Wnioski po wielu latach nieoglądania telewizji

Źródło: Michael Journal
Od wielu lat prawie w ogóle nie oglądam telewizji. Czasem tylko widziałem u kogoś kawałek jakiegoś programu. Obecnie poprzestaję na YouTube i filmach na komputerze (średnio nie więcej niż kilka MINUT dziennie, kiedyś trochę więcej, bo uczyłem się angielskiego). Dlaczego nie oglądam telewizji?


Dużo wolnego czasu

Telewizja potrafi być wielkim złodziejem czasu. Nie oglądałem jej, więc mogłem w wolnym czasie przeczytać kilkaset książek. Za nic nie zamieniłbym ich na setki obejrzanych programów, teledurniejów, czy „Wiadomości”.

Zamiast oglądać „Mam talent” wolałem rozwijać własne talenty.

Zamiast oglądać „Taniec z gwiazdami”, chodziłem na kurs tańca. Zresztą w tym programie samego tańca wcale aż tak dużo nie było, za to mnóstwo reklam, konkursów SMS i gadania.

Zamiast oglądać sport w TV, sam uprawiałem wiele ciekawych dyscyplin sportowych. Czasem tylko oglądałem coś, by się w nich dokształcać, ale raczej nie w TV (a np. na YouTube).

Spędzałem czas aktywnie, zamiast pasywnie oglądać.

Widziałem też koło stu tysięcy reklam i kryptoreklam mniej niż statystyczny Polak. Schroniłem się przed nimi jak przed plagą szczurów, szarańczy albo bombardowaniem. 


Masowa dezinformacja seksualna

Filmy i seriale mają często mały związek z rzeczywistością. David G. Myers zauważył (3), że gdy na filmach para idzie do łóżka (oczywiście po jednym lub kilku spotkaniach, jakby to była jedyna możliwość), to pomija się aspekt antykoncepcji. Przecież to „nieromantyczne”. Mało mówi się zaś o niechcianych ciążach czy matkach samotnie wychowujących dzieci. A przecież środki antykoncepcyjne zawodzą. Nie zabezpieczają przed ciążą! Zmniejszają tylko prawdopodobieństwo poczęcia. W szczególności prezerwatywa jest bardzo słabym środkiem antykoncepcyjnym - na sto par już w ciągu roku u kilku pojawia się ciąża. A co po kilku latach? Podobnie z pigułkami hormonalnymi - tutaj też wychodzi kilka par na sto w ciągu roku (jedną z przyczyn jest nieprawidłowe ich stosowanie, ale nawet przy prawidłowym nie ma pełnej gwarancji). Stosunek przerywany ma jeszcze mniejszą skuteczność. Łączenie różnych sposobów zaś nigdy nie daje całkowicie 100% pewności. A jeśli chodzi o aborcję, to przecież u wielu kobiet pojawia się syndrom poaborcyjny, który może dręczyć nawet do końca życia. Niektórzy temu zaprzeczają, a przecież jest dużo świadectw kobiet cierpiących po dokonaniu aborcji.

Poza tym, dlaczego na filmach prawie nikt nie zaraża się HIV albo chorobami wenerycznymi? Nawet prezerwatywy przed nimi nie chronią! Zmniejszają tylko ryzyko zakażenia. To jest masowa dezinformacja seksualna.

Co więcej, żeby kogoś dobrze poznać to potrzeba dużo czasu. Jeśli dwoje ludzi wchodzi szybko w sferę erotyczną, choćby w pocałunki, to utrudnia sobie dobre poznanie się. Uruchamiają potężne emocje, które zaciemniają prawdę o drugim człowieku, a poza tym wciągają, nawet uzależniają od drugiej osoby. Skutkiem tego często jest trwanie długo w związku, którego powinno nie być (nierzadko tracąc najlepszy okres młodości, kiedy to właśnie najłatwiej poznawać kandydatów na żonę czy męża), cierpienie i wieloletnie rany psychiczne u obu osób po zerwaniu, a nawet poczęte w takiej relacji dzieci czy zawieranie małżeństw bez poznania się w prawdzie, a na skutek odurzenia seksualnego.

Jak było wspomniane, antykoncepcja jest zawodna. Zatem każde współżycie wiąże się z możliwością pojawienia się dziecka. Dziecko zaś jest na całe życie, a najlepsze warunki dla rozwoju dziecka są wtedy, gdy ma dwoje kochających się i dobrze dobranych rodziców, przez całe swoje życie. Zatem filmy, gdyby dbały o szczęśliwe rodziny, o szczęście dzieci, to pokazywałyby pary, które przez długi czas chodzą ze sobą w czystości seksualnej. Jak długi? Odpowiem pytaniem: skoro antykoncepcja jest zawodna, to co będzie, gdy para zajdzie w ciążę przed ślubem? Co będzie, gdy na weselu dla całej rodziny będzie widać brzuch? Jak wielki stres to będzie dla kobiety? Te spojrzenia, plotki, czasem nawet awantury z rodzicami. A przecież stres matki odbija się negatywnie na rozwoju dziecka. A z innej strony: co gdy zaręczyny zostaną zerwane?

Dalej, wierność małżeńska nie ma zbyt dużego powodzenia w wielu filmach. A przecież ze zdrad i rozwodów wynika niezwykle ogromne cierpienie dla dzieci, dla całej rodziny. Spustoszenia są tak duże, że często już nigdy nie uda się ich naprawić. Widać to szczególnie u dzieci, u których dochodzi nawet do osłabienia zdolności intelektualnych i okaleczenia psychicznego, którego skutki ciągną się nieraz nawet całe życie. Między innymi tym dzieciom ciężej jest potem zbudować szczęśliwą rodzinę. Tutaj trzeba też zaznaczyć, że im wcześniej para rozpoczyna współżycie, tym statystycznie częściej dochodzi do rozwodu po latach. A jak mówią rozwodnicy, rozwód to wieloletnie piekło. Stawka jest bardzo wysoka: w Polsce rozpada się co trzecie małżeństwo, a wiele osób po rozwodzie czuło, że przegrało życie. A jeszcze te biedne dzieci ...  

W tym temacie warto przeczytać też książkę Jasona Everta "Jeśli naprawdę mnie kochasz" lub ogólnie książki Jacka Pulikowskiego.


Przemoc, walki

W filmowych walkach, ci co mocno oberwą i padną, potrafią nagle z podwojoną siłą wstać i dalej walczyć. Bohaterowie filmowi miejscami biją się tak, jakby nigdy nie byli na żadnym treningu sportów walki: np. pierwsze uderzenie od razu celnie trafia. Chodzi o to, że prawdziwe walki nie zawsze są tak efektowne, więc sztucznie zawyża się liczbę celnych uderzeń. Cios z obrotu w głowę, który nie ma zwykle racji bytu w prawdziwej walce, jest często pokazywany ze względu na dużą widowiskowość. Na dodatek nie pokazuje się długotrwałych szkód po tych bójkach – np. konsekwencji urazów głowy. Może ktoś sobie pomyśli, że bicie się to jest fajna zabawa? Tym bardziej, że np. niektóre kreskówki dla dzieci czasem pokazują przemoc jako coś zabawnego.

Inna sprawa, że w filmach tak często pojawia się przemoc, pistolety, zabójstwa, a ile razy widzimy je w prawdziwym życiu? Po co więc się na tym tak koncentrować? Gdy w filmie pojawia się pistolet, to zadaję sobie pytanie: może reżyser ma po prostu mało do powiedzenia?


Nigdy nie zaakceptuję przerywania programów reklamami

Odbieram to jako brak szacunku dla mnie i dla mojego czasu. Jako coś, co dekoncentruje. Głośność reklam celowo jest większa. Może po to, by słyszeli je inni domownicy jak też i widz, który poszedł w czasie reklamy do kuchni?

Manipulacyjne, szkodliwe reklamy

Jeśli ktoś pokazuje mi reklamy niezdrowej żywności, to czy on w jakikolwiek sposób przejmuje się moim dobrem? Czy zapraszałbym do domu znajomych, o których bym wiedział, że chcą mi zaszkodzić? Tych reklam (jawnych jak i niejawnych – gdy np. aktor sięga po rozpoznawalną markę ciastek) czegoś, co w moim odczuciu jest szkodliwe, powstało całkiem sporo. Używa się przy tym różnych technik manipulacji. Same takie próby wpływania na mnie są zniechęcające.

Pewne badanie pokazało, że mózg człowieka przed telewizorem przechodzi na wolniejsze obroty, w których to wzrasta podatność na sugestie (1). A w TV jest przecież tyle reklam ....

