Nartorolkami do pracy - nareszcie sukces!

Nie było lekko. Na początku poruszałem się wolniej niż piesi, przewracałem się, chwiałem. Raz nawet uderzyłem mocno kością ogonową w beton. Psy na mnie szczekały. 

Autor zdjęcia: Norges Skiskytterforbund

Nachodziły mnie myśli: "Co ty robisz? Daj sobie spokój". Dobrze, że wytrwałem, bo choć ciągle jestem początkujący, to doszedłem już do poziomu, w którym dojazdy na nartorolkach sprawiają mi mnóstwo frajdy. Do tego mam wreszcie przyzwoite tempo.

Nartorolki to świetne uzupełnienie roweru przy dojazdach do pracy, bo wykorzystujemy na nich większość naszych mięśni.

Na nartorolkach można jechać wieloma stylami: bezkrokiem, techniką łyżwową i klasyczną. To szansa na świetną zabawę. Czasem mam wrażenie, jakbym leciał lub płynął szybko po mieście.

Dzięki temu, że jadę do pracy, to znajduję czas na taki wysiłek. Krótki trening rano (np. około 30 minut) bardzo dobrze wpływa na pracę umysłu. Jest dużo badań naukowych na ten temat. Dodatkowo, przyjemniej się pracuje. To się częściowo przyczynia do tego, że lubię poniedziałki.

Gdy to piszę, jest listopad. Pogoda jest dobra, wystarczy się odpowiednio ubrać.

Od razu mówię, że polskie chodniki nie są szczególnie dostosowane do nartorolek, więc jazda wymaga więcej ostrożności i cierpliwości niż dojazdy na rowerze. W wielu miejscach jest niewygodna, a wręcz niewskazana. Ja znalazłem sobie dobre, szerokie chodniki, na których jest mało pieszych.

Dodam też, że bardziej wygodne i bezpieczne wydawało mi się dojeżdżanie na longboardzie z wiosłem, dzięki którym też można ćwiczyć całe ciało.

Ciekawostka: przybyło mi dużo mięśni od różnych wysiłkowych dojazdów do pracy (najwięcej chyba od wiosła). Po pół roku waga pokazuje mi z 7 kilogramów więcej (ale brzuch mi nie urósł!). Samopoczucie mam bardzo dobre. Buzują mi hormony (hormon wzrostu, testosteron, itd.), naturalnie wydzielane od stymulowania wielu mięśni. Biologia pokazuje mi swoje cuda w moim ciele.

Inne ciekawostki: wzbudza się zainteresowanie innych, zwłaszcza dzieci. Ostatnio usłyszałem entuzjastyczny okrzyk: "Oooo! Mamo, a coooo to za hulajnogi?". "Synku, to nartorolki". Szkoda, że dorośli są bardziej sceptyczni. Jak tu podzielić się swoją pasją z innymi?

Cóż, na razie trochę pozniechęcam.

Czy nartorolki są niebezpieczne? Trzeba uważać na mnóstwo rzeczy. Oto lista problemów i proponowanych rozwiązań:

P: Wywrotki.
R: Ostrożna jazda na początku. Kask, ochraniacze na kolana, łokcie i kość ogonową.

P: Zachwiania. Tutaj możemy odruchowo machnąć ostrą końcówką i kogoś uderzyć.
R: Mijać pieszych wolno, najlepiej techniką bezkroku (tylko za pomocą kijków, bez machania nogami).

P: Machanie kijkami przy innych.
R: Unikać ścieżek rowerowych, żeby nie uderzyć przez przypadek wyprzedzającego rowerzysty. Zresztą prawo raczej zakazuje jazdy na nartorolkach po ścieżkach rowerowych. Niektórzy polecają lusterka przypisane do kasku, ale ja nie mogłem takich znaleźć.

P: Samochody.
R: Unikać chodników, które są bezpośrednio przy ulicy (co gdy się wywrócimy na ulicę z chodnika?). Zwalniać wcześnie przed skrzyżowaniem, na przejścia wjeżdżać powoli i przy upewnieniu się, że kierowcy nas widzą. Wieczorami nosić odblaski i światła.

P: Psy.
R: Przejeżdżać przy nich powoli, najlepiej bez hałasu. W miarę możliwości omijać szerokim łukiem.

P: Smog.
R: Hmm, rozejrzeć się za dobrą maską przeciwsmogową?

Jest też trochę niedogodności, z którymi trzeba sobie poradzić:

N: Problem z równowagą.
R: Dobrze zasznurować buty, by nie było luzów. Dość mocno (ale nie za mocno) zacisnąć paski.

N: Kostka bauma, nierówne chodniki.
R: Wybrać pompowane nartorolki terenowe.

N: Nienapompowane koła.
R: Kupić dobrą pompkę umożliwiającą pomiar ciśnienia w kołach (najlepiej w sklepie nartorolkowym). Pompować w zasadzie przed każdą jazdą, to bardzo przyspiesza. W moich kołach zaleca się pompować do 7 barów.

N: Wyrwane widie (metalowe końcówki w kijkach) od szpar w chodnikach.
R: Używać dodatkowo gumowych stopek przebitych przez widie.

N: Brak umiejętności.
R: Koniecznie wykupić co najmniej jedną lekcję u instruktora. Bez tego można robić dużo głupich błędów, np. źle wiązać nartorolki czy źle trzymać kijki.

N: Ślizganie się kijków na chodniku.
R: Niech widie przebijają się przez gumowe stopki. Albo jechać bez gumowych stopek, ale wtedy mogą nam ugrzęznąć w dziurach między płytkami i się złamać (a my wywrócić).

N: Krawężniki.
R: No niestety jeszcze nie umiem na nie wskakiwać lub zeskakiwać, może kiedyś się nauczę.

N: Koszty.
R: Można potraktować to jako inwestycję. Od częstego ruchu np. lepiej mi się pracuje i rzadziej się przeziębiam. A z drugiej strony: czemu ludzie nie żałują pieniędzy na samochody?

N: Tracimy równowagę.
R: Można ją próbować odzyskać, np. uderzając kijkiem o ziemię w miejscu, na które się przechylamy.

N: Ciasne chodniki od czasu do czasu.
R: Jechać tam powoli bezkrokiem.

N: Pocę się.
R: Biorę prysznic na miejscu i zakładam świeże ubranie.

N: Tłumy na chodnikach.
R: No cóż - raczej sobie nie pojeździmy.

N: Długie zakładanie i zdejmowanie.
R: Takie jest życie :).


Na koniec jeszcze powtórzę, że bezpieczniejsza i wygodniejsza dla wielu ludzi może być jazda na longboardzie z wiosłem. Pozdrawiam.


2 komentarze:

  1. Do wielu rzeczy dochodzi się dzięki częstym ćwiczeniom. Tutaj będzie bardzo podobnie, to jak z nauką na rowerze za dzieciaka ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zwariowane, ale przy tym pozytywnie zakręcone, gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń

Zachęcam do napisania komentarza :). Chętnie je czytam. Jeśli chcesz komentarzem zareklamować swoją stronę, to proszę upewnij się, że faktycznie przeczytałeś wpis, a Twój komentarz ma co najmniej kilka zdań. Zwiększy to szansę na publikację :).