Wady i pułapki minimalizmu

Francisco Goya - Pies
Minimalizm może być wspaniały. Niestety, czasami można też doświadczyć jego wad. Warto o nich wiedzieć, by nie być niemile zaskoczonym. To nie jest artykuł przeciwko minimalizmowi: chodzi o to, by minimalizm polepszył, a nie pogorszył nasze życie. 

Będziesz się różnił od większości ludzi

Im bardziej ktoś wchodzi w minimalizm, tym bardziej różni się od większości ludzi. To bywa niekomfortowe. Czyż nie jest przyjemnie widzieć, że inni są do nas podobni, poczuć to stadne bezpieczeństwo?

Niektórzy minimaliści ze względu na swój styl życia mogą przyciągać mniej znajomych (choć wcale tak nie musi być). W końcu jeśli nie można porozmawiać o samochodach, nie można się z nim napić, gdy nie wie, jakie programy leciały w telewizji, nie je słodyczy i mięsa, to wiele wspólnych tematów rozmów odpada. Osoby o bardzo różnych poglądach mogą czuć się przy sobie nieswojo. Naturalnie, nawet pomimo różnic można tworzyć bardzo wartościowe znajomości. Czasem może to być jednak utrudnione, i jeśli tych podobnych do siebie jest mniej, to może pojawić się pokusa, by zrezygnować ze swoich przekonań.

Odmienność może wzbudzać niepożądane reakcje społeczeństwa: np. różne złośliwe żarty. A ile przykrości spotkało ludzi w przeszłości tylko za inny kształt brody lub kolor skóry? Jeśli normą społeczną staje się konsumpcjonizm, to minimalizm będzie budził niechęć.

Opinia społeczna a my

Z punktu widzenia ekonomicznego, człowiekowi bardzo trudno jest być niezależnym od innych. Dlatego wykluczenie z grupy społecznej może mieć katastroficzne konsekwencje. Stąd też, jak pisze Antoni Kępiński, „lęk przed społecznym potępieniem jest u człowieka bardzo silny i zdarza się, że przeważa on nad lękiem biologicznym” (1). Dlatego ludzie mogą bać się żyć inaczej niż większość.

Z drugiej strony, prawdą jest, że ludzie nie myślą o nas zbyt wiele. Jak już to głównie o sobie. Czasem ktoś zetnie włosy, zmieni okulary – a inni tego nawet nie zauważą.

Warto tu też zacytować Antoniego Kępińskiego, że dla ludzi z niedojrzałym autoportretem naczelnym pytaniem życia jest „co o mnie ludzie pomyślą” (2). Szukają oni potwierdzania w otoczeniu, bez niego nie potrafią siebie należycie ocenić. Dojrzałość wymaga pewnej niezależności od otoczenia.

Nie narzucać nic innym

Widząc ludzi o innym stylu życia i poglądach, czasem możemy odczuć chęć zmieniania ich. Nie warto – to byłaby oznaka braku szacunku dla drugiego człowieka. Dodatkowo, gdy próbujemy coś komuś narzucić, to jakbyśmy chcieli nim rządzić, posiadać go. Pułapka posiadania dotyczy zarówno rzeczy, jak też i ludzi.

Często ludzie będą się z nami nie zgadzać tylko dlatego, że próbujemy ich do czegoś zmusić albo przekonać. Będą bronić swojego prawa do decydowania o sobie.

Za naszymi wyborami stoją rozmaite historie życiowe, przemyślenia, geny, potrzeby. To jest bardzo długi proces. Gdy mówimy komuś tylko nasz końcowy wniosek, to nie widać całego procesu decyzyjnego. Stąd nasz wybór może być dla innych niezrozumiały i bezwartościowy. Będzie jak ciało obce, co dostaje się do organizmu. Układ odpornościowy zostanie szybko aktywowany, by je usunąć.

Poza tym ludzie są różni. Nasze wybory niekoniecznie pasują do życia innych. Oprócz tego może za kilka lat i tak zmienimy poglądy – ile będą wtedy warte nasze rady?

Wiele poglądów warto zostawić tylko dla siebie, zwłaszcza przy niektórych ludziach. Podoba mi się idea selektywnej autentyczności (3). Być szczerym w tym sprawach, o których mówienie może wnieść coś dobrego rozmówcom. O innych kwestiach nie wspominać. Jestem przeciwnikiem np. „szczerości do bólu”, która często jest brakiem wyczucia. Po co mówić o swoich poglądach komuś, kto wyznaje inne wartości? Rzadko wychodzi z tego coś dobrego, chyba, że druga strona jest otwarta na dyskusję.