Ciągła promocja konsumpcjonizmu

Tu nie chodzi już o same reklamy. Jeśli medium żyje głównie z reklam, to i same programy będą często nakłaniać do konsumpcjonizmu. Tak więc przystojny aktor w filmie podjedzie luksusowym autem (co może być też kryptoreklamą) do swojego apartamentowca, gdzie uśmiechnięty siądzie na drogiej sofie i włączy najnowszy sprzęt elektroniczny. Wspomni o wakacjach na Hawajach. Widziałem kiedyś teledysk, w którym atrakcyjna kobieta patrzyła z fascynacją na mężczyznę w prestiżowym (w odczuciu społecznym, dla mnie nie ma prestiżowych aut) samochodzie, którego marka była wyraźnie wyeksponowana. Kto by np. emitował w telewizji programy o minimalizmie zniechęcające do kupowania, skoro większość przychodów telewizji stanowią właśnie reklamy? Reklamodawcy nie chcieliby wtedy tak dużo płacić.


Wiadomości telewizyjne

Większość wiadomości w TV ma mały związek z moim życiem. Na świecie tyle się dzieje, że poczucie bycia „na bieżąco” jest iluzją. W dodatku wiadomości dużo szybciej można przeczytać, niż obejrzeć.

Wiele informacji dotyczy tragedii, morderstw, wojen. Są to faktycznie smutne wiadomości. Jednak w zdecydowanej większości przypadków nic nie mogę na to poradzić. Dlaczego więc mam to oglądać i przy okazji czynić nowe zło: pogarszać sobie humor i zarażać nim innych? W tym zakresie dieta niskoinformacyjna jest szczególnie korzystna.

W TV trudno też o obiektywne informacje – przecież za stacjami stoją nieraz konkretne partie polityczne i ich interesy.

Triki, by jak najdłużej utrzymać widza (jego kosztem?)

Źródło: Michael Journal
Im dłużej widz jest przed telewizorem, tym większe przychody z reklam. Dlatego w TV używa się różnych sztuczek, by widz patrzył jak najwięcej. 

Stosuje się np. ciągłe zmiany ujęcia, obraz jest bardzo ruchomy. Gdyby kamera stała w jednym miejscu, to oglądalność byłaby mniejsza. W wielu programach buduje się sztuczne napięcie. „Mam dla ciebie dobrą i złą wiadomość”, powiedział jakiś juror. I zrobił pauzę. Po to tylko, by trzymać widownię w niepewności. W telewizji jest nadmiar bodźców, silnych emocji, przemocy, erotyzacji, sensacyjnych informacji. Co ciekawe, niby jest dużo kanałów, ale pod tym względem mało wyboru.

Czy nasza uwaga jest tego warta? Tym bardziej, że nadmiar bodźców ma swoje złe strony. To działa jak narkotyki lub słodycze. Silne bodźce otępiają wrażliwość na zwykłe bodźce. Normalne życie może wydawać się potem nudne. Telewizja wcale nie zabija nudy. Ona ją tworzy. Tylko nie od razu.

Co małżonkowie pomyślą o sobie wzajemnie, gdy obejrzą w TV setki atrakcyjnych aktorów i aktorek? Jak w porównaniu do postaci z telewizji będą się sobie prezentować?

Wiele programów ma w tle publiczność, która żywo reaguje na to, co się dzieje. Widz może mieć wrażenie, że inni się tym fascynują. Wykorzystuje się tutaj znaną w psychologii „zasadę słuszności”. Dodatkowo daje się widzowi wrażenie zbiorowego, stadnego przeżywania, odwołując się do jego pragnienia uczestnictwa. Ale jest to sztucznie wywołane.

Ostatnio pojawił się jeszcze jeden trik. Telewizory zrobiły się większe i samym rozmiarem jeszcze bardziej przyciągają uwagę.

Telewizja jest w niewoli oglądalności

Prowadzący programy są pod ciągłą presją ewentualnego spadku oglądalności. To może źle wpływać na ich autentyczność. Jeśli pogląd prowadzącego jest niepopularny (choć prawdziwy), to ze względu na oglądalność może nie móc go wypowiedzieć.

Z tego powodu też wiele programów nie aspiruje do pokazywania ambitnych treści, których zrozumienia wymagałoby trochę wysiłku, bo oglądalność mogłaby spaść.


Telewizja - kultura obrazka

Książka i tekst pisany ma taką formę przekazu, że naturalne wydają się w nich dłuższe, bardziej wnikliwe przemyślenia. Telewizja zaś silnie operuje obrazkiem, którym bardzo wielu rzeczy nie da się wyrazić. Czasem obraz wart jest tysiąc słów, ale wielu treści nie wyrazi nawet tysiąc obrazków. Czytając, można szybciej przyswajać treść niż słuchając. Zatem rozwój intelektualny znajdziemy dużo prędzej w książce, niż na ekranie.

Telewizja i dzieci

Małe dzieci są bezbronne jeśli chodzi o wpływ reklam. Do pewnego wieku nie potrafią nawet rozróżnić programu od reklamy. Myers mówi, że są marzeniem marketingowców: naiwne, podatne na wpływy, łatwo ich do czegoś przekonać.

Nadmiar bodźców bardzo obciąża układ nerwowy, a dzieci są na to szczególnie narażone. Nic dziwnego, że dzieci nie oglądające telewizji są w stanie dłużej się koncentrować i łatwiej im zdobyć lepsze wyniki w szkole. A niektóre dzieci mają telewizor nawet u siebie w pokoju ...

Mój kolega po pozbyciu się telewizora zauważył, że jego małe dzieci są od tego czasu dużo spokojniejsze, mniej agresywne i łatwiej zasypiają.

Jak brak telewizora wpływa na kontakty z rówieśnikami? Inny mój kolega zauważył, że najlepsza koleżanka jego córki również nie ma w domu telewizora. Swój będzie ciągnął do swego.


Telewizja przeszkadza innym domownikom

Głos telewizora z drugiego pokoju przeszkadza innym. Jak np. dzieci mają się uczyć albo czytać, gdy słyszą telewizor? Zamknięcie drzwi nie zawsze pomaga.

Przeraża mnie też zwyczaj jedzenia rodzinnych obiadów przy włączonym telewizorze, bo to zaburza rozmowy. A i obrazy pokazywany w TV mogą popsuć apetyt, jak też odebrać doznania smakowe – bo gdy uwaga jedzącego jest skierowana na ekran, to smak przeżywany jest mniej świadomie.

Telewizja i szczęście

W jednym badaniu okazało się, że ludzie, co wiele godzin dziennie oglądają telewizję, są mniej zadowoleni z życia od tych, co dużo czasu spędzają z innymi i często czytają (4).


Poznanie siebie a ciągłe zagłuszanie

W rozwoju człowieka bardzo ważne jest poznanie samego siebie. Wskazywało na to już wielu filozofów w starożytności. Wymaga ono wsłuchiwania się w siebie, myślenia, obserwacji. Gdy w domu jest ciągle włączona telewizja, radio, to poznawanie siebie jest utrudnione (5).


Internet – nowa telewizja?

Internet w wielu miejscach przypomina telewizję. Na początku w Internecie można było znaleźć tylko słowo. Później łącza stawały się coraz szybsze. Do Internetu powoli wkradały się obrazki. Łącza przyspieszały, a obrazki zaczynały się ruszać i zmieniały się w filmy, a na tekst pisany zostaje coraz mniej miejsca. Nie zawsze szybciej znaczy lepiej.

Mam jedną przeglądarkę ustawioną w trybie bez obrazków i filmów, bardzo lubię jej używać.

Oczywiście, Internet niewłaściwie wykorzystany też może być złodziejem czasu, nawet bez obrazków i filmów.


Nowe nieszczęście – telewizory w miejscach publicznych

W niektórych sklepach, poczekalniach różnych firm, komunikacji publicznej pojawiły się ekrany „informacyjne” - taki rodzaj telewizji. Gdzie pokazuje się mnóstwo reklam, wiadomości, które dla mnie są praktycznie zawsze nieistotne. W dodatku ekrany są bardzo krzykliwe – jaskrawe kolory, obraz bardzo się rusza – po to, by skutecznie przyciągać uwagę. Takie ekrany zagłuszają moje myśli – kiedyś we wspomnianych miejscach łatwo mi było przemyśleć pewne rzeczy. Nie zgodzę się, że „możesz przecież nie patrzeć”, bo taki ruchomy obraz mimowolnie przyciąga wzrok. Wspomnę tu ironiczne zdanie Myersa „jak nie lubisz zanieczyszczonego powietrza, to nie oddychaj”. Dobrze, że chociaż na podłożu ścieżek rowerowych jeszcze nie wyświetlają ruchomych reklam.

Jeszcze jeden drobny argument

To może mało istotny argument przy tych pozostałych, ale warto jeszcze wspomnieć: bez telewizora, opłat za kablówkę i prąd na TV jest taniej. Zatem można mieć większą niezależność finansową.

Zakończenie

Czy pracownicy telewizji oglądają telewizję? Tomasz Lis powiedział, że „jestem na tyle inteligentny, by pracować w telewizji i na tyle inteligentny, by jej nie oglądać" (6).

