Wakacje na rowerze

Byłem kiedyś na wakacjach, podczas których podróżowałem rowerem wraz ze znajomymi po Słowacji, Austrii i Czechach. Nocowaliśmy głównie pod namiotami na łonie natury, gościnnie w ogródkach ludzi w małych miejscowościach lub w schroniskach młodzieżowych. Były to minimalistyczne wakacje, ale bogate we wrażenia.

Nie trzeba dużej ilości pieniędzy, by mieć udane wakacje. Duże wydatki, drogie hotele, kluby i restauracje, wynajmowany samochód, przelot samolotem, muzea, itp. nie gwarantują wcale zadowolenia z wyjazdu. To nie pieniądze są decydujące.

Dużo ważniejsze jest pozytywne nastawienie, otwartość na nieoczekiwane i nieznane oraz zamiłowanie do obserwacji. Duży wpływ mogą też mieć odpowiedni ludzie, z którymi jedziemy i których spotykamy.

Czy wygoda jest aż tak istotna? Mam wrażenie, że niewygody denerwują przede wszystkim wtedy, gdy się ich nie akceptuje. Można się dobrze czuć śpiąc w namiocie i myjąc się w zimnej wodzie. Jazda w deszczu zaś wcale nie musi przeszkadzać, jeśli się do tego odpowiednio podejdzie.

Jazda na rowerze, zwłaszcza przez cały dzień, często pod górkę, to duży wysiłek. Czy takie wakacje mogą być udane? W życiu nie da się uniknąć trudu i cierpienia. Można próbować od tego uciekać, np. wszędzie jeździć samochodem, by było jak najwygodniej. Nieprzyjemne doznania jednak i tak powrócą: na przykład w formie rozleniwienia, gorszego samopoczucia czy nadwagi od małej ilości ruchu. Trud jazdy na rowerze zaś zwraca się w słodkich chwilach wypoczynku, w zadowoleniu płynącym z endorfin wydzielanych przez organizm, w dobrej formie fizycznej i w łatwym zasypianiu.

Tempo jazdy rowerem jest odpowiednie do zwiedzania i oglądania mijanych krajobrazów i miasteczek. Rowerem jedzie się na tyle szybko, by dużo zobaczyć i na tyle wolno, by doceniać szczegóły. Można też jeździć nim zarówno ulicami jak i chodnikami.

Zdarzało mi się wynajmować samochód na wakacjach. Uważam, że pod wieloma względami jest gorszy do zwiedzania niż rower, zwłaszcza gdy się dużo jeździ od miejsca do miejsca, myśli o prowadzeniu, oddycha powietrzem za szybą, nie czuje tego wiatru, słońca czy zapachów. Szybka jazda powoduje, że nie zauważa się wiele szczegółów. Zwiedza się w dużym stopniu świat reguł ruchu drogowego, a w mniejszym mijane okolice.

Wakacje rowerem są bardzo ekologiczne. Nie wydziela się spalin, szkodliwych cząsteczek PM10, nie emituje się hałasu.

Rowerem można bardzo dużo zwiedzić. Znajomi, z którymi byłem zobaczyli w ten sposób dużą część Europy. Są tacy, co na rowerze przejechali wzdłuż czy wszerz całe kontynenty. Kazimierz Nowak przejechał Afrykę od północy po południe i z powrotem, używając w dużej mierze roweru jako środka lokomocji (1). Autor bloga http://www.downtheroad.org objechał w ten sposób sporą część wszystkich kontynentów na świecie.

Na rowerze można więc dużo zobaczyć, niewiele przy tym wydając. W ten sposób można szybciej spłacić swoje długi, unikać pogorszenia się stanu finansów. Trzymać się dalej od błędnego koła ciągłych wydatków i długich godzin pracy.

Wakacje na rowerze od strony praktycznej

Nie zamierzam tu wyczerpać tematu, podam tu tylko kilka przemyśleń.

Zaznaczę, że z małymi dziećmi najprawdopodobniej nie jechałbym na żadne wakacje rowerowe.

Nastawiając się na spanie w namiocie, można zwiedzać nawet duże miasta, tylko trzeba je opuszczać dostatecznie wcześnie, by rozbić namiot gdzieś poza nimi, zanim jeszcze zrobi się ciemno.

Lepiej przed wyjazdem zadbać o swoją kondycję fizyczną (zobacz Dojeżdżać rowerem do miejsca pracy), inaczej podróż będzie męką. Powinno się raczej dobrać kondycyjnie w grupie, by razem pokonywać podobne dystanse. Planując trasę warto sprawdzić, jak górzysty jest teren. Jeśli tak, to dla początkujących może to być bardzo ciężkie. Zawsze jednak można na strome górki wchodzić, zamiast wjeżdżać.

