Minimalizm a gospodarka



Czy minimalizm szkodzi gospodarce? Czy rosnący Produkt Krajowy Brutto (w skrócie PKB) jest czymś wspaniałym? Udział niedużo wydającego i pracującego minimalisty w PKB teoretycznie jest mniejszy, ale co z tego?

Wzrost PKB mógłby mnie cieszyć, gdyby był wzrostem dóbr powszechnych i „dobrej konsumpcji” - takiej, która ma pozytywny wpływ na ludzi. Wydaje mi się jednak, że dużą część PKB stanowią produkty i usługi, które źle wpływają na kupujących i na społeczeństwo. Dużo z nich to nie żadne dobra, ale „złobra”.

Czy można bowiem powiedzieć, że alkohol, papierosy, słodycze, fast foody to są „dobra”? A niechciane prezenty, nieprzemyślane zakupy, słabej jakości kosmetyki, szkodliwe środki czystości? Zakupy pod wpływem presji innych lub manipulacji sprzedawcy? Hałasujące quady w lasach, motory budzące pół miasta o 3 w nocy, śmierdzące spaliny, zatrute od pestycydów rzeki i wody gruntowe? Przez to wszystko rośnie PKB, czy mamy się z tego cieszyć?


PKB i błędne koła konsumpcyjne

Na PKB składa się wiele błędnych łańcuchów wydatków. Wyobraźmy sobie kogoś, kto pije dużo alkoholu, pali papierosy, je dużo słodyczy, jeździ wszędzie samochodem i mało się rusza. Tyje. Dochodzi mu do tego wiele innych wydatków. Od gorszej cery i zapachu ciała wydaje więcej na kosmetyki. Od słabszego zdrowia częściej chodzi do lekarzy i kupuje leki. A żeby na wszystkie swoje wydatki zarobić, więcej pracuje. Ma przez to więcej stresu, więc by się zrelaksować jeszcze więcej pali i pije. Błędne koło się zamyka, a PKB rośnie.

Ciekawe błędne koło społeczne pokazuje publikacja Światowej Organizacji Zdrowia, „A physically active life through everyday transport” (strona 11): ludzie zaczynają podwozić samochodami dzieci do szkoły, więc drogi robią się bardziej niebezpieczne. Zatem coraz więcej rodziców decyduje się na podwożenie dzieci – aż prawie żadne dziecko nie będzie szło pieszo lub jechało rowerem do szkoły.

Inny przykład: kupuje się dużo samochodów w mieście. Od tego rośnie poziom hałasu i spalin, więc wielu ludzi chce się wynieść. Nie dość, że mieszkańcy sami sobie zniszczyli swoje miejsce, to jeszcze przeprowadzają się daleko za miasto, gdzie muszą więcej wydawać na dojazdy. Dodatkowo jeszcze bardziej zwiększają poziom hałasu i spalin.

Kto się nie wyniesie, może cierpieć z powodu hałasu w nocy i np. pić alkohol wieczorem, by łatwo zasnąć (co zresztą wcale nie daje dobrego snu, a za to może być początkiem alkoholizmu). Znów rośnie PKB – cieszmy się!

Także te „złobra” wchodzące w skład Produktu Krajowego Brutto, mogą szkodzić zarówno w skali indywidualnej kupującemu, jak też w skali globalnej całemu społeczeństwu.

Inny typ błędnego koła: Jan i Tomasz kupią od siebie niepotrzebne im rzeczy. Będą mieli mniej pieniędzy, bo przy wymianie zostaną opodatkowani. Będą też ubożsi w czas. Co w tym dobrego?

Dalej: wiele dzisiejszych produktów jest mało trwałych. Ludzie więc częściej kupują, więcej pracują, PKB rośnie, a zamożność społeczeństwa się nie zmienia.

Słabe jest powtórne wykorzystywanie produktów. Tyle rzeczy ląduje na wysypisku i jest bezpowrotnie tracone. Widziałem jak się wyrzuca zabawki, książki i inne rzeczy. A kiedyś ludzie wykorzystywali nawet obierki po warzywach na kompost. Brakuje więc wskaźnika „Narodowej Straty Brutto”, który to zapewne jest całkiem wysoki.


