Narkotyczne jedzenie

Zdjęcie z National Cancer Institute (USA)

Nie próbuję tutaj na siłę szokować tytułem, jak to się robi w wielu gazetach. Tytuł pochodzi z moich coraz częstszych skojarzeń pewnego typu jedzenia z narkotykami.

W pewnym sensie oczywiście wszyscy jesteśmy uzależnieni od jedzenia, bo gdy przestaniemy jeść, to umrzemy. Co innego jednak, gdy głód skłania nas do zaspakajania prawdziwych potrzeb organizmu i prowadzi nas do zdrowia i dobrego samopoczucia, a co innego, gdy wraz z różnymi zachciankami skłania, a wręcz zmusza nas do jedzenia za dużo, niezdrowo i na naszą szkodę. Gdy powoduje tycie, pogarsza wygląd (cerę, skórę, sylwetkę), zapach, obniża samopoczucie, powoduje rozleniwienie, ospałość i zmęczenie, a nawet przedwczesną śmierć.

Pewne badania wykazały, że szczury mogą uzależniać się od intensywnej smakowo żywności, na przykład z dużą zawartością cukru (1), jak też od żywności bardzo tłustej (2) (3). Być może udowodnią to kiedyś dla człowieka. Artykuł z pierwszego przypisu stawia hipotezę, że istnieje coś takiego jak „uzależnienie od jedzenia”. Autor drugiego i trzeciego badania zauważa wiele podobieństw pomiędzy działaniem na mózg narkotyków i bardzo smacznego jedzenia.

Nie znaczy to oczywiście, by rezygnować ze smacznego jedzenia. O nie! Rozróżniłbym jednak potrawy smaczne, która nie zniewalają, oraz zbyt intensywne, które zniewalają. Smaki, które dobrze na nas wpływają i takie, co przynoszą nam szkodę.

Ja przestałem jeść słodycze, bo m. in. miałem wrażenie jakby mnie w jakimś stopniu uzależniały. Często bowiem nawet gdy mówiłem sobie „już starczy”, to ciągle dręczyła mnie myśl, by zjeść jeszcze. W pewnym sensie niektóre pokarmy mogą odbierać wolność. Rozum i wola mówią „nie”, ale i tak pojawia się silna presja, by jeść dalej. Nie liczy się to, co służy zdrowiu. Człowiek przestaje być panem swojego żołądka, a staje się jego niewolnikiem.

Możemy chcieć jeść za dużo również wtedy, gdy jemy wybrakowane pokarmy, pozbawione cennych składników na skutek przemysłowej obróbki. Należy do nich białe pieczywo, drożdżówki, pączki, słodycze, wiele rodzajów soków w kartonach, konserwowanej żywności, chipsów, fast foodów (pizzy, hamburgery, frytki, hot-dogi), a także posiłki z małą ilością warzyw. Organizm nie dostaje tego, co potrzebuje i ciągle wysyła sygnał „jestem głodny”.

Przez te różne czynniki wpływające na chęć jedzenia za dużo, może być trudno utrzymać prawidłową masę ciała. W USA, Europie Zachodniej jest bardzo dużo osób z otyłością i nadwagą. W Polsce problem ten staje się również coraz bardziej zauważalny.

Od zbyt dużej wagi można nabawić się wielu ciężkich chorób i zwyczajnie mieć gorsze samopoczucie. Czy szkody z tego rzekomo zbyt smacznego jedzenia nie przewyższają zalet? Czy pewne pokarmy nie niszczą człowieka, nie są w jakiś sposób narkotyczne i zniewalające?

Jest jeszcze jeden aspekt „narkotycznego jedzenia”: zakłócanie spokoju psychicznego, i koncentracji. Jest tak wtedy, gdy ciągle przychodzi nam „ochota na coś słodkiego”, by coś podjeść, gdy walczymy ze sobą, by już więcej nie zjeść. Pokarmy zbyt słodkie, o zbyt dużej ilości cukrów prostych (fachowa nazwa: o wysokim indeksie glikemicznym) zaś powodują jeszcze wahania nastrojów, bo zmienia się mocno poziom cukru we krwi, a wraz z nim nastrój i poziom energii. Do tej kategorii zaliczam słodzone napoje, słodycze, bardzo wielu produktów z dodatkiem cukru (w tym wiele typów płatków śniadaniowych).

Wymieniłem już trochę produktów, które uważam za „narkotyczne” w mniejszym lub większym stopniu. Owszem, niektórzy ludzie je jedzą, a wcale nie widać, by im to szkodziło. Jednak o wielu ludziach nie da się powiedzieć. Wspomnę tu jeszcze o innych pokarmach z tej kategorii: takich, co zawierają dużo tłuszczu (wiele smażonych potraw), glutaminianu sodu i może też innych przypraw (nie wszystkich) i różnych dodatków. Wliczyłbym również wszelkie produkty z białej mąki, jasne makarony, ciasta. Również wiele innej przemysłowo przetworzonej żywności. Mam wrażenie, że wszystkie problematyczne produkty wspomniane w tym artykule stanowią niestety większość tego co sprzedają w sklepach spożywczych i wielu restauracjach.

Ja zaś od wielu miesięcy jem głównie samodzielnie przygotowywaną, jak najmniej przetworzoną, prostą żywność: głównie rośliny strączkowe (soczewica, groch, ciecierzyca, fasola, ból, fasolka), kasze (gryczana, pęczak, jaglana), surowe warzywa, owoce, orzechy, ziarna, chleb razowy na zakwasie z gruboziarnistej mąki (takiego prawie nigdzie już nie można dostać, większość chlebów rzekomo razowych w piekarniach wcale nie jest aż tak zdrowa), oliwę z oliwek lub olej lniany, trochę ryb, ekologicznego nabiału i ekologicznych jaj (oznakowane cyferką „0”).

Pewnego dnia zrobiłem sobie wyjątek i zjadłem smażone pierogi robione na białej mące z przyprawami. Odczułem to w pewnym sensie jako narkotyczne jedzenie, bo gdy zjadłem tyle, by nie czuć głodu, to miałem silną ochotę jeść dalej. Coś, czego dawno nie doznawałem. Nie powinno się jeść do całkowitego poczucia sytości, bo to bardzo niezdrowo, a ta presja mnie nie opuszczała przez długi czas, burząc moją harmonię wewnętrzną.

Złośliwi powiedzą, że „to dlatego, że w końcu zjadłeś coś smacznego”. W podobny sposób byłem często krytykowany, ale dla mnie proste jedzenie jest smaczne, zwłaszcza gdy kubki smakowe się do niego przyzwyczają (np. w ciągu miesiąca). Jest to dla mnie smak w granicach rozsądku, który pojawia się, kiedy ciało jest głodne, a gdy ciało dostanie tyle ile trzeba, to nie kusi mnie by dalej podjadać.

Przy prostym pokarmie jedzenie wraca na swoje miejsce: jest po to, by dać nam zdrowie, siły i dobre samopoczucie, ale ciągle ciesząc nas smakiem. Gdzie najpierw jest rozsądek i rozum, a potem żołądek i język, a nie na odwrót.



Warto zobaczyć:

Jak sprawdzić, czy ma się prawidłową masę ciała? Na przykład korzystając z wykresu załączonego w tym artykule: http://pl.wikipedia.org/wiki/Body_Mass_Index.

Film Supersize me.

Przypisy:
(1) Avena NM, Rada P, Hoebel BG, Evidence for sugar addiction: behavioral and neurochemical effects of intermittent, excessive sugar intake, http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/17617461

(2) Paul J. Kenny, Reward Mechanisms in Obesity: New Insights and Future Directions, http://www.cell.com/neuron/abstract/S0896-6273%2811%2900114-0

(3) Paul M Johnson, Paul J Kenny, Dopamine D2 receptors in addiction-like reward dysfunction and compulsive eating in obese rats, http://www.nature.com/neuro/journal/v13/n5/full/nn.2519.html

21 komentarzy:

  1. Naturalne jedzenie nigdy nie uzależnia, bo zaspokaja głód, dostarcza odpowiednich składników odżywczych, energii... Nie da się przejeść marchewką... Natomiast sztuczne jedzenie (batoniki, zupki w proszku, w ogóle jedzenie wysokoprzetworzone)zostało wymyślone po to, aby jeść je mimo, że się głodu nie czuje... i ktoś na tym nieźle zarabia, a inni niestety tracą z tego powodu zdrowie i dobre samopoczucie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie się bardzo spodbało Twoje spostrzeżenie z postu o słodyczach "Ogólnie dążenie do silnych przyjemności ma w sobie coś niebezpiecznego, bo burzy pewną harmonię i zadowolenie ze zwyczajnych rzeczy." To jest strzał w dziesiątkę odnoszący się nie tylko do jedzenia...
    Zatem największy zarzut do batona jest taki, że zniechęca do marchewki - naturalnego źródła wszelkich pozytywnych składników...ludzie jeśli mają wybór niestety wybierają słodkie świństwo o intensywnym smaku, a ponadto reklamowane wszem i wobec...i dzięki temu napędzają kolejne biznesy w postaci środków na odchudzanie,drogich i szalenie nudnych klubów fitness itp. itd.
    A wystarczy wybrać po prostu marchewkę, wsiąść na rower, albo pograć z dzieckiem w piłkę żeby wyrwać się z tego błędnego koła...

    OdpowiedzUsuń
  3. Może jeszcze podpowiem jak wybrać marchewkę zamiast batona? :) Wystarczy zgłodnieć, ale tak naprawdę. Głód jest najlepszym smakoszem, ale w dzisiejszych mega konsumpcyjnych czasach nie dajemy mu dojść do głosu. Naprawdę głodnemu człowiekowi marchewka będzie smakowała jak najlepszy baton -obiecuję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytasz w moich myślach :) Dokładnie tak to rozumiem.

    To zdanie, na które zwróciłaś uwagę jest dla mnie jednym z ważnych fundamentów minimalizmu.

    Kiedyś też sporo myślałem o tych błednych kołach typu złe jedzenie, potem odchudzanie, kluby fitness. One są bardzo szerokie: bo potem psuje się cera, zapach ciała - i człowiek wydaje na więcej kosmetyków. Pojawiają się choroby, czasem przewlekłe - trzeba kupować leki. Od nadwagi i otyłości może za bardzo nie chcieć się jeździć na rowerze, czy grać w piłkę. Kusi, by wszędzie jeździć samochodem. Rosną ciągle wydatki. Trzeba na nie więcej pracować. A wtedy jest mniej sił, by o siebie dbać. I można tu odnajdywać wiele innych powiązanych czynników.

    Ja też popieram kierowanie się głodem w smaku. Sztuka smakowania polega w pewnym stopniu na opanowaniu sztuki racjonalnego głodowania.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zastanawiam się też często nad tym dlaczego większość ludzi, żeby się z kimś spotkać i porozmawiać musi koniecznie iść do pubu, kawiarni, cukierni, galerii handlowej...sama rozmowa, obcowanie z drugim człowiekiem nie wystarczy? Podobnie jest z kinem...czy paczka popkornu i butla coli jest konieczna, aby cieszyć się filmem? Albo na plaży - piasek, morze to za mało? Trzeba cały czas coś konsumować, albo raczyć się piwem? To były pytania retoryczne :)

    OdpowiedzUsuń
  6. To, że śmieciowe jedzenie jest jak narkotyk udowodnili też naukowcy karmiąc nim szczury - podobno te zwierzęta jak się już od niego uzależniły to nie przestawały go jeść mimo, że spodziewały się elektrycznych szoków, które aplikowano im wraz z niezdrową żywnością - straszne !

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepraszam niniejszym piszącą tu damę, ale muszę koledze zadać niesmaczne pytanie.

    Jak z puszczaniem bąków?

    Sam chętniej jadłbym więcej strączkowych - gdyby nie ten kłopot.

    Abyś nie myślał, że prowokuję: w mojej szafce mam bób, cieciorkę, soczewicę czerwoną, fasolki szp., fasolę..... :)

    OdpowiedzUsuń
  8. RO: To trochę zależy od organizmu, ale są pewne ogólne wytyczne.

    Jeśli chodzi o rośliny strączkowe, to można je namaczać na noc (oprócz soczewicy). Można spróbować też przed gotowaniem przepłukać i nalać nowej wody. Wtedy będzie w nich mniej substancji powodujących gazy.

    Ten problem może być zmniejszany przez niemieszanie zbyt wielu pokarmów. Niektórzy lepiej tolerują strączkowe, gdy jedzą w jednym posiłku 3-4 rodzaje warzyw + tylko jeden rodzaj strączkowych i nic więcej (poza może oliwą do warzyw). Nie jedząc nic więcej przed i po posiłku przez 2 godziny.

    Może być też pomocne dokładne gryzienie.

    Przeczytałem też, że niektórym może pomagać nie popijanie w trakcie jedzenia oraz po jedzeniu przez około godzinę, gdyż rzekomo popijanie zaburza proces trawienia. Zalecano pić pół godziny, dwadzieścia minut przed posiłkiem (za wyjątkiem kawy).

    Bób można jeść z łubinami, to podobno poprawia trawienie. Ta rada pochodzi z czasów, gdy nie używano zbyt wielu pestycydów, nie wiem czy teraz stosowanie się do niej jest bezpieczne. Ja w każdym razie tak jadam.