Wizerunek i reprezentacja

Minimalizm może się wiązać z rezygnacją z samochodu, markowych ubrań, nowego telefonu. W pewnych sferach może zaszkodzić to naszemu wizerunkowi. Wielu ludzi może sobie pomyśleć, że „może go nie stać?”, „może mu się nie powodzi?”, „może nie warto robić interesów z kimś takim?”. To wszystko może być też powodem uwag typu: „Skąd ty wziąłeś taki telefon?”, „To ty nie masz samochodu?”.

Dużo ciekawych przykładów dostarczył jeden z czytelników tego bloga. Napisał kiedyś, że na próbę pojechał rowerem do sklepu. Starym, żeby nie ukradli. Usłyszał, że lepiej tego nie robić, bo zrujnuje sobie reputację. W niektórych miejscach tak właśnie może być. W swoim artykule „Gra pozorów – czyli biuro w domu i biznes” napisał, że klienci jego firmy okazywali lekceważenie, gdy widzieli, że biuro jest w domu i że to się zmieniło, gdy przeniósł biuro do nowocześnie urządzonego lokalu (pomimo, że usługi świadczył w podobny sposób).

Według mnie niechlujny ubiór to nie jest minimalizm. Psychoterapeutka Zuzanna Celmer mówi o tym, jak negatywnie może wpływać na współmałżonka codzienny widok żony lub męża w zaniedbanym stroju (4). Oczywiście, zadbany strój nie musi być markowy. 

Estetyka

Według mnie ascetyzm mieszkaniowy, tj. puste ściany, prawie żadnych mebli to niekoniecznie minimalizm. Co prawda niektórych ludziom jest z tym bardzo dobrze, lecz taka estetyka może negatywnie wpływać na nastrój. Surowość mieszkania może zmniejszyć jego przytulność, a przez to samopoczucie mieszkańców. 

Jedzenie

Jeśli zrezygnujemy z cukru, słodyczy, mocnych przypraw, to nasze kubki smakowe dostosują się. Możemy więc mieć wtedy odmienny gust niż inni ludzie, a wtedy może być trudniej przygotować dla nich taki posiłek, który by im smakował. (Mała dygresja: sól jodowana jest korzystna dla zdrowia i umysłu).

Jedzenie wegetariańskie może prowokować wiele docinków, w rodzaju: „od kiedy jesteś królikiem?”, „czy zawsze tak jadłeś, czy może kiedyś jadłeś normalnie?”. To jest raczej zabawne, ale niektórzy mogą być tym zaskoczeni.

Brak samochodu

Brak samochodu może być wygodny tylko pod pewnymi warunkami: wtedy, gdy dostępny transport publiczny jest dobry i bezpieczny i gdy nie potrzebujemy zbyt dużo przewozić w życiu zawodowym. W przeciwnym przypadku może sprawiać dużo kłopotów.

Brak samochodu może być też drobną stratą towarzyską, w końcu co mamy mówić, gdy rozmowa w towarzystwie zejdzie na samochody? Przecież mało który kierowca chce słuchać o życiu bez samochodu. Poza tym niektórzy wręcz mogą z wielkim zdziwieniem pytać: „Jak to, nie masz auta?”.

Pojawiają się czasami argumenty, że posiadanie samochodu może zwiększać powodzenie u kobiet. Sporo kobiet przecież nie lubi, gdy mężczyzna nie ma samochodu.

Małżeństwo

Ajka w ciekawym artykule „Minimalista i chomik w jednym stali domu” pisze o problemach, jakie mogą się pojawić w małżeństwie, gdy obie strony mają odmienne podejście do wydatków i przedmiotów.

Jeśli minimalizm miałby być źródłem nieustających kłótni małżeńskich, to może wtedy lepiej go ograniczyć? W końcu jego celem jest poprawa jakości życia. 

Alkohol

W Polsce częste jest natarczywe i uciążliwe namawianie „z nami się nie napijesz?”. Kto nie chce pić, może odczuwać niechęć do chodzenia na alkoholowe imprezy. A może to i dobrze? 

Dużo czasu

Dużo nałogów, telewizja, częste kupowanie potrafi wypełniać czas i sprawiać, że życie „jakoś leci”. Gdy z nich zrezygnujemy lub je ograniczymy, to odzyskamy wiele czasu. To oczywiście jest zaleta, ale na początku można nie wiedzieć, co ze sobą zrobić. Wtedy może też kusić, by wrócić do dawnego stylu życia. 