PKB i środowisko

PKB często nie uwzględnia tego, co ziemia sama wytwarza – ryb, zwierząt, ziół, owoców leśnych, grzybów, drzew, czystej wody, powietrza. Gdy człowiek to wszystko niszczy, wycinając lasy, zanieczyszczając środowisko, wskaźnik PKB rośnie. Pomimo, że ludzie przez to niszczenie ubożeją.

Kiedyś już to mówiłem, ale duże wrażenie zrobiła na mnie rozmowa z pewną starszą kobietą na wsi, która wskazując rzekę powiedziała: „kiedyś tu się dzieci kąpały, a teraz nie mogą, bo się zrobił ściek”. Wspaniałe cuda natury zostały zniszczone, by mógł rosnąć PKB.

Wolałbym móc oddychać świeżym powietrzem w mieście. Zamiast ryku samochodów, słuchać śpiewu ptaków. Móc złowić w rzece rybę bez obawy o zatrucie. Uprawiać warzywa i drzewa owocowe pod blokiem bez lęku o zanieczyszczenia - ile można by mieć świeżego i taniego jedzenia pod nosem, a jeszcze zdrowo się ruszać, zamiast chodzić na zajęcia sportowe. A tymczasem wzrost PKB i „postęp” mi to uniemożliwił.

Środowisko jest wielkim skarbem. Niszczenia go nie wynagrodzi żadne większe PKB. Niszczenie środowiska to też wzrost „Narodowej Straty Brutto”. Może ona nawet bardziej rośnie od PKB?

Nie może być wzrostu gospodarczego w nieskończoność. Środowisko ma ograniczone zasoby, a i ludzie przy pewnym stopniu zanieczyszczenia środowiska tracą.


PKB i szczęście
 
Jak ma się PKB do szczęścia? Jeśli w kraju jest niedostatek i bieda, to wzrost może poprawić zadowolenie mieszkańców. Jednak po zaspokojeniu podstawowych potrzeb niewiele już się zmienia (2). PKB nie mierzy szczęścia mieszkańców.

Na zadowolenie ludzi duży wpływ mają więzi z innymi, tzw. kapitał społeczny (cóż za okropny zwrot). Rozwijająca się gospodarka nieraz wymagała, by młode małżeństwo wyjechało do innego miasta, uniemożliwiając istnienie rodziny wielopokoleniowej. Ile razy zrealizował się schemat: małe dziecko z niezbyt troszczącą się nianią, mama zestresowana w pracy, a babcia sama w domu nieszczęśliwa z powodu odcięcia od wnuków?

A jeśli jeszcze przehandlujemy życie towarzyskie, zainteresowania na dłuższą pracę i wzrost PKB, to czy będziemy bardziej zadowoleni?

Gdzie można kupić spontaniczny śmiech, beztroską radość, emocje, smak przyjaźni, żar miłości? To co daje największe szczęście, nie jest na sprzedaż.


PKB a biurokracja

Samo podanie wartości PKB już jest dla mnie złą wiadomością. Oznacza to, że skoro państwo go zna, to mieszkańcy mają duże obciążenia biurokratyczne. Muszą rejestrować wszystkie transakcje. W Polsce trzeba np. wystawiać faktury, prowadzić księgi lub korzystać z pomocy księgowych, czasem trzeba mieć kasy fiskalne. Czasochłonne i kosztowne.


Kryzysy gospodarcze

Pomimo tego wszystkiego można usłyszeć polityków i ekonomistów chwalących wzrost PKB, rozwijającą się gospodarkę, a nawet takich, co mówią, że obowiązkiem patriotycznym każdego obywatela jest robić duże zakupy! Na przykład po to, by nie było kryzysów gospodarczych.

Ile byśmy nie wydawali, to kryzysy ekonomiczne i tak będą przychodziły. A im bardziej rozdmuchana konsumpcja i chciwość kupujących, tym mogą być one bardziej bolesne . Im bardziej wychodzimy ponad podstawowe potrzeby, tym większe szansa na to, że ludzie (żadni tam „konsumenci”- jak powiedział Leo Babuta) wstrzymają w ciężkich czasach zbyteczne wydatki. Ktoś powiedział „ratuj gospodarkę – wydaj dużo na święta” - ale w ten sposób za rok znowu trzeba będzie dużo wydać na święta, by ratować gospodarkę, by nie było spadku PKB. A w przyszłości nasze dzieci staną przed tym samym dylematem.

