Krytycznie o prezentach

Obdarowywanie innych to idea szlachetna. Szkoda tylko, że zazwyczaj wypaczana. Kupuje się bowiem za dużo nietrafionych, drogich, niepotrzebnych i szkodliwych rzeczy.

Prezenty spożywcze to często słodycze i alkohol. Co to za podarunek, co szkodzi? To tak jakby „obdarowujący” chciał zrobić krzywdę swoim „bliskim”.

Prezenty materialne zaś często okazują się niepotrzebne i zagracają mieszkania. Nie zgadzam się, że „taki prezent można oddać komuś innemu”, bo to robienie sobie wzajemnie niepotrzebnych zmartwień. Co to za prezent, co sprawia kłopot?

Gdy dajemy rzecz, to w pewnym sensie uważamy kogoś za niesamodzielnego, jakbyśmy wiedzieli lepiej, co jest dla niego dobre. Próbujemy też decydować za niego, co będzie w jego mieszkaniu.

Dając prezenty, ktoś może chcieć podkreślić swój status społeczny albo liczyć na wzajemność. Wtedy prezent staje się długiem, ciężarem.

Przez prezenty powstaje często błędne koło wzajemności: coś dostałem, więc muszę też coś dać. Wychodzi na to, że tak naprawdę nikt nikogo nie obdarował, bo każdy spłacił swój „dług wdzięczności”, lecz ludzie zagracili wzajemnie swoje mieszkania niepotrzebnymi rzeczami, tracąc pieniądze. Marnuje się praca ludzka, czas spędzony na zakupach, ludzie muszą więcej pracować, a środowisko jest bardziej zanieczyszczone.

Nieraz dawanie prezentów to promowanie materializmu i konsumpcjonizmu, zamiast troski o bliźniego.

Nic dziwnego, że Thoreau w „Waldenie” napisał „gdybym był przekonany, że jakiś człowiek zmierza do mnie w świadomym celu czynienia mi dobrze, uciekłbym co sił w nogach”. Chcieć a czynić dobro bowiem to dwie różne rzeczy.

Każda rzecz ma koszt utrzymania, przechowania, transportu i pozbycia się. Inni dają nam przedmioty, ale to my potem musimy je sprzątać, dokupywać na nie meble, (może nawet większe mieszkanie!), przenosić przy przeprowadzkach.

Są prezenty, które uważam za wartościowe: ekologiczna żywność, warzywa z własnej działki, przyrządzone osobiście jedzenie. Setki lat temu obdarowywanie na tym właśnie polegało. Dopiero niedawno idea prezentów została kompletnie wypaczona i poszła w kierunku rzeczy.

Dobrze gdy ktoś pyta, zanim coś komuś da. Przychylnie patrzę też na prezenty w kręgu żona-mąż-dzieci, bo tam łatwiej wyczuć prawdziwe potrzeby, w przeciwieństwie do dalszej rodziny i znajomych. Poza tym uważam, że lepiej jest gdy znajomych przyciąga do siebie pokrewieństwo dusz, a nie podarunki. Podoba mi się również oddawanie używanych przedmiotów, bo nie kupuje się nic nowego.

Niestety, obecna forma tradycji prezentów jest mocno zakorzeniona w naszym społeczeństwie. Całkowita rezygnacja z dawania prezentów może wywołać wiele negatywnych emocji. Wolałbym jednak, aby w tej kwestii zapanował większy umiar.

11 komentarzy:

  1. Znów samo sedno problemu ;]
    Najgorsze jest to że takie zwyczaje ludzi dorosłych - społeczeństwa, krzywdzą dzieci i uczą je tych wszystkich "zwyczajów". Potem jedno dziecko śmieje się z drugiego że dostało mniej pieniędzy na święta, albo oszukuje, bo wstydzi się tego co dostało itd. Po co więc to wszystko? Ano bo większości z nas zależy na statusie społecznym. Sprezentowanie komuś telewizora, albo naszyjnika za 2000zł pokazuje innym że jesteś "lepszy". Z pewnością jest to spowodowane właśnie czystym konsumpcjonizmem i tym że zwykli ludzie są w dzisiejszym "cywilizowanym" świecie po to żeby kupować te wszystkie graty, żeby ktoś mógł zarobić. Na tym w końcu polega gospodarka światowa.
    Szkoda że ludzie patrzą tylko na siebie, zamiast zobaczyć jaką przykrość przez ten spaczony zwyczaj dawania prezentów robią sobie nawzajem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta presja wśród dzieci jest przerażająca. Ciężko jest uczyć dzieci skromności, gdy za brak nowej komórki może zostać potem wyśmiane w klasie. A to m. in. konsekwencja postawy rodziców. Może oni sami w domach wyświewają się z różnych sąsiadów, którzy czegoś tam nie mają? Dzieci się uczą i śmieją się podobnie z kolegów w szkole.

    Gospodarka światowa poradziłaby sobie gdyby ludzie nie dawali sobie prezentów. Trochę by wyhamowała, ale w końcu by się dostosowała i działała na wolniejszych obrotach dalej. W końcu ludzie i tak by kupowali coś dla siebie.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. nauczyć dzieci skromności jest cholernie trudno. Pomyślcie o minie babci, którą prosicie, aby nie kupowała wnusiowi prezentów. Już się tego boję.
    Jakoś trzeba celebrować pewne okazje, ale czy nie lepszą formą będzie np. choćby krótki wyjazd, wyjście w jakieś ciekawe miejsce? Podarować komuś miłe wspomnienie... chyba będzie prezentem idealnym.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy jeszcze nie otrzymałem "trafionego" prezentu zastanawiam się czy to dlatego że słabo mnie "znają" czy też "ja niczego nie potrzebuję"

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tutaj jest promowana abstynencja alkoholowa, więc linki do stron z alkoholem skasowałem. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj

      Kilka lat temu a było to w okresie przedświątecznej grudniowej gorączki,wymyśliłam alternatywny system dawania sobie prezentów - zamiast kupować rzeczy (decydując za kogoś) darczyńca wyrzucałby niepotrzebne jego zdaniem przedmioty osoby którą chce obdarować, aby ją odciążyć. Prezentem byłaby w rezultacie większa przestrzeń i swoboda.( nie mniej ryzykowne niż dawanie) Niestety moi najbliżsi nie zrozumieli mojej idei....:)

      Usuń
  7. Tak zgadzam się, dlatego na moim blogu http://mala-rzecz-a-cieszy.blogspot.com/ mam dział pomysł na prezent gdzie wrzucam zwykle tanie, praktyczne i fajne pomysły na prezent. Zapraszam Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  8. Przepraszam, a odczepcie się od miny babci niezadowolonej, ze nie może kupić wnuczkowi prezentu. A może napiszecie o minie babci, które już nie ma gdzie postawić nogi w pokoju wnuczka, bo rodzice kupują tyle zabawek. A niech babcia spróbuje zwrócić uwagę, że za dużo pieniędzy marnują rodzice kupując tak wiele zabawek, zaraz będzie,że się wtrąca w wychowanie ich dziecka. Ja np. na urodziny zafundowałam wnukowi naukę pływania, bo chłopak duży, a rodzice zapracowani nie maja kiedy go nauczyć.
    Podobnie jest z jedzeniem. To babcie najczęściej gotują zdrowe dania, a rodzice zabierają do MacDonalda.
    Ja sama jestem w pewnym sensie minimalistka. Nie lubię zbędnych zakupów.

    OdpowiedzUsuń
  9. Miło czasem dostać prezent, lecz gdy widzę np. badziewną biżuterię od mojej cioci, myślę, że wolałabym nic nie dostać. Lubię gdy ludzie pytają mnie o zdanie, bo zawsze wiem czego chcę, dzięki temu prezent będzie przydatny. Najgorsze są pamiątki z podróży. Po co mi gadżet z miejsca, w którym nawet nie byłam? Sklepiki z identycznymi, kiczowatymi souvenirami zaśmiecają krajobraz. Zwłaszcza dzieci chętnie tam kupują, podoba im się każda tandeta. Gdy byłam mała też kupowałam to, co tanie, a nie co ładne lub ręcznie wykonane

    OdpowiedzUsuń