Czy lubisz swoją pracę?

Pieter Bruegel (starszy) - fragment Upadku Ikara
Są ludzie, którzy lubią swoją pracę. Można od nich usłyszeć „lubię poniedziałki”, „czekam, aż moje wakacje się skończą, bym mógł wrócić do pracy”, „o – już pora obiadu, ale mnie ta praca wciągnęła”, „to już jest 17:00?”. Mogą oni wiele lat spędzić w jednej firmie i nie chcieć jej zmieniać.

Widziałem jednak sporo ludzi, którzy nie lubią swojej pracy. Dla których dni tygodnia to beznadziejniałek, zmorek, szkoda, niewartek, śpiątek, sobota, niedziela. W wersji angielskiej Shitday, Shitday, Shitday, Shitday, Shitday, Saturday, Sunday. Mówią oni: „co za nuda i powtarzalność, jakbym był zombie albo robotem bez życia”. „Nie lubię mojej pracy”. „Co ja robię, jaki to ma w ogóle sens?”.

Ci sami ludzie czasami mówili:
„Muszę mieć lepszy samochód”.
„Może wymienię już te stare meble?”.
„Zrobiłbym sobie remont łazienki – te kafelki są już niemodne”.
„Muszę mieć nowy ekspres do kawy, wszyscy moi znajomi taki mają”.
„Marzy mi się dom z kominkiem”.
„Muszę mieć nowego iPADa”.

Oni za każdą rzecz płacą swoim czasem pracy, swoim życiem. Więcej wydatków, to dla nich więcej nielubianej pracy.

Pieniądze można wydawać na zaspakajanie podstawowych potrzeb, takich jak jedzenie, mieszkanie i ubranie. Można też zapewniać sobie luksusy i wygody. Czasem za przyjemności konsumpcji płacimy trudem pracy. Ta wymiana może być opłacalna lub nie. Drogim samochodem można niby pojechać wszędzie, ale często wychodzi na to, że jeździ się nim głównie do pracy, by go spłacić.

Wiele wydatków przynosi jedynie płytką przyjemność, bez głębokiego zadowolenia. Nowe rzeczy cieszą tylko przez krótki czas. To tak jak ze słodyczami, które dają krótką ekscytację, ale trwale nic dobrego nie wnoszą, bo mają mało wartości odżywczych.

Prawdziwa satysfakcja często nie pochodzi z konsumpcji. Prędzej już z przyjaźni, miłości, tworzenia, rozwoju wewnętrznego, kontaktu z naturą, z podążania za zainteresowaniami, z realizacji marzeń (choć też i z dobrze wybranej pracy!). Oczywiście, do wielu z tych rzeczy często potrzeba pieniędzy, ale mniej niż na wiele luksusów.


Czy bez pracy człowiek zwariuje?

Bywali milionerzy, którzy przechodzili na emerytury w młodym wieku, lecz po kilku miesiącach grania w golfa wracali z powrotem do pracy. By nie oszaleć, by się nie nudzić. Człowiek w pewien sposób jest skazany na pracę (czy to zarobkową, czy nie), w tym sensie, że ma potrzebę wpływania na świat i odciskania na nim swojego piętna.

Psychiatra Antoni Kępiński wskazywał, że człowiek może cierpieć na niepokój nerwicowy, gdy jest pozbawiony możliwości aktywnego przekształcania swego otoczenia, gdy przymusowo jest bezczynny (1).


Praca, co wykańcza

Wiele rodzajów pracy może jednak człowieka bardzo obciążać fizycznie lub psychicznie. Bóle kręgosłupa, bóle głowy, żylaki, różne inne dolegliwości mają często swoje źródło w zbyt długiej pracy. Czy z bolącym kręgosłupem cokolwiek może się w życiu podobać? A jeśli praca powoduje nadmierny stres, to obciążany jest cały organizm. „Wysiłek statyczny przy biurku to jest tortura dla ciała”, powiedział kiedyś pewien ortopeda. Praca fizyczna potrafi zaś wyczerpać siły. Im więcej wydajemy, tym więcej skazujemy się na dłuższą pracę, a im jej więcej, tym ciężej ją udźwignąć. Nawet jeśli teraz dobrze znosimy trud pracy, to nie wiemy, co będzie za 5, 10, 20 lat.

