Życie bez posiadania samochodu

Fragment zdjęcia Bruna Takahashi (PD)
Znam wielu ludzi, którym samochód wydaje się naprawdę poprawiać jakość życia. Niektórzy potrzebują go do swojego biznesu, inni jeżdżą w miejsca, w które trudno jest dotrzeć inaczej. Jednak kupno samochodu nie zawsze oznacza zmianę na lepsze.


Samochód to nie zawsze oszczędność czasu

Pozornie dojazd wydaje się szybszy, ale czas tracony jest w inny sposób.

Chodzenie lub jeżdżenie na rowerze dostarcza organizmowi zdrowego i potrzebnego mu ruchu. Kierowca ma do wyboru: więcej czasu spędzać na ćwiczeniach albo gorzej się czuć, a nawet tyć.

Z samochodem co chwilę trzeba coś robić. Naprawiać, jeździć na przeglądy, wymieniać opony, tankować, jechać do myjni.

Samo kupno samochodu to dużo zachodu, a przecież kierowcy często zmieniają modele co kilka lat.

Dowiadywanie się o wielu sprawach technicznych związanych z samochodem również pochłania czas.

Zakup i utrzymanie samochodu bardzo dużo kosztuje. Bez samochodu niektórzy ludzie mogliby mniej pracować i w ten sposób oszczędzić mnóstwo czasu.

Czas zabiera też samo skupienie się na jeździe. W komunikacji publicznej bardzo poszerzyłem znajomość angielskiego, powtarzając słówka. Przeczytałem też mnóstwo książek (czytając w ten sposób warto zachować ostrożność, np. trzymając dobrze torbę, być świadomym tego co się dzieje wokół). W samochodzie można niby słuchać audiobooków, ale przecież jednocześnie trzeba być skupionym na jeździe.

Niektórzy mówią, że aby nie wyjść z wprawy w prowadzeniu, trzeba jeździć regularnie. Jak to? To samochód jest dla nas, czy my dla niego? Przecież on ma nam pomagać – dlaczego zatem nagle pojawiają się jakieś dziwne obowiązki względem niego?


Samochód dużo kosztuje

Jest bardzo dużo opłat: ubezpieczenia, benzyna, oleje, liczne naprawy, mandaty (zdarzają się tylu ludziom!), myjnie, miejsce postojowe, opłaty za parkowanie, ciągła utrata wartości, wymiana opon. Wielokrotnie słyszałem historie „zepsuł mi się samochód, zapłaciłem dwa tysiące w warsztacie”. Do tego im samochód starszy, tym częściej się psuje, więc często kierowcy zmieniają model co kilka, kilkanaście lat. Kolejny wielki wydatek.

Samochód może przyczynić się do znacznego zwiększenia kosztów kredytu mieszkaniowego. Warto policzyć w kalkulatorze kredytowym o ile szybciej można spłacić dług bez samochodu. Czasami z 30 tysięcy robi się ponad sto tysięcy za odsetki kredytu mieszkaniowego i nawet dziesięć lat różnicy w okresie spłaty. To jest oczywiście kwestia indywidualna, ale czasem wychodzi aż tyle.

Samochód jest inwestycją tylko wtedy, gdy pomaga nam zarabiać. Jeśli nie, to nie kupując go możemy zwiększyć naszą finansową niezależność.


Samochody nie są bezpieczne

Co jest bezpieczniejsze? Transport publiczny, rower, czy samochód? To zależy od miejsca i od osobistej ostrożności.

Żaden środek transportu nie jest całkowicie bezpieczny. Ze statystyk policyjnych wynika, że w latach 1985 – 2008 było milion i sto sześćdziesiąt tysięcy wypadków (1). Z tego milion czterysta tysięcy rannych. Prawie co trzydziesty Polak był ranny w wypadku. To tak, jakby w statystycznej klasie szkolnej była taka jedna osoba. Sto czterdzieści pięć tysięcy zabitych! Prawie jedna osoba na trzysta. I to wszystko tylko za lata 1985-2008!