    Te zalecenia znalazłem w różnych książkach. Nie odnalazłem dokładnych badań na ten temat, więc pewności tu nie ma, ale mogą one być podpowiedzią do eksperymentów i obserwacji reakcji własnego organizmu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Co do zalecenia "Można spróbować też przed gotowaniem przepłukać i nalać nowej wody. " to zdania są podzielone, bo odlewając tę wodę można wylać też pewne cenne składniki odżywcze. Ja tego nie robię, mi to nie jest potrzebne.

    OdpowiedzUsuń
  10. Monika: tak jak szczury mogą zaakceptować wstrząsy elektryczne, by móc zjeść niezdrową żywność, tak i człowiek może godzić się na wiele niedogodności, by tylko mógł zjeść dużą ilość słodyczy i śmieciowego jedzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dokładnie, kiedyś oglądałam program o osobach ważących ponad 100 kilo, którzy byli już wiele razy w szpitalu z powodu problemów związanych z tuszą, a nawet lekarze ostrzegali, że objadanie się może się wręcz skończyć dla nich tragicznie jeśli nie odstawią śmieciowego jedzenia to oni wciąż jedli słodycze po kryjomu!

    OdpowiedzUsuń
  12. chodzi ci o to, że tuż przed wrzeniem wymieniam wodę, starą wylewam, przepłukuję, wlewam nową, zimną - i gotuje raz jeszcze?

    mogę spróbować

    w ten sposób gotuję mięso, jeśli nie mam pewności, co do jego pochodzenia (np. drób z masowej fermy)

    trzeba wypłukać hormony i antybiotyki z mięsa i zostawić białki

    OdpowiedzUsuń
  13. aha, czy mogę twoją odp. zacytować na RO?

    zawsze piszę o mięsach, może w końcu coś bezmięsnego opiszemy :)

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja mam pytanie do Henryka Minimalisty - czy jesteś w tym momencie od czegoś uzależniony? np od kawy? :)

    OdpowiedzUsuń
  15. RO: > "chodzi ci o to, że tuż przed wrzeniem wymieniam wodę, starą wylewam, (..)"

    Możliwe, że jest to jeden ze sposobów, ale mi chodziło o wymienienie wody trochę wcześniej: przez noc moczyć, rano wylać, wlać nową i dopiero wtedy wstawić na palnik.

    Możesz zacytować.

    Monika: w pewien sposób jestem uzależniony od bloga ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. A to akurat w słusznej sprawie i z korzyścią dla czytelników :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo mądrze napisane. Nie moge o sobie powiedzieć bym odżywiał się aż tak zdrowo jak Ty, ale staram się z wielu tych artykułów typowo szkodliwych rezygnować. Szczególnie są to słodycze. Nie ma co gadać - one zwyczajnie uzależniają. Jesz i jesz i za godzine znowu jesz i jesz. Biały chleb zamieniam na pełnoziarnisty własnego wypieku, zamiast słodzonych napojów pije zwykła wodę.
    Poza tym uważam że bardzo ważny jest wysiłek fizyczny, bieganie, rower cokolwiek co pozwala się troche zmęczyć. Te pare głupot pozwoliło mi w ciągu roku zrzucić 15kg.

    OdpowiedzUsuń
  18. Tak, wystarczy często tak niewiele, by schudnąć.

    Bardzo dobrym pakietem odchudzającym często jest:
    1. Codziennie rower do szkoły/pracy, jeśli dojazd jest sensowny i można gdzieś zostawić rower i się umyć.
    2. Jedzenie wolno.
    3. Rezygnacja ze słodyczy, cukru i słodzonych produktów.

    OdpowiedzUsuń
  19. Pewnego dnia (niedziela) zmęczona ciągłym obiadaniem się-lubiłam dużo zjeść, postanowiłam zmienić nawyki żywieniowe. Nie jem słodyczy, fast foodów, nie słodzę kawy ani herbaty. Wybieram zdrową żywność-warzywa i owoce. Schudłam już po 2 tygodniach. Nie czuję się ciągle głodna, choć jem zdecydowanie mniej. Polecam wszystkim. A dodatkowo można sporo zaoszczędzić na nie kupowaniu niezdrowej żywności.

    OdpowiedzUsuń
  20. Gdzies czytalem, ze warzywa i owoce sa przereklamowane.
    Podobno wiekszosc jest malo pozywna, a niektore wrecz niezdrowe.


    Osobiscie po zjedzeniu kawalka miesa czuje sie lepiej pobudzony niz po szklance kawy.

    OdpowiedzUsuń