Niejedna praca, szczególnie taka z nadgodzinami, jest tak wykańczająca, że po powrocie do domu nie ma już na nic siły. Całe życie ulatuje z człowieka, pracodawca wykupił całą energię i nie pozostawił nic. Wyścig z konkurencją wykończył. I tak ma być przez 40 lat?

Uczciwość w pracy

Kolejny powód do możliwych frustracji z pracy to poczucie niemoralności w wykonywanym zawodzie. Mógłbym tu wymienić jawną nieuczciwość, np. oszukiwanie klientów czy ukrywanie przed nimi ważnych informacji. Można też mówić o zawodach legalnych, ale niemoralnych. Są rzeczy, na które pozwala prawo, ale które powodują czyjeś cierpienie. Można oczywiście uciszać w sobie wszelkie wyrzuty sumienia mówiąc „przecież muszę spłacać kredyt”, „panie, teraz takie czasy”, „inni też tak robią”, „zwariuję, jak się dalej będę nad tym zastanawiał”. Czy jednak wtedy może pojawić się w człowieku satysfakcja zawodowa?

Dzisiaj jest tyle zawodów, które wiążą się z zanieczyszczaniem środowiska, produkcją niezdrowej żywności, szkodliwych środków chemicznych, używek, dostarczaniem ludziom taniej rozrywki. Może być ciężko znaleźć zawód, w którym ma się poczucie pozytywnego wpływu na świat, a zwłaszcza za dobre pieniądze. A wydaje się, że niejeden człowiek chciałby zostawić po sobie coś dobrego.

Mniej wydatków, większa elastyczność w życiu zawodowym

Mniejsze wydatki pozwalają na większą elastyczność w wyborze pracy, a czasem liczby godzin pracy i urlopów. Wydając dużo, człowiek często automatycznie odrzuca pewne stanowiska, jeśli wiążą się z małymi zarobkami. Nawet, jeśli jest to coś fascynującego. Podobnie, odrzuca pracę w niepełnym wymiarze godzin.

Chodzi mi o to, by pierwszym pytaniem przy szukaniu nowej pracy nie było „ile płacą”, tylko „czy chciałbym to robić?”, „czy świat będzie lepszy od tej pracy?”. Aby nie myśleć „tak mi się już nie chce pracować w mojej aktualnej pracy, ale gdzie mi tyle zapłacą”. Aby pod koniec tygodnia nie przychodziły myśli „muszę się teraz zresetować”, „mam dość, muszę się napić”. Zastanawiam się, czy człowiek zadowolony ze swojej pracy (i ogólnie z życia) ma ochotę iść się upić pod koniec tygodnia?

Owszem, nawet przy redukcji wydatków, na większą elastyczność zawodową nieraz trzeba długo czekać. Czasem 5, 10, 20, a nawet 30 lat. Jednak jest wtedy szansa, że przyjdzie czas, w którym będzie można sobie pozwolić na zmiany. Potrafiąc żyć za niewiele, mając odpowiednie zaplecze finansowe i spłacone zobowiązania. Chodzi o to, by nie czekać 40 lat na tę elastyczność, ale znacznie mniej. By być pracownikiem, a nie niewolnikiem. Chodzi o większe zadowolenie z życia. Bo jak to stwierdził Antoni Kępiński, „poczucie zmarnowanego życia łączy się najczęściej z niezadowoleniem ze swej pracy” (2).

Z drugiej strony

Oczywiście, mniej płatny zawód, ale rzekomo „z powołania” może okazać się znienawidzony po tygodniu – tak czasami własne wyobrażenia mogą ulegać weryfikacji. A dawno „znienawidzona” praca, już zresztą utracona, może się wydawać całkiem ciekawa. Po rezygnacji z dobrze płatnej pracy po to, by znaleźć swoją rzekomą pasję, można wpędzić się w tarapaty finansowe.

Można być niezadowolonym z pracy poprzez swoją interpretację, przez roszczeniową postawę, że „mi się należy”, „muszę mieć ciekawą pracę”, „nie będę się kalał taką pracą”, itp. Czasami można znienawidzić swoją pracę przez zbyt wygórowane oczekiwania, przez brak szacunku do pewnych rodzajów pracy („nie po to tyle studiowałem, żeby teraz robić coś takiego”, „muszę być kierownikiem”). Pragnienie zbyt ciekawej pracy może być źródłem cierpienia, jeśli nie ma się możliwości znalezienia takowej.