Nic dziwnego. Wielu ludzi jeździ niebezpiecznie. Zdarzają się nawet takie patologie jak wyprzedzanie na trzeciego czy wyprzedzanie na ciągłej. Nieustanną plagą są pijani kierowcy. I co z tego, że sami jeździmy ostrożnie?

A jak wygląda statystyka bezpieczeństwa wśród pieszych lub w transporcie publicznym? W roku 2010, policja zanotowała 11 tysięcy spraw związanych z bójką lub pobiciem (2). Przestępstw rozbójniczych było 15 tysięcy. A jeśli chodzi o wypadki samochodowe, to w tym samym roku było ich 38 tysięcy (3)! W 2010 wszczęto 702 postępowania związane z popełnieniem, bądź usiłowaniem zabójstwa. A w tym okresie zginęło około cztery i pół tysiąca osób w wypadkach! Może są pewne niebezpieczne miasta, dzielnice lub miejsca (w których samochód jest wręcz wskazany), ale ogólnie jest więcej wypadków niż pobić. Więcej ludzi umiera od wypadków, a nie od zabójstw.

Warto też przeczytać rady policji o tym, jak uniknąć ulicznego napadu.

Wróćmy jeszcze do tych 38 tysięcy wypadków samochodowych. Można zauważyć, że 10 tysięcy z nich to najechania na pieszego (3). Ciągle jednak więcej wypadków związanych jest z prowadzeniem, a nie z chodzeniem. Poza tym kierowcy też co jakiś czas są pieszymi. Dla siebie zaś warto wyciągnąć wniosek, że będąc pieszym trzeba być uważnym na drogach i przy drogach. Zachowywać szczególną ostrożność, nawet tam, gdzie jest przejście dla pieszych lub gdzie mamy zielone światło.

Nie jest prawdą, że rowerem jest mniej bezpiecznie niż samochodem, ponieważ w długim terminie kierowcy znacznie częściej zapadają na choroby cywilizacyjne i od nich umierają. Częsty wysiłek na rowerze chroni przed wieloma z nich. Ten fakt opublikowała Światowa Organizacja Zdrowia (4). A swoją drogą, bezpieczeństwo na rowerze można zwiększać czytając o nim.

Sam kierowca może niechcący zabić pieszego albo spowodować wypadek, w którym będą ranni. Jakie okropne wyrzuty sumienia gnębią potem sprawców, czasem nawet wiele lat. Jeśli nie prowadzimy, to nam to nie grozi.


Coraz gorsza jakość samochodów

Jakość samochodów się obniża. Mówi się, że samochody konstruuje się tak, by były awaryjne. Bo wtedy ludzie częściej kupują nowe lub robią naprawy w autoryzowanych serwisach. Czyli kupno samochodu to taki dłuższy wynajem.


Spacery

Steve Jobs, były prezes Apple, codziennie chodził na długie spacery, by rozmyślać, planować, wymyślać. Ile wspaniałych pomysłów wpadło mu wtedy do głowy! Przydało mu się to do prowadzenia jednej z większych firm na świecie.

A spacer można świetnie połączyć z dotarciem do pracy i z powrotem, ewentualnie łącząc to z dojazdem komunikacją miejską.

Spacer zwykle jest przyjemny i relaksuje. Pozwala na większy kontakt z naturą i na głębsze przeżywanie pór roku. Nawet w mieście.

Pójście do sklepu, na przystanek, z dzieckiem do szkoły można traktować jak ruch dla zdrowia. Widziałem kiedyś artykuł „Chcesz być zdrowy - kup psa. Będziesz chodzić prawie pół godziny dziennie. Udowodnione naukowo”. Cóż, nie napisano, żeby rozważyć życie bez samochodu, bo firmy  motoryzacyjne dużo płacą za reklamy.

Faktycznie, badania naukowe pokazują duże zyski z regularnego chodzenia. Zmniejsza się ryzyko wielu chorób, w tym raka, cukrzycy, chorób serca, depresji. Jest też wiele innych korzyści zdrowotnych, np. wzmacnianie kości (5) (6) (7) (8).

Oczywiście, nie każda trasa jest bezpieczna i dogodna na spacer, ale wiele jest.


Zdrowie

Długotrwałe siedzenie jest niezdrowe. Czasami uważa się je nawet za „palenie XXI wieku”. Polecam w tej kwestii artykuł w New York Times (9). Jeżdżenie samochodem wydłuża jeszcze bardziej czas siedzenia.

Po kupnie samochodu kusi, by nim ciągle jeździć. Nawet na bliskie odległości. Wtedy traci się jeszcze więcej okazji do ruchu. A szkoda, bo dzięki chodzeniu łatwiej można utrzymać dobrą formę i wygląd, często zmniejszając ilość ćwiczeń do wykonania gdzie indziej.

Organizm człowieka potrzebuje witaminy D. Wytwarza się ona, gdy skóra jest wystawiona na słońce. Nie dzieje się tak, gdy promienie przechodzą przez szybę.

Zmartwienia i niewygody

Samochody to częste źródło stresu i zmartwień, poprzez korki, możliwość kradzieży, awarie i stłuczki i związane z nimi koszty, mandaty, tankowanie, mycie, ubezpieczenia, rejestracje, problemy z parkowaniem, wymianę oleju i duże opłaty w warsztatach samochodowych. Dochodzi niewygoda ciała, bo dostało mało ruchu. Co chwile coś się wydarza: a to ptak narobił na szybę, a tu siadł akumulator, a tu ktoś złośliwie porysował karoserię, itp. Ile razy słyszałem o nerwach powodowanych przez nieodpowiedzialność i agresję innych kierowców! W zimie trzeba samochody rozgrzewać, odśnieżać i zmieniać opony. A gdy jadę taksówką, to mogę korzystać z samochodu i nie martwić się o większość tych spraw! Filozofia „korzystaj, nie posiadaj” świetnie się tutaj sprawdza, pewnym mitem jest, że aby korzystać z samochodu, to trzeba go mieć.

Mitem też jest, że „samochód jest wygodny”. Czasami tak jest, a czasami nie. Podobnym mitem jest, że „samochód to niezależność”. Gdy chce się szybko wyjechać za miasto – to tak. Gdy trzeba ciągle za niego dużo płacić – to jest to pewna zależność (finansowa).


Mając dzieci, można nie mieć samochodu

Azja: z dwójką dzieci na rowerze
Gdy kobieta w ciąży spaceruje, to kołysanie pozytywnie wpływa na dziecko, m. in. na wykształcenie się błędnika. Sama matka potrzebuje trochę spokojnego ruchu w ciąży.

Na porodówkę można pojechać taksówką. Kobiecie mogą odejść wody w trakcie jazdy – warto więc zabezpieczyć siedzenie jakimś kocem.

Dzieciom poleca się być dwie godziny na powietrzu. W sam raz, by rodzice zaprowadzali ich do szkoły czy w inne miejsce bez samochodu (o ile trasa nie idzie wzdłuż ruchliwej ulicy oraz gdy nie jest zbyt zimno). Poza tym dzieci po spacerze lepiej śpią.

Przy podróży pociągiem, można wziąć torbę na kółkach. Jeśli wózek jest za duży, to zamiast niego może wystarczyć nosidło ergonomiczne. Ludzie w pociągu raczej są mili. W długiej podróży dziecku ciężko wysiedzieć w foteliku, a po pociągu może sobie pochodzić i pooglądać. Trzeba tylko uważać na pory, w których jeździ dużo ludzi. Muszę jednak powiedzieć, że PKP pozostawia sporo do życzenia: tłoki, spóźnienia, brud, ciasne wejścia, itp., więc taka podróż może czasami być nieprzyjemna. Ale często jest przyzwoicie.