Gospodarka ma służyć człowiekowi, a nie odwrotnie. Podobnie jak praca jest dla człowieka, a nie człowiek dla pracy. Gospodarka nie może wymagać zbyt długich godzin pracy i konsumpcji czegoś, co nie jest potrzebne. Erich Fromm powiedział, że „nasz system ekonomiczny opiera się na generowaniu pragnień” (3). Czy taką ekonomię chcemy tworzyć?

Minimalistów jednak jest tak mało, że nie mają co się przejmować wpływem na gospodarkę. A ewentualne obawy można rozwiać, decydując się na więcej dzieci – one zwiększą PKB.


Problemy społeczne i PKB

Wzrost PKB może mieć dobre strony. W wielu krajach doprowadził do spadku biedy i przestępczości. Zdecydowanie wolę iść zadbaną ulicą bogatego kraju niż slumsami w Rio de Janeiro. Z drugiej strony, zmniejszenie przestępczości często odbywało się kosztem czegoś innego, np. środowiska. Było to takie gaszenie pożaru powodzią.

Warto jednak powiedzieć, że w niektórych krajach wzrost PKB przynosił bogactwo tylko bogatym – biedni w tym czasie ubożeli. Sam wskaźnik PKB nie mówi, jak dochody rozkładają się po całym społeczeństwie. I przy wzroście PKB może też rosnąć przestępczość.


Podsumowanie

Leszek Kołakowski powiedział kiedyś mądrze: „Po pierwsze przyjaciele. A poza tym: chcieć niezbyt wiele”. Potrafię wyobrazić sobie świat ludzi żyjących prosto, ale szczęśliwych, którym żaden wzrost PKB nie jest potrzebny. A jeśli nawet by rósł, to przez faktyczne „dobra”, a nie „złobra”.


Przypisy:
(1) Światowa Organizacja Zdrowia, A physically active life through everyday transport, http://www.euro.who.int/document/e75662.pdf, strona 11.

(2) Ronald F. Inglehart, Development, Freedom, and Happiness: A Global Perspective

(3) Erich Fromm, Anatomy of Human Destructiveness, podrozdział "Social conditions"
.

Inni minimaliści na ten temat:
http://minimalist-ka.blogspot.com/2010/02/minimalizm-gospodarka.html
http://neominimalizm.pl/minimalizm-kontra-gospodarka/
http://jaswedrowniczek.blogspot.com/2011/10/czy-szkodze-ekonomicznie.html

20 komentarzy:

  1. Niby oczywiste prawdy, ale nigdy za wiele ich powtarzania, tym bardziej, że tekst ładnie napisany.
    Podoba mi się pojęcie: "błędne koła konsumpcyjne"
    Pozdrawiam,
    Rafał.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie napisane i prawdziwe. Niestety dzisiaj zbyt wielu ludzi myśli tylko o konsumpcji, ich takie wskaźniki jak PKB też nie obchodzą tak naprawdę, ale chcą kupować, dla własnej "przyjemności". Zresztą wskaźnik ten jest w zasadzie tylko dla polityków, żeby mieli się czym pochwalić, bo nawet jak idzie w dół to mówią: "w dół ale niewiele!".
    Bardzo wiele istotnych problemów poruszyłeś w tym poście.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna synteza głupoty dzisiejszego życia. Artykuł oddaje to o czym już często ostatnio myślałem. I w dodatku fajny komentarz od Kołakowskiego na koniec.

    OdpowiedzUsuń
  4. PKB ma rosnąć w nieskończoność, przyrost naturalny ma być dodatni, by to PKB zapewnić. A Ziemia się nie powiększy, bo to nie jest balonik do nadmuchania.
    Świetny tekst.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dostałem od szwagra 2 pary sportowych butów - jedne kilka razy użyte, drugie całkiem nowe. Powód - marka, którą mają nadrukowaną już nie modna w tym sezonie - teraz to obciach dla niego. W jego środowisku.

    Ubieram te buty na siłownie, nie czuję się dyskryminowany, odepchnięty czy zawstydzony - wprost przeciwnie, jestem w centrum towarzystwa, swobodnie, nawet wśród bywalców 2x szerszych ode mnie i czuje się dobrze. Po prostu ciśniemy żelazo i nie zaglądamy sobie na metki.

    OdpowiedzUsuń
  6. chciałem napisać powyżej, że przez moje podejście do butów spada PKB

    OdpowiedzUsuń
  7. Przez moje spada (tzn. nie rośnie) również, bo ciuchy (nie buty) i torebki kupuję w SH...

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja chyba utrzymuję równowagę PKB. Kupuję rzadko ale za to lepsze gatunkowo, droższe. Chociaż... jak patrzę na pełne wózki przed pobliskim tesco to może jednak znacznie obniżam... ale za to inni podnoszą dla równowagi :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. O ile sam wskaznik jak to wskaznik ma swoje problemy, o tyle jestem ciekaw, ilu tutejszych forumowiczow by tak chetnie przenioslo sie do kraju, w ktorym PKB per capita jest 10 razy nizsze niz w Polsce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy,
      PKB per capita nie jest wymiernikiem.
      W niektorych krajach 80% PKB nalezy do 10% populacji, a pozostale 90% dzieli sie reszta tymi 20%.
      Wiec jakbym miala mieszkac w Ewadorze i nalezec do tych bogatych 10%, czemu nie ?
      Poczucie szczescia czy nie-szczescia rodzi sie glownie z porownania. Rownomiery podzial "bogactwa" daje ludziom wieksze zadowolenie.

      Usuń
  10. Może podam przykład nie-forumowicza: Wojciech Cejrowski przeniósł się do Ekwadoru, gdzie PKB na mieszkańca jest 4 razy niższe.

    OdpowiedzUsuń
  11. Większość ekonomistów uważa, że tym lepiej im PKB większe. To tak jakby oceniać człowieka: im grubszy, tym lepszy.

    OdpowiedzUsuń
  12. PKB jednak ma znaczenie. Wyższe PKB to więcej pieniędzy dla firm, więcej pieniędzy dla firm to możliwość zatrudnienia większej ilości osób np. otworzenie nowego oddziału, bądź podniesienie płac. PKB wpływa bezpośrednio na bezrobocie. Jeżeli jest zapotrzebowanie np jak czytam powyżej na buty, czy odzież (to przykład bo może być również np na samochody) to powstaje kolejna firma która umożliwia ich dystrybucję. Bądź z zagranicy powstaje firma córka np sony. Która zatrudnia ileś tam setek ludzi. O ile nie jest nam do niczego potrzebny wzrost PKB o tyle na pewno są nam potrzebne jakiekolwiek pieniądze by mieć na jedzenie, leki, ubrania itd.
    I o ile sami jesteśmy w stanie sobie upolować dzika, czy wybudować lepiankę, to na pewno nie jesteśmy sami sobie zrobić leków np na padaczkę, czy gruźlicę. Tak więc PKB ma znaczenie na przyrost firm a to z kolei na bezrobocie. Gdybyśmy wszyscy żyli prosto i szczęśliwie pozamykano by wszystkie zakłady produkcyjne i było by 90% bezrobocie.

    OdpowiedzUsuń
  13. "Gdybyśmy wszyscy żyli prosto i szczęśliwie" - nie zapowiada się na to :) Zatem samemu spokojnie można decydować się na takie życie bez szkody dla społeczeństwa.

    OdpowiedzUsuń
  14. "Gdybyśmy wszyscy żyli prosto i szczęśliwie pozamykano by wszystkie zakłady produkcyjne i było by 90% bezrobocie." - bezrobocie jest wymyslem socjalistycznego/biurokratycznego podejscia do zycia, czyli ze czlowiek jest stworzony dla pracy i ludzie dziela sie na tych co maja prace (i placa podatki), albo bezrobotnych. Z bezrobociem oczywiscie trzeba "walczyc", w przeciwnym wypadku

    Bezrobocie sluzy rowniez jako doskonaly straszak. 20 milionow Polakow mogloby rzucic obecna robote, znalesc cos lepszego albo chociaz postawic warunki korporacji dla ktorej pracuja (placacej 5xwiecej za granica) - ale sie boi bo codziennie Wyborcza i inne szmatlawce z TVP na czele strasza bieda, 15% na bruku, brak zasilkow, kryzys, itd.. wiec ludzie zapierdzielaja, ogon podkulony i godza sie na 1350 pln netto. A potem mozgi wyprane przez reklamy i wydaja wiekszosc na lekarstwa i niezdrowie zarcie.

    A nie zastanowiles sie, ze w naturze cos takiego jak bezrobocie nie istnieje? Czy widziales kiedys bezrobotna rybe w rzece albo ptaka na drzewie? Rodzaj ludzki, przez tysiace lat, rowniez nie znal tego pojecia, np. Aborygeni i w Australii do dzis zyja swoim temptem, zgodnie z natura, nie rozumieja naszych "nowoczesnych" standardow, pracy od-do, w-g rytmu, jak maszyna...

    Dlaczego ludzie nie moga zyc swoim tempem, w-g swoich preferencji, niech niektorzy pracuje, inni pomagaja charytatuwnie, inni zostaja w domu, inni sie ucza albo ucza innych. Na caly etat, pol, 1/4.. (zreszta po co wprowadzac jakies sztuczne limity czasowe).

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie jest i nie może być dobrze w Polsce ze względu na to, że:
    1) państwo wchodzi pomiędzy obywateli zawsze i wszędzie (a w każdym razie, stara się wchodzić...),
    2) Polska się amerykanizuje i uzależnia od Zachodu (w sensie i gospodarczym, i kulturowym),
    3) w ramach Eurokołchozu narasta biurokracja, racjonalizacja, normalizacja, standaryzacja, limitowanie, planowanie, tworzenie stradegii...,
    4) nadal mamy w Polsce zupełnie niepotrzebne nam do szczęścia powiaty (walczmy z nimi; powstają obecnie nowe partie polityczne, które nam to umożliwiają!),
    5) - bardziej generalna kwestia - ucywilizowane "małpy" przestały już być małpami i od tego faktu raczej odwrotu nie ma.

    Pytania, jakie na usta się cisną:
    1) co to jest prostota życia i jakie są jej stopnie nasilenia?,
    2) jak wyrwać się z błędnego kręgu konsumpcjonizmu?,
    3) jak chronić się przed nadmiarem biurokracji (i w pewnym sensie - także przed WŁASNYM państwem)?
    4) jak przekonać innych ludzi (oraz decydentów) do naszych racji?
    5) - tak na marginesie - czy czytał ktoś z tutaj obecnych argumenty Russo "na NIE" dla cywilizacji i jakie te argumenty były?

    Pozdrawiam i dziękuję za wspaniały blog minimalisty! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre pytania.

      Odpowiem na piąte. Argumenty Rousseau można znaleźć tutaj: http://pl.wikipedia.org/wiki/Jean-Jacques_Rousseau#Koncepcja_Rousseau. Chciałem tylko zauważyć, że do wielu jego spostrzeżeń można by wysnuć wiele kontrargumentów.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  16. http://www.wykop.pl/link/270849/chinskie-miasto-widmo/

    Chiny budują od podstaw miasta aby utrzymać wysokie PKB - nikt w nich nie mieszka, bo przeciętnego mieszkańca Chin na to nie stać.

    OdpowiedzUsuń
  17. Tu nie chodzi o PKB ze złobra czy dobra.

    Ograniczenie konsumpcji = ograniczenie sprzedaży = ograniczenie zatrudnienia = pauperyzacja pewnej części społeczeństwa. Jeśli ta część stanie się odpowiednio duża - zostało to przećwiczone w XVIIIw, potem w 1933 i 1917. Chińczycy to rozumieją i wolą dać zasiłek za fikcyjne zatrudnienie na budowie miast niż dopuścić do kolejnej rewolucji.

    Nobla temu kto przerwie błędne koło.

    OdpowiedzUsuń