Warto tutaj pokazać obraz Jana Vermeera „Mleczarka”, przedstawiający służącą przy prostej pracy, kobietę pełną skupienia, harmonii, a może i radości z życia? Pomimo, że zajęcie jest zwyczajne i z pewnego punktu widzenia o niskim prestiżu.

Jan Vermeer - Mleczarka


Czasem można nie lubić pracy przez niedostateczne zaangażowanie, małą własną inicjatywę. Czasem z prozaicznego powodu takiego jak niewysypianie się, niezdrowe odżywianie czy brak aktywności fizycznej.

Antoni Kępiński pisze, że „praca, która daje zadowolenie, nie męczy, a jeśli zmęczenie występuje, jest to 'zdrowe' zmęczenie, po którym odpoczynek jest dużą przyjemnością” (3). Jednak nawet najbardziej ukochane zajęcie może przynieść chwile trudu, nudy i niechęci. Ktoś powiedział „weź coś co lubisz i zajmuj się tym profesjonalnie, a znienawidzisz to. „W pocie czoła będziesz pracował na chleb swój”, powiedział Bóg do Adama w Księdze Rodzaju. Nieraz wydaje się, że człowiek będzie musiał w tym symbolicznym, bądź dosłownym pocie czoła pracować przez całe życie.

Jeśli ktoś mało pracuje, ten może zauważyć spadek kompetencji zawodowych.

Niemniej jednak im mniejsze są nasze wymagania finansowe, tym łatwiej znaleźć pracę, która przynosi satysfakcję, nie wykańcza psychicznie ani fizycznie. Pracę, która jest dla człowieka, a nie na odwrót.


Przypisy:
(1) Antoni Kępiński, Psychopatologia nerwic, strona 214
(2) Tamże, strona 218
(3) Tamże, strona 210

31 komentarzy:

  1. Nawet jeśli nasza praca nie jest związana z naszą pasją, a zajęcie, które wykonujemy nie pasuje nam do końca, można znaleźć sposoby na cieszenie się swoją pracą.
    Jeśli patrzę na pracę przez pryzmat, najczęściej rutynowych, obowiązków, które mam wykonania, to ciężko znaleźć radość w tym, że przez najbliższe 4 lata będę wypełniał wciąż ten sam "formularz".
    Jeśli z kolei patrzę na pryzmat możliwości jakie mi daje:
    - może przejdzie przez moje ręce więcej "formularzy" niż gdybym sam je tworzył i będę miał ogromne doświadczenie w praktycznych rozwiązaniach, które są stosowane;
    - może zbuduję dzięki pracy siatkę kontaktów (w końcu jest ich mnóstwo w "formularzach" i muszę się z nimi kontaktować), które potem mi pomogą;
    W większość sytuacji, czy to zawodowych, czy życiowych nie jest czarna, lub biała. Wystarczy dostrzegać odcienie białości.
    Choć takie nastawienie to w dużej mierze kwestia naszej genetyki, o czym można poczytać w artykule:
    Mózg optymistów ignoruje negatywne informacje

    OdpowiedzUsuń
  2. Praca powinna polegać na zaspokojeniu podstawowych potrzeb (jedzenie ,dom ,ubranie) - w ten sposób żył człowiek dawniej ,szkoda że dziś odeszło się od tego. Niedawno poznałem minimalizm ,teraz widzę że odnosi się do tego co napisałem na początku tego komentarza. Jakże mało popularny jest pogląd by żyć (tak) skromnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. No dobrze, co jednak gdy jest się minimalistą, nie ma się żadnych wygórowanych potrzeb a jest się skazanym na pracę której się nie lubi za te 1500zł bo innej aktualnie nie można znaleźć?

    Ja wiem, że w teorii to wszystko ładnie brzmi jak się już zarabia dużo więcej i dopiero zaczyna się ograniczać swój konsumpcjonizm.
    W praktyce jednak zapewnienie nawet tych podstawowych potrzeb poprzez mało płatną pracę (z reguły wręcz niewolniczą) - wydaje się być w Polsce niemożliwe.

    Pomijając już to, że tutaj bardzo dużą uwagę poświęca się pozorom i lepiej być accountem za najniższą + prowizje niż rzemieślnikiem za kilka tysięcy.

    OdpowiedzUsuń
  4. W mojej poprzedniej pracy lubiłam poniedziałki, czekałam na koniec wolnego :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hubert: no właśnie, zadowolenie z pracy może wynikać z odpowiedniej interpretacji.

    wapn: prawda, że jest niepopularny, niestety ...