Dzieci

Słyszałem o wielu przypadkach w szkole, że dzieciaki śmiały się z kogoś, bo jego tata miał słaby samochód. Także rodzice na pewno nieraz muszą stawać przed dylematem: czy uginać się pod presją grupy i sprawiać, by dziecko było takie jak inni, czy nie. 

Prezenty

Niektórzy minimaliści nie lubią kupowania prezentów. Są ludzie, którzy poczują się urażeni, gdy przy różnych okazjach nie dostaną nowego, drogiego prezentu.

Środowisko i negatywne emocje

Kto dba o środowisko, może się denerwować na tych, którzy tego nie robią. Tutaj można wpaść w pułapkę negatywnych emocji, które w pewnym sensie też są zanieczyszczeniem środowiska. Na innych nie mamy wpływu, po co się więc denerwować. 

Wady posiadania mniej niż 100 rzeczy

Niektórzy minimaliści posiadają mniej niż 100 przedmiotów. Może to mieć wiele zalet, jeśli ktoś często zmienia miejsce zamieszkania. Osoby żyjące bardziej stacjonarnie już na tym tak dużo nie skorzystają. Dla wielu ludzi będzie to też niemożliwe, jeśli życie zawodowe wymaga od nich wielu przedmiotów. Poza tym na rzeczy inaczej się patrzy, gdy np. zdarzy się jakiś kataklizm naturalny albo nastanie kryzys ekonomiczny: wtedy więcej z nich może być potrzebnych.

Czasem zbytnia koncentracja na liczeniu przedmiotów może być też rodzajem obsesji na punkcie rzeczy – tylko w drugą stronę. Ciekawą krytykę idei 100 rzeczy napisała Dru Pagliassotti.

Minimalistyczne podróże

Słyszałem o kimś, kto podróżował z jednym małym plecakiem po Polsce. Pewnego razu pobrudził sobie w pociągu jasne spodnie. A jechał na ważne spotkanie biznesowe ... 

Rower do pracy

Dojazdy do pracy wymagają rozwiązania problemu pocenia się i zabezpieczenia przed kradzieżą roweru. Warto też zapoznać się z zasadami bezpiecznej jazdy. Kierowca szkoli się wiele godzin na kursach, a wielu rowerzystów często mylnie zakłada, że od razu jeździ bezpiecznie, co się czasami źle kończy.

Umiar w umiarze

Minimalizm to odrzucanie tego co zbędne i koncentrowanie się na tym, co istotne. Lecz i w nim można przesadzić. Jak to napisała mądrze jedna czytelniczka, warto „zachować umiar w umiarze”. Ktoś inny w ramach żartu napisał, że proponuje usunąć z tego bloga samogłoski. Było w nim przesłanie: uwaga, by nie usunąć za dużo.

Swoją drogą „perfekcyjny minimalista” może wcale nie jest żadnym minimalistą, ze względu na perfekcjonizm.

Etykieta

"Minimalista", "konsumpcjonista" - te wyrażenia wprowadzają mentalne podziały między ludźmi.

Przyszłość

Media mogą chcieć ośmieszać i krytykować minimalizm, szczególnie gdy stanie się popularny i zaczną spadać wpływy z reklamowanych produktów. Wtedy być może media będą pokazywać niesłusznie minimalistów jako skąpców, dziwaków, umartwiających się nieszczęśliwych ludzi, itp. Na filmie przedstawią minimalistę i konsumpcjonistę starających się o tę samą kobietę. Wygra oczywiście ten drugi. Przez „przypadek” będzie oczywiście wyższy i przystojniejszy.

Zakończenie

Wiele z tego co napisałem, to nie wady minimalizmu, a wady złego podejścia do minimalizmu. Powtarzam jednak, że minimalizm może być wspaniały, szczególnie jeśli zachowamy wiele poglądów dla siebie i nie będziemy próbowali nikogo zmieniać.

Przypisy:
(1) Antoni Kępiński, Lęk, sekcja "Lęk przed karą i potępieniem"
(2) Antoni Kępiński, Lęk, sekcja "Trzy warstwy sumienia"
(3) Friedemann Schulz von Thun, Sztuka rozmawiania, część 1, rozdział „Selektywna autentyczność”
(4) Zuzanna Celmer, Człowiek na całe życie, rozdział „Kultura współżycia”

35 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Nasuwa mi się pytanie... czy minimalizm to styl życia, który wybieramy doktryna której zasad staramy się przestrzegać czy raczej coś dla nas naturalnego, wynikającego nie z mody lecz z naszej natury i przekonań... o tym że istnieje taki "ruch" dowiedziałam się przypadkiem, i zobaczyłam że wiele mnie łączy z minimalistami. Tylko że ja nie dążę do ideału stworzonego przez innych, nie czytam książek na ten temat (nie wykluczam że zacznę) nie jestem też tak radykalna. Nie mam samochodu bo nie chce go mieć w zatłoczonym Krakowie a nie dlatego że minimalistom nie wolno... jak to jest z wami??? jestem bardzo ciekawa!