Telewizja – czy będzie na bardzo dużym telewizorze plazmowym, czy na ekranie 3D, specjalnym systemem nagłośnienia, czy będzie w przyszłości z dodatkiem zapachów, pozostanie tylko czymś służącym pasywnej rozrywce. Czymś, co sprawia mniej zadowolenia od aktywnego działania.


Przypisy:
(1) Herbert E. Krugman, Brain wave measures of media involvement, 1969
(2) Arnold A. Lazarus, Mity na temat małżeństwa, mit 21
(3) ten akapit zawiera myśli z książki Davida G. Myersa - The American Paradox - Spiritual Hunger in an Age of Plenty
(4) John P. Robinson, Steven Martin, Channeling Unhappiness, In Good and Bad Economic Times, University of Maryland, http://www.newsdesk.umd.edu/uniini/release.cfm?ArticleID=1789
(5) Erich Fromm, Sztuka istnienia, rozdział „Metody autoanalizy”
(6) Debata Dlaczego głupiejemy - czy rozwój cywilizacyjny ogranicza myślenie? http://www.uo.uw.edu.pl/debata/dlaczego_glupiejemy

74 komentarze:

  1. Henryku, mam telewizor. Ogląda go mój ślubny, który jest maksymalnie uzależniony... ja głównie przelatuję ścierką w ramach kontaktu.
    Nie zamierzam nigdy kupować telewizora do pokoju Syna.
    to tyle w skrócie :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Panie Henryku, nic dodać, nic ująć.
    Rzuciłam to dziadostwo w diabły mając czternaście lat, czyli osiem lat temu. Już wtedy uznałam to za nic wartego mojego czasu. Ale, poza wszystkimi pozytywami, związało się to ze zmniejszeniem kontaktu z rówieśnikami, którzy spędzali całe dnie przed telewizorem i zwyczajnie nie znali tematów wykraczających poza programy telewizyjne (głównie teledyski MTV). A żeby było zabawniej, to gdy poprosiłam: "Nie oglądałam tego programu, ale powiedz mi o czym był", to... nie umieli opowiedzieć! "Musiałabyś zobaczyć" - tak kwitowali. Bo najwyraźniej nie było co opowiadać. Dzięki temu utwierdzałam się w przekonaniu, że podjęłam dobrą decyzję.
    Niestety, moja siostra i mama żyją telewizją. A właściwie to telewizja żyje za nie i to jest przykre, bo próby pokazania im innej drogi kończą się każdorazowo totalną porażką.
    Bo usiąść przed grającym pudłem i wyłączyć myślenie jest łatwiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co z oglądaniem TV, ale w sposób selektywny? Przecież TV to nie tylko "Moda na sukces" i "Taniec z gwiazdami"! Mozna przecież sobie nagrywać wartościowe programy historyczne, naukowe (Discovery, National Geo, Planete) lub arcydzieła filmowe, które też się zdarzają, Teatr TVP. Trzeba tylko umieć to znaleźć, nagrać bądź zarezerowować czas. Nie wyobrażam sobie nieposiadania TV - przecież, jeśli dobrze dobierze się repertuar, nagra wartościowe filmy lub programy, to TV może być oknem na świat! Wszystko z umiarem. Oczywiście, że oglądania teleturnieju czy reklam jest masakrą dla umysłu, ale serii filmów wybitnego reżysera lub programów dokumentalnych i hostorycznych - to na pewno nie. W tym przypadku dodatkowo obraz pokazuje, jak kiedyś świat wyglądał. Moim zdaniem, dobrze wykorzystywana TV może byc inspiracją.

      Usuń
    2. Dagmare Taarilyde - umów się ze mną na randkę.

      Usuń
  3. Bardzo ciekawy post, zmusił mnie do przemyślenia sensu oglądania i ogółem posiadania telewizora i chyba o to chodziło. Muszę przyznać, że jako dziecko i nastolatka oglądałam tv częściej. Kiedyś nawet zrobiłam statystykę i wyszło przez tydzień średnio 3 godziny dziennie! Przeraziło mnie to, bo przez 3 godziny można zrobić naprawdę mnóstwo pożytecznych rzeczy! Obecnie oglądam tylko sport. Zgadzam się, że lepiej uprawiać sport aktywnie niż na kanapie, ale jestem kibicem piłkarskim i bardzo lubię oglądać swoją drużynę w akcji ;). A zimą zawsze chętnie oglądam skoki. Czasem się zdarzy jakiś film, ew. program naukowy, ale tych drugich, od czasów mojego dzieciństwa, jest dramatycznie mało. Pamiętam, że kiedyś oglądałam bardzo ciekawy program o fizyce z takim starszym panem, były doświadczenia, opowieści o nowych odkryciach, a teraz? Taki program by się nie utrzymał na wizji, niestety. O wiadomościach aż szkoda deliberować, bo człowiek może tylko w depresję wpaść, jak się słucha o rzeczach, na które i tak nie ma się wpływu. Wielkie pranie mózgu i popis gry na uczuciach to programy typu "Uwaga", tu w ogóle można stracić wiarę w ludzkość. Już pomijając fakt, że nie liczy się rzetelność, a wywołanie silnych emocji: kiedyś widziałam reportaż o rzeźniach, co to się tam niby nie wyprawia i nie wiedziałam, czy płakać, czy się śmiać - ludzie, którzy to kręcili, nie mieli bladego pojęcia o funkcjonowaniu rzeźni, o uboju i roli lekarza weterynarii w tym wszystkim. Ale raban zrobić owszem, potrafią.
    Dużym problemem w naszym społeczeństwie jest to, że często telewizor sobie po prostu jest. Gra gdzieś tam w kącie, gdy gospodyni gotuje, gdy rodzina je obiad, często nawet na imieninach u dalszej rodziny spotykałam się z tym, że telewizor był włączony w pokoju gościnnym i uwaga skupiała się bardziej wokół Teleexpressu niż innych ludzi.
    Ruchome reklamy w miejscach publicznych - też irytujące, w Niemczech na prawie każdej stacji metra są takie wielkie cudeńka, gdzie wyświetlają wiadomości N24, a za sekundę reklamują jakiś cud-miód salon kosmetyczny za rogiem. Mogłyby chociaż wyświetlać rozkład jazdy, byłyby bardziej przydatne.
    Już samo rozmyślanie nad sensem telewizji (i innych mediów też, ale tv się najbardziej na tym tle odznacza. Jest najgłośniejsza i najbardziej rozpowszechniona) psuje mi humor, boję się pomyśleć, co by było, gdybym więcej czasu spędzała przed tą kolorową skrzynką ;). Ogółem, naprawdę świetny wpis, no i cieszę się, że są jeszcze tacy ludzie na świecie, szkoda tylko, że rzadko ich na swojej drodze spotykam...
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Henryku,

    w dzisiejszych czasach nieoglądanie telewizji to raczej rzadkość, dlatego Twoja postawa jest godna podziwu i naśladowania. Ile jest przecież domów,gdzie telewizor zajmuje honorowe miejsce i stanowi centrum życia rodzinnego.

    Uważam jednak, że we wszystkim należy zachować umiar. Obejrzenie raz na jakiś czas ulubionego serialu czy programu nikomu chyba jeszcze nie zaszkodziło. Ważne, aby nie zastępowało to naszego prawdziwego życia, nie kolidowało z naszymi zainteresowaniami i obowiązkami, nie odsuwało nas od rzeczywistości, która często różni się od świata prezentowanego w telewizji.

    Czekam na kolejne ciekawe wpisy i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. W 100% się zgadzam. Cierpię, bo w domu wyje to gówno non stop, ale "na swoim" opcja telewizor absolutnie nie wchodzi w gre. Telewizja to opium dla mas, ba, nawet gorsza od niektórych narkotyków - prędzej bym wolał, by dziecko co jakiś czas sobie zapaliło marihuany ze znajomymi, czy wypiło piwo, niż prało mózg telewizją.

    Tak odnośnie tematu:
    http://www.youtube.com/watch?v=YKlh_lu53IA
    Prymitywizm i przekaz tej reklamy przeraża. Do czego to ma schodzić, "telewizja osobista" - teraz wszędzie ogłupianie na życzenie. Po za tym styl reklamy - taki "tradycyjny, Polski", pełno dzieci wyraźnie ogłupionych telewizją, oraz jakaś bambaryła-paker w wannie - jako przykład prawie-inteligencji :)

    OdpowiedzUsuń
  6. PS: Sam nie oglądam telewizji od lat, ale właśnie słyszę jak codzień wykańczający huk durnych kreskówek albo wiadomości, zgrooooza.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Michał: Obejrzałam tą reklamę i również jestem przerażona. Jej poziomem, ilością głosów na "tak" i wręcz zachwyconymi komentarzami pod spodem.