Uważam, że zdecydowanie lepiej wybierać lokalne, mało ruchliwe drogi. Podróżowanie w ten sposób jest może wolniejsze, ale za to ciekawsze. Nie jest przyjemna jazda ruchliwą ulicą, gdzie są hałas i spaliny. Dlatego też warto mieć dostęp do dobrym map.

Czasem jednak nie uniknie się jazdy razem z samochodami. Jak każdy użytkownik dróg, rowerzysta jest narażony na wypadki. Nie można zapewnić sobie całkowitego bezpieczeństwa, ale warto mieć lusterko (które swoją drogą redukuje stres, bo wiemy co się za nami dzieje), odblaskowe elementy na rowerze i ubraniu, sprawne światła oraz kask. Znam kogoś, kto podczas wypadku rozwalił sobie całkowicie kask. Co by było, gdyby go nie miał?

Warto zrobić przegląd przed wyjazdem, by rower był w 100% sprawny. Siodełko powinno być bardzo wygodne. Dobrze jest mieć błotniki, zapasowe dętki, łatki, klucze do roweru.

Rzeczy osobiste można zapakować do sakw, do koszyczka z przodu oraz przymocować linkami na bagażnik z tyłu. Do spania przydaje się śpiwór.

Mogą się przydać okulary przeciwsłoneczne, wodoodporne ubranie, rękawiczki rowerowe i podręczna apteczka. Niektórzy biorą ze sobą filtr do wody i odstraszacz psów.

Wyjazd najlepiej przeprowadzić w grupie. Samotny rowerzysta, gdy np. wejdzie do sklepu, to może stracić rower zostawiony na zewnątrz. W towarzystwie poza tym może być weselej i można sobie wzajemnie pomagać.

Na co jeszcze warto uważać? By nie spalić skóry od słońca i by pić dużo wody.

Przypisy:
(1) Kazimierz Nowak, Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd (ale uwaga: po wielu latach podróży zmarł z wycieńczenia chorobami jakiś czas po powrocie – jak widać nie zawsze jazda rowerem się dobrze kończy)

Warto zobaczyć: 
http://tofalaria.blogspot.com/2010/05/podlasie-odcinek-1.html - ciekawa opowieść o podróży rowerami po Podlasiu (7 odcinków)
http://pasjavspraca.com/2011/03/09/minimalizm/ - autor wspomina o podróży rowerowej po włoskich Alpach, warto kliknąć w załączony film: http://vimeo.com/19215064
http://www.downtheroad.org/imagesBBB/mnewap.jpg – oto jak dużo można zobaczyć na rowerze (strona główna http://www.downtheroad.org)

20 komentarzy:

  1. artur xxxxxx9 lipca 2011 16:07

    Podzielam punkt widzenia, choć osobiście z rodziną spędzam wakacje mniej ekstremalnie - rowery wożę kamperem. Po zaparkowaniu staram się nie ruszać już samochodu, od lokalnych wycieczek jest albo komunikacja publiczna (raczej tylko na zachodzie Europy) albo rower. Jestem też żeglarzem, kiedyś brałem 2 składaki na pokład, była to przyjemna odskocznia od przebywania godzinami na wodzie.
    P.S. Nie mogę zrozumieć ludzi, którzy spędzają wolny czas na wykupionych wycieczkach. Wpierw lecą klimatyzowanym samolotem, później do klimatyzowanego hotelu jadą klimatyzowanym autobusem. A wszystko po to, by wkupie przejść się po kilku zabytkach, siedzieć na plaży i się obżerać. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. artur xxxxxx9 lipca 2011 16:09

    "Jestem też żeglarzem, kiedyś brałem 2 składaki na pokład, była to przyjemna odskocznia od przebywania godzinami na wodzie."
    Trochę dziwnie mi to wyszło. :) Miałem na myśli, że po dniu spędzonym na mazurskich jeziorach, przyjemnie sobie zrobić przerwę i pojeździć leśnymi drogami.

    OdpowiedzUsuń
  3. Typ wakacji opisany w tym artykule zwykle nie jest zbyt dobrym pomysłem dla rodziny z dziećmi. Lepiej już robić tak jak wspominasz, żeby mieć jakąś bazę wypadową na krótsze wyjazdy rowerowe.

    OdpowiedzUsuń
  4. Lepszy rower niż leżenie plackiem na plaży ;) ja nie potrafię nic nie robić w wakacje, muszę się ruszać, a rower jest idealny i daje tyle radości. Przy okazji bardzo fajnie ze zwracasz uwagę na bezpieczeństwo!