    Jedrek: bardzo długo można by na ten temat pisać. Często zmiana może być możliwa dopiero po długim czasie: nawet po kilkunastu latach albo i dłużej. Samo wyuczenie się nowego zawodu może zająć lata, a przecież w czasie przygotowań ciągle trzeba pracować. A jest jeszcze trudniej, gdy pojawią się dzieci.

    minimaLenka: a w obecnej?

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow! Czytasz prof. Kępińskiego :) Uwielbiam Go. Właśnie czytam Schizofrenię jego autorstwa. ;]

    Zgadzam się z Jędrkiem, że tekst troszeczkę kontrowersyjny jak na nasze polskie realia, albo zarabia się dużo albo mało, klasa średnia jest niedużą grupą społ. i takie tezy mogą rozsierdzić eksploatowanego człowieka za najniższą krajową... wszak wyrafinowanych potrzeb mu praca nie pozwala zaspakajać, a wypoczęty nie jest. Jednak rozumiem przekaz artykułu, gdyż dotyczy on głównie bogacącej się dopiero klasy średniej- tak mi się wydaje.
    Ale to nie wina autora, że tak reagujemy, miał na myśli co innego jednak temat przy dzisiejszym bezrobociu źle się kojarzy.

    Rzeczywiście są ludzie, którzy galopują za pieniądzem mogąc zredukować bieg... ale nie robią tego bo samochód, bo meble, bo gadżety dla dziecka... jest właśnie tak jak piszesz :)

    pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ludzie po prostu są tak wychowywani od małego w dzisiejszym świecie - wychowywani w konsumpcji. Znam ludzi którzy ciągle się bawią, chodzą na imprezy, dyskoteki i wydają na te zabawy mnóstwo pieniędzy. Z rozmów wiem też że boją się oni mieć pieniądze, sami dobrze wiedzą że choćby mieli milion zł to i tak by to zmarnotrawili, bo nie znają umiaru, bo liczy się konsumpcja, nowe kafelki w toalecie, tapety w pokoju czy super auto. Jakoś nigdy nie mogłem tego zrozumieć. Na przykład mam w domu starą kanapę, gdzie niegdzie jest przytarta, pogryziona przez psa, ale działa - można na niej siedzieć, leżeć czy spać, w jakim celu mam kupować nową? Żeby ładnie wyglądała?
    Ludzie się nad tym nie zastanawiają że taki mebel, telewizor, czy lodówka to nie jakieś tam 1000zł, 2000zł czy 3500zł, a godziny, tygodnie i miesiące ich życia, które tracą żeby wykupić to wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, albo "stety", są osoby, które nie wytrzymałyby z pogryzioną kanapą długo, mam na myśli posiadaczy rozdmuchanego zmysłu estetycznego. Na szczęście można tanio i ładnie urządzić mieszkanie, w tym np. odnowić starą kanapę :)

      Usuń
  8. plusultra: prawda, że w Polsce jest problem biedy, eksploatacji pracowników i niskich zarobków. Jednocześnie jednak widzę, jak dużo wydaje się na papierosy, alkohol, słodycze, samochody, itp. - czy aż tak mało jest tych, co mogą trochę oszczędzić?

    OdpowiedzUsuń
  9. plusultra: też uwielbiam Kępińskiego, może uda mi się przeczytać wszystkie jego książki.

    Anonimowy: ciekawy komentarz.

    OdpowiedzUsuń
  10. Henryku, a w obecnej nie... to całkiem inny typ pracy.

    OdpowiedzUsuń
  11. napiszcie po prostu gdzie pracujecie i dlaczego to lubicie lub nie - jeśli to nie żadna wielka tajemnica

    a jeśli nie za bardzo - podać mniej więcej typ pracy, itp.

    może znajdziemy najlepszy zawód dla minimalisty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z tych odpowiedzi poniżej wynika, że to jednak wielka tajemnica :-) nikt nie napisał, co robi - a ja napiszę: bezrobotny, pasożyt społeczny

      Usuń
  12. Ja aktualnie studiuje dziennie i pracuje tylko dorywczo w agencji pracy (właściwie biorę prawie każde zlecenie, które się pojawi, żeby jak najwięcej próbować nowych rzeczy).

    Studiuje natomiast informacje naukową i bibliotekoznawstwo i planuje pracować w zawodzie przynajmniej jakiś czas, bo mam jeszcze pomysł na własną firmę. Co myślicie o zawodzie bibliotekarza dla minimalisty?

    Uprzedzając niektóre komentarze - uwierzcie mi, że to nie tylko układanie książek na półkach :)

    Pozdrawiam
    Jakub Mikołajczak

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej,
    Co do pracy, to spotkałam się z dwoma "teoriami". Jedna to ta, która wyznaje zasadę "znajdź pracę, którą lubisz, a już nigdy nie będziesz musiał pracować".
    Niektórzy jednak twierdzą, że jeśli zarabia się na pasji, to nasze zainteresowanie tą pracą powszechnieje i już nas tak nie kręci. Dlatego praca powinna kojarzyć się z pracą, nie pasją i być taka... no w miarę przyjemna. A niech ta nasza pasja będzie odpoczynkiem po pracy i oderwaniem się od rzeczywistości.
    Natomiast mi chyba bliżej do tego pierwszego poglądu. Ale to też szeroki temat, bo można zacząć się zastanawiać, co to jest właściwie pasja. Czy pojedynczy człowiek jest stworzony do jednej rzeczy (czy istnieje jedna dziedzina, w której byłby niesamowicie dobry?), czy może w takim samym stopniu może interesować się wieloma rzeczami? Niech to pozostanie pytaniem otwartym.

    Pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Trudno wskazać "najlepszy zawód dla minimalisty". Wydaje się, że część ludzi decyduje się na minimalizm, by móc trochę zwolnić, by pracować w takim wymiarze godzin, by mieć jeszcze czas i siły na inne rzeczy.

    Jakub: Czy bibliotekarz może czytać w trakcie pracy :)? Jeśli tak, to dla czytających osób byłoby to wymarzone zajęcie.

    Zawód bibliotekarza bardziej łączyłbym z typem osobowości niż z orientacją minimalizm/konsumpcjonizm. Tutaj jest ciekawy test osobowości: http://www.humanmetrics.com/cgi-win/JTypes2.asp. Niektórzy twierdzą, że typy „ISTJ” i „INTJ” najlepiej pasują do tego zawodu.

    Magda: Zobaczymy, co powiesz za kilka lat :)

    Co do pytania otwartego, to wydaje mi się, że umysł jest bardzo elastyczny i że człowiek może się rozwijać i znajdować pasje w bardzo wielu dziedzinach.

    OdpowiedzUsuń
  15. Trudno wskazać "najlepszy zawód dla minimalisty" tak samo jak nie da się ustalić najlepszego zawodu w ogóle. Na przykładzie firmy, w której pracuję: są osoby, które zmuszone do pracy przy, na przykład, frezarce, męczyłyby się bardzo. Ale spróbujcie oderwać od maszyny naszego najlepszego tokarza! On po prostu robi to co lubi, i nie zamieni swojego stanowiska na kierownicze, bo woli wykonać konkretną pracę manualną (też wymagającą myślenia), niż być organizatorem i ciągle wchodzić w interakcje z innymi ludźmi.

    Mamy różne umysły.

    Pozdrawiam grono minimalistów,
    Rafał.

    OdpowiedzUsuń
  16. Hillwalker: dokładnie - w kwestiach zawodowych ludzie mają często odmienne preferencje.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Przymierzam się do zmiany zawodu/zajęcia na minimalistyczny. Może to będzie pół etatu zamiast całego, bo zarabiam nieźle. Niestety żona krzywo patrzy na moje plany. Ona nie jest zwolenniczką minimalizmu. Dobre meble by zmieniała, bo "niemodne" itd.

    Masz fajne, mądre teksty. Trochę za bardzo poprawne, jakby z czasopism kobiecych. Ładna polszczyzna.
    Dlaczego nie robisz wcięć akapitowych?
    Już wiem, edytor tekstu je likwiduje.

    pozdrawiam

    Spin0za

    OdpowiedzUsuń
  18. Niestety, minimalizm nie przynosi samych dobrych rzeczy - bo u niektórych może powodować kłótnie małżeńskie.

    Celowo próbuję pisać takim "poprawnym" stylem, by unikać niepotrzebnego zrażania czytelników.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  19. "oszukiwanie klientów czy ukrywanie przed nimi ważnych informacji" - cała bankowość na tym stoi, a już to co robi Citibank to już... praktycznie temat na całego bloga

    OdpowiedzUsuń
  20. ja nie lubię swojej pracy, każdego dnia czuję, że jest to strata czasu, że tam siedzę. Wykorzystywanie, małe zarobki, nie są satysfakcjonujące.
    Na swoim blogu właśnie opisuję, moje doświadczenia związane z pracami, rozmowami na których byłam.

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie fajnie...zlosnico ale jestem w podobnej sytuacji. Siedze tam tylko z mysla o tym, ze niedlugo zmienie prace, jednak to chyba nie bedzie takie proste jak sie wydaje. Jest to robora siedzaca po 8 , 10, czy 12 gdz. Nie lubie siedziec. A tu moim jedynym zajeciem z ktorego jestem rozliczana to sprawdzanie setek papierow...

    OdpowiedzUsuń
  22. Przypadkiem wszedlem na ta strone. Ja pracuje jako spawacz i uwielbiam to robic ale zdarza mi sie ze mam poprostu dosc np po 6h a czasami pracuje 12h i moglbym dluzej.zastanawiam sie czy kiedys znienawidze spawanie.ja minimalista nie jestem bo to mi radosci nie sprawi.uczestnicze w tym biegu po kase i zostawie w nim duzo zdrowia ale zycie jest jedno i moze az tak dlugo zyl nie bede ale za to bardzo aktywnie i bede zaspokojony spelniajac swe marzenia za zarobione pieniadze

    OdpowiedzUsuń
  23. Witam, z tego co widzę, to ogólnie jest Pan zadowolony ze swojej pracy i to wcale nie jest bieg po kasę, tylko do spełniania marzeń (jak Pan na końcu napisał). Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  24. Henryku,
    Abstrahujac od zawartosci merytorycznej Twoich wpisow, ktora mnie tutaj przywiodla, chcialbym Ci podziekowac za ilustrowanie wpisow Twojego bloga zdjeciami wspanialych obrazow. Zawsze sprawiaja mi wielka radosc, podziw a niektore wprawiaja mnie w zachwyt, szczegolnie jesli ich nie znalem wczesniej.
    To jest doskonaly pomysl na ozywienie suchego tekstu, przy tym bardzo oryginalny. Dziekuje Ci za to.

    z pozdrowieniami
    Adam



    pozdrawiam
    Adam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Adamie, miło jest widzieć kogoś, kogo też pasjonuje malarstwo :) Pozdrawiam.

      Usuń
  25. Witajcie :)

    Właśnie jestem na etapie czytania wszystkich wpisów i komentarzy. Jak się kilka dni temu okazało, niezwykle bliska jest mi ideologia minimalizmu. Wpis o pracy skłonił mnie do napisania.

    Mam 25 lat i nie wiem, co chciałabym robić w życiu. Nie chce brać udziału w "wyścigu szczurów", tylko cieszyć się życiem i móc się realizować.
    Skoczyłam studia mgr. W wieku 21 lat złożyliśmy z mężem sklep z zabawkami.
    Te 4 lata były trudne pod względem psychologicznym i finansowym. Momentami byłam przygnębiona i zła, że nie robię tego, w czym bym się realizowała, co przynosiło by mi radość i większą satysfakcję. Teraz widzę, że przez tyle lat nie zrobiłam zbyt wiele, by zbliżyć się mnie do poznania drogi, jaką chciałabym iść. Jedynie studia ("psychologia w zarządzaniu") pokazały mi, to czym nie chcę się zajmować. One uświadomiły mnie jak media działają na ludzką psychikę.
    Jestem na etapie poszukiwania. Marzy mi się coś związanego ze sztuką i rzemieślnictwem... Zobaczymy.
    Zastanawiam się, czy nie jest za późno na pewne kroki.

    Dam znać, kiedy dowiem się jaka jest moja droga :)

    Pozdrawiam,
    Malwina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ah.. no i jeszcze odpowiedź na pytanie: Tak, lubię swoją pracę, chociaż chciałabym robić coś innego.

      Wynik testu ISFP. Coś jest na rzeczy :)

      Usuń
  26. Znienawidziłam swoją pracę przez właściciela i jego pracownika - córkę!

    OdpowiedzUsuń
  27. Z przyjemnością mogę dopisać, iż bardziej lubię swoją pracę niż przypuszczałam pierwotnie :D Lubie ludzi, moje zabawki i działanie na własny rachunek. Raczej nie myślę już o szukaniu alternatywy, choć prawdopodobnie trzeba będzie się tym zająć. Ze sklepu z zabawkami milionów nie będzie :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń