Większe zarobki nie muszą oznaczać lepszego życia

Pieter Bruegel (starszy) - Wielkie ryby jedzą małe ryby
Rzecz jasna, wyższe zarobki mogą przynieść dużo dobrego. Zwłaszcza, gdy wyciągają z nędzy, z długów, dodają wiary w siebie, pozwalają realizować marzenia czy zapewnić sobie i dzieciom lepszą edukację. Czasami jednak większe pieniądze mogą zaszkodzić.

Kto ma mało pieniędzy, ten powinien kupować (przynajmniej teoretycznie)  najbardziej potrzebne rzeczy: żywność, mieszkanie i ubranie (wiem, zdarzają się niestety tacy, co w takiej sytuacji kupują dużo alkoholu). Gdy tych pieniędzy przybywa, otwiera się całe spektrum możliwości, ale też pokus i pułapek. Niskie zarobki narzucają pewne ograniczenia, które mogą pełnić funkcję ochronną przed złymi wyborami.

Ktoś po podwyżce może więc pomyśleć: „Mam teraz więcej pieniędzy, to sobie poużywam i powydaję”, „Nie po to dużo zarabiam, by teraz sobie żałować”. Człowiek może wtedy wpaść w szał gromadzenia rzeczy, bez głębszego zastanawiania się "po co"? W codzienne kupowanie przedmiotów, ozdób, dodatkowych mebli, obrazów, elektroniki tylko pod wpływem impulsów, presji innych, reklam czy chęci przypodobania się, bez zapytania się szczerze „Czy mi jest to faktycznie potrzebne?”. Człowiek może rozpocząć budowę wielkiego domu, bez dokładnego rozważenia za i przeciw. Co prawda wielu ludzi jest zadowolonych z mieszkania w domach, ale zdarza się przecież, że podczas budowy wyjdzie mnóstwo zmartwień i kłótni małżeńskich, co w przypadku niektórych par kończyło się nawet rozwodami! A jeśli budowa się skończy, to bywa czasami tak, że nieprzyjemności dojazdów, częste naprawy, uciążliwi sąsiedzi odbierają wiele uroków mieszkania w domu.

Człowiek może też kupować większe ilości jedzenia i zamienić posiłki domowe, na mniej zdrowe jedzone na mieście. To może doprowadzić do nadwagi i otyłości, a w konsekwencji do różnych chorób i gorszego samopoczucia. Wiem, że są też tutaj wyjątki, często to bogatsi jedzą zdrowiej od mniej zamożnych.

Wiele nowych wydatków i tak nie uczyni nas szczęśliwszymi. Droższe zajęcia z tenisa mogą przynosić tyle samo zadowolenia, co piłka na podwórku. Bywa tak, że dojazd rowerem albo komunikacją miejską w wielu miejscach w Polsce (nie wszystkich) może być nawet przyjemniejszy niż jazda samochodem. Drogie zagraniczne wycieczki nie muszą być wcale lepsze od krajowego spływu kajakowego, pieszych wycieczek po okolicy czy pobytu na pobliskiej działce.

Człowiek może też kupować dzieciom, co popadnie. Na przykład wstawi do ich pokoju telewizor, co jest proszeniem się o ich gorsze wyniki w szkole. To też danie dzieciom nieograniczonego dostępu do programów, z których wiele będzie pokazywało im spaczone wartości. Wstawić telewizor do pokoju dziecka to tak, jakby wstawić tam potwora.

Większe dochody potrafią sprawić, że człowiek przestanie szanować oszczędzanie. Do umycia noża i widelca zużyje tyle płynu, że można by tym umyć setkę naczyń. Może pojawić się postawa: „Mam pieniądze, to po co mam zakręcać przed wyjściem ogrzewanie?”. Wtedy przez taki brak oszczędzania te zarobki mogą zwyczajnie się rozejść, a nawet jeśli się nie rozejdą, to szkoda przecież marnować zasoby, własne pieniądze i cudzą pracę.

Większe zarobki mogą zatem wcale nie okazać się czymś dobrym. A zwłaszcza gdy wymuszą dłuższe godziny pracy, większy stres oraz zaniedbywanie rodziny i własnych zainteresowań. Gratuluje się i zazdrości innym awansu w pracy, a czasem bardziej by pasowały kondolencje i współczucie.

Jeśli się jeszcze człowiek przyzwyczai do większych wydatków („z czasem wydatki rosną”) to może zakodować sobie z głowie, że w takim razie trzeba będzie już tak do końca życia dużo i ciężko pracować, by je pokrywać. Postawa: "długo pracuję, więc sobie coś kupię" zmieni się w "kupuję, więc długo pracuję".