    Mi się ostatnio spodobała bardzo rowerowa reklama HTC, kręcona w Warszawie:
    Warszawska reklama HTC
    Szkoda tylko że do miejsc, gdzie jeździli rowerzyści, nie ma normalnie wstępu. Ale cóż, to tylko reklama ;) mimo wszystko świetnie zrobiona i promująca jazdę na rowerze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Podróżowałem po Szwajcarii na rowerze, śpaliśmy na kampingach, wszystko wożąc w sakwach. Napotykaliśmy bardzo dużo rodzin z małymi dziećmi (no dobrze, nie niemowlakami) przewożonymi w przyczepkach. Aktualnie z żoną oczekujemy dziecka i również planujemy zakupić taką przyczepkę (choć to ponoć w PL niezgodne z prawem).

    Podróżując rowerem można mieszkać również w hotelach i pensjonatach, albo wynajmować pokoje na miejscu. Praktycznie zawsze udaje się coś znaleźć. Nie trzeba na to wydawać fortuny. Jest dość prawdopodobne, że nocowanie z wynajmowanych pokojach jest bardziej zgodne z duchem minimalizmu - nie trzeba wozić tej masy sprzętu, który przydaje się nam tylko przez kilka dni w roku ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Co do dzieci w przyczypce, to myślałem trochę o tym. Mam pewne wątpliwości odnośnie wstrząsów podczas jazdy. Gdy jest nierówny teren, to ja mogę jechać w pozycji stojącej na rowerze i wszystko się świetnie amortyzuje. Dziecko tego nie zrobi i będzie latało w przyczepce. Małe dzieci mają jeszcze wrażliwe główki, pytanie czy im to nie zaszkodzi? Może starszym dzieciom to nie szkodzi, pytanie jaka jest ta granica wieku?

    Jeśli drogi są bardzo dobre, to tego problemu prawdopodobnie nie będzie. Nie wiemy jednak, czy droga po której jedziemy będzie równa.

    Co do drugiego akapitu: rzeczywiście, nie jest jasne, co jest bardziej minimalistyczne - czy spanie tanio lub za darmo w namiotach, ale wożenie ze sobą większej liczby rzeczy (jeśli nie uda się ich pożyczyć, to przecież trzeba by je kupić i trzymać w mieszkaniu), czy też spanie w płatnych wynajmowanych pokojach, ale za to jeżdżenie z mniejszym ładunkiem :) Ta druga opcja może w wielu przypadkach faktycznie być bardziej minimalistyczna.

    OdpowiedzUsuń
  7. wożenie dziecka w przyczepce to bardzo zły pomysł, także ze względów bezpieczeństwa

    niestety na dalsze wojaże trzeba kupić kombi i na kilka lat polubić motoryzację

    potem, jak dzieciak podrośnie, siodełko do roweru

    OdpowiedzUsuń
  8. Dla bardzo małych dzieci, wożenie ich w przyczepce rowerowej może wywołać syndrom potrząsanego dziecka. Powoduje to często nieodwracalne szkody w mózgu. Ponieważ jestem z natury dość ostrożny, więc wolę założyć, że granica wieku jest wyżej, niż jak to się podaje oficjalnie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Henryk: "nie jest jasne, co jest bardziej minimalistyczne - czy spanie tanio lub za darmo w namiotach, ale (...), czy też spanie w płatnych wynajmowanych pokojach, ale (...) Ta druga opcja może w wielu przypadkach faktycznie być bardziej minimalistyczna. "

    Pieniądz jest bardzo płynnym towarem, łatwo go zamienić na inny towar/usługę, np. nocleg. Dzięki niemu możliwy jest podział pracy i magazynowanie efektów pracy.

    Ekstremalny minimalizm: mnóstwo kasy na koncie i brak przedmiotów (ciągły wynajem i zlecanie wszystkiego)? :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy: takie podejście jest pod wieloma względami atrakcyjne. Wynajmować mieszkania i zmieniać je przy każdej zmianie pracy, tak by mieć blisko. By móc podjąć pracę w dowolnym miejscu na ziemi. By nie martwić się remontami. By nie mieć kredytu. Zamawianie taksówek i wynajem samochodów, by nie przejmować się naprawami, zmianą opon, itp. oraz by oszczędzać pieniądze, jeśli rzadko się potrzebuje przejazdu samochodem. "Wynajmować" jak najczęśniej przejazd autobusami, tramwajami i pociągami. Książki czytać z bibliotek. Jak najwięcej przedmiotów pożyczać lub wynajmować: namiot, sakwy, itp. W końcu jeśli się tego potrzebuje 2 tygodnie w roku, to po co trzymać cały rok? Ktoś inny może z tego korzystać i dzielić z nami koszty. A przy tym nie musimy zagracać sobie mieszkania i utrudniać sobie przeprowadzek pomiędzy kolejnymi wynajmowanymi mieszkaniami. Trochę przedmiotów na własność jest jednak wygodna, choć nie trzeba mieć ich dużo. Niektórym udaje się mieć ich mniej niż 100. Oczywiście, nie każdemu takie podejście odpowiada, niektórym może być lepiej z większą liczbą rzeczy, mieszkaniem na własność, itp. To jest indywidualna sprawa, co dla kogo będzie lepsze.

    OdpowiedzUsuń
  11. takie podejście praktykowałem za studenta - i nie jest to do końca wygodne

    lepszy jest jakiś złoty środek

    no i taki drobny argument za samochodem - ponieważ mój samochód jest duży - de facto służy jako kolejny "pokój" w domu - czasem człowiek chce mieć takie WŁASNE miejsce, gdzie sobie usiądzie, wyciszy się (albo odwrotnie, muzyka na full), oddzieli od otoczenia, itp.

    PS. Henryk, czy mogę zacytować twój powyższy komentarz w poście na blogu?

    OdpowiedzUsuń
  12. Na początku proszę o wybaczenie, ale nie znalazłam innej formy kontaktu z Tobą.

    Z tej strony Wasp (z blogu minimalistka o życiu).Wpadłam na pomysł, aby stworzyć na swoim blogu cykl wpisów, którego roboczy tytuł brzmi: Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z minimalizmem? Jak ta filozofia zmieniła Twoja życie? Pragnę poprosić o parę słów na ten temat bloggerów-minimalistów. Będzie mi bardzo miło, jeśli zechcesz podzielić się swoimi przemyśleniami na ww. temat.
    Pozdrawiam i życzę miłego dnia,
    Wasp

    OdpowiedzUsuń
  13. Moja przygoda z minimalizmem rozpoczęła się od rypnięcia się jako takiej życiowej stabilizacji w czasie studiów i konieczności częstych przeprowadzek potem.

    Maksymalna mobilność, przy maksymalnej wygodzie.

    Minimalizm stał się wymuszony, ale potem zaczął mi się autentycznie podobać.

    Następnie konieczność, życia w małej klitce w bloku.

    To po prostu wygodne, praktyczne, przyjemne.

    OdpowiedzUsuń
  14. RO: tak, możesz zacytować. Jasne, że takie podejście nie zawsze jest wygodne. To jest tylko pomysł na styl życia, który ma zarówno wady jak i zalety i nie każdemu odpowiada.

    Wasp: to ciekawy pomysł, napiszę Ci wkrótce maila.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jazda z sakwami rowerem jest super, mam nadzieję, że uda mi się i w tym roku wyrwać choć na kilka dni. Rok temu w kwietniu jeździłam z kolegą po Podlasiu, to jeden z najfantastyczniejszych i w sumie łatwych technicznie regionów na taki wyjazd (płasko, sporo dobrych ubitych szutrówek, mały ruch na drogach). Polecam!
    Aż mi się zatęskniło :) http://tofalaria.blogspot.com/2010/05/podlasie-odcinek-1.html

    OdpowiedzUsuń
  16. Przeczytałem, brzmi zachęcająco :). Podlinkowałem to do mojego artykułu na koniec.

    OdpowiedzUsuń
  17. Dzięki :) Cała przyjemność po mojej stronie. Skoro już tyle prywaty, to fotostory tutaj: https://picasaweb.google.com/Krolisek/PodlasieRowerowe2010
    a tutaj inne fotostory z wypady w Bieszczady z Sahibem:
    https://picasaweb.google.com/Krolisek/BieszczadyRowerowe2009#

    OdpowiedzUsuń
  18. Jeśli chodzi o pierwszą część wpisu to chyba jeszcze nie spotkałem się z tak dobrze ujętymi własnościami wyprawy rowerowej. Po prostu kwintesencja podróży rowerowych,świetnie przedstawiona.
    Druga cześć dotycząca aspektów praktycznych pozostawia wiele do życzenia i powiela mity rowerowe funkcjonujące w zbiorowej świadomości. Największy mit to jazda z dziećmi.. oczywiście jest to Twój osobisty pogląd, jednak dzieci w niczym nie przeszkadzają w ruszeniu na wyprawę rowerową. Jakiś czas temu czytałem o rodzinie, bodajże z gdańska, która z dwójką dzieci w wieku coś koło 3-6 ruszyła na roczną wyprawę. Osobiście planuję z żoną przyszłe wakacje z dzieckiem na jakieś małej wyprawie.

    OdpowiedzUsuń
  19. Witam, chętnie dowiem się o innych mitach w drugiej części. Krytyka mile widziana. A co do dzieci na rowerze – w Polsce są dosyć słabe drogi, małe dziecko będzie cały czas podskakiwało na wybojach. Czy znasz jakiegoś neurologa, który powie: to jest ok?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam neurologa, ale znam wiele przykładów dzieci, które "podskakiwały na wybojach" w przyczepkach i mają się świetnie, a dawno już do przyczepek się nie mieszczą :) Współczesne przyczepki mają bardzo dobre systemu amortyzacji :)

      Usuń