    "teraz wszędzie ogłupianie na życzenie" - koszmar, bo wśród takich ludzi trzeba i będzie trzeba żyć.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Dagmare:
    I całkowite przeciwieństwo, trochę starsza reklama:
    http://www.youtube.com/watch?v=FB297F_9aV8
    Jak dla mnie reklama rewelacyjna i serio, sama w sobie wystawia dobrą ocenę firmie za pomysł - dużo odwagi trzeba, by zamiast kiczu wcisnąć sensowne przesłanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "jedna śliwka wrzucona do szamba powideł nie czyni", zdaje się że to częste porzekadło wielmożnego Ojca dyrektora :P
      PS nie oglądam tv od parunastu lat ale na Euro 2012 się przydał

      Usuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Michał: TEJ reklamy nic nie przebije :) Ona naprawdę ma przekaz. Nie tylko "kup! KUP!!!". Puszczam ją sobie czasem na poprawę humoru, to potężna dawka optymizmu (w reklamie!).

    OdpowiedzUsuń
  11. Wyśmienity artykuł dawno czegoś tak dobrego nie czytałem a sam już od ponad roku twierdzę, że Telewizja to najbardziej wiarygodne źródło informacji i jej nie oglądam. Po tym, co przeczytałem dodaję twoją stronę do blog rola i będę czekał na pełne treści wpisy. Pozdrawiam Cashflow88

    OdpowiedzUsuń
  12. "Dobrze, że chociaż na podłożu ścieżek rowerowych jeszcze nie wyświetlają ruchomych reklam."

    Na podłożu jeszcze nie, ale statyczne billboardy są teraz powoli zastępowane telebimami, szczególnie agresywnymi po zmroku.

    OdpowiedzUsuń
  13. Po kilkunastu latach bez TV mam takie refleksje. Już w niedługim czasie zaczyna się w zupełnie inny sposób odbierać ruchome obrazy, na przykład w kinie. Jakby to określić? Chyba bardziej intensywnie (dawniej chodziłam do kina bardzo często, jeszcze w studenckich latach, gdy bilety były bardzo tanie). Generalnie im rzadziej coś się ogląda, tym bardziej emocjonalnie się odbiera. Niestety jest też druga strona medalu. Po pewnym czasie zaobserwowałam, że odpalony TV u kogoś albo w knajpie mimowolnie bardzo przyciąga mój wzrok. I to dużo bardziej niż kiedyś, w dzieciństwie, gdy miałam dostęp do TV codziennie. Jest to czasem wręcz niezręczne, bo wiem, że powinnam się skupić na rozmowie, tymczasem wzrok sam leci w stronę ekranu. Proszę wtedy gospodarzy o wyłączenie lub siadam tyłem, tak by nie widzieć. Jestem wzrokowcem, może to dlatego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze proszę o ściszenie w barach typu kebab. Nie wiem skąd idiotyczna moda że grajdoł musi wyć na full aż żołądek skręca. Toleruję programy "stamtąd" Turcji czy Libanu jako ciekawostkę, choć wiele nie różnią się od naszych.

      Właściciele ściszają (!) no problem.

      Ostatnio założyli wyjące grajdoły w fajnej polskiej kawiarnio-restauracji gdzie lubiłem wcześniej chodzić. Nie jest już tak przyjemnie jak kiedyś. zonk.

      Usuń
  14. minimaLenka: Imponują mi ludzie, którzy telewizor częściej wycierają z kurzu, niż oglądają :)

    Dagmare: Niesamowite, że nawet nie umieli powiedzieć, o czym było. Ale tak właśnie TV potrafi zabić kulturę słowa. Inna sprawa, że w natłoku bodźców ludzie zapominają, co właściwie oglądali. Słyszałem o jakimś badaniu, że często się to zdarza nawet u ludzi, którzy np. obejrzeli kilka programów dokumentalnych pod rząd (!).

    Tuśka: No właśnie, telewizor włączony przy spotkaniu rodzinnym zubaża je.

    To co teraz jest w Niemczech, coraz bardziej przychodzi do Polski, niestety.

    Michał: Wspominałeś niedawno o zamiarze stworzenia kontrowersyjnego bloga: Twój pogląd o marihuanie czy piwie w porównaniu do TV świetnie by tam pasował :) Sam już nie wiem, co jest bardziej szkodliwe.

    Filmik przerażający.

    Anonimowy: Zachowałem umiar - czasem np. oglądam w małych dawkach YouTube.

    Cashflow88: Witam i pozdrawiam.

    iss: Niestety. Szkoda, że nie ma prawa, które tego jakoś sensownie nie reguluje.

    Tofalaria: Obraz TV mimowolnie przyciąga wzrok, mimo że ktoś tego nie chce - wydawało mi się, że tak reaguje większość ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  15. To ja pójdę krok dalej - czy duże pudło, stojące w salonie czy o zgrozo w sypialni jest estetyczne?
    Czy sposób zagospodarowania przez ludzi własnych mieszkań/domów jakby na siłę nie wymusza na nich potrzeby zapełnienia pewnej pustki telewizorem?
    O ile jest to dom, to wystarczy dobry projekt architektoniczny, mieszkanie to już większa sztuka :)

    Na blog przyjdzie czas i na pewno poinformuję o jego powstaniu osobiście :)

    Alkohol i marihuana są ŚWIADOMYM zagrożeniem, stąd ostrożność do nich, natomiast na telewizję nie zwraca się tak uwagi, stąd jest bardzo podstępna i ją uważam za gorszą.

    Prawo zwiazane z billboardami jest nie możliwe - gdyż zazwyczaj wiszą one na terenie prywatnym.

    OdpowiedzUsuń
  16. Witam, brak telewizji w domu to moje male hobby
    : )
    Podziele sie spostrzezeniami;
    1. Po kilku latach nieogladania TV programy telewizyjne zaczynaja wzbudzac agresje. Jak na dloni widac manipulacje, szcegolnie w programach info. Ogladacze przywykaja...
    2. Polecam zainteresowac sie zjawiskiem transu i hipnozy. Bardzo wartosciowa wiedza. TV wprawia widzow w lagodny trans i podaje przy tym tresci jakie sa wygodne dla nadawcow.
    3. Warto przsledzic kto jest wlascicielem stacji TV. Stacja realizuje jego interesy.
    4. Poziom (intelektualny, aktorski) obecnych audycji TV jest bardzo niski, nawet w TV "naukowych" typu National Geographic. To jest wiedza na poziomie podstawowki, lepsza wiedza jest w ksiazkach.
    itd. Do przemyslenia.

    Brawo, Henryku, za kolejny dobry wpis i termin "teledurnieje" : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "teledurnieje, pro-klany i wiadrozłości" hi hi

      Usuń
  17. Hej,
    Też ostatnio poczyniłam wpis o powodach, dla których nie oglądam telewizji. Myślałam, że objechałam telewizję konkretnie, ale po przeczytaniu tego wpisu widzę, że Ty zrobiłeś to lepiej. :D
    Zgadzam się z Tob są w całej rozciągłości.
    "Teledurnieje" - świetne określenie.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  18. Michał: a czy nie wystarczyłoby powiesić obrazu?

    Po do kwestii prawnej: To tylko kwestia dodania odpowiednich przepisów. Przecież nawet na własnym terenie nie można robić wszystkiego.

    Anonimowy: Słuszne i ciekawe uwagi.

    Anonimowy, Magda: Terminu "teledurnieje" ja nie wymyśliłem. Nie wiem nawet kto jest autorem - szukałem go w Googlu i widziałem bardzo wiele użyć na różnych stronach.

    OdpowiedzUsuń
  19. Henryk, nie pytam co warto zamiast niego postawić, tylko czy jest to estetyczne :)

    Nie przejdą przepisy, gdyż słusznie będzie to naruszanie wolności słowa. Zapomnij.

    OdpowiedzUsuń
  20. A ja chyba po tej lekturze zamierzam napisać post w obronie posiadania TV i czasem oglądania go, oraz to jak ja sobie poradziłem z problemem TV.

    Napiszę także przeciwko modzie na nieposiadanie TV, itp., tak jak napisałem już przeciw modzie na nieposiadanie auta, modzie na niejedzenie mięsa, itp.

    Zamiast skrajnych rozwiązań, preferuję w życiu równowagę i umiarkowanie - używanie rozsądne i racjonalne - minimalistyczne, zamiast izolowania się od współczesnego życia w cywilizacji.

    OdpowiedzUsuń
  21. Michał: nawet na swoim terenie nie możesz np. głośno obrażać ludzi przechodzących w pobliżu, nie możesz propagować treści faszystowskich, itp. - czyli nie masz całkowitej wolności słowa.

    R-O: moje rozwiązanie też jest umiarkowane: przecież co jakiś czas oglądam YouTube, które to przecież właśnie jest telewizją. Czasem (rzadko) używam samochodu, chociaż go nie posiadam (taksówki). Nie izoluję się wcale od życia w cywilizacji - używam Internetu, jeżdżę pociągami. Zatem to wcale nie są skrajności.

