Co ma wielka płyta, a czego mogą nie mieć nowe budynki

W tym wpisie w dużej mierze chciałbym pokazać, jak popularność samochodów przyczynia się do zmniejszenia się liczby drzew na osiedlach oraz jak może wpłynąć na komfort życia mieszkańców. Uwaga: ten artykuł tylko lekko dotyka tematu. To nie jest porada o tym, jaką nieruchomość kupić.

Zieleń
  Zieleni jest zwykle więcej na osiedlach z wielkiej płyty. Jest ku temu kilka powodów. Nad parkingami podziemnymi nowych osiedli nie mogą rosnąć wysokie drzewa, bo nie miałyby gdzie zapuścić korzeni. W dodatku nowe budynki stawia się jak najciaśniej, by maksymalizować zyski ze sprzedaży. Ulice buduje się szersze niż kiedyś. Na zieleń pozostaje więc mniej miejsca. A szkoda, bo zieleń to płuca osiedla. To siedlisko ptaków. Sam kolor zielony relaksuje i wpływa korzystnie na psychikę.

Krytykują wielką płytę za rzekomą brzydotę, a przecież o urodzie osiedla decyduje też zieleń. Swoją drogą, wiele budynków z wielkiej płyty zostało odnowionych.

Przestrzeń

Architekci z poprzedniego ustroju nie przeliczali każdego metra na złotówki, więc ich osiedla nie są bardzo ciasne. Przez to jest lepszy przewiew powietrza. Gdy przejedzie samochód, to spaliny krócej unoszą się w powietrzu.

Ciasna zabudowa często oznacza mniej światła słonecznego. Zbyt ciemne mieszkania mogą obniżać nastrój mieszkańców i negatywnie wpływać na ich relacje.

Tam gdzie jeden budynek stoi blisko drugiego, sąsiedzi zaglądają sobie przez okno. Chociaż nie wiem, czy w erze Facebook-a ktoś się jeszcze tym przejmuje.

Niestety, nowe budynki stawia się też czasami na niektórych osiedlach z wielkiej płyty, co zwiększa zagęszczenie tych ostatnich.

Lokalizacja

Nowe budownictwo jest często bardziej oddalone od centrum, co utrudnia dojazdy do pracy. Z drugiej strony, im dalej tym większa szansa na mniejsze uciążliwości cywilizacyjne.

Nowe lokale bliżej centrum znajdują się często przy ruchliwych ulicach lub przy skrzyżowaniach, gdzie jest dużo hałasu i spalin. Tam, gdzie poprzedni planiści nie rozważali budowy bloków mieszkalnych. Spanie przy otwartym oknie w takim miejscu może być ciężkie. Niektóre takie budynki nazywane są „apartamentowcami". Apartamentowiec przy ruchliwej ulicy? Hmmm.... 

Infrastruktura

Osiedla z wielkiej płyty częściej były planowane całościowo, z uwzględnieniem szkół, przedszkoli, przychodni, placów zabaw, boisk i parków. Łatwiej na nich żyć bez samochodu, mając dogodne dojście w te miejsca.

Osiedla dla pieszych, nie dla samochodów

Wielka płyta była budowana w czasach, gdy ludzie mieli mało samochodów i do tego jest dostosowana. Dla mnie, miłośnika życia bez samochodu, jest to wielką zaletą. W wielu nowych osiedlach wszystko tworzone jest pod samochód: ulice są szerokie, chodniki wąskie, drzew jest mniej z powodu parkingów podziemnych, itp.

Przyjemniej jest spacerować po osiedlach z PRL-u. Ulice są węższe i jest ich mniej. Ruch jest mniejszy. Jest więcej dróg tylko dla pieszych. Spacerowanie po nowych, zamykanych osiedlach jest nieraz trudniejsze. Mieszkańcy mogą bowiem wejść na swoje patio, ale do tych z sąsiednich bloków już nie – więc na spacer pozostaje im iść wzdłuż ulicy, wdychając spaliny i słuchając rur wydechowych.