Kolejne zagrożenia z wyższych pensji to zmiana stosunku do innych. Ktoś się może poczuć za bardzo ważny, gorzej traktować tych, którzy mniej zarabiają. Może stać się bardziej wymagający do rodziny, zwłaszcza gdy poczuje się wielkim paniczem, któremu „od innych się wiele należy”. Słyszałem kiedyś mądre zdanie, że dla niektórych ludzi największym nieszczęściem okazał się sukces, który osiągnęli (tu oczywiście słowo "sukces" oznacza sukces postrzegany przez innych).

Większe zarobki mogą być też związane z obsesją na punkcie zarabiania. Pomimo, że ktoś ma wystarczająco dużo pieniędzy, to jednak cały czas myśli o tym, jak by tu jeszcze zarobić. Pracuje na etacie, gra na giełdzie, po godzinach handluje. W Anglii nazywano to czasami „funcicą”.

Kluczowe jest nie to, czy więcej zarabiam, ale czy mądrze wydam nowe pieniądze oraz to, w jaki sposób się zmienię. Bo większe pieniądze to nowe szanse, ale i nowe problemy. Może i wielu ludzi chciałoby być obdarzonych takimi „problemami”, ale gdyby się rozejrzeć naokoło, to widać że to nie zawsze wychodzi na dobre.


17 komentarzy:

  1. Staram się mniej więcej żyć tak samo, niezależnie od zarobków - wtedy jestem bardziej niezależny

    np. częściej smaczna kuchnia domowa zamiast restauracji

    nie mam także szała na punkcie markowego (np. ciuchy), lubię skromne wyposażenie domu

    choć fakt - ostatnio trochę pod presją otoczenia zmieniłem jeden z telewizorów na płaskacz - co nie było uzasadnione finansowo - ale tutaj zaszła duża oszczędność cennego miejsca z drugiej strony

    OdpowiedzUsuń
  2. heh nie dalej jak 2-3 dni temu czytałem na onecie artykuł o ludziach którzy wygrali grubą kasę na loterii i momentalni ją stracili, a przy okazji stracili też rodziny, a niektórzy nawet życie. Spora część z nich momentalnie zaczęła brać narkotyki, bo przecież jak wygrałem 5mln to stać mnie.
    Spora część ludzi nie jest po prostu przygotowana psychicznie na posiadanie dużej kasy, momentalnie chcą zamienić pieniądze na fizyczne przyjemności. Śmiem twierdzić że w przypadku mniejszych pieniędzy zachowania są podobne.
    Tak mi się skojarzyło z Twoim wpisem

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się z tezą we wpisie. Od razu przyszedł mi do głowy, w moim przekonaniu, przykład na potwierdzenie - pomoc dla Afryki. Ile by nie wpompować pieniędzy w te biedne narody, w dłuższej perspektywie będzie tylko gorzej. Im więcej pieniędzy, to po krótkotrwałej poprawie, tym większy głód, bieda i przemoc.
    Tak działa gwałtowny przyrost pieniędzy zarówno na ludzi w skali mikro, jak i na narody w skali makro.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dostrzegam jeden, ale za to zasadniczy, błąd w całym rozumowaniu o szkodliwości zarobków: wyższe zarobki nie są źródłem problemów, które opisujesz. To nieumiejętność gospodarowania pieniędzmi, czyli rozsądnego wydawania, oszczędzania, inwestowania, jest problemem. Ponadto, przykłady, które przytaczasz, sugerują nawet poważniejszy problem braku umiejętności racjonalnego myślenia i podejmowania przemyślanych decyzji (bez względu na to, czy chodzi o kupno domu, czy o to, gdzie i co zjeść na obiad).

    OdpowiedzUsuń
  5. Polemizowałbym z tym, że jest tutaj błąd w rozumowaniu. Jeśli ktoś nie umie gospodarować pieniędzmi, nie umie rozsądnie wydawać, to przecież nie nauczy się tego w krótkim czasie, zwłaszcza tuż po większym zastrzyku gotówki. Zgadza się, że wyższe zarobki nie są źródłem problemów, ale wyzwalają problemy u tych osób, którym brakuje pewnych umiejętności. Tytuł tego artykułu nie brzmi przecież: "wyższe zarobki szkodzą", tylko "wyższe zarobki mogą zaszkodzić". Poza tym nie uogólniałbym, że brak umiejętności rozsądnego wydawania to od razu brak umiejętności racjonalnego myślenia. Można wydawać małe pieniądze na rozsądne rzeczy, a większe na głupoty. Można mieć w miarę stabilne życie przy małych zarobkach oraz można zniszczyć tę stabilność poprzez wzrost zarobków.

    Może powinienem podać tutaj cel tego artykułu: jeśli widzę naokoło, że prawie wszyscy traktują podwyżkę jako coś upragnionego, to chcę pokazać inny punkt widzenia na te sprawy. Chcę pokazać, że nie zawsze warto pragnąć większych pieniędzy i zazdrościć innym, którzy takie pieniądze zdobyli.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie przekonują mnie Twoje wyjaśnienia:
    * Jeśli ktoś nie potrafi gospodarować pieniędzmi, to będzie się to objawjało także przy niższych zarobkach, tyle że na mniejszą skalę. Wyższe zarobki nie wyzwolą uśpionej i ukrytej gdzieś przed światem zewnętrznym niegospodarności danej osoby. Raczej, ta osoba zacznie po prostu marnotrawić więcej pieniędzy niż wcześniej.
    * Jeśli ktoś ma pewne braki w umiejętności gospodarowania pieniędzmi, to oczywiście nie nauczy się tego w 5 minut po dostaniu podwyżki, ale będzie miał na to czas. Przez pierwsze miesiące być może będzie wydawać więcej na rzeczy zupełnie zbędne, ale w którymś momencie się tym nasyci i zacznie zwracać większą uwagę na to, gdzie ta upragniona podwyżka się rozpływa. Bedzie mógł wtedy zmienić swoje zachowanie.
    * Jeśli chodzi o tytuł, to nie zgadzam się właśnie z jego oryginalnym brzmieniem: "wyższe zarobki mogą zaszkodzić". To decyzje dot. tego, co zrobić z tymi wyższymi zarobkami, mogą komuś zaszkodzić.
    * Co do nieumiejętności racjonalnego myślenia, to nie napisałam, że niezdolność gospodarowania pieniędzmi jest jednoznaczna z nieumiejętnością racjonalnego myślenia, chociaż pewnie jest jej przejawem zaaplikowanym właśnie do kwestii finansowych. Napisałam, że przykłady które przytaczasz: o budowie domu, nawykach żywieniowych, decyzjach podejmowanych przy wychowywaniu dzieci, itd sugerują osoby, których problemem nie jest wyłącznie nieumiejętność gospodarowania pieniędzmi, ale które posiadają o wiele poważniejszy problem, gdyż nie są w stanie dostrzec (często długofalowych i niebezpośrednich) konsekwencji swoich decyzji.
    * Odnośnie celu Twojego artykułu, to chyba warto sobie uświadomić, że wyższe zarobki nie powinny być celem samym w sobie; powinny stanowić środek do realizacji marzeń, życiowych planów... Tak więc nie powinieneś próbować przekonać innych, że wyższe zarobki mogą im zaszkodzić. Lepiej byłoby chyba zasugerować, że warto zastanowić się, czemu komuś na tych wyższych zarobkach zależy, do czego konkretnie są mu one potrzebne, czy być może już przy niższych zarobkach jest w stanie to zrealizować, itd.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgadzam się z Anią. Zapomniałeś też, że mniej zarabiający ludzie biorą wysokooprocentowane kredyty i kupują drogie rzeczy na raty.

    Ceteris paribus lepiej zarabiać więcej niż mniej - możesz komuś oddać nadwyżkę.

    A co do "dla niektórych ludzi największym nieszczęściem okazał się sukces, który osiągnęli": w takim razie nie był to sukces. Lepsza hipoteza: gwałtowne zmiany w życiu mogą powodować problemy.

    OdpowiedzUsuń
  8. a co z tymi rozsądnymi i racjonalnymi, którzy po podwyżce racjonalnie i optymalnie - przecież bank wszystko wyliczył - wzięli kredyty a teraz leżą i kwiczą

    w lepszej sytuacji są ci, którzy np. podwyżki nie dostali w równoległym czasie - i kredytów nie wzięli

    ale polemika, haha

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja mając do wyboru podwyżkę i obniżenie czasu pracy w ramach dotychczasowej pensji wybrałam to drugie, aby móc więcej czasu spędzać z synkiem i rodziną...Gdybym wybrała podwyżkę:
    - kupiłabym zbędne rzeczy (obecna pensja zaspokaja moje potrzeby na dobrym poziomie)
    - szef oczekiwałby żebym zostawała po godzinach (w końcu dostałam podwyżkę więc można ode mnie więcej wymagać)
    - miałabym mniejszy komfort pracy (dostałam podwyżkę więc oczekiwania co do mojej wydajności wzrosłyby nieproporcjonalnie bardziej w stosunku do otrzymanej podwyżki)

    Reasumując - na podwyżce straciłaby biorąc pod uwagę swoje priorytety życiowe..

    Pozdrawiam
    Monika

    OdpowiedzUsuń
  10. Ania: Ad. 1. Czy lepiej marnotrawić więcej, czy mniej pieniędzy ;) ?

    Ad. 2. Czy dużo ludzi wyciąga po pewnym czasie takie dobre wnioski?

    Ad. 3 (o tytule): Masz dużo racji, ale z drugiej strony: jak dziecko bawi się zapałkami i podpali stodołę, to powiemy, że to przez te zapałki, czy przez złe decyzje?

    Ad. 4. Trudno być zawsze racjonalnym. Nawet wielki geniusz i myśliciel zachowuje się czasem jak idiota. Więcej możliwości czasem więc oznacza więcej możliwości popełniania błędów. Ale zgadzam się, że generalnie trzeba szukać problemu przede wszystkim we wnętrzu człowieka.

    Ad. 5 To jest cenna uwaga. Dobrą ilustracją jest też tutaj komentarz Moniki.

    Anonimowy, co zgadza się z Anią: zgadza się, nie był to wtedy prawdziwy sukces, choć dla wielu ludzi może to na sukces wyglądać.

    Co do kredytów, to można znaleźć wiele przykładów na jedną stronę, tak jak wskazałeś, jak i na drugą, tak jak powiedział R-O.

    OdpowiedzUsuń
  11. @R-O:
    a) Branie kredytu wiąże się z ryzykiem: co się stanie jeśli biorący kredyt straci pracę? jeśli pojawią się inne pilniejsze wydatki, np. związane z chorobą? jeśli zmienią się stopy procentowe lub kurs walutowy? Czy biorący kredyt będzie w stanie go wtedy spłacić? Nie da się przewidzieć, czy któreś z powyższych się wydarzy, ani tym bardziej kiedy, Ci rozsądni i racjonalni mają tego świadomość i biorą to pod uwagę kiedy zaciągają kredyt.
    b) Kontynuując Twoje porównanie, Ci którzy dostali podwyżki i nie wzięli kredytów, mają się lepiej zarówno od tych co dostali podwyżki i kredyt wzięli jak i od tych co podwyżek nie dostali i nie wzięli kredytów. Z kolei Ci, co nie dostali podwyżek a wzięli kredyty nie mają się wiele lepiej od tych, co dostali podwyżki i wzięli kredyty.
    c) Dostanie podwyżki nie zmusza do brania kredytu.

    @Monika:
    To akurat bardzo dobry przykład: W przypadku, który opisujesz, podwyżka wiązałaby się z większymi obowiązkami i niemożliwością pracy w mniejszym wymiarze godzin. Tak więc to nie była decyzja tylko pomiędzy wyższymi lub niższymi zarobkami. Inne czynniki przeważyły przeciw podwyżce.

    @Henryk Minimalista:
    a'1 Wybacz, że potraktuję to pytanie poważnie. Na potrzeby mojej odpowiedzi założę, że moje zarobki Z mogę podzielić na dwie części: R - rozsądnie wydane, P - przepuszczone na bzdety, czyli R+P=Z. Jeżeli moje zarobki wzrosną o W i będę teraz przepuszczać P'=P+W, to moja sytuacja życiowa nie pogorszy się, bo wciąż będę racjonalnie wydawać R. Ponadto, jeżeli tylko część podwyżki będę przepuszczać, a resztę wydam rozsądnie, to moja sytuacja życiowa się polepszy, pomimo tego, że będę marnotrawić więcej pieniędzy.
    a'2 Każdy ma możliwość wyciągania wniosków z błędów, jakie popełnia, czy z niej skorzysta zależy wyłącznie od niego/niej.
    a'3 Zapałki nie podpalą stodoły same.
    a'4 "Więcej możliwości czasem więc oznacza więcej możliwości popełniania błędów." I więcej okazji do uczenia się na tych błędach i rozwijania się.

    OdpowiedzUsuń
  12. a''1: ale to W to można rozbić na bzdety, co mi nie szkodzą i bzdety, co mi szkodzą - na przykład obżeranie się za te nowe pieniądze. Jeśli więc część podwyżki ktoś wyda rozsądnie, a część na bzdety co szkodzą, to bilans może i tak wyjść ujemny. Ty Aniu zakładasz, że człowiek po czasie może się nauczyć dobrze wydawać te pieniądze. Ja mam wrażenie, że aż tak wielu ludzi tego nie potrafi. Zatem "Ci, którzy niezbyt dobrze uczą się na swoich błędach, słabo się rozwijają i mają problemy z podejmowaniem racjonalnych decyzji po podwyżce mogą źle przeznaczyć pieniądze i przez to sobie zaszkodzić".

    OdpowiedzUsuń
  13. U mnie sytuacja była odwrotna. Byłam rozpieszczanym dzieciakiem z dość bogatego domu (skrót celowy, żeby nie rozpisywać się na parę stron maszynopisu) i nagle wylądowałam w sytuacji, gdzie na miesięczne przeżycie mam poniżej średniej krajowej, nie mam możliwości zdobycia pracy (proszę nie wnikać) i nie mam rodziny, u której mogłabym szukać wsparcia (tym bardziej proszę nie wnikać). Dziś wiem, że ta sytuacja wychodzi mi na dobre, wystarczyło przetrzymać pierwsze załamanie i nauczyć się żyć od nowa - bardziej w zgodzie ze sobą. Nagle przestały mnie definiować ciuchy, które noszę i imprezy, na których bywam, a z przyjaciółmi równie dobrze rozmawia się przy butelce wina z Biedronki na kanapie co przy drogim drinku w modnym klubie. Być może spłycam sens tego wszystkiego, być może to moja reakcja obronna na zaistniałą sytuację, ale odświeżające jest odzyskać kontrolę nad swoim życiem po latach, kiedy kierowały nim przedmioty.

    OdpowiedzUsuń
  14. @Henryk Minimalista i R-O
    Czy Wy proponujecie, aby ludziom ograniczyć prawo do podejmowania samodzielnych decyzji (gdyż wiąże się to z ryzykiem, że popełnią oni błędy), ograniczyć im możliwości (np. decydowania na co i ile wydadzą pieniędzy, czy i na kogo zagłosują), bo więcej możliwości to więcej okazji do zaszkodzenia samym sobie? Nawet gorzej... Czy Ty Henryku postulujesz, aby ludzie sami się zrzekli swoich praw (np. rezygnowali z wyższych zarobków) z lęku, że nie udźwigną ciężaru korzystania z tych praw, podejmowania decyzji i radzenia sobie z ewentualnymi konsekwencjami swoich błędów?

    OdpowiedzUsuń
  15. @Kićka - ależ naprawdę masz rację i nie spłycasz! Mi także 10x lepiej smakowała nalewka za kilka zł wypita z fajną ekipą w jakimś dziwnym odjechanym miejscu - niż drogie francuskie wino sączone w restauracji ze sztywną ekipą i w dodatku częściowo skłóconą ze sobą!

    Smak życie nie polega na obkupieniu się markowym, lansie, snobizmie i zjedzeniu więcej niż człowiek może!

    @Ania
    nic nie proponuję, mówię o pewnych faktach, a to różnica

    OdpowiedzUsuń
  16. @Kićka: bardzo ciekawa historia. Też mi się wydaję, że nie spłycasz. Stawiam, że twój osąd na tę sprawę nie jest wcale reakcją obronną, tym bardziej że jesteś świadoma istnienia takiego mechanizmu.

    @Ania: Nie, nie postuluję tego. Choć Twoje pytanie tutaj jest jak najbardziej na miejscu, bowiem nie jest wcale tak daleko od poglądów przedstawianych w tym artykule, do popierania dyktatur pokroju Fidela Castro, które zabraniają ludziom posiadania, niejako po to, by ich chronić. Było o tym w filmie „Surplus: Terrorized into Being Consumers”, (jest nawet na YouTube). Swoją drogą: chętnie bym zobaczył jakieś wielkie badania, czy szczęśliwsi są Amerykanie, czy Kubańczycy.

    Od podobnych poglądów jak w tym artykule wyszło też wielu dziewiętnastowiecznych kapitalistów. Widzieli, że wielu ich robotników upija się do nieprzytomności za zarobione pieniądze albo płaci za oglądanie krwawych walk kogutów, psów, itp. Rozpowszechnił się zatem wśród nich pogląd (zresztą wygodny dla nich z innych, wiadomych względów), że godziny pracy powinny być jak najdłuższe, a pensje jak najniższe.

    Żeby była jasność: nie popieram ani tych kapitalistów, ani wymienionej dyktatury.

    OdpowiedzUsuń
  17. @Ania: nie postuluję również, aby ludzie sami się zrzekli swoich praw (np. rezygnowali z wyższych zarobków) z lęku, że nie udźwigną ciężaru korzystania z tych praw. Chciałem tu tylko promować pewien dystans do "wielkiej kasy".

    OdpowiedzUsuń