      Usuń
    2. Zadałaś trudne pytanie :) Wydaje mi się, że mało kto traktuje to jako ideologię ze sztywnymi regułami. „Wyznawcy” raczej dobierają sobie to, co im odpowiada. I tak niektórzy właśnie mają samochód.

      Usuń
    3. Ja podobnie jak Pani kropka dowiedziałem się niedawno (dziś) o tym "ruchu". Nie używam samochodu chociaż w Kielcach jest przynajmniej kilkakrotnie mniej samochodów niż w Krakowie. Na wakacje jeżdżę rowerem, nie oglądam telewizji... Często jednak staram się przekonywać innych do moich poglądów. Poczytam o tym i też pewnie coś dodatkowo dobiorę dla siebie ;)

      Usuń
    4. mega! spróbuje coś ze sobą zrobic mimo tego ;)

      Usuń
  2. Dziękuję za wspomnienie mojej sytuacji w artykule oraz linka.

    Natomiast przedstawione fakty są gorzką prawdą.

    Musisz mieć buro w dzielnicy biurowej, pod nim musi stać samochód odpowiadający mniej więcej poziomowi w biznesie (co więcej zawsze lśniący i umyty), a użycie starego roweru wywołuje pukanie w głowę i uszczypliwości w otoczeniu.

    Niestety mój wizerunek kilkukrotnie realnie ucierpiał przez używanie starego roweru - takiego aby go nie ukradli. (wiem z gadania za plecami, traktowania mnie przez klientów, którzy to widzieli, itp.)

    Biuro przy domu (wygodne) było umęczeniem i parciem pod wiatr (mała katastrofa biznesowa).

    OdpowiedzUsuń
  3. "Będziesz się różnił od większości ludzi" brzmi jak mroczne proroctwo, ale niejednego zachęci do minimalizmu, jako czegoś oddalonego od męczącej "popkultury", nawet czegoś elitarnego, tylko dla wtajemniczonych.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny wpis! Muszę przyznać, że dawniej zaczynając czytać Twój blog pomyślałem sobie, że jesteś jakimś krwiożerczym radykałem: samochód- nie, kawa- nie, alkohol- nie, detergenty- nie; słowem myślałem, że wszystko na nie :D

    Nie wiem kiedy zacząłem Cię lepiej rozumieć, Twoje intencje, nawet polubiłem to wszystko i z coraz większą ochotą tutaj zaglądam :) Po prostu widzę, że nie narzucasz swoich rozwiązań innym, co jest bardzo wielką zaletą, gdyż czasem ciężko jest powstrzymać się od takiego paternalizmu - Tobie się to świetnie udaje!

    A dzisiaj widzę dodatkowo taki przekrojowy wpis, odnoszący się do wielu poruszanych tematów i tak przyjazny w formie :-) Racja, wszystko ma służyć polepszaniu naszego życia. Oby życie każdego z nas było jak najlepsze :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Po kolei:
    Różnienie się od ludzi jest przede wszystkim cechą indywidualizmu,
    znaczenie minimalizmu jest tutaj małe.

    Opinia społeczna to żaden problem - sami dopasowujemy sobie ludzi, którzy
    nie robią nam problemu, resztę ignorujemy.

    Narzucanie innym to beznadziejna strategia, tworzenie "zajawki" na coś - o
    to co innego

    Biznes to biznes, życie osobiste to życie osobiste. W Biznesie musisz
    wyglądać i działać. Biznes jest tworzony dla konsumenta i jego potrzeb
    a nie dla przedsiębiorcy dla zabawy. Najlepiej po prostu go nie mieszać
    do życia prywatnego.

    Jak najbardziej jestem za dobrym wizerunkiem, ale to nie znaczy kupowanie
    drogich markowych - a kupowanie pasujących nam stylem.

    Mieszkanie ma być przyjemne dla nas, są style architektoniczne które super
    gospodarują przestrzeń bez zbędnych zakupów (np. styl Zen)

    Jedzenie? U mnie to zupełnie inna sprawa. Ogólnie staram się nie jeść
    (a raczej będę starał w niektórych przypadkach) w/w substancji. Ale to nie
    znaczy, że nie zjem od czasu do czasu kawałka ciasta, pizzy czy innego
    niezbyt zdrowego pożywienia, owszem w mniejszych ilościach i nie na codzień.
    Może nie dożyje do 90, ale przynajmniej będę korzystał trochę z życia
    zarazem żyjąc zdrowo - tylko trzeba z umiarem.

    Brak samochodu - nigdy nie lubiałem samochodu. Ropa drożeje i drożeć będzie,
    zapasy idą w strone wyczerpania, więc temat mnie nie interesuje. Argument
    bardzo prosty mam - "Nie buduję majątku w Polsce bo [podkreślając] raczej
    nie chcę tutaj zostać" i to wystarczy.

    Małżeństwo - tu raczej pytanie, czy druga osoba nie wchodzi w nasz
    światopogląd, jak tak - to czy czasem coś nie gra?

    Alkohol - temat nie związany z minimalizmem. Chyba że picie mniejszych
    ilości wina czy piwa zamiast wódki - co to, to tak! :)

    Dzieci - jakby były nie zamierzam wychowywać w Polsce, a w kraju w którym
    chciałbym zapewne miałby samochód z powodów mocno praktycznych. W Polsce
    problem jest nawet z dziećmi nie idącymi do komunii, czy nie chodzącymi
    na religię, samochód to luz przy tym :)

    Prezenty - nie lubię dostwać(nie z powodów minimalistycznych - osobistych),
    ale lubię dawać.

    Podrózuje się z potrzebnym bagarzem, a nie małym plecakiem.

    Na zakończenie: Jeżeli dla ludzi w danej sytuacji nie jest najważniejsza
    druga osoba (rozmówca), to warto się zastanowić czy takie osoby nie należy
    omijać - wiele z tych punktów straciłoby znaczenie :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Henryku, miano "innej" mnie nie przeraża. Opinia społeczna nie ma dla mnie znaczenia bo nie jestem osobą "na świeczniku". Absolutnie nikomu nie narzucam mojego stylu życia. Pomimo tego, że ubrań ciągle mi ubywa prezentuję się dobrze. Moje mieszkanie jest oceniane jako pełne przestrzeni i to w pozytywnym sensie :-) Jem to co lubię i dobrze gotuję. Samochód mam i tu akurat nie pójdę na ustępstwa bo nie wydoliłabym bez niego. Mój mąż nie jest minimalistą i czasem wyśmiewa mój minimalizm a czasem go on wkurza. Mnie dla odmiany nie wkurza jego brak minimalizmu. Alkohol pijam sporadycznie. Czasu mam zawsze za mało albo inaczej - nigdy się nie nudzę :-) Żeby dziecko nie odstawało do grupy mamy telewizor i syn ogląda bajki. Moje dzieciątko dostaje prezenty z każdej ważnej okazji - nie są drogie tylko dopasowane do tego, co mały lubi. Dbam o środowisko bo mnie to cieszy. Mam więcej niż 100 rzeczy i nie dążę do żadnej konkretnej liczby. W podróż zabieram minimum z minimum - ale to podróże dla przyjemności a nie biznesu. Nie jeżdżę na rowerze od kilku lat. Nie mam w sobie nic z perfekcjonistki. Media mnie nie ruszają. A minimalizm jest dla mnie fajnym sposobem na życie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Co do podróży, to niekoniecznie to musi być mały plecak. Ale na pewno nie musi to być duża walizka. W małej torbie zmieści się druga para spodni. To kwestia doboru (skomponowania) zawartości. Podróżującym minimalistom GORĄCO polecam stronę www.OneBag.com (to ona była początkiem mojego zainteresowania minimalizmem!)

    Ludzie, firma, poglądy... No cóż, najlepiej znaleźć sobie grupę wsparcia (stowarzyszenie, kółko zainteresowań itp.) albo spotykać się częściej z tymi, którzy nam pasują. Ponieważ chodzę trochę po górach, to dobrze się czuję w towarzystwie takich ludzi. A oni też są swego rodzaju minimalistami. Np. idę do sklepu z ekwipunkiem i nie widzę sprzedawcy w garniturze, tylko właśnie wyluzowanego minimalistę, miłośnika gór, który jeździ do pracy (sklepu) rowerem. Co więcej, gajerek i bryka baaaaardzo by mu przeszkadzały w interesach, bo byłby niewiarygodny dla klientów. Nie twierdzę, że w górach nie można szpanować kasą (sprzętem) i jeść fast-fooda. Można. Ale tacy ludzie szybko się wykruszają. A im wyżej i dalej od wszelkich rozreklamowanych atrakcji turystycznych, tym takich mniej.

    Mój minimalizm wyraża się przede wszystkim w spędzaniu czasu z rodziną na łonie przyrody. I to najlepiej wtedy, kiedy nie ma tam wakacyjnych tłumów, np. przy (względnie)brzydkiej pogodzie. Siłą rzeczy mniej czasu poświęcam telewizji, komputerowi i zakupom, choć ani telewizja, ani komputer, ani centra handlowe nie są mi obce (unikam ich, ale nie za wszelką cenę). Proszę zauważyć, że to jest trochę inne podejście - nie robię sobie miejsca/czasu, z którym nie mam co zrobić, tylko poszerzam miejsce/czas poświęcany na rzeczy wartościowe. Przez to mam coraz mniej czasu na rzeczy nieistotne i bardzo łatwo z nich rezygnuję.

    Przy okazji chciałbym zaproponować napisanie czegoś o innych sportach. Nie każdy ma możliwość jazdy rowerem do pracy i nie każdy to lubi. A kluby fitness nie są dla minimalistów (koszty, szpan itd.) Osobiście polecam skakankę, pompki, przysiady, burpee, podciąganie na drążku. Wszystko to jest bardzo minimalistyczne! :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Każdy człowiek jest inny, patrzy ze swojej perspektywy na świat. Każdemu należy się szacunek.

    Już mam dość tego minimalizmu... ja wysiadam.

    Henryku, życzę Ci wszystkiego dobrego z tą lub inną filozofią życiową w tle,
    Olga

    OdpowiedzUsuń
  9. trochę mnie zastanawia, że w rozmowach o minimalizmie dominuje mieć, mieć i mieć jako punkt odniesienia

    tymczasem czy aby nie jest ważne:
    jak mieć? jak używać? jak być?

    minimalenko, dlaczego ty czy ja w ogóle przed innymi minimalistami tłumaczymy się z posiadania samochodu???

    to chyba nie tak ma być

    OdpowiedzUsuń
  10. Raz @Michał: świetny komentarz :)
    Dwa: Panie Henryku, Pan po prostu zaczął od minimalizm i rozciągnął swoje rozważana i działania dalej, roboczo i upraszczająco nazywając to wciąż "minimalizmem".
    Nie picie alkoholu to abstynencja, a nie minimalizm, nie jedzenie mięsa to wegetarianizm.
    Może i z pobudek minimalistycznych, ale to nie jest już minimalizm sam w sobie. Obstaję przy poglądzie, że (cytując mój własny wpis http://daga-haukke.blogspot.com/2012/01/minimalizm-to-nie-ascetyzm.html): "minimalizm to tylko ilość rzeczy, ich racjonalne nabywanie i użytkowanie" - jak już wspomniałam, Pan stworzył własny system zasad, wykraczający poza sam minimalizm, a który dalej Pan tak nazywa.

    OdpowiedzUsuń
  11. Henryku minimalisto, czy miałeś do czynienia z tymi wszystkimi niemiłymi tekstami, które przytoczyłeś? Jak odpowiadasz takim ludziom?

    OdpowiedzUsuń
  12. R-O: To jest właśnie straszne.

    Hillwalker: Zachęci? Ja chciałem właśnie zniechęcić :)

    Marciniasty J: Tak, taki ton, że ciągle „nie, nie, nie” może wyglądać dość surowo. Jednak piszę tu o rezygnowaniu, więc te „nie” naturalnie często się pojawia.

    Michał: Ciekawe komentarze. Jeśli to kwestia indywidualizmu – to przy minimalizmie będzie on bardziej widoczny :) O alkoholu odpowiem przy okazji odpowiedzi Dagmare.

    MinimaLenka: To fajnie, że wiele wspomnianych wad się Ciebie nie tyczy. Pozytywny ton bije z Twojego komentarza.

    Adam: „Nie robię sobie miejsca/czasu, z którym nie mam co zrobić, tylko poszerzam miejsce/czas poświęcany na rzeczy wartościowe” - to jest właściwa perspektywa.

    Wasp: Widziałem, że zamknęłaś bloga. Myślałem, że masz po prostu dość pisania i chcesz zająć się czymś innym.