Kierowcy oczywiście mogą narzekać na brak miejsc parkingowych, często muszą parkować gdzieś dalej. Z drugiej strony, może to dobrze, że takie osiedla zniechęcają trochę do używania samochodów?

Szkoda, że nie buduje się osiedli dla tych, co nie chcą mieć samochodu. Beton ulic mógłby być zamieniony na drzewa. A jaki byłby tam spokój – może mieszkańcy nie mieliby presji, by na weekend uciekać z miasta? Ceny takich mieszkań też byłyby niższe, bo grunty pod ulice, parkingi podziemne są kosztowne.


Zmiany w tym wpisie

Uwaga: w poprzedniej wersji tego wpisu mówiłem o wielu sprawach związanych z wielką płytą i nowym budownictwem (część komentarzy może się do nich odnosić). Po pewnym czasie zdecydowałem się usunąć wiele z tych rozważań, gdyż nie byłem w stanie sprawiedliwie wyczerpać tematu. Zostawiłem to, co oryginalnie skłoniło mnie do napisania tego wpisu, czyli głównie o tym, jak popularność samochodów może negatywnie wpłynąć na kształt nowych osiedli.

Zaznaczam, że nie mówię tutaj, czy wielka płyta jest gorsza czy lepsza od nowego budownictwa.



Ciekawa książka (darmowa, po angielsku), która też omawia pomysł osiedli bez samochodów:
Charles Siegel, Politics of simple living

30 komentarzy:

  1. Z kolei często w wielkiej płycie korytarze i łazienki są zbyt małe. Obecnie często rozkład mieszkania dostosowuje się do współczesnego stylu życia. W domu relaks w łazience i sen. Poza tym do domu wchodzimy i wychodzimy. Więc duża jest łazienka, sypialnia i korytarz właśnie. Jadamy głównie na mieście, więc kuchnia może być mała itd.

    Akustyka jest dużym problemem w każdym budownictwie. Często najlepszym rozwiązaniem jest samodzielne zadbanie o izolację akustyczną poprzez odpowiednie rozwiązania budowlane. Stąd też dobrze znaleźć wyższe mieszkanie (aby i na suficie móc ewentualnie położyć izolację akustyczną) i ewentualnie poświęcić kilka metrów powierzchni na izolację akustyczną na ścianach.

    Co do jakości - chyba wielka płyta jest troszkę w tyle. Ściany krzywe z niechlujnie kładzionym tynkiem to często spotykany widok. Obecnie domy buduje się niemal jak z klocków, na to kładzione maszynowo tynki. Zdaje się, że pomieszczenia są bardziej zbliżone do ideału z rysunku.

    Jestem wielkim przeciwnikiem grodzonych osiedli. To bezkarne oszpecanie i grabienie przestrzeni publicznej, która powinna służyć wszystkim (bez względu na to, czy fragment działki należy do bloku A czy B zbudowanych przez developera X czy Y). To zamykanie się w klatkach na własne życzenie z fałszywym poczuciem bezpieczeństwa.

    Najważniejsze jest otoczenie społeczne czyli to, kogo będziemy co dzień mijać na ulicy i czy przypadkiem nie za często będziemy musieli dzielić się swoim telefonem czy portfelem z uprzejmie zagadującymi młodzieńcami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie masz naprawdę dużego mieszkania za kupę kasy albo własnego domu, to mitem są większe pokoje i łazienki. Obecni deweloperzy budują takie mieszkania, które najlepiej się sprzedają, czyli <50 m2. Zwykle na 35-45 metrach są upakowane 2-3 pokoiki, aneks kuchenny i mikroskopijny łazienko-kibelek.
      Jeśli chodzi o strukturę społeczną, to obecnie w wielkiej płycie mieszkają głównie ludzie starsi i nieliczne młode małżeństwa, które te mieszkania odziedziczyły. Młodzieży jest mało, wynajmujących studentów też, bo za drogo. Co za tym idzie- cisza i spokój.
      Mieszkałem w kilku miejscach, w płycie, na strzeżonym, w domu...
      Najgorzej wspominam strzeżone. Moloch, podwórko jak kanion, pijackie ryki młodzieży pod oknem w nocy, samochody zaparkowane w każdym możliwym miejscu, syf na klatce (duży wieżowiec to duża anonimowość, więc nie wiadomo kto nasyfił), brak infrastruktury i koszmarny dojazd z dopiero rozwijających się peryferii.

      Usuń
  2. Coś mnie nie przekonuje ten argument z korytarzem :)

    Ściany można wyrównać.

    Ja też jestem przeciwnikiem grodzonych osiedli, zgadzam się, że to fałszywe poczucie bezpieczeństwa i grabienie przestrzeni publicznej.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A już myślałam, że jestem osamotniona, bo mi takie PRLowskie blokowiska zawsze się podobały :). I mają właśnie mnóstwo plusów - minusy też są (wspominana powyżej mała łazienka), ale przez rok mieszkałam na takim osiedlu i po kilkumiesięcznej przerwie chyba tam powrócę. Masz rację, że najczęściej jest dużo zieleni, na moim osiedlu między blokami była spora przestrzeń obsadzona różnymi drzewkami - pięknie kwitły na wiosnę, a w maju siedziałam pod brzózką i uczyłam się na egzaminy.
    Zdarzało mi się zapędzić na nowe osiedla i one zupełnie nie miały klimatu. Te ogrodzone już kompletnie przypominały jakieś getta. A osiedla nowych domków wyglądały jeszcze koszmarniej: całe ulice identycznych domów, w identycznym kolorze, z identycznymi płotkami. Dramat, chyba bym nie potrafiła trafić do własnego domu.
    Pozdrawiam serdecznie, uwielbiam Twojego bloga :)!

    OdpowiedzUsuń
  4. 1. Zachwyt PRL-owskimi osiedlami bez zagrodzonej przestrzeni kończy się kiedy tracicie komórkę, portfel i dostajecie po buzi - jeśli nie od blokersów - to od ich kolegów co się zabłąkali na wasze osiedle. A wasze dziecko nie może bezpiecznie przejść wieczorem. Kilka znanych mi spotkań w moim otoczeniu skończyło się w szpitalach.

    2. Patio w developerce jest małe i przestrzeń ogrodzona - ale i bezpieczniejsza dla was i dzieci.

    3. Developerka jest dalej od osiedli - ale dzięki temu żule z centrum i dzielnic się przypadkowo nie zabłąkają.

    4. Argumenty antysamochodowe mnie nie przekonują zupełnie - ja chcę mieć komfort i wolność poruszania się po kraju, a może i dalej, które daje tylko samochód. Nie przekonuje mnie zieleń na osiedlu i w mieście - chcę gór, morza, jezior - w weekend. Z resztą posiadanie auta nie zmusza mnie do zaniechania spacerów i jazdy rowerem. Nie dorabiajmy do tego ideologii. Osiedla dla ludzi bez samochodów - utopia.

    5. Ja w developerce też siedziałem pod brzózką i się uczyłem, a rzut beretem miałem piękny park i trasy rowerowe, tereny zielone.

    6. Nikt nikomu na developerce nie lampił się w okna bardziej niż na blokowisku. Więcej wścibskich emerytek co widzą każdy twój krok mam obecnie na blokowisku (ale oczywiście żadna z nich NIE widziała kolesi co obrobili sąsiadów w biały dzień)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat więcej żuli miałem w "deweloperce" niż obecnie na blokach. To prawdopodobnie kwestia ceny- na peryferiach było tanio i wynajmowali różni tacy przyjezdni, "studenci" czy rodziny z nastoletnimi chuliganami. Na klatce syf, butelki, bohomazy. Tego nie mam na blokach! Lokalizacja i cena decyduje, kto zamieszka, a nie rodzaj budownictwa.

      P.S. Nie jestem z tych, co boją się własnego cienia i dzieciaków też tak nie wychowuję- świat jest dla ludzi. Ja tak się boisz miasta, to może wróć w rodzinne strony?

      P.S. 2 Tłuc się zagranicę samochodem?! Dobre dla kierowcy tira!

      Usuń
  5. Tuśka: to media najbardziej nie lubią osiedli z PRL-u, a jest trochę ludzi, co je lubi :)

    Ciekawe spostrzeżenie o gettach.

    Pozdrawiam :) Trzymaj się tam w Monachium :)

    OdpowiedzUsuń
  6. R-O:
    1. Są osiedla z wielkiej płyty, na które bym sie nie zapuszczał, bo wiem, że są niebezpieczne. Z drugiej strony ja spacerowałem po wielu osiedlach wielkopłytowych latami i czułem się bezpiecznie, szczególnie gdy było jasno. Oczywiście, gdyby słyszał, że zdarzają się przypadki pobić na jakimś osiedlu, to na pewno bym go nie zachwalał.

    2. Owszem, bezpieczniejsze. Ale ciężko być tylko tam, człowiek chce pójść na dłuższy spacer, dziecko chce na boisko, itp.

    3. Tak, jest tam mniej takiego elementu.

    4. Pisałam z mojej perspektywy, a pisząc to jakoś przeczuwałem, że coś mi na to napiszesz :) Znam parę osób, co parkują zwykle dalej od bloku w takich miejscach - czyli mają wolność podróżowania po kraju, a na co dzień nie używają samochodu, tylko komunikacji miejskiej, itp. Osiedle dla ludzi bez samochodów nie jest utopią - kwestia organizacji i zebrania odpowiedniej liczby chętnych. Jak chcesz to mogę podać szczegóły takiego osiedla, bo już sporo o tym myślałem.

    5. Zgadza się, jest też wiele dobrych nowych osiedli.

    6. Ciekawa uwaga.

    OdpowiedzUsuń
  7. R-O: dzięki za uwagi, zmieniłem "zniechęcają do posiadania samochodów" na "zniechęcają do używania samochodów", rozbudowałem trochę akapit o problematycznych mieszkańcach.

    OdpowiedzUsuń
  8. z chęcią poczytam o osiedlach dla ludzi bez aut - ja w sumie też miałem kiedyś raczej antysamochodowe nastawienie - to się zmieniło jednak, kiedy powoli zacząłem wychodzić ze studiów - w realne życie

    i w końcu kupiłem auto - które w rewelacyjny sposób wykorzystałem


    do do punktu 6. o tych emerytkach co napisałem - to "na fakcie"

    OdpowiedzUsuń
  9. Krótka wizja osiedla bez aut: weźmy sobie przykładowo takie na powierzchni kilometra kwadratowego. Mieszkańcy zgadzaliby się, że samochody parkują przed osiedlem, a do/z bloku idą pieszo lub jadą na rowerach - do 500 metrów. Nie byłoby tam ulic, więc byłoby znacznie więcej zieleni, boisk, placów zabaw, itp.

    Karetki, policja i straż jeździłaby awaryjnie szerokimi chodnikami.

    Przeprowadzki, dostawy, przewóz sprzętu byłyby małym problemem. Jednak mieszkańcy godziliby się na to ze względu na zysk z czystego powietrza, spokoju i bezpieczeństwa dla dzieci - mogłyby się bawić bez obawy o jeżdżące samochody. Jak wyglądałby transport? Na granicy osiedla musiałby być przeładunek na wózki towarowe, rowery z przyczepkami, itp.

    OdpowiedzUsuń
  10. Propozycja brzmi sensownie, obawiam się jednak o ten przeładunek - musiałoby to być osiedle zdeklarowanych minimalistów.

