Kredyty konsumenckie, karty kredytowe

Wojciech Weiss - Demon
12 maj 2012

Na szczęście na tym blogu nie ma reklam banków. Mogę zatem szczerze powiedzieć, co myślę o kredytach konsumenckich i kartach kredytowych. Uwaga: nie mówię tutaj o kredytach mieszkaniowych.

Kredyty konsumenckie

Zapytałem kiedyś pewną Amerykankę, dlaczego ludzie w Stanach tak często używają kart kredytowych. Przecież to się nie opłaca! Jeśli poczekamy, to za jakiś czas kupimy bez kredytu i bez wysokiego oprocentowania. Będziemy mieć więcej pieniędzy! Za parę miesięcy, lat, będziemy mogli sobie kupić znacznie więcej. Przecież za rok, dwa, pojawią się nowe potrzeby. Skąd wtedy weźmiemy pieniądze? Po co uszczuplać sobie finanse odsetkami bankowymi? Na to ona wcieliła się w takiego Amerykanina i pożądliwie powiedziała „ale ja chcę mieć to TERAZ!”. Brrrr, „chcę”, „mieć”, „teraz”, „ja” - niebezpieczna mieszanka.

Według mnie warto jednak czekać. Pomijając już finanse, zwyczajnie impuls „chcę” może być chwilowy. Pochopne decyzje przekładają się często na nietrafione zakupy. „Chcę mieć to teraz” łatwo zmienia się w „znudziło mi się”. Poza tym, bez tylu rzeczy można się doskonale obyć, a po co jeszcze brać na nie kredyty?

Na popularność kredytów konsumenckich na pewno wpływa presja społeczna na posiadanie wielu rzeczy, np. samochodów. Na kupowanie drogich prezentów na urodziny, wesele, chrzciny, święta. Ktoś chce pojechać do rodziny, a tu trzeba okazać „kartę wstępu” - drogi prezent. To wręcz jak pozwolenie na życie towarzyskie, wydane przez jakiś urząd - galerię handlową.

Oprócz „chcę mieć to teraz”, łatwo jest się zaplątać, gdy się żyje „od pierwszego do pierwszego”: gdy wydaje się wszystko i nic się nie odkłada. A przecież zdarzają się różne sytuacje: kryzysy gospodarcze, choroby, zmiany na rynku pracy, itp. Umowa o pracę nie jest przecież niczym wiecznym, szczególnie w dzisiejszym, szybko zmieniającym się świecie. Poza tym co chwilę są jakieś święta, wakacje, itp. Warto więc mieć oszczędności.

W przeciwnym przypadku łatwo jest wpaść w łańcuch długów. Zdarza się, że po wzięciu jednego kredytu ludzie biorą następne, gorzej oprocentowane, by spłacić poprzednie. Dochodzą też kary za niespłacanie w terminie. Robi się z tego taka kula śnieżna, coraz większa, większa i coraz bardziej przerażająca. 

Powiększyć mogą ją też ubezpieczenia na życie, którymi czasem obejmowani są obowiązkowo kredytobiorcy. To dodatkowe koszty, szczególnie bolesne dla kogoś, kto już jest na minusie. A jeśli się nie nadąża ze spłatą, to bank wyśle groźne listy o zadłużeniu, postraszy wpisem na rejestr dłużników, wizytą komornika. I dłużnik wpada w stres. Jeśli będzie on duży, to w przypadku niektórych zawodów mogą pojawić się problemy z koncentracją. I jak tu w takich warunkach zarobić i wyjść na prostą? „Ubezpieczenie na życie” staje się wtedy bardziej „zamachem na życie”.

Co więcej, w takim stresie może pojawić się chęć poprawienia sobie nastroju poprzez alkohol czy inne używki. To jeszcze bardziej pogrąża finansowo, a dodatkowo stwarza ryzyko powstania nałogu.

Karty kredytowe

Można powiedzieć, że karta kredytowa to wersja kredytu konsumenckiego.