    OdpowiedzUsuń
  22. Świetny post. Wycie telewizora w rodzinnym domu slyszalne w moim pokoju - to było bardzo wredne.
    Na swoim nie mam telewizora, korzystamy z Youtube, oglądamy filmy, ale nie dociera do nas mimowolnie ten cały syf, który ogarniał mnie przed tv... pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Henryk - zostawmy prawniką kwestię. Mi osobiście to zwisa, jest raczej antyreklamą, niż reklamą, a jak to odbierają inni - mi to rybka :)

    RO - Częściowo się zgodzę z Tobą. Ale minimalizm to nie ilość, tylko styl myślenia. Jeżeli będzie mi się powodzić (czego w gruncie rzeczy sobie życzę) i uda mi się zamieszkać w jakimś mega przyjemnym kraju do życia jak Australia, to na "drugą wiosnę" (tak koło 35-40) kupię sobie przyjemnego jeepa, mały przyjemny domek, cholera wie może jakieś dziecko (to że wydatki to swoją drogą, ogólnie nie przepadam za dziećmi i wiem, że jeżeli już chciałbym je mieć, to musiałbym mieć na nie dużo czasu), ale akurat telewizor w takim wypadku uważam za zbędny. Serio. Przecież mogę jechać teraz bez problemu nad rzekę odpocząć. Może podyskutujemy na temat "czy palenie od czasu do czasu jest szkodliwe?". Nie negując palaczy, ale od razu można polemizować o rozowju uzależnienia, czynnikach szkodzących. To samo analogicznie telewizja. I tu i tu nie można określić wyraźnej granicy "rozwagi", a właściwie - czy ona w ogóle jest?

    Minimalizm moze być sam w sobie życiową przygodą, pozwala skoncentrować się na tym, co ważne, na tym jaki świat jest rzeczywiście, na uczuciach. Istotnie jak ktoś lubi tak żyć niech żyje i cieszy się z tego życia :) W momencie, gdy dojdziesz do kilkudziesięcio litrowego plecaka jako całego Twojego dorobku i co lepsze - ruszysz w nim świat, możesz zacząć życie od początku, patrząc na nie na świerzo, ale i potrafiąc żyć jeżeli brak Ci jakiś dóbr.

    W końcu - minimalizm potrafi zmierzyć nam się z narzucanymi oczekiwaniami społecznymi oraz atakującym marketingiem ze wszystkich stron. Ruszony kamień potrafi zamienić się w lawinę, w tym przypadku pozytywną dla nas. De facto - to bardzo dobry trening psychiki.

    Czy jestem minimalistą? Nie wiem. Na pewno natomiast dążę do bycia świadomym człowiekiem. Wpierw wolę znaleźć swoje miejsce na Ziemi, a potem dopiero zapuścić tam korzenie, dlatego w jakimś stopniu filozofia minimalizmu jest dla mnie świetną alternatywą.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Naprawdę podoba mi się lansowany przez Ciebie styl życia (nie napiszę "moda", gdyż każda moda opiera się na bezrefleksyjnym, tępym wręcz i najczęściej nietrwałym naśladownictwie). Niemniej nie zrezygnowałabym nigdy całkowicie z telewizji (podobnie jak z mięsa... chyba ;)). Obejrzałam wiele cudownych filmów, pasjonujących programów (mój Ukochany lubi reportaże i programy naukowe, mnie interesują te o zwierzętach). Umiar przede wszystkim - także w... umiarze. ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Dagmare Taarilyde:

    ""Musiałabyś zobaczyć" - tak kwitowali. Bo najwyraźniej nie było co opowiadać."

    A może winę ponosi nie tyle nieatrakcyjność programu, ile raczej ubogie słownictwo Twoich rozmówców? ;)

    A może po prostu nie lubią czegoś opisywać? Ja lubię czytać, lecz pisanie recenzji książek idzie mi jak krew z nosa. ;)



    Tuśka:

    "[...] kiedyś widziałam reportaż o rzeźniach, co to się tam niby nie wyprawia i nie wiedziałam, czy płakać, czy się śmiać - ludzie, którzy to kręcili, nie mieli bladego pojęcia o funkcjonowaniu rzeźni, o uboju i roli lekarza weterynarii w tym wszystkim. Ale raban zrobić owszem, potrafią."

    A czy nie jest tak, że media ujawniają czasem nieprawidłowości w funkcjonowaniu czegoś? A tym czymś może być także "rzeźnia". Nie wiem, o jakim konkretnie przypadku piszesz (nie oglądałam tego programu), po prostu formułuję swój pogląd. :)


    Iss:

    "statyczne billboardy są teraz powoli zastępowane telebimami, szczególnie agresywnymi po zmroku."

    A ja nie cierpię nawet tych billboardów. Wszechobecne, kalające krajobraz swoim bełkotem, nudnymi obrazkami, śmiesznymi i żenującymi zachętami... :/

    Anonimowy:

    "Poziom (intelektualny, aktorski) obecnych audycji TV jest bardzo niski, nawet w TV "naukowych" typu National Geographic."

    To prawda, poziom nieco się obniżył (a może ja miałam kiedyś mniejsze wymagania?), ale ciągle zdarzają się programy pokazujące niesamowite piękno natury, niesamowite zachowania zwierząt czy też (co mnie najbardziej kręci) życie badacza wśród zwierząt. (Nie mylić z durnowatymi programami o badaczach-celebrytach, którzy zamiast pokornej obserwacji bądź pokornego wchodzenia w świat przyrody - jak w przypadku pewnego człowieka, który mieszkał z wilkami - oferują hałaśliwe i prymitywne zachowanie, polegające na wpychaniu swojej osoby przez kamerę).


    Racjonalne Oszczędzanie:

    "Zamiast skrajnych rozwiązań, preferuję w życiu równowagę i umiarkowanie - używanie rozsądne i racjonalne - minimalistyczne, zamiast izolowania się od współczesnego życia w cywilizacji."

    Mądre słowa. :) Ja np. nie chcę być ani "maksymalistką" ani "minimalistką", choć bliżej mi do tej drugiej opcji. Chcę być SOBĄ. Dlatego z każdej filozofii wybieram to, co mi się podoba, żadnej nie przestrzegając zbyt dokładnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Kira - gdyby ujawniali nieprawidłowości, to byłoby naprawdę świetnie :). Tymczasem często za nieprawidłowość uznaje się coś, co może wygląda niehumanitarnie, ale obmyślone jest tak, by minimalizować cierpienie zwierzęcia i jest całkowicie zgodne z prawem, z zasadami higieny i z ustawą o ochronie zwierząt, która może świetna nie jest, ale wszystko idzie ku lepszemu. Piszę cały czas o przypadku ze zwierzętami, bo studiuję wetę i obracam się w tym środowisku, dlatego łatwo mi to przedstawić na tym przykładzie. A media wyjątkowo łatwo chwytają schemat cierpiące zwierzątko - okrutny hodowca/właściciel/rzeźnik - głupi/chciwy weterynarz, który przymyka oko.

    OdpowiedzUsuń
  27. Hmm, a co może "wyglądać" niehumanitarnie, lecz być w istocie humanitarne? Pytam z ciekawości.

    OdpowiedzUsuń
  28. Kira: Podoba mi się Twoje określenie: zachować umiar w umiarze. Dla każdego jednak to znaczy coś innego :)

    Tuśka: To ciekawe co piszesz o tych hodowlach, czy pisałaś może o tym u siebie na blogu? Bardzo możliwe, że media to przejaskrawiają, jednak ja nie do końca wierzę, ze tym zwierzętom jest tam dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  29. A tu coś o TV i ich nadawaniu http://demotywatory.pl/2834593/Mozesz-zmienic-telewizor

    OdpowiedzUsuń
  30. a moim zdaniem każda przesada jest szkodliwa.

    OdpowiedzUsuń
  31. A ja zgadzam się z yagy - uważam, że nie sztuką jest odciąć się, sztuką jest zachować odpowiednią proporcję.

    OdpowiedzUsuń
  32. yagy: Przesada dla każdego znaczy coś innego :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Tuśka: tak to trochę jest, że kiedy ogląda się program o czymś, o czym ma się pojęcie to od razu widać, czy prowadzący o tym pojęcie też ma. W telewizorze wszystko jest spłycone, podane po łebkach, w formie przystępnej dla "przeciętnego" papki, a żeby w taki sposób przekazać relatywnie rzetelną informację trzeba naprawdę wiedzieć o co chodzi. A dziennikarz też człowiek i nie na wszystkim się zna. Inna sprawa, że warsztat dziennikarski polega na tym, żeby do tematu się przygotować, sprawdzić przepisy, tło historyczne, przeciwstawne opinie na dany temat, etc. Tylko komu by się chciało!