    OdpowiedzUsuń
  11. Przeładunek i przewóz do mieszkania mogłyby zapewniać wyspecjalizowane firmy - nie musieliby zatem mieszkać tam sami minimaliści.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak patrzę na swoje blokowisko - a uwierz mi - mimo tego, że to blokowisko PRL - mieszkający tu ludzie są raczej powyżej krajowej, jeśli chodzi o zarobki

    to mało kto bierze firmę

    bierze się kolegów, kogoś z rodziny i samemu się załatwia sprawy transportowe

    nie każdy aż na tyle szasta kasą

    To co proponujesz to ograniczenie wolności - jakaś forma totalitaryzmu - podporządkowanie się "radzie osiedla". Zabronią przeładunku? dowozu? Może jeszcze czego zabronią? Spożycia hot-doga na podwórku - aby nie razić uczuć wegetarian?

    A co jeśli dziecko będzie chore/po chorobie - odpukać- i trzeba będzie jak najszybciej przenieść z domu do auta w zimie? Karetki nie wezmę - wjazd zablokowany - mam drałować 500m do parkingu zbiorczego?

    Przykro mi - to co proponujesz to utopia - NIKT po przemyśleniu się na to nie zgodzi.

    A co jeśli (czego ci NIE życzę, ale sam miałem) będziesz miał na rowerku wypadek i utrudnione poruszanie się - co wtedy? Wyspecjalizowana firma przenosząca cię na parking? Jak znam życie w Polsce to będzie to firma koncesjonowana przez radę osiedla - należąca do kuzyna ciotki prezesa...

    Samochód w tym przypadku ratuje problem.

    OdpowiedzUsuń
  13. > to mało kto bierze firmę
    Myślałem, że korzystano by z tego w wyjątkowych sytuacjach: przeprowadzka, dowóz większego sprzętu, więc byłoby to jak taksówka raz na kilka miesięcy. Zakupy przecież można wpakować samemu w supermarketowy wózek i dojechać z nimi do domu.

    > To co proponujesz to ograniczenie wolności
    Raczej umowa między mieszkańcami. Czy np. zakaz hałasowania po 22:00 to ograniczenie wolności czy umowa?

    > podporządkowanie się "radzie osiedla".
    Nie, wspólna decyzja.

    > Spożycia hot-doga na podwórku - aby nie razić uczuć wegetarian?
    Bez przesady, mówiłem tylko o samochodach.

    > dziecko będzie chore/po chorobie
    Faktycznie, to problem. Można w takich wypadkach wjechać na osiedle. Nawet ja mieszkałem kiedyś na osiedlu (bardzo małym), gdzie samochody nie mogły generalnie wjeżdżać (więc dzieci mogły się swobodnie bawić), ale w wyjątkowych przypadkach (przeprowadzka, karetka, chore dziecko) ochroniarz otwierał bramę i wpuszczał samochody.

    > wypadek i utrudnione poruszanie się
    Ja bym się zgodził na takie "co gdyby". Zawsze mogę się wyprowadzić. Mieszkanie to tylko mieszkanie, ja jestem gotowy je zmienić, a jeśli to krótki czas to poruszać się na jakimś wózku.

    > koncesjonowana przez radę osiedla - należąca do kuzyna ciotki prezesa...
    To już inny problem: kto by ustalał regulamin. Ja bym wolał demokratyczne wybory przez internet na terenie osiedla.

    OdpowiedzUsuń
  14. Twoja wizja generalnie nie jest głupia - ale wiesz - w Polsce jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach i organizacji.

    Czy ja - samochodziarz - bym kupił mieszkanie na Twoim osiedlu?

    Wiesz co? A kupiłbym i tyle. Chciałbym aby moja mała też miała swobodę ruchu i zabawy nieograniczoną ulicami.

    Może starałbym się wybrać lokum bliżej parkingu buforowego, może nie 500m.

    Pewnie jednak wkurzałoby mnie - jeśli np. prezes rady osiedla (bo jakiś by był) woziłby swoje 4 litery melexem po chodnikach, itp. i szybko wpadłbym w jakiś konflikt.

    Jak mi się coś nie podoba - walę prosto z mostu.

    OdpowiedzUsuń
  15. OK, no to teraz nic tylko robić listę chętnych :)

    OdpowiedzUsuń
  16. A pamiętacie taki filmik?
    http://www.youtube.com/watch?v=kK8aLvNhN2w&feature=player_embedded

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja jestem za nowoczesnym budownictwem, powód? Mam bzika na punkcie architketury i sama obecność płyty działa na mnie depresyjnie, natomiast nowych budynków - twórczo. Może po prostu zbyt wrażliwy jestem pod tym względem.

    Kolejna sprawa - mieszkanie służy do spania, chwili spokoju, raczej więcej jej w nowoczesnym budownictwie można zastać - mniej kłopotliwi sąsiedzi bywają (na takie mieszkanie trzeba zapracować!), zazwyczaj jednak lepsza akustyka, wyższy komfort, jeżeli chcę zieleni idę do lasu, a jeżeli chcę dom ze spokojem i zielenią to buduję go nad jeziorem w lesie.

    Next - osiedla strzeżone, jak najbardziej na tak! A one w nowoczesnym budownictwie występują ; )

    Za to nie cierpię kamienic, nie znoszę, brr...

    OdpowiedzUsuń
  18. A co z odnowioną wielką płytą? Czy też działa na Ciebie depresyjnie? :)

    Na mieszkanie w nowym budownictwie jednak nie wszyscy muszą zapracować: są przecież tacy, co wynajmują. Są tacy, którym rodzice kupują mieszkania.

    OdpowiedzUsuń
  19. Wiesz co, to raczej nie chodzi tylko o sam wygląd, ale również formę. W czasach komunizmu i latach 90' był pewien styl planowania osiedli, w nowoczesnym budowinictwie jest nieco inny. Kwestia gustów. Oczywiście nie każde nowe budownictwo mi się podoba, ale są szersze możliwości wyboru.

    Ci co wynajmują, też muszę mieć za co je wynająć, rodzice którzy kupują dzieciom podobnie muszą mieć za co kupić ; )

    Idealne (w przenośni) osiedle powinno mieć budynki w odpowiednich formach (proporcje plyt w formie prostopadłościanu same w sobie już powodują jej brzydotę), odpowiednie zagospodarowanie terenu, odpowiednią lokację (w okolicach las!), dobrą infrastukturę (komunikacja miejska, drogi) oraz bezpieczeństwo. Dlatego często rozwiązaniem są osiedla na peryferiach, a żeby były atrakcyjne trzeba je dobrze przemyśleć.

    OdpowiedzUsuń
  20. Znam pewną osobę, która dostała mieszkanie od rodziców i stwarzała różne problemy innym mieszkańcom: głośne imprezy do rana, zapraszanie "podejrzanego" towarzystwa, itp.

    Osiedla na peryferiach mają wiele zalet, oczywiście o ile dojazdy w ważne dla nas miejsca są wygodne.

    OdpowiedzUsuń
  21. Jeśli osiedle bez samochodu, to może osiedle bez dzieci? Dla osób po 40-ce, które nie chcą piaskownic, szczebiotu milusińskich i tupania trzewiczków po suficie.
    Może osiedle bez psów, bo trzymanie psa w bloku to moim zdaniem nieporozumienie.
    Piszę całkiem poważnie.

    pozdrawiam
    Spin0za

    OdpowiedzUsuń
  22. Wszystko to kwestia znalezienia wystarczającej liczby chętnych :) Tu jednak leży największy problem.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  23. Sry ale z jednej strony jasne że to kwestia gustu ale z drugiej było to strasznie tendencyjne porównanie. Mieszkałem i w takim i w takim i 100 razy wolę nowe budownictwo, a nie szare paskudne bloki budowane na kilkadziesiąt lat i których termin przydatności już się kończy. Zawsze pojawiał się pan karaluch, a wkoło średnia wieku 99 co wpływa na moje egzystowanie. Obecnie znów mieszkam w nowym budownictwie i siłą byś mnie nie odciągnął.
    Zresztą większość argumentów jest z cyklu nie ma gorącej wody ale ja nie potrzebuję bo nie używam. Skocz na stare blokowiska na Pragę to pogadamy o minimaliźmie.