    Dagmare: Każdy definiuje swój minimalizm. Mógłbym być precyzyjniejszy i mówić: ekowegeabstynencjominimalizm ;)

    Magda: Częściowo. Niektóre rzeczy można usłyszeć za plecami, tak jak napisał R-O. A gdy wprost? To zależy, część z tych tekstów miało charakter droczenia się z uśmiechem na ustach, odpowiedzi więc czasem były w podobnym stylu.

    OdpowiedzUsuń
  13. PS. Dopisałem jedno zdanie do artykułu: "Minimalista", "konsumpcjonista" - te wyrażenia wprowadzają mentalne podziały między ludźmi.

    OdpowiedzUsuń
  14. Hernryk - sama sobie założyłam szaty "minimalisty" i teraz właśnie je porzucam. Przerzucam się na totalnie swój naturalny styl... bez nazywania tego "minimalizmem", "dążeniem do prostoty". I tyle. Bloga zawiesiłam trochę z innych powodów. A pisać, notabene, lubię.
    Pozdrawiam,
    Olga

    OdpowiedzUsuń
  15. "ekowegeabstynencjominimalizm" - rewelacyjne! :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Kwestia perspektywy - wydaje mi się, że Henryk patrzy na minimalizm przez pryzmat filozofii życia i może być ona początkowym odniesieniem do wielu koncepcji - myśl że to jest spoko, jak lubi :)

    Ja sam siebie nie nazwałbym miniamalistą, po prostu mam rzeczy które są mi potrzebne i nie przeszkadzają mi - czysty pragmatyzm,który idzie poniekąd w parze z minimalizmem.

    OdpowiedzUsuń
  17. No tak, ale co wy tu piszecie, przecież gdzieś zawsze się czyta, że każdy tworzy system i minimalizm postrzega inaczej i dostosowuje się go do swoich potrzeb i nie są tu narzucone twarde reguły, cel główny jest jeden dążenie do prostoty i nie rozumie tyle sprzeciwu tym bardziej że autor pisze że nie zachęca was do praktykowania tego stylu jeżeli się nie zgadzacie.

    Dla mnie jest to proste wszystko i tak jak ze wszystkim trzeba wysłuchać kogoś a swoje wiedzieć wysunąć wnioski z blogu i samemu odnieść teraz tą teorie do swojej praktyki.

    Robert R.

    OdpowiedzUsuń
  18. Robert R.: Powiedziałbym w tym miejscu "Amen". ;-) To nie jest encyklopedia zdrowia, tylko blog. Prywatny blog. Dlatego p. Henryk opisuje SWOJĄ wersję minimalizmu, z której każdy czytający czerpie to, co lubi. Ja nie wszystko naśladuję, bo faktycznie to jest ekowegaabstynecjomnimializm, a ja wolę minimalizm. Ale niektóre wpisy i komentarze mnie zainspirowały do powzięcia własnych postanowień (innych niż p. Henryka!)

    OdpowiedzUsuń
  19. Delikatna namowa jest także próbą zmiany. Cóż w tym złego? zmieniajmy świat. :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo podoba mi się ten wpis. Moje doświadczenie z bycia "inną" jest takie, że wiele zależy od środowiska, w którym się żyje. Tolerancja dla innych i nie narzucanie się na pewno pomagają zachować kontakty, jednak nie ma sensu utrzymywać ich na siłę. Można przyjaźnić się z kimś, kto je co innego, inaczej spędza czas, pod warunkiem, że i on nas szanuje. Niby proste, ale... ;)
    Z czasem chyba przeważa zasada "nic na siłę".

    OdpowiedzUsuń
  21. Wasp: "Minimalizm", "prostota" - to tylko słowa, punkt zaczepienia do rozważań.

    Adam: Ciekaw jestem, jakie to postanowienia.

    Kira: A jaka jest skuteczność takiej delikatnej namowy :) ?

    Tofalaria: Tak, gdy jest wzajemny szacunek to można się przyjaźnić z kimś, kto je co innego, inaczej spędza czas, itp. - bo znajomość można budować na bardzo różne sposoby i w oparciu o różne rzeczy. Uśmiechnąłem się jednak, gdy przeczytałem "niby proste, ale ... ;)".

    OdpowiedzUsuń
  22. Panie Henryku, warto godzić słuszność celów ze słusznością metod. Zmuszać nie należy, ale dawać dobry przykład - czemu nie? A kto pójdzie "za nami", to już inna sprawa. :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Hm... Nie jem kupowanych słodyczy (piekę sam ;-)), gimnastykuję się codziennie choćby przez chwilę, piję kawę tylko raz i wyłącznie z ekspresu i w domu, wyrzucam nieużywane rzeczy. Na razie tyle, zobaczymy jak długo... :-)

    OdpowiedzUsuń
  24. Kira: Dawać przykład - to tak.