Jako karta płatnicza, karta kredytowa jest przestarzałą technologią. Podaje się dane karty, z której inni mogą ściągnąć dla siebie pieniądze. Te dane mogą gdzieś wyciec i ktoś może nas okraść. Tyle razy mówiło się o listach danych kart kredytowych na sprzedaż na czarnym rynku. Dużo lepszą i bezpieczniejszą technologią są przelewy internetowe. To my decydujemy komu i ile zapłacić. Na Zachodzie karty kredytowe stały się standardem, u nas na szczęście tak masowo się nie przyjęły. Nie wszystko co jest na Zachodzie, jest lepsze niż w Polsce.

W pewnym badaniu okazało się, że gdy ludzie płacą kartą kredytową, to kupują więcej niż w przypadku płatności gotówką (1).


Presja na posiadanie kart kredytowych

Bez karty kredytowej może być ciężko kupić niektóre rzeczy. Np. nie wszędzie wynajmiemy samochód. Pewne strony w Internecie wymagają podania numeru karty przy zakupach. Na szczęście, w większości sytuacji można poradzić sobie bez karty kredytowej. W Internecie często wystarcza e-karta (nie kredytowa). Na polskich stronach zwykle wystarcza przelew.

Banki lubią namawiać do kart kredytowych. Czasem kuszą nawet dwumiesięcznym zerowym oprocentowaniem. Moim zdaniem to pułapka. Na pewno wielu ludzi przekracza ten okres i potem spłaca dług z odsetkami. A nawet jeśli ktoś zawsze zdąża, to i tak widzę tutaj pewien problem: dlaczego taki ktoś nie ma żadnych oszczędności? To bardzo ryzykowne!

Uważam, że nawet gdy do karty kredytowej dodają jakiś rzekomy bajer, to i tak lepiej odmówić. Dla samej zasady, że nie popiera się kredytów konsumenckich.

Zakupy na raty

Kredyty konsumenckie to również kupowanie na raty. Tak naprawdę to nie ma czegoś takiego jak raty 0%. Żeby to było opłacalne dla sprzedającego, to musi on podnieść cenę.

Kredyt nie musi być pieniężny

Co ciekawe, wiele rzeczy można robić „na kredyt” poza sferą finansową. Mam na myśli postawę wobec życia, gdzie zwraca się uwagę tylko na chwilę obecną lub na bliską przyszłość, bez obejmowania długich okresów czasu. Można jeść słodycze, by czuć przyjemność TERAZ, a potem gorzej się czuć od wahań cukru czy nadwagi.  Brać narkotyki, by TERAZ było dobrze, bez względu na ryzyko uzależnień i głodu narkotykowego w przyszłości. Palić papierosy, by poczuć się lepiej teraz, ale kosztem długotrwałego gorszego samopoczucia. Ale jutro stanie się kiedyś teraz.

A co na to Chuck Norris?

Banki mocno promują kredyty konsumenckie. Zatrudniają aktorów i kuszą reklamami. Śmieszne, w jednej z nich pokazywali filmowego twardziela, Chucka Norrisa, jak idzie po kredyt. Według mnie, taki twardziel prędzej by powiedział „nie mam pieniędzy, to nie kupuję”.





Przypisy:

(1) Drazen Prelec, George Loewenstein, The Red and the Black: Mental Accounting of Savings and Debt, http://mktsci.journal.informs.org/content/17/1/4

37 komentarzy:

  1. "Uwaga: nie mówię tutaj o kredytach mieszkaniowych ani inwestycyjnych."

    To ja powiem. Kredyty są dla niewolników, a ja jestem wolnym człowiekiem.

    Dziękuję za uwagę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli coś jest w ratach 0% znaczy to, że raty są wliczone w cenę. Wtedy branie towaru za gotówkę zwyczajnie jest nieopłacalne, bo:
    1. Kilka groszy oszczędzimy bo nie wydamy pieniędzy od razy, tylko będą leżały na, dajmy na to, koncie oszczędnościowym.
    2. Budujemy historię kredytową, co jest ważne dla osób, które w przyszłości mogą być zmuszone, z różnych powodów, do wzięcia większego kredytu.

    W tej całej historii kredytowej jest pies pogrzebany. Pewnie, że jest to tylko jeden z czynników decydujących o przyznaniu kredytu, ale jest. Kupowanie na raty, posiadanie regularnie spłacanej karty kredytowej. Jeśli ktoś jest rozsądny (!!!) to może wykorzystać te narzędzia na własną korzyść. Bo dzięki dobrej, rozbudowanej historii kredytowej szybciej i z mniejszym wkładem własnym dostanie kredyt na mieszkanie i nie będzie musiał dorabiać osoby, od której do tej pory mieszkanie wynajmował.
    Jednym słowem uważam, że nic nie jest tylko czarne, lub tylko białe.

    Jeden kredyt, który polecam każdemu, kto może go wziąć, nawet jeśli nie potrzebuje - kredyt studencki. Jeśli nie potrzebujemy, to inwestując pieniądze oddamy bankowi mniej niż na nich zarobimy. Wychodzimy na plus. Ja niestety musiałem z tego kredytu żyć, ale już nigdy nie dostanę kredytu na tak dobrych warunkach, więc pod tym względem mogę go wspominać dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Michał: Czy uważasz, że zawsze lepsze jest wynajmowanie tak długo, aż się uzbiera ponad 100% wartości mieszkania? Albo wynajmowanie do śmierci?

      Hubert: Racja, budowanie historii kredytowej to czasem może być dobry argument do wzięcia paru kredytów konsumenckich.

      A kredyt studencki jest trochę jak kredyt inwestycyjny: zamiast iść do pracy od razu, człowiek się uczy zawodu, który da mu większe dochody później.

      Usuń
  4. Wszystko jest dla ludzi z głową, kredyty także, ot co. Jeśli mi i mężowi wystarczy ok. 40 m2 (dwa pokoje z kuchnią), dzieci absolutnie nie zamierzamy mieć i do tego jesteśmy minimalistami, to weźmiemy kredyt odpowiedni do tych kryteriów - ani złotówki większy, a wtedy bez spinki, bez nerwów sobie będziemy spłacać, bo taki nie będzie na 1/3 życia, tylko na krócej i przy mniejszych ratach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co zrobisz gdy jednak dziecko się pojawi? Piszę jako minimalista praktyczny, który ma nieco większe mieszkanie i dzieci też co nieco (minimalistycznych ofkors).

      Usuń
  5. Wszystko jest dla ludzi... myślących.
    Karty kredytowe są dobrym produktem, jesli korzystamy z nich z głową; czyli nie zadłużamy się, wykorzystujemy grace period i spłacamy 100%.
    Warto też, przy wyborze karty dla siebie spojrzeć na dodatkowe cechy danego plastiku (nie tylko na opłatę roczną i oprocentowanie) np. na bezpłatne ubezpieczenia (np. przy podróżach zagranicznych) albo możliwość rozłożenia transakcji na raty bez dodatkowych odsetek. Odpowiedni wybór może nam przynieść znaczące korzyści praktycznie za darmo.
    Ale, niestety, większość ludzi bierze pierwszy plastik z brzego, np "bo ładny".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Posiadanie karty kredytowej, nawet jeśli się ją "mądrze" spłaca/używa nadal nastawia człowieka na "chcę mieć teraz". A jeśli się nie zmieni tego nastawienia, to wystarczy trudniejszy moment w życiu, i zaczyna się korzystać z takiej karty już bez spłaty w ciągu grace period. Wystarczy że zabraknie czegoś do czego się jest przyzwyczajonym, cokolwiek by to nie było (np. raz w miesiącu wyjście do kina, czy na basen, czy zrobienie wystawnych imienin), bo akurat straciło się pracę, lub był gorszy okres w biznesie... Dlatego dobrze jest jeśli człowiek umie czekać, umie cierpliwie znosić brak czegoś. Nie twierdzę od razu, że posiadacz karty kredytowej na pewno nie umie czekać czy znosić jakiegoś braku - ale zdarza się to rzadko, bo jeśli człowiek nie musi walczyć z zachciankami to potem często nawet jeśli będzie chciał, może nie dać rady.
      Inną sprawą jest wiarygodność kredytobiorcy. Tu rzeczywiście karta kredytowa rozsądnie używana może np. przybliżyć do otrzymania kredytu hipotecznego - pod tym względem warto ją mieć.

      Karola

      Usuń
  6. Henryku, nie mam karty kredytowej, nie kupuję na raty. Jestem w "te klocki" zielona jak trawa na wiosnę. Jak spaliłam czajnik to gotowałam wodę w garnku do kolejnej wypłaty :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Henryk - stwierdziłem jedynie fakt, że kredyt == niewolnictwo, bez względu na warunki. Można przestać być niewolnikiem spłacając kredyt (lub tracąc np. mieszkanie).

    Co do mieszkania, moja koncepcja jest nieco inna - najpierw zakup odpowiedniej działki (i jak to możliwe pomysłu jej zagospodarowania), gdzie można odpocząć, zakup projektu wymarzonego, małego domku (zakładam tutaj brak problemu dzieci/samochód/itp), zbudowanie domu (zaradn człowiek w wieku 35-40 powinien mieć dochód na taką przyjemność) i wykończenie kiedy ta kasa po prostu będzie - lub właśnie w tym wypadku kredyt. Innymi słowy - działka/dom - 100% własny wkład, wyposażenie - ok, kredyt, bo można zająć się tym "na raty" (choć i tu właśnie czy jest sens go brać?),

    Ah tak, zapomniałbym - brak czynszu
    :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dla wszystkich którzy nie chcą mieć karty kredytowej, a mimo to zdarzają się sytuację gdzie jest ona potrzeba (tzn. "wypukła") rozwiązaniem jest karta pre-paid (np. BZWBK ma takie). Żeby nią zapłacić należy najpierw wpłacić :-) ale poza tym zachowuje się jak zwykła kredytowa.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie posiadam karty kredytowej. Pamiętam jak oddałem kartę w banku i to poczucie wolności. To było święto. Mam natomiast pożyczkę w ramach konta, za którą na szczęście nie płacę prowizji (była dodatkiem do kredytu hipotecznego, bo ten niestety posiadam) - korzystam z niej tylko wtedy, gdy nie wystarcza do pierwszego, czyli robię debet. W skali roku wychodzę na plus, tzn. nie pogłębiam swojego zadłużenia i dochody pokrywają wydatki. Ale w skali miesiąca różnie to bywa - zawsze są jakieś nieprzewidziane albo nadzwyczajne wydatki.
    Zapraszma na blog www.wystarczy-mniej.blogspot.com
    Pozdrawiam
    konrad

    OdpowiedzUsuń
  10. zgadzam się prawie ze wszystkim... prawie

    piszesz: "Na szczęście na tym blogu nie ma reklam banków."

    na moim blogu takie reklamy są - mimo wszystko mogę pisać i piszę u siebie np. o negatywnych skutkach zapożyczania się

    nie przypominam sobie aby gdziekolwiek, w którymkolwiek programie partnerskim, było napisane, że nie mogę się w ten sposób wypowiadać

    OdpowiedzUsuń
  11. Dagmare: Popieram unikanie spłacania kredytu przez 1/3 życia.

    Insider: Jest pewien problem przy braniu kredytów i spłacaniu ich w grace period. Skoro tak robimy, to prawdopodobnie nie mamy oszczędności. A to jest bardzo ryzykowne (dopiszę o tym w artykule za jakiś czas).

    MinimaLenka: Fajnie, uważam, że lepiej gotować wodę w garnku niż się zadłużać.

    Michał: W pewnym sensie i bez kredytu jesteśmy niewolnikami. Musimy np. co miesiąc płacić za jedzenie :)

    Anonimowy: Właśnie takie obejścia preferuję.

