Rowerem w zimie do pracy - przygoda, zdrowie, oszczędność, ale czy warto?

Autor zdjęcia: Elipongo (Wikipedia)


Czy można jeździć rowerem w zimie? Można.

Ciągłe siedzenie w zamkniętym pomieszczeniu jest niezdrowe, na rowerze dotleniamy ciało i umysł, przez co lepiej pracujemy. Aktywność fizyczna jest bardzo ważna dla zdrowia i dobrego samopoczucia. Dojeżdżając rowerem do pracy dostarczamy sobie trochę potrzebnego ruchu.

Dojazdy rowerem w zimie do pracy to też doświadczenie czegoś nowego, bez poświęcania na to czasu i pieniędzy.

To wyzwanie. Czy uda mi się przejeździć całą zimę?

To doznania estetyczne. Gdy pada puszysty śnieg, to jazda jest przepiękna.

To oszczędności. Dojazdy rowerem są tańsze niż samochodem i komunikacją miejska.

To bycie „eko”. Nikomu nie hałasuję. Nie emituję spalin.

To mini-surwiwalowa przygoda. Nie doświadczam jej jadąc w „idealnych” warunkach w cieple i za szybką, zdystansowany od natury. Zamiast skakać na spadochronach czy na bungee, mogę lokalnie, prawie za darmo, dla sportu i zdrowia, bez poświęcania dodatkowego czasu przeżyć przygodę jeżdżąc rowerem w zimie do pracy.

W komunikacji miejskiej jest coraz więcej krzykliwych ekranów, które próbują kraść moją uwagę idiotycznymi reklamami albo niepotrzebnymi informacjami. Na rowerze tego nie ma.

Gdybym dojeżdżał samochodem od garażu do garażu, to co bym odczuł z tej zimy? Mógłbym jedynie zobaczyć abstrakcyjny napis „styczeń” lub „luty” na kalendarzu czy „-10 stopni” w serwisie pogodowym. A tak, jeżdżąc kilka dni w tygodniu rowerem przeżywam zimę namacalnie, wieloma zmysłami.

Nie szkodzi, że jest zimno. W Europie i Stanach ludzie mają tendencję do eliminowania niewygód. Tymczasem im mniej niewygód, tym bardziej stajemy się na nie wrażliwi i trudniej nam je znosić. Gdy człowiek próbuje uciekać od niewygód, to one i tak go doganiają.

Powietrze nawet w mieście zwykle jest lepsze na dworze niż w budynkach. Już rozumiem, co miał na myśli Thoreau mówiąc, że powietrze odurza. Gdy wjeżdżam do nagrzanego, dusznego budynku, czuję, że brakuje mi czegoś cennego. Myślę sobie: „jak wy możecie tym oddychać?”.

Nauczyłem się „smakować” powietrze. Niektórzy smakują wino. Znają jego roczniki. Ja znam „roczniki” powietrza: wiosenne, letnie, jesienne-melancholijne, mroźne-styczniowe, itd. Degustator już po próbce wie, czy wino jest dobre, podobnie ja po próbce powietrza wiem, jakiej jest ono jakości.

Teraz będzie już głównie o sprawach technicznych. Jeśli nie zamierzasz jeździć na rowerze w zimie, to polecam przejść do zakończenia.


Bezpieczeństwo – to ważne!

Tyle zachwytu, a teraz ostrzeżenia. Jazda rowerem, szczególnie zimą, może być niebezpieczna! Wielu nieprzygotowanych rowerzystów się wywraca. Dlatego dobrze jest jeździć wolno, ostrożnie oraz przygotować się merytorycznie. 

Zakręcając, mocno zwolnić i skręcać w pozycji jak najbardziej pionowej. Nie przechylać się! Tory tramwajowe są bardzo niebezpieczne - przekraczać je pod kątem prostym. Nie używać przedniego hamulca!

Zaraz po starcie warto przetestować hamowanie. Hamulce mogą działać gorzej z powodu śniegu, lodu albo błota śniegowego. Droga hamowania może być dużo dłuższa! Dlatego warto hamować znacznie wcześniej niż w lecie, szczególnie przed ulicą. Zwłaszcza, gdy zjeżdżamy nawet lekko w dół.

Kiedyś skręcałem w prawo, ale nie widziałem co jest za zakrętem, bo był płot. Skręcam, a tu samochód na moim pasie! Pośliznąłem się przy hamowaniu! Jechałem za szybko.

Zdradziecki jest szczególnie moment przy 0 stopniach Celsjusza. Nie wiadomo, kiedy dokładnie zrobi się ślisko.

By łatwiej utrzymać równowagę, niektórzy polecają mieć troszkę niższe ciśnienie w kołach i obniżone siodełko. Z płaskimi oponami w zimie może być ciężej utrzymać równowagę, najlepiej mieć pneumatyczne, a nawet kolcowe. Jaki rower? Na pewno sprawdzi się typ górski i crossowy.

Gdy zbliżamy się do samochodów, słupów, matek z dziećmi, gdy mamy wąski chodnik, nierówności na drodze, to dobrze jest jechać bardzo wolno, miejscami nawet w tempie marszu.

Warto przewidywać różne pesymistyczne scenariusze: np. samochód przed nami może wpaść w poślizg – co wtedy?

Gdy spieszymy się do pracy, to nie jedźmy rowerem. Nie ma też co się popisywać przed pieszymi.

Po ulicach posypanych solą może być łatwiej, ale ja i tak wolę się trzymać z dala od ulic. Zwłaszcza, gdy właśnie pada śnieg.

Warto mieć też plan awaryjny na wypadek złapania gumy. Czy będzie w pobliżu komunikacja miejska? Czy mamy bilet? Czy w pobliżu będzie można się ogrzać? To może być problem poza miastem albo na odludziach.


Zimno

Lepiej nie zaczynać przygody z rowerem w środku zimy, bo może to być szok dla ciała. W dodatku łatwiej przygotować odpowiedni strój, gdy dzień za dniem temperatura stopniowo spada.

Przydaje się wiele warstw ubrań (czasem czuję się w nich jak opancerzony czołg), z czego co najmniej jedna warstwa nieprzewiewnych. Nie muszą to być drogie rzeczy. W jednej czapce było mi zimno, to założyłem na nią drugą (nawet minimalista może mieć dwie czapki). Podobnie, noszę dwie pary rękawiczek. Zwykłych. Można jeździć nawet w kasku narciarskim i goglach.

Na początku jazdy może być zimno, ale po kilku minutach wysiłku powinniśmy się rozgrzać. Jeśli dalej jest nam zimno – to niedobrze. Można jednak przesadzić. W zbyt ciepłym stroju możemy się za bardzo pocić.

Najważniejsze, to dobrze zasłonić ręce, stopy i głowę. Podczas jazdy silniej odczuwamy tam zimno! Jeśli wieje silny wiatr, to jest najgorzej. Można nosić kominiarkę (uwaga, by nie wejść w niej do sklepu, bo możemy przestraszyć sprzedawcę) albo owinąć się dobrze długim szalikiem, tak by zasłaniać usta i policzki.

To bardzo ważne, bo przy długiej jeździe poniżej zera można dostać odmrożeń na słabo ogrzanych częściach ciała, zwłaszcza krańcowych (ręce, stopy, uszy, nos)! Odmrożenia mogą mieć trwałe i fatalne skutki! Gdy będziemy dobrze ubrani, to przy półgodzinnej jeździe nic się nie powinno stać – to jest zagrożeniem głównie na dłuższe wyprawy.

Nos lepiej pozostawić odsłonięty, by dobrze się oddychało.

Ważne są dobre buty, by wilgoć łatwo nie przechodziła. Lepiej unikać mokrych ubrań – tu warto zadbać, by w drodze powrotnej mieć suche.

Opisałem tu głównie krótkie dojazdy do pracy w mieście. Dłuższe, wielogodzinne wyprawy poza miastem mogą wymagać dodatkowych przygotowań.


Piasek i sól

Gdy sypią solą lub piaskiem na ulicach i chodnikach, to często da się łatwiej jechać. Jednak może to wymusić częstsze mycie istotnych części roweru, by sprawnie działały. Dlatego też w zimie pomocne są błotniki i osłona na łańcuch.


Ciemno

Dobre oświetlenie, kamizelka odblaskowa (w dzień i w nocy) jest bardzo ważna – chodzi o to, byśmy byli widziani przez kierowców.


Pocenie się i zabezpieczenie roweru.

Naturalnie, po przyjeździe do pracy warto się umyć lub przynajmniej odświeżyć, a potem przebrać. Do tego schować rower w zamkniętym pomieszczeniu, by go nie ukradli (przy okazji nie zamarznie wilgoć na częściach roweru).


Zakończenie

Jak widać, jest trochę wyzwań i niebezpieczeństw. Rezygnacja z roweru na zimę lub chociaż na czas, gdy na ziemi leży śnieg lub błoto śniegowe może być nie najgorszym pomysłem. Nikogo do niczego nie namawiam! Ja jednak postanowiłem przygotować się merytorycznie, jeździć wolno i ostrożnie, powiedzmy do minus 10 stopni. Bo rower w zimie to frajda. Jadę więc dalej, swoją drogą. Drogą minimalisty.

23 komentarze:

  1. Panie Henryku! Zaczynam od wiosny (teraz złapałabym zapalenie płuc po pierwszym kilometrze) :)
    Jest Pan moją skarbnicą pomysłów na uprzyjemnienie sobie życia prostymi zabiegami: od dwóch - trzech miesięcy biorę tylko zimne prysznice (wspaniale się po nich czuję i "od ręki" odszedł mi ciągnący się strasznie długo kaszel), staram się chodzić, zamiast korzystać z usług MZK (samochodu z mężem również mieć nie zamierzamy), a chustę poleciłam koleżance, świeżo upieczonej mamie, bardzo chwali sobie pomysł :)
    Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  2. A jak się czują Pana stawy po jeżdżeniu na mrozie? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wpis w samą porę :). Długo się wzbraniałem, ale właśnie dziś zacząłem przygotowywać rower (i siebie) do jazdy w zimie.

    Do pracy mam teraz jakieś 5-7 km, więc w sam raz na rowerowy dojazd.

    Z rzeczy technicznych: Jak często myjesz i smarujesz napęd po jeździe w zimie? Boję się, że sól może szybko zniszczyć te części.

    OdpowiedzUsuń
  4. brrr, zmarzłam od samego czytania :D
    a poważnie - gratuluję samozaparcia :)
    w moich okolicach odkąd spadł śnieg, nie spotyka się ludzi jeżdżących rowerami - myślę, że głównie ze względów bezpieczeństwa jednak. ulice wąskie, brak ścieżek rowerowych, błoto pośniegowe na poboczu, rower zwyczajnie się nie mieści.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Dagmare

    skoro ciągnął ci się długo kaszel - być może było to coś alergicznego - może warto zrobić test u alergologa na kurz/roztocza/grzyby?

    Co do jazdy w zimie robiłem to dość długo - do pracy zjazd "z górki" lekkie pedałowanie co najwyżej - powrót do domu pod górę - efekt: konieczność wyprania koszulki, zmiany bielizny i wzięcia prysznica po powrocie - czy takie częste mycie skory jest aby dobre? Nie sądzę.

    OdpowiedzUsuń
  6. chyba nie dla mnie takie atrakcje. śnieg/deszcz wali w oczy, nic nie widać, plus oczy łzawią od zimna, spodnie ufajdane od tego co pryska spod kół...eee.
    tylko do sklepu jeżdżę.

    OdpowiedzUsuń
  7. dodam jeszcze, że jak jest ślisko/ciapa pośniegowa to się zwyczajnie boję. ostatnim razem się wyłożyłam. co prawda nie podczas jazdy, bo jechałam powoli i uważnie, tylko przy zsiadaniu się poślizgnęłam, ale uderzyłam się dość mocno w łokieć i głowę (rower pociągnął mnie do przodu) i mi się skutecznie odechciało przejażdżek.

    OdpowiedzUsuń
  8. Naokoło Wieży: Na bliską odległość – tak. Na 5-10 km – niekoniecznie.

    Dagmare: To fajnie – chętnie przeczytam u Ciebie na blogu o rowerze wiosną.

    Astromarket: Bardzo dobrze :)

    Krzysztof: Są tacy, to przemywają i smarują nawet codziennie, ja na razie robię to znacznie rzadziej. Nie podam co ile konkretnie – bo muszę jeszcze poeksperymentować by znaleźć optimum.

    Aneta: W Polsce nie ma zbyt dużo ścieżek rowerowych. W Holandii można nimi prawie wszędzie dojechać. Fajnie by było, gdyby ludzie w Polsce naciskali na lokalne władze, by budowały ścieżki rowerowe.

    R-O: Przecież chodzisz na siłownię – wtedy też trzeba brać prysznic i zmieniać bieliznę.

    Zagubiony Omułek: Tak, moment zsiadania też jest niebezpieczny: podczas jazdy może się wydawać, że jest mniej ślisko. Pytanie: czy miałaś kask?

    OdpowiedzUsuń
  9. Na siłowni czasem robię mini trening - kiedy jest bardzo mało czasu na pełny - zazwyczaj wykonuję jakieś lekkie ćwiczenia 'rehabilitacyjne' głównie wzmacniające kręgosłup do tego lekka rozgrzewka na maszynach - jeśli człowiek nie pływa w pocie - wystarczy lekkie przemycie się tam gdzie trzeba.

    Jeśli człowiek dobrze się odżywia jak ja - dużo warzyw - skóra nie śmierdzi jak u kolegów żywiących się hot-dogami w przerwie na kawę...

    Ja nie mam ambicji dogonić Pudzianowskiego - chodzi mi o zdrowie.

    Po powrocie do domu z pracy w zimie, pod górkę, każdorazowo musiałem wziąć prysznic i wymienić koszulkę, a czasem i bluzę.

    Było to oczywiście fajne - ale niekomfortowe na dłuższą metę. Z powodu lekko rozstrzelonego charakteru mojej pracy obecnie wolę rozdzielać rekreację od pracy.

    Oczywiście warto czasem podjechać zimą do pracy i z powrotem - ale powiedzmy - w jakiś "lżejszy" dzień.

    OdpowiedzUsuń
  10. Podziwiam:)

    W ogóle pomysł bardzo fajny, jeśli można się umyć, czy odświeżyć w jakiś sposób po dojechaniu na miejsce.

    OdpowiedzUsuń
  11. RO: A ja wolę nie rozdzielać :)

    Magda: Moim zdaniem powinna być ustawa nakazująca budowanie kabin prysznicowych i parkingów rowerowych w biurowcach i większych skupiskach pracowników. Dla samochodów buduje się parkingi - a dla rowerzystów co?

    OdpowiedzUsuń
  12. Mój Mąż jeździ rowerem do pracy (ok 2 km) jak był młodszy jeździł samochodem;p Ja zaczęłam hasać gdzie się da piechotą (o ile mnie czas nie goni).
    pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Janusz; Przypadkiem znalazlem ta strone dzis nie wim czego wtedy szukalem tylko z braku czasu dodalem do ulubionych. Na rowerze dziennie pokomuje 32km i to w kazdej pogodzie,mysle ze oprucz kondycji ktora przyjdzie sama najwarzniejsza jest psycha .Mozna to widziec ale leje albo jechac szczesliwym bo leje a ubranie daje rady a ja slucham radia i siedze za okularami!

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeżdżę prawie co dziennie nie do pracy ale dla przyjemności i obowiązku(cukrzyca II stopnia od 12 lat).
    Mimo wieku (68)daję radę(rowerek Giant talon 29"er).
    zima prawie 5lat = narty biegowki na przemian.
    Pozdrawiam wszystkich ZAKRĘCONYCH ZIMOWO.
    Jerzy dziadek z Bydzi (Bydgoszczy)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie do końca się zgadzam ze wszystkimi tezami. Co mi się rzuciło w oczy:
    Po pierwsze: dojazdy zimą nie są jakimś sportem ekstremalnym. Z własnych doświadczeń: jadąc poniżej 20km/h w ogóle się nie pocę, ani nie męczę. To jest mniej więcej ten sam poziom wysiłku co przy spacerze. Ubiór jest ważny, zgadzam się, że krytyczne są stopy, dłonie i głowa - i je należy zabezpieczyć szczególnie, ale poza tym ubieram się nieco lżej (jedną warstwę mniej) niż bym normalnie ubrał się wychodząc pieszo. Zwykle też wożę ze sobą w sakwie dodatkowy, gruby sweter, abym mógł go założyć w wypadku, gdy będę musiał zostawić gdzieś rower i przez dłuższy czas poruszać się pieszo.
    Po drugie - jazda wąskim chodnikiem jest a) niebezpieczna b) nielegalna. Jeśli nie ma dróg rowerowych zawsze zimą wybieram trasę ulicami o stosunkowo niewielkim natężeniu ruchu. Podczas opadów śniegu i krótko po zwykle jednak jeżdżę chodnikami (co jest zgodne z prawem, gdyż spełnia kryterium złych warunków atmosferycznych), ale ulice są dużo lepiej odśnieżone od chodników i przez to bezpieczniejsze. Oczywiście wiadomo, nie ma reguły - trzeba kierować się zdrowym rozsądkiem i mieć oczy dookoła głowy.

