

    OdpowiedzUsuń
  63. Pewien człowiek, którego bardzo szanuję (naczyciel z technikum, prawdziwy profesor z tytułem, a nie pseudo magister, który każe się tytulowac pan profesor) powiedział mi "Kiedy ktoś w stanie nietrzeźwości powie o tobie coś niemiłego zerwij z nim wszelkie kontakty" i miał rację. Wiele razy byłem zachęcany przez weekendowych imprezowiczów "Chodź z nami, nahukamy się i będzie super zabawa, zaliczymy milion lasek" itp pierdoły. Zerwałem z nimi wszelakie kontakty, zostało mi raptem kilku przyjaciół, ale tych prawdziwych. Nie żałuję, i widząc ich przelotnie na ulicy współczuję

    Podobnie w rodzinie wiele razy na mnie dziwnie patrzyli, kiedy odmawiałem wódki choćby na Sylwestra czy piwa. I jakiekolwiek uzasadnienie wywołuje (nadal) szczere oburzenie moich współplemieńców. W takich sytuacjach ogarnia mnie ochota na śmiech, widząc ich wyraz twarzy. Wychodzą z założenia "Jesteśmy Polacy, dumni Słowianie. Zabawę i libacje mamy we krwi". Nahukać się i rzygać po krzakach - to powinienem wg. nich robić. Trudno im się z tym pogodzić, ale dmucham na to. Kiedy po czasie powoli zaczyna się libacja siadam z brzegu, oddając się oglądaniu TV i zostawiam familie z ich problemami. Grzecznie z uśmiechem odmawiam, w myślach sczerze im współczując.

    A że przyszło mi wychować się w rodzinie, której jedna część pochodzi ze wsi? Hmm... :)

    OdpowiedzUsuń