    Konrad: „Pamiętam jak oddałem kartę w banku i to poczucie wolności.” - fajne :)

    RO: OK, to zależy od typu reklam. Jeśli ktoś reklamuje kredyty konsumenckie i ma prowizje od każdego zdobytego klienta, to będzie miał opory przed pisaniem prawdy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w tym nasz rację, natomiast co do reszty - naprawdę jest OK

      o reklamach napisałem ostatnio ze 2-3 posty, wyjaśnię główny wątek: wyznaję pogląd, że reklamy na blogu nie szkodzą - nawet jeśli ktoś lubi minimalizm - przecież każda osoba która nie życzy sobie ich oglądać może kliknąć Adblock i polską listę adblocka

      polecam każdemu - problem reklam zakończony raz na zawsze

      Usuń
  12. Aby zrezygnować z karty kredytowej - wystarczy zbudować oszczędności na poziomie jej pożądanego limitu (np. 5000 czy 10000 pln), wpłacić je na jakieś osobne bezpłatne konto z bezpłatną kartą debetową - co miesiąc spłacać różnicę do ustalonego poziomu i mamy własną, nieoprocentowaną i wolną od długu "kartę kredytową". Zwłaszcza że w niektórych bankach można wyrobić wypukłą debetówkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym cały jest ambaras, że darmowe oprocentowanie to tylko taki wabik. Potem są nieprzemyslane wydatki, no i robi się z tego zwykły i wysokooprocentowany kredyt. Ale zgadzam się, że lepiej mieć oszczędności i z nich finansować wydatki, nawet jeśli są nieprzemyślane (:

      Usuń
    2. w takiej sytuacji zawsze możemy narzucić sami sobie karne odsetki i powiększyć o nie nasze oszczędności :)

      Usuń
  13. Wszystko jest kwestią dyscypliny - mam oszczędności w wysokości rocznych dochodów, co miesiąc korzystam z kredytówki,a pensja na oszczędnościowe - spłacam całość w okresie bezodsetkowym i zawsze coś zostaje na oszczędnościowym + odsetki,dodatkowo bank dopłaca mi 3% za zakupy kredytówką na stacjach benzynowych i w spożywkach (do 50 zł miesiećznie). W skali roku kilkaset zł do przodu.
    Kwestia samodycypliny.
    Nie rozumiem co mają wspólnego oszczędności z kredytówką.
    Patent z budową MAŁEGO domu za gotówkę polecam - mieszkamy już 10 lat bezczynszowo w domku z ogródkiem i jest super.

    OdpowiedzUsuń
  14. Anonimowy: Faktycznie, można tak sprytnie wykorzystać kartę kredytową :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Dokładnie, mały Dawid (minimalista) może ograć dużego Goliata (bank)- trzeba tylko myśleć,a nie łykać co pseudodoradcy w banku mówią
    ewa

    OdpowiedzUsuń
  16. @Henryk Minimalista
    a dlaczego robisz wyjątek dla kredytów mieszkaniowych ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie dlatego, że "każdy broni swojego" :)

      to naturalne

      swpją drogą czekam z niecierpliwością na kolejny post

      Usuń
  17. Jacek: Rozległy temat, zależy od bardzo wielu czynników. Gdybym zaczął to rozważać, to bym napisał cały artykuł :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Za wszelką cenę nie powinno się pozwolić, aby siła procentu składanego zaczęła działać przeciwko nam. Niekorzystanie z tej siły już jest problemem, ale skierowanie jej przeciwko sobie to już przesada. Czasem nie da się inaczej, ale w większości wypadków zachcianki przeważają nad faktycznymi potrzebami i nabywamy bożki szczęścia.

    OdpowiedzUsuń
  19. Rachunki za prąd przecież też płacimy - z dołu, czyli na krechę, jak nic ;]
    Ale i tu jest możliwa opcja przedpłaty.
    Zamierzam tak sobie ułożyć życie aby wyeliminować rachunki płatne z dołu. Chcę kupować tyle na ile mnie stać i nie chcę wydawać pieniędzy jeszcze niezarobionych.
    Własne ujęcie wody, przydomowa oczyszczalnia, ogrzewanie drewnem (1,5 ha lasu już sobie rośnie od paru lat), turbina wiatrowa zrób to sam, a dalej w miarę możliwości fotowoltaika, akumulatory. Ehs, marzenia.

    P.S. Henryku - wracaj do nas :))

    OdpowiedzUsuń
  20. Dobre podejście. Może ogrzewanie drewnem nie jest najefektywniejsze, a turbina może hałasować, ale ogólny kierunek wydaje się dobry :)

    PS. Wrócę :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Bardzo ciekawy blog. Z wieloma tezami zgadzam się w 100%, zwłaszcza z tymi ekologicznymi i kulinarnymi. Jeśli chodzi o karty kredytowe, to mam ich kilka ale w życiu nie zapłaciłam za nie odsetek: po prostu pilnuję terminów spłaty w okresie bezodsetkowym. Do tego trzeba oczywiście być zdyscyplinowanym i przewidującym: a ja jestem. Wydaję tylko "na życie" - tylko tyle, ile muszę, a gros moich zarobków przeznaczam na oszczędności na własne M... No właśnie, tu chciałabym nawiązać do innego wpisu, namawiającego do zakupu mieszkania bezpośrednio. Czeka mnie wkrótce coś takiego, i przyznam że cholernie się boję, że czegoś nie dopatrzę... Oczywiście zdecydowałam się za współpracę z prawnikiem - ale jeśli to nie wystarczy? Henryku Minimalisto - przerabiałeś coś takiego? Skutecznie?

    PS. Nawiązując do innego wpisu, tym razem o wyższości wielkiej płyty nad nowym budownictwem - ja jednak decyduję się na nowe... Budynek będzie młodszy o kilkadziesiąt lat od przeciętnie starej wielkiej płyty - mam nadzieję, że uda mi się w nim "doczekać moich dni" ;-)

    OdpowiedzUsuń
  22. Witam :)

    Agent też nie gwarantuje, że wszystko będzie OK. Zawsze jest mały element ryzyka przy kupnie. A żeby zwiększyć pewność, można wziąć do pomocy jeszcze drugiego prawnika. Będzie to pewnie z 10 razy tańsze niż agent. A oprócz tego, dokładnie badać temat (przypominam jednak o ostatnim akapicie z tego artykułu o kupnie bez pośredników)

    Czy to przerabiałem: mogę powiedzieć w e-mailu.

    OdpowiedzUsuń
  23. Mam pytanie do właścicieli tych bezczynszowych małych domków i równie bezczynszowych dużych domów - kilka pytań właściwie. Nie płacicie czynszu. A policzyliście (ja tak), jakie są w skali roku podatki, koszty ogrzewania, napraw rynien czy dachów i choćby dojazdów do prac, szkół i sklepów, niechby i wioskowych? Jakoś nie chce mi się wierzyć, że wszędzie dojeżdżacie rowerami albo - zwłaszcza - pekaesami. Dzieci na zajęcia plastyczne w X., 20 km w jedną stronę, żona do fryzjera w city... A Wasi przyjaciele, którzy pewnie chętnie Was odwiedzają, zwłaszcza latem i zwłaszcza w weekendy, przyjeżdżają do Was konno, na koniach z własnych ekologicznych hodowli? A te turbiny wiatrowe, czy aby nie zamieniły w koszmar spokojnego dotąd życia Waszej sąsiadki, która jest wrażliwa na niskie dźwięki? A drewno do kominków dźwigacie z własnych lasów na własnych plecach? A poza tym, dlaczego właściwie nie wydawać pieniędzy na wynajmowanie mieszkania? Bo lepiej je wydać na przykład na dalekie podróże? Ale kto powiedział, że warunkiem podróżowania jest przemieszczanie się z miasta A. do miasta B.?
    Trąci mi to wszystko nie-minimalizmem - więcej zaoszczędzę, to więcej będę miał, na potem. I bardziej wygląda na aptekarską dokładność, zapobiegliwość tak wielką, że aż nadmierną i staranie w wymiarze raczej max niż mini. Niezależnie od powyższego - bez urazy i oh-.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja liczyłem...
      Koszty utrzymania 1 m2 domu są dla mnie o ok. 1/3 większe niż 1 m2 mieszkania, które miałem (przelicznik z metra wydaje mi sie najuczciwszy), ale są też oszczędnoości, którymi da sie zbilansować te wyższe koszty i są też wartości "niepieniężne", które mam dzięki mieszkaniu w domu, a których nie miałem mieszkając w bloku (albo, mieszkając w bloku, nie potrafiłem ich zauważyć).
      Żródła wyższych kosztów z grubsza wymieniłeś.
      Żródłem oszczędności jest własny duży ogród i niewydawanie pieniędzy na "przyjemności poza domem". Po prostu przyjemnije mi się teraz spęda czas u siebie w domu, robiąc w ogrodzie, siedząc i pijąc kawę na tarasie, czytając książkę itp. itd, niż kiedyś gdy wychodziłem z mieszkania "w świat" i tam wydawałem pieniądze.

      A wartości "niepieniężne"?
      To choćby to, że przyjaciele spokojnie mogą do mnie przyjachać na ognisko, lub pomóc ciąć opał na zimę (niezły fitness), lub napić się domowej roboty wódeczki, któej w bloku nie dałbym rady "po cichu" zrobić :)))

      Co do minimalizmu...
      Czytając sporo blogów na ten temat, odnoszę czasami wrażenie, że wielu minimalistów zapada na "chorobę" obsesyjnego przywiązywania sie do nieprzywiązywania...
      I to mnie od minimalizmu jako takiego odstręcza choć idea "mądrego prostego życia" jest mi od z górą 20 lat bardzo bliska

      Roman

      Usuń
  24. Bez urazy i bez obrazy, oh zrobił chochlik. Reszta, mam nadzieję, jest bardziej zrozumiała.
    P.S. Kredyty mieszkaniowe to chyba najbardziej wyrafinowana forma niewolnictwa!
    Możesz rozwieść się z żoną albo nie wyjść za faceta, z którym długie lata na kocią łapę żyłaś w tym mieszkaniu za / na kredyt, stracić pracę, po wypadku być zmuszonym do przejścia na rentę, owdowieć - banku to nie interesuje. Bank ma zabezpieczenie. Zawsze ma zabezpieczenie. W postaci nieruchomości, majątku żyranta albo innych kredytobiorców z kredytami w sytuacji jak najbardziej regularnej, z których w takiej czy innej formie ściągnie co jego.

    OdpowiedzUsuń
  25. Używam karty kredytowej bo jak mam inaczej zapłacić np na Amazonie.Ale mam jedną zasadę spłacam od razu.Jeszcze nigdy a kartę mam już 10 lat nie zapłaciłam odsetek.

    OdpowiedzUsuń
  26. Na Amazonie można płacić e-kartą :)

    Anonimowy z 23 czerwca: ciekawa krytyka domków, w których nie trzeba płacić czynszu :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Henryku, czekamy na nowe wpisy, nie poddawaj się :)

    pozdrawiam

    PS. Kartę miałem, ale zrezygnowałem. W rzadkich okazjach kiedy trzeba skorzystać bez problemu pożyczam od kogoś, a za to w portfelu luźniej, mniej kart do noszenia i kontrolowania, mniejsza pokusa. Kartom kredytowym mówię NIE :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Cóż.. kredyt hipoteczny częstokroć jest jedynym wyjściem z sytuacji na zasadzie "nie chcę ale muszę", a inwestycyjne kredyty może się zwrócą a może nie.. zależy od stopy ryzyka i sytuacji na rynku.

    OdpowiedzUsuń