    OdpowiedzUsuń
  24. Dużo zależy od konkretnego osiedla. Nie wszystkie bloki są obdarte, nie wszędzie są karaluchy. Ale oczywiście są takie, gdzie jest nieciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  25. Wpis trochę niesprawiedliwy, wygląda na napisany z założeniem "wielka płyta tak, nowe budownictwo nie", bo nawet jeśli wielka płyta ma wady, to nie są takie straszne. Moim zdaniem nie ma co minusować nowych osiedli za brak zieleni (nie zdążyła urosnąć) czy brak przedszkoli i szkół - nikt dziś nie stawia nowych szkół, a przedszkola i tak jeśli są na starych osiedlach, to są przepełnione. Nie bardzo rozumiem kawałek tekstu poświęcony mediom. Owszem, u mnie na nowym osiedlu nie ma instalacji gazowej. Ale za to z gniazdek nie bucha mi ogień, jak to drzewiej, w mieszkaniu w bloku z wielkiej płyty bywało, bo stara instalacja nie dawała rady. Wielka płyta to mnóstwo wad, z wystającymi ze ściany rurami, z którymi nic się nie da zrobić, krzywymi ścianami, krzywymi podłogami. Mały przedpokój to akurat minus, bo dzisiaj ludzie wolą w przedpokoju montować wielką szafę, a w pokojach mieć delikatne mebelki, zamiast segmentu na całą ścianę. Wielka płyta to też przechodnie pokoje, ja nawet miałam przechodnią łazienkę (sic!) - do kuchni można było się dostać albo przez łazienkę, albo przez jeden z pokoi. Było to mieszkanie studenckie, ja mieszkałam w tym pokoju, przez który przechodziło się do kuchni - bardzo to było wygodne, gdy ja spałam, ktoś się kąpał w łazience, a ktoś inny potrzebował czegoś z kuchni :)
    Nawet gdyby nie te absurdy wielkiej płyty, to mieszkanie w paskudnych blokach 10-piętrowych, z odrapaną klatką, na osiedlu Kozanów znanym nie tylko we Wrocławiu, ale i w całej Polsce z powodzi w 1997 r. i mniejszej wody w 2010 r. - 7 000 za metr kwadratowy (doliczmy sobie pieniądze na odświeżenie - drobne, bez wymiany drzwi, okien czy podłóg), ja zapłaciłam za mieszkanie od dewelopera 4 000 za metr - nowe okna, nowe drzwi, nowe parapety, pozioma podłoga, prostopadłe ściany. Mieszkania z wielkiej płyty miałyby jakieś zalety, gdyby były w cenach konkurencyjnych dla nowego budownictwa. Niestety nie są, więc ani te drzewa, ani szkoły i przedszkola nie pomogą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, w pewnym sensie się zgadzam, że ten wpis nie jest całkowicie sprawiedliwy. Trudno zresztą obiektywnie opisać sytuacje w jednym artykule. Może niedługo dopiszę jeszcze jakąś wzmiankę o tym do tego wpisu.

      Na nowym osiedlach zieleni nieraz może być mniej, nawet jak podrośnie: tam jest więcej betonu, no i te parkingi podziemne, które uniemożliwiają drzewom zapuszczanie korzeni.

      Przechodnie pokoje to absurd, zgadzam się.

      Usuń
  26. Usunąłem właśnie sporą część z tego wpisu i napisałem nowy wstęp. Trudno jest napisać krótko dobre porównanie wielkiej płyty i nowego budownictwa, więc skupiłem się luźno na aspekcie wpływu posiadania samochodów na budowane osiedla.

    OdpowiedzUsuń