    Mam telewizor. Służy mi do grania na Wii i oglądania filmów na dvd na dużym ekranie, z laptopa nie lubię. Czasem odpalę tv "żeby leciało", głównie pracując nad jakimś nudnym tłumaczeniem. Kablówki świadomie nie zakładałam, mam do dyspozycji 4 kanały na których regularnie nic nie ma. I tak jest dobrze. Wyłączam i czytam.

    OdpowiedzUsuń
  34. Skoro rzucacie telewizją to może i rzucicie interetem? przecież tyle tutaj reklam :) ... i to taki zabieracz czasu? ... dlaczego "minimalisci" z tego nie chcą rezygnować ... troche mnie to śmieszy

    OdpowiedzUsuń
  35. Co do reklam w Internecie, to można:
    1. Mieć AdBlock-a.
    2. Czytać strony bez reklam (angielska Wikipedia, wiele blogów).

    OdpowiedzUsuń
  36. Rozgraniczmy tylko te dwie rzeczy - telewizor jako urządzenie, i telewizję, jako transmisja kanałów, bo widzę, że większość się skupiła tylko na tym drugim.

    O ile ja sam nie oglądam telewizji już szmat czasu z racji tego, że nie ma tam niczego, co mnie może zainteresować (zresztą patrząc po komentarzach, wiecie to aż za dobrze), to z telewizora, jako urządzenia korzystam nader często:
    -filmy,
    -koncerty,
    -seriale - ale za to te, które ja chcę i o tej porze o której mam czas; nie jestem zdany na manię powtórek chłamów, sezonów sprzed 4 lat albo hitów prlu,
    -konsola :D

    Ktoś powie, że do większości z tych rzeczy używa laptopa... ja też, tylko, że jakoś mnie nie urządza męczenie się przy 13-15 calach, kiedy za pomocą jednego kabla mogę mieć to samo na 30-40.

    OdpowiedzUsuń
  37. Co do reklam w TV, to można:
    1. Wyciszać
    2. Przełączać
    3. Oglądać programy bez reklam ...

    Nie bronie TV, chce tylko pokazać ,że Internet zabiera jeszcze wiecej czasu niz TV ... a bronicie go ... że hej!

    Kto wieszczy rychłą śmierć telewizji ten pewnie się myli ... w latach 50 to samo mówili o radiu.

    OdpowiedzUsuń
  38. Od 8 lat nie posiadam telewizji. Mam internet, który wykorzystuje do zbierania informacji na interesujące mnie tematy. Telewizor stanowi centrum zainteresowania w wielu domach, środowiskach. Na szczęście nie w moim. Mam wielu znajomych, pochodzących z różnych domów..i tych posiadających TV i oglądających ją regularnie jest może...3. Nie ma co. Żyje się raz. I nie wiadomo jak długo. Przyznam, że podobne zdanie mam na temat fejsbuka. Tego też nie posiadam.

    OdpowiedzUsuń
  39. "Nie ma co. Żyje się raz. I nie wiadomo jak długo." - dobrze powiedziane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a skąd wiadomo, że żyje się tylko raz?
      Kiedyś (do średniowiecza bodajże) nawet katolicy wierzyli w reinkarnację!
      Posodoble

      Usuń
    2. Nie ma dowodu za i przeciw (przynajmniej nigdzie nie znalazłem przekonywującego) natomiast bardziej sensowne pytanie, które jest istotą wieloistnienia: jeśli żyjemy wiele razy, to jaki wpływ na obecne życie ma cała reszta poprzednich wcieleń i jakie wnioski/doświadczenia z poprzednich możesz wnieść w obecne i następne. Jeżeli nie potrafimy odpowiedzieć na to pytanie, to niema znaczenia czy żyjemy raz, kwanaście, pińcet czy minus łośemset :)

      Usuń
  40. Może się kiedyś zdecyduję na pozbycie się telewizora. Tymczasem staram się oglądać mniej. Mam swoje ulubione programy i staram się tylko na nie włączać TV, żeby nie tracić czasu na bezsensowne przerzucanie kanałów.Mimo wszystko czerpie z telewizji wiele inspiracji na przykład kulinarnych czy podróżniczych.

    OdpowiedzUsuń
  41. Kiedyś ktoś napisał o tv: " pudła dla idiotów" Jest to dość ekstremalne określenie ale coś w tym jest.
    Post podtrzymuje.
    Jeśli chodzi o informacje to po przeczytaniu książki:
    Timothy Ferriss: 4 godzinny tydzień pracy, zrozumialem że nawet wiadomości Onetowe można często uszczuplić do przeczytania nagłówków, albo na necie albo idąc na pieszo obok kiosku - jeśli masz taką potrzebe.
    Telewizja stała się dodatkową wladzą i jakby partią polityczną co niekoniecznie nam słuzy

    OdpowiedzUsuń
  42. Uhh! Internetu też nie powinno się używać, a jeśli już to z alarmem/budzikiem ustawionym na nie więcej niż 30 sekund! Szukałem informacji czy można jeść surową pietruszkę a dotarłem aż tutaj, masakroza!

    OdpowiedzUsuń
  43. Ciekawe skąd tyle wiesz o telewizji skoro jej nie oglądasz... rozumiem, że tak jak większość chwalących się tym, że nie mają tv oglądasz divxy itp na komputerze... nie bardzo rozumiem więc tego najeżdzania na telewizję skoro mogę oglądać to co chcę, a nie wszystko jak leci, a dwa czasami naprawde wartościowe programy się zdażają... nikt ci nie broni nie mieć i nie oglądać tv, ale krucjatę z tym robić to już nieporozumienie...

    OdpowiedzUsuń
  44. Witaj,

    dobre pytanie: skąd wiem tyle o telewizji, skoro jej nie oglądam? Cóż, odwiedzanie innych jest tu wystarczające :)

    Ciekawe spostrzeżenie o chwalących się brakiem telewizora, którzy jednak oglądają filmy na komputerze. Wybiórcze oglądanie telewizji, a wybiórcze oglądanie filmów w internecie czy na komputerze mają wiele wspólnego. Owszem, czasami jakiś film włączę, ale raczej rzadko, bo ja i tak preferuję książki.

    A co do krucjaty, to zadam pytanie: czy telewizja jest dobra dla Polaków?

    OdpowiedzUsuń
  45. Żeby dowiedzieć się jak głęboko sięga zepsucie, trzeba spojrzeć na lata minione. Na zachodzie boom telewizyjny w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych najpotężniej zasilały rządy i banki. Oficjele w Wielkiej Brytanii i USA z entuzjazmem rozpowszechniali slogany w stylu: "Odbiornik dla każdego obywatela!" lub "Przed rokiem 1965 każde domostwo powinno posiadać choć jeden telewizor." Ludzie z natury lubią świecidełka i wszystko co promowane, dlatego przekonanie milionów do nowego trendu nie było wyczynem karkołomnym.

    W latach pięćdziesiątych klasa pracująca w Anglii ogółem nie mogła pozwolić sobie na technologiczne gadżety, jako że pensje były śmiesznie niskie. Klasa średnia nie istniała. Banki nie udzielały pożyczek powszechnie. Chyba, że potencjalny pożyczkobiorca chciał przeznaczyć pieniądze na odbiornik telewizyjny. Wtedy witali takiego delikwenta z otwartymi ramionami i przedstawiali dogodny system rat.
    W Szkocji było podobnie.

    Jeśli rządy tak radykalnie dążą do czegoś, zawsze należy przyjąć, że istnieje głębsze znaczenie.


    Dzisiaj, gdy społeczeństwo uznaje telewizję za normalny element życia, bardzo trudno jest znaleźć kogoś, kto nie posiada poglądów ustanowionych odgórnie i zatwierdzonych na antenie. Telewizja istnieje w jednym celu: by spolaryzować i spacyfikować społeczeństwa. Świetnym przykładem są debaty polityczne, gdzie prawica zmaga się z lewicą. Widz, zależnie od wcześniejszej indoktrynacji, opowiada się za jedną ze stron i jest prowadzony tak, aby skupiać się na szczegółach, zamiast na pełnym obrazie. Przykład: "Czy prezydent w grudniu powinien XXX?" albo "Czy to co zrobił premier w sprawie XXX jest korzystne dla YYY?". A wystarczy minimalnie poszperać w historii XX wieku i połączyć kilka faktów, by wiedzieć, że cała jawna polityka i "demokratyczne" wybory są niczym więcej, niż gierką psychologiczną mającą na celu stworzyć iluzję, jakoby pospólstwo miało jakiś udział w kształtowaniu przyszłości. Telewizja spełnia rolę wielkiego iluzjonisty wprost idealnie, dając nam gotowe drogi i konkluzje na ich temat. I absolutnie nie chodzi tylko o zagadnienia polityczne, a o wszystkie fundamentalne kwestie ludzkiego życia w dzisiejszym świecie.
    Telewizja daje nam kulturę. Kult-urę. Mam na myśli zarówno obrzydliwą papkę dla degeneratów, którą serwuje nam MTV, jak i sprytnie skonstruowaną sztukę "wysoką" pod skrzydłem TVP Kultura. Nic nie jest transmitowane bezcelowo. Każdy program ma za zadanie spełnić określoną funkcję.


    Wystarczy przeprowadzić sondę uliczną na jakikolwiek temat, by dowiedzieć się, że jest dokładnie tak jak Zbigniew Brzeziński napisał w 1970 roku, w książce pt. "Between Two Ages": "Niedługo zwykli ludzie zatracą zdolność oceniania wydarzeń i umiejętność samodzielnego myślenia. Będą potrafili jedynie powtarzać informacje zasłyszane w wieczornych wiadomościach."


    Jeśli kogoś zaciekawiłem; mogę jeszcze napisać o sportach i kanałach typu Discovery.



    Z pozdrowieniami,

    Anonim


    OdpowiedzUsuń
  46. Mnie zaciekawiłeś, chętnie przeczytam o sporcie i kanałach typu Discovery.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednym z głównych celów światowych liderów i elit naukowych jest poszerzenie przepaści między kastami społecznymi do tego stopnia, że rządzący i rządzeni staną się zupełnie oddzielnym gatunkiem człowieka. Tutaj zacytuję Bertranda Russella, który napisał: "Dieta i zastrzyki, w połączeniu z odpowiednimi zapisami prawnymi, umożliwią instytucjom rządowym uformowanie pożądanego charakteru u poddanego. Poważna krytyka władzy będzie (dla niego) psychologicznie niewykonalna. Nawet gdy przyjdzie mu żyć w jawnej niewoli, będzie głęboko przekonany o swoim szczęściu, ponieważ rząd oznajmi mu, że jest szczęśliwy." - Jest to moje własne tłumaczenie. Oryginał znajduje się na stronie pięćdziesiątej, w książce pt. "The Impact of Science on Society" z 1953 roku.

      Telewizja jest ważnym, o ile nie najważniejszym, narzędziem w drodze do tego celu.


      Aby móc wprowadzić ustrój jawnie totalitarny, najpierw należy rozbroić poddanych rodzaju męskiego. Sprawić, aby stracili głos, zdolność rozumowania i wolę walki.
      Nie będę tym razem wchodził w szczegóły, ale proszę zauważyć jak bardzo zmienił się wizerunek mężczyzn na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat. Zwłaszcza w mediach, gdzie mężczyźni zwykle pokazywani są jako duże dzieci, którym zależy jedynie na tym, aby się dobrze nażreć, pobawić technologicznymi świecidełkami z Chin i zaspokoić potrzebę kopulacji (bez wchodzenia w jakąkolwiek więź). W filmach i serialach rodzinnych (najczęściej komediowych), mąż zwykle jest przedstawiany w roli nudziarza, którego życiem jest praca, ciągłe narzekanie na kobiety i picie piwa przed telewizorem. Oczywiście jest ignorowany zarówno przez żonę, jak i przez dzieci.
      Nic dziwnego, że większość kobiet teraz nie potrafi brać poważnie ani jednego zdania wychodzącego z ust ich wybranków. I mężczyźni nie protestują, bo "przecież tak już jest". I faktycznie jest, bo jesteśmy zaprogramowani, aby kopiować to, co widzimy.

      Przeciętny mężczyzna w dzisiejszym świecie nie jest autorytetem dla nikogo. Nie ma mocy sprawczej. Nie potrafi decydować o tym, co dzieje się wokół niego. Jest uwięziony w pogoni za pieniędzmi, których nigdy nie miał i mieć nie będzie. Z tego, oczywiście, rodzi się wielka frustracja i, ostatecznie, agresja.

      Sport okazał się spełniać rolę substytutu sukcesu w prawdziwym życiu całkiem dobrze. Mężczyzna który wraca wykastrowany z pracy ma możliwość włączenia telewizora i poudawania przez chwilę, że jest częścią czegoś więcej. Ma swoje ulubione plemię (drużynę), z którym może się identyfikować. Sukces plemienia jest jego sukcesem. Może zobaczyć siebie przez chwilę w innym, jasnym świetle i poczuć, że idzie do przodu mimo faktu, iż stoi absolutnie w miejscu.

      Usuń
    2. Podobnie działają ugrupowania polityczne i ruchy społeczne. Każda grupa dostaje swojego lidera, którego zadaniem rzekomo jest wypowiadanie się w Twoim imieniu w miejscach niedostępnych dla Ciebie. Chodzi o stworzenie wrażenia, że: głosujesz/popierasz=robisz coś pożytecznego. Niestety, nic nie jest dalsze od prawdy.



      Programy rzekomo naukowe mają za zadanie wpoić pogląd, jakoby naukowcy pracowali dla dobra ogółu. Że to co powie ekspert w laboratoryjnym fartuchu jest absolutną prawdą, której w żaden sposób nie można podważyć. Chodzi też o zafascynowanie widza "nowinkami" i "możliwościami". Programy o "nowych" technologiach śmieszą mnie najbardziej, bo jak inaczej można zareagować, skoro ma się świadomość tego, że od lat czterdziestych USA posiada samoloty mogące wykonać dziewięćdziesięcio stopniowy skręt w ułamku sekundy, przy prędkościach rzędu mach 30? Zafascynowanemu pospólstwu oczywiście mówi się, że są to statki istot pozaziemskich, na co nie ma i nie będzie nigdy dowodów.

      Chodzi też o promocję "postępu". O szerzenie niby naukowego poglądu, który mówi, że cywilizacja w której się znajdujemy jest jedynym wyjściem, jedyną naturalną drogą dla gatunku ludzkiego i nie ma od niej ucieczki.

      Wystarczy przyjrzeć się nowym pokoleniom i zauważyć jak reagują na "rewolucyjne" wieści naukowe. Wszyscy młodzi z wielką niecierpliwością czekają na cyborgizację; integrację mechanicznego z naturalnym w imię wygody. W tym kierunku idziemy od 40 lat, małymi kroczkami, a jednak stanowczo.


      Karol Galton Darwin napisał: "Jesteśmy świadkami procesu tworzenia bardziej wyrafinowanej formy niewolnictwa."
      Gdy mózgi ludzi będą podłączone do centralnego komputera poprzez dodatki cybernetyczne, gra skończona, ponieważ jak to powiedział Aldous Huxley: "Nie widzę powodu, dla którego starannie ustanowiona naukowa dyktatura miałaby kiedykolwiek upaść."

      Usuń
    3. Odniosę się do wizerunku mężczyzny w mediach. Wydaje mi się, że jeśli taki jest, to dlatego, że powoduje większą oglądalność. Według mnie głównym motywem telewizji jest zysk z reklam, a zatem kluczowa jest oglądalność. Pokazuje się zatem to, co ma wzięcie. A jeśli coś ma wzięcie, to może pokazuje to, co jest w społeczeństwie powszechne. Zatem wygląda mi na to, że wizerunek mężczyzny jest bardziej skutkiem, niż przyczyną tego co już jest (choć być może przyczynia się też do umocnienia takiego stanu).

      Pozdrawiam

      Usuń
    4. Użyję też podobnego sposobu myślenia do kanałów typu Discovery. Znowu chodzi tam o to, by trzymać widza jak najdłużej przed ekranem, by więcej zarobić z reklam, itp. Skoro wybrał kanał Discovery, to prawdopodobnie ma jakieś zainteresowanie nauką. I teraz, by dłużej oglądał, próbuje mu się pokazać, że nowe okrycia są, jak powiedziałeś „rewolucyjne”, żeby miał wrażenie, że jest świadkiem ważnych zmian. Dlatego też właśnie pokazuje się wszystko jako „nowości”, nawet jeśli mają już wiele lat. Chodzi o budowanie nastroju sensacji, by widz siedział dłużej przed ekranem i generował większy zysk.

      Zatem w mojej interpretacji bardziej chodzi o nastawienie na zysk telewizji, niż spisek światowych elit. Ale to tylko moje domysły.

      Pozdrawiam.

      Usuń
    5. Pieniądze są tylko narzędziem i nie znaczą wiele w ogólnym rozrachunku. Ludziom na szczycie nie zależy na pieniądzach, bo mają ich nieograniczoną ilość. Jedno pytanie: potrafisz biegle czytać język angielski?

      Usuń
    6. Wybacz, że z takim opóźnieniem odpisuję, ale nie miałem dostępu do komputera przez ostatnie 10 dni.

      Do rzeczy: http://www.abovetopsecret.com/forum/thread875878/pg1

      Przeczytaj wszystkie cytaty i sprawdź źródła. Najlepiej poświęć na to kilka godzin, ażeby przeanalizować na chłodno i bez pośpiechu. Polecam przyjrzeć się słowom Rockefellera na temat mediów i przestudiować książki Zbigniewa Brzezińskiego.

      Usuń
    7. Na razie tylko rzuciłem okiem. Cóż, od wieków rożne grupy ludzi próbowały zawładnąć innymi. Narody, klasy społeczne, pojedynczy ludzie. Nie wiem, czy możliwe jest wskazanie, kto to jest w przypadku TV. Mi wystarczy to, że i tak nie chcę oglądać TV.

      Usuń
  47. My z żoną od 3 lat nie mamy TV. Korzystamy tylko z internetu. Raz w tygodniu będąc u rodziców zerknę na jakiś program w TV- ale wtedy myślę sobie: " Co to ma być?? O czym oni do mnie....".
    Natomiast lubię programy naukowe i przyrodnicze (NG, Discovery, Travel, itp. - ale kilka godzin w ciągu roku to już dużo!

    OdpowiedzUsuń
  48. "ale kilka godzin w ciągu roku to już dużo!" - podoba mi się to stwierdzenie :)

    OdpowiedzUsuń
  49. Henryku - gratuluje bloga - trafilam na niego kilka dni temu.
    Nie zgodze sie (juz nie pamietam kto to napisal), ze minimalizm to moda. Je zaczelam "upraszczac zycie" jakos od 2009 i nie mialam pojecia ze istnieja minimalisci. Zmiana zrodzila sie bardziej z wewnetrzeniej potrzeby.

    Pozdrawiam,
    czeresnia

    P.S. Telewizji nie ogladam od juz chyba 12 lat.

    OdpowiedzUsuń
  50. Zgadzam się, że minimalizm to coś więcej niż moda. Występował on przecież pod różnymi postaciami już od tysięcy lat. Poza tym jest związany z wewnętrznymi potrzebami ludzi (jak u Ciebie), podczas gdy moda raczej dotyczy czegoś nieistotnego.

    12 lat, nieźle :) Dużo musiałaś dzięki temu zyskać.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  51. podoba mi się odświeżanie starych artykułów, skoro wciąż są aktualne

    Przesyłam życzenia świąteczne! Wszystkiego dobrego, zdrowia, rodzinnych świąt dalszych sukcesów w blogowaniu!

    OdpowiedzUsuń
  52. Również przesyłam życzenia. Dalszych realnych sukcesów w prowadzeniu blogów w nowym roku :)

    OdpowiedzUsuń
  53. Pozbyłem się anteny, ale niestety nie telewizora. Zauważyłem że świat zrobił się ciekawszy, przestałem w pracy rozumieć walki polityczne między kumplami, oni się denerwowali, mnie to rozśmieszało. Plus z telewizora jest taki że oglądam filmy i programy ściągnięte z internetu w czasie kiedy mam ochotę i czas, a nie kiedy w tv mają ochotę puścić. Szczególnie cenię sobie kanały dokumentalne jak animal, national, czy discovery. Wszystkie odcinki są w internecie, a przyznam że na telewizorze o wiele przyjemniej się ogląda i oczywiście nie ma reklam.

    OdpowiedzUsuń
  54. Bardzo ciekawy punk widzenia poparty doświadczeniem. Jak dla mnie jak już nie można zrezygnować z Tv to należy ją ograniczać - ważne by mieć swoje zainteresowania, hobby i uświadomić sobie, że TV to nie zainteresowanie.

    OdpowiedzUsuń
  55. Mija już 6 rok odkąd przestałem oglądać telewizje, dodatkowo tego samego uczę swojego dzieciaka. Największe różnice widać właśnie po dwulatku w stosunku do rówieśników, jest ciekawy, bardzo komunikatywny i mniej bierny w stosunku w przypadku zabaw/nauki. Wymaga niestety więcej uwagi ale uważam że warto.

    OdpowiedzUsuń
  56. To teraz jeszcze ma się telewizory? Większość moich znajomych ich nie ma całkiem naturalnie, wyprowadzając się od rodziców pozostawili tam te relikty razem z meblościankami i telefonami stacjonarnymi i już nie kupili nowych. Zaskakują mnie młodzi ludzie, którzy jeszcze takowe mają. Ja rozumie, że tv jest potrzebny starszej samotnej babci, która nie ma co robić całe dnie. Ale my dordzy Państwo chyba mamy na tyle zajęć?

    OdpowiedzUsuń
  57. Telewizji nie oglądam w pojęciu moich rodziców. Aczkolwiek dobrze jest mieć czasami telewizor. Oglądam bardzo dużo filmów na laptopie, lecz czasami lubię obejrzeć konkretny film na mgm,tcm czy tvp kultura. Często oglądam też sport na żywo. Do niedawna oglądałem też wszelkie telewizje "naukowe" jak discovery i temu podobne, ale z przerażeniem się opamiętałem kiedy zauważyłem, że och poziom jest zwyczajnie obraźliwy dla kogoś kto skończył nawet gimnazjum. Spodobała mi się opinia napisana wcześniej, że gdy po braku obcowania z telewizją nagle mamy do czynienia z programem informacyjnym, reklamą, serialem to jesteśmy zaszokowani tym jak bzdurne, perfidne i głupie są przekazywane informacje.

    OdpowiedzUsuń
  58. Pokój dzienny DZIŚ bez telewizora, tudzież zaj.. plazmy , a najlepiej największej i to w 3D - jest jak wesele bez rosołu :D Ja osobiscie uwazam, że TV ogranicza, ogłupia, powoduje że mózg się rozleniwia...a wiadomo jak nie trzeba wysiłku w mysleniu..to organ nieuzywany zanika - i tym samym staje się podatny na działania "marketingowców". Sama mam już dużo lat.. a jak słyszę reklamy kierowane do dzieci - to pytam się kto na to pozwala? Sama pisząc to mam w głowie reklame skierowaną do dzieci, która omyłkowo słyszałam wczoraj..leciało jakoś jak piosenka" daj mi , daj mi , daj mi, minutke lub dwie..lalalal jakoś tak -reklama DanonKÓW. Ostatnio byłam w markecie, obok półek minęła mnie matka, a w koszyku jej synek..który notabene mijając półkę z ciastkami śpiewał, (może niektórzy skojarzą) Oreoo...oreo..oreo. Ciastka właśnie w tej nazwie. Dzieciaki szybko wszystko łapią, a zwłaszcza takie niewinne piosenki. Działanie na dzieciach powinno być zakazane- tak samo jak reklama piwa przed 22. A..nie chce się rozwodzić za długo, bo niestety mam jeszcze kilka rzeczy dizś do zrobienia - ale ja się pytam, dlaczego, jeżeli świadomie nie chcę oglądać TV - muszę płacić za ten pieprz..abonament (czytaj podatek od lisów i innych) ? MAm to pudło zwane TV. Tak..od 1960 r istnieje obowiązek płacenia abonamentu - dla Tv i radia w domu ok 18 zł. Czy to są jakieś emigmatyczne urządzenia w 2013 r, żeby od jego posiadania płacić podatek?? Mam swój TV rozwalic młotkiem i zrobić protokół zniszczenia, żeby nie płacić?? Bo juz nie mogę sobie oglądac na tym pokzau zdjęć z wakacji - bo nawet jeśli, to ten oodbiornik jest nadal "zdatny do użytku" i trza zapłacić abonament!! Ja się pytam gdzie ja k...e żyję. Sorry, ale ludzie , Ci którzy uczciwie zarejestrowali swój ODBIORNIK np 15 lat temu, i za sprawa Kaczora DONALDA , który twierdził że to jest archaiczny podatek i należy go wycofać - płaca dzisiaj za 5 lat wstecz ok 1700 zł!!!! Sory, ale to sie robi gorzej niż w ZSRR jak żyliśmy.. A jak nie zapłacisz w ciagu 7 dni to nasyłają komornika z nakazem z US! paranoja...a pisze niestety prawdę.

    OdpowiedzUsuń
  59. No cóż.. nie miałam męża to i nie miałam telewizora. Teraz mam męża w pakiecie z big telewizorem. Żeby spędzać z mężem choć trochę czasu zasiadam z nim czasem przed tym wielkim pudlem. W pokoju goscinnym i w sypialni telewizora nie ma i nigdy nie będzie, chyba że po moim trupie. Tam najczęściej się ewakuuje. Telewizor mnie drażni, prawie w każdym swym wydaniu. Wprowadza do domu niepokój, wojny, nieporozumienia, głupotę, czasami śmiech, zażenowanie. Faktem jest że uzależnia. Faktem jest że zastępuje relacje, rozmowę. Zubaża życie okropnie skutecznie. Siedzę w nocy poszukując czegoś sensownego bo spędziłam kolejny bezsensowny wieczór. Niby wszystko ok, a poczucie do bani.. tak telewizja w efekcie ogłupia

    OdpowiedzUsuń