    Adam: Chętnie się dowiem, jak się rzeczy mają za jakiś czas :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Umiar w umiarze. To właśnie to. Nie ma sensu wpędzać się w psychozę z powodu nadmiernego posiadania. Ja też lubię mieć wokół siebie przestrzeń, ale nie dążę do tego by siedzieć w pustym pokoju na podłodze z dziewczyną u boku. Raczej skupiam się na tym, by nie kupować zbędnych rzeczy, takich których nie będę używał. Aby nie zaśmiecać mieszkania rzeczami, dokumentami "bo kiedyś się przydadzą".

    Z doświadczenia wiem, że już do nich nie wrócę. Jednym słowem nie przywiązuję się do przedmiotów. Nie stanowią one dla mnie wartości innej niż użytkowa. Jak coś się zepsuje ląduje na śmietniku, a nie w spiżarni chomika.

    A co do podróżowania, to jestem fanem lekkich plecaków, pakowanych racjonalnie i skrajnie minimalistycznie. Do Grecji pojechałem tylko z bagażem podróżnym. I wystarczyło. Dziewczyna wzięła za pierwszym razem dwie torby. Za drugim tylko bagaż podróżny. Jak nie musisz dźwigać tylko skupisz się na przeżyciach, to dostrzegasz zalety minimalistycznego podróżowania.

    Kurek

    OdpowiedzUsuń
  26. Ciekawe przemyślenia. Interesujące, że czasem wystarczy zabrać mały bagaż, by przekonywać innych do tego samego.

    Co do dokumentów, to niestety trochę trzeba je trzymać: np. zeznania podatkowe, itp. Niestety, w urzędach często liczy się tylko papier. Nie masz go, to nie masz racji.

    OdpowiedzUsuń
  27. ...zeznanie podatkowe to jedna rzecz, czy każda karta osobno? ;-P Ja nie jestem minimalistą i nie będę, ale idea minimalizmu jest ciekawa, o ile nie popada się w skrajność. Niezależnie od wszystkiego podobał mi się wpis i w sumie muszę posprzedawać część rzeczy, które od dawna się o to proszą. (dla mnie też coś jest) :-)

    OdpowiedzUsuń
  28. Słusznie zauważasz problemy odnośnie tego, jak liczyć te rzeczy :)

    A co do zeznań podatkowych, to te akurat trzeba trzymać.

    OdpowiedzUsuń
  29. Minimalizm niewiele różni się od oszczędnego życia ludzi do tego zmuszonych.Ale minimaliści uważają to za ideologię. Starożytny filozof powiedział"Chcesz być bogatszym,ujmij sobie potrzeb" Dotyczy to zarówno tych którzy chcą mało wydawać i zaoszczędzić pieniądze ale i tych którzy chcą mieć więcej czasu na realizowanie siebie i w ten sposób czują się bogatszymi duchowo od innych.Jeśli temu towarzyszy zdrowy rozsądek to dobrze. Nadmiar posiadanych dóbr męczy. Trzeba o nie dbać, martwić się, harować na nie. Nie każdemu się to chce robić.

    OdpowiedzUsuń
  30. :) w każdej dziedzinie życia trzeba zachować umiar i rozsądek... z wieloma rzeczami napisanymi się nie zgadzam... Dlaczego "minimalisci" nie maja chodzić w markowych ciuchach? Wole miec 3 pary markowych dobrych jensów niż 10 słabej jakości.... z resztą ubrań mam podobnie, kupuje po prostu jedna koszulkę zamiast 4 gorszych...
    Co do prezentów... zanim komuś coś kupuię zastanawiam się dwa razy czy mu to będze potrzebne czy bedzie używał... cena? rozsądna... nic sie nie zmieniła w dawaniu prezentów przed czy po jak zostałem minimalista

    Słyszałem że ktoś jadać w podróż z jednym plecakiem tak to wymyślił ze nie brał spodni jasnych gdyż są ąłtwe na pobrudzenie...:) ten artykuł mi się podoba... bo warto przeczytać taki art by nie popasć w przesadę...

    OdpowiedzUsuń
  31. A jak być minimalistycznym maturzysta, kiedy same książki to ok 100 przedmiotów a nie można z nich zrezygnowacv?

    OdpowiedzUsuń