    Krytyczne są hamulce. Z moich doświadczeń najbardziej niezawodne są rolkowe (nigdy mnie nie zawiodły!). Tarczowe i bębnowe też dają radę. Hamulce wykorzystujące obręcz (vbreak, etc) są fatalne, zalepiają się śniegiem, obladzają się i nie działają po prostu.

    Niezbędne też jest niezawodne oświetlenie ponieważ dni są bardzo krótkie. Baterie potrafią zamarznąć, dynama butelkowe ślizgają się po oblodzonych oponach. Najlepiej używać dynam wbudowanych w piastę - są zupełnie niezawodne. Odnośnie kamizelek odblaskowych - wcale nie są one takie dobre. W nocy powodują, że kierowcy nie dostrzegają sygnalizacji skrętu w lewo. Ich uwagę przyciąga wielka żółta przestrzeń oświetlona reflektorem, a wyciągnięta w lewo ręka jest niewidoczna. Dlatego zawsze wożę ze sobą kamizelkę, ale zakładam ją tylko wtedy, gdy muszę pojechać za miasto (wtedy potrafi uratować życie). Noszę za to dodatkowe elementy odblaskowe na nadgarstku lewej dłoni i na obydwu nogach (takie opaski, które dodatkowo nie pozwalają dostać się zimnu pod spodnie).
    Z bardziej nieoczywistych rzeczy - wożę też ze sobą niewielką szczotkę, która pozwala mi pozbyć się śniegu z błotników i kół przed wejściem do budynku. Poza tym wiadomo - apteczka i narzędzia (i łatki na dętki). W mieście przydaje się też bilet komunikacji miejskiej (u nas można wozić rowery :D) bo naprawianie czegokolwiek na mrozie to nie jest miła rzecz.

    Teraz jest u nas -10°C. Śniegu jeszcze nie widać, ale pewnie się pojawi. Przejeździłem już 9 zim. Stać mnie na samochód, ba! Mógłbym nawet wozić tyłek taksówką jakbym chciał, ale śmigam rowerem. Odpada skrobanie szyb, szukanie miejsc do parkowania. Nie dawno założyłem się z kumplem - blachosmrodziarzem, kto pierwszy dojedzie do pracy. 5 km. Mi zajęło to 23 minuty, jemu 47 (bo szron na szybie, bo korki etc). Oprócz oszczędności pieniędzy, jest oszczędność czasu. I to, że w ogóle nie choruję, ani się nie przeziębiam. Byłem jakiś czas w Holandii w te wakacje, tam poruszanie się rowerem jest zupełnie normalne, a u nas to jakaś egzotyka. Obserwuje jednak coraz więcej zimowych rowerzystów!
    Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  16. Janusz, Jerzy: Pozdrawiam :)

    Anonimowy: W zasadzie tak - to nie jest sport ekstremalny, ale z zewnątrz tak to może wyglądać. Wąski chodnik: Fakt, jazda nim jest nielegalna. Dzięki za długi komentarz i cenne informacje. Ciekawy punkt widzenia na kamizelki odblaskowe. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  17. Ile tu ciekawych tematów, mam nadziję, że nie publikujesz bardzoczęsto, bo przede mną kilka godzin lektury sarych postów ;)

    Co do rodzaju roweru wspomnianego w tekście, nie uważam, żeby góra lub cross były najlepsze na zimę. Najlepszy będzie mieszczuch z pełnymi osłonami, ewentualnie trekking. Częste błoto i sól niszczy napęd, więc szkoda używać czegoś z dobrymi zewnętrznymi przerzutkami. Najlepiej się sprawdza jakaś prosta damka...

    OdpowiedzUsuń
  18. Od tego roku jezdze rowerem 11km do pracy. Swiatelka i kamizelka obowiazkowa. Pracuje tez poza miastem, wiec przyjemnie sie jezdzi gdy nie ma przechodniow, swiatel, itp.

    Teraz zbliza sie zima. Gdy rano o 6.45 wyjezdzam z domu jest ciemno, jak wracam po 20. rowniez. Najbardziej obawiam sie niewidocznego lodu na drodze. Po sniegu ciezej sie lezdzi, ale jest dobra przyczepnosc. Po lodzie jednak nawet kola sie slizgaja jak sie jedzie pod gorke. Dlatego na zime polecam przeznaczyc dodatkowe (w moim przypadku 10 minut) na dojazd. Rowniez okulary na rower to podstawa, gdzy jak wieje wiatr albo pada snieg/deszcz to nic nie widac.

    Wszyscy sie pracy dziwia - dlaczego nie jezdze samochodem do pracy. Ale tak jak napisal Minimalista - rower to zabawa i zdrowie. Przynajmniej jak juz przyjezdzam do pracy to jestem obudzony i gotowy zaiwaniac kolejne 12 godzin. Powietrze, troche wysilku i radosc z jazdy sa niezastapione.

    Tak wiec polecam rower kazdemu! Starszy, mlodszy, kobieta lub facet. Czy pracujesz w biurze, fabryce czy hotelu wsiadaj na rower i zaiwaniaj do celu!


    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja myślę, że ten artykuł akurat przeczy idei. Miała być prostota życia, a zwykłe udanie się do pracy przy użyciu chociażby zbiorkomu okazuje się dużo prostsze niż rower i jest dużo mniej ryzykowne dla zdrowia. A przecież ono musi być najważniejsze. Są pewne koszty życia w cywilizacji które zwyczajnie warto jest ponieść. Rozumiem że ostatni akapit ma być pewnym wentylem bezpieczeństwa, ale zbyt wiele jest minusów wpływających bezpośrednio na zdrowie, by móc uznać pomysł za realną alternatywę. Nawet samochód, z pognieconą blachą w wyniku poślizgu jest mniejszą stratą niż złamanie nogi z powodu oszczędności. W końcu zdrowie jest wartością nieprzeliczalną, a czas wyłączenia z pracy czy wręcz leczenie się po "dziurach w planie oszczędzania za pomocą roweru" też ma swoje wymierne koszty finansowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak... ale to jest blog o "prostocie, oszczędzaniu i zdrowiu". Nie mozna zakladac, ze jak sie jezdzi rowerem do pracy to odrazu bedziemy lamac nogi.

      Chodzi tu raczej o zaoszczedzenie pieniedzy, prostote sama w sobie jaka jest jazda rowerem i przede wszystkim o zdrowie - bo ruch na swiezym powietrzu jest zdrowy.

      Usuń
  20. Według mnie warto wyróżnić trzy rodzaje tras do pracy:

    1.Takie, którymi gorzej jeździ się rowerem niż innymi środkami transportu.
    2.Takie, którymi lepiej jeździ się rowerem niż innymi środkami transportu niezależnie od pogody.
    3.Takie, którymi w zimie gorzej jeździ się rowerem niż innymi środkami transportu. Gorzej, bo np. szybciej robi się ciemno, trzeba jechać wolniej, dłużej się przebierać, itp.

    Zgadzam się z Tobą, jeśli chodzi o punkt trzeci :)

    Zgadzam się też, że trzeba rozważyć ryzyko złamania nogi. Złamana noga to żadne oszczędzanie :)

    OdpowiedzUsuń
  21. 2013 to pierwsza zima ,gdzie jeżdżę rowerem , wcześniej jeździłem od 2 sezonów tylko w wiosenno-letnio-jesienny sezon , teraz zima , nic strasznego , odpuszczam tylko gdy jest błoto ,śnieg zalega i pada deszcz nie widzę wtedy tej przyjemności z jady rowerem(wybieram wtedy komunikację auto dalej w domu ) ale oczywiście da radę w takich warunkach jeździć, jedyne co mam słabe to opony , mam je całoroczne czyli letnie slicki po lodzie bardzo pomału przejadę ale tak jak piszę może być -10 byle by było sucho i faktycznie jak się tak zostawi na dłużej auto w domu i pośmiga rowerem to mamy inny obraz rzeczywistości , da się i jest taniej a przede wszystkim zdrowiej :) , polecam wszystkim bicykla

    OdpowiedzUsuń