Gdy transport publiczny nie wystarcza, to można jechać taksówką. Jest tutaj pewien problem z fotelikami dla dzieci. Jeden łatwo wziąć ze sobą, drugi już trudniej. Co prawda w taksówkach nie są one obowiązkowe, ale w fotelikach dzieci są bezpieczniejsze. Ciężko zaś jest zamówić taksówkę z fotelikiem lub fotelikami w wyposażeniu. Przez te foteliki niekoniecznie polecam te taksówki.


Środowisko

Większość samochodów jest spalinowa i emituje wiele szkodliwego pyłu, w tym np. PM10, przyczyniającego się m. in. do alergii, astmy, nowotworów, Alzheimera i chorób serca.

Podróżowanie samochodami jest bardzo nieefektywne energetycznie. Dla przewozu człowieka używa się pojazdu ważącego wiele razy więcej!


Hałas

Hałas samochodów jest niemałym powodem niezdrowego stresu u ludzi (do hałasu ciało nie może się przyzwyczaić!). Głównie chodzi o ryk silników, ale też o przypadkowo włączające się alarmy. Coraz więcej jest też ubytków słuchu w społeczeństwie.

Alternatywa do kupna samochodu

W miastach często można dogodnie przemieszczać się komunikacją miejską, taksówkami, rowerem, pieszo, a nawet rolkami i hulajnogą. Czasem można łączyć kilka środków transportu. Dalsze podróże można odbywać pociągiem, samolotem, wypożyczonym samochodem.

Źródło: Wikipedia (PD)
W wielu miejscach można dogodnie dojeżdżać rowerem. Wiosną i latem jest bardzo przyjemnie, ale można też jesienią, w deszczu, choć może już niekoniecznie zimą. Jest to zwykle kwestia odpowiedniego stroju i poczytania o tym.

Wynajem samochodu staje się coraz popularniejszy, zwłaszcza do wycieczek w teren. Teoretycznie jest to świetna opcja, w praktyce mam tutaj niestety trochę zastrzeżeń. Gdy jest ładna pogoda, to jest dużo chętnych na wynajem i może po prostu brakować dostępnych pojazdów. Trzeba być ostrożnym przy czytaniu umowy. Niektóre zapiski mi się nie podobają, np. „auto trzeba parkować na parkingu strzeżonym”. To co – w lesie już nie można się zatrzymać? Niby ubezpieczyciel pokrywa koszty w wypadku kradzieży, ale pod warunkiem okazania kluczyków do samochodu. A co, jeśli ukradną nam też kluczyki? Trzeba być świadomym, jakie koszty będziemy musieli ponieść w różnych przypadkach. Zatem, lepiej nie pożyczać drogich samochodów. Oczywiście, przy kupnie własnego auta mogą występować podobne problemy. Poza tym, jazda samochodem jest tak czy owak zawsze trochę ryzykowna. Kradzież to nie jedyne zagrożenie.

W przypadkach, gdy trzeba nagle pojechać do lekarza, zrobić większe zakupy można skorzystać z taksówek, często wychodzi i tak taniej. Same zakupy można też zamawiać przez internet.

Przewóz towarów czasem może być opłacalny za pośrednictwem DHL, UPS lub innej tego typu firmy.

Naturalnie, przy życiu bez samochodu ważny jest wybór miejsca zamieszkania.

Na zachodzie Europy coraz powszechniejsze jest rezygnowanie z samochodu. W Amsterdamie jest mnóstwo rowerzystów, w Szwajcarii nawet niektórzy dyrektorzy jeżdżą tramwajami. Ludzie powoli dostrzegają, że życie bez samochodu potrafi być lepsze [Uwaga: "Artur xxxxxx" napisał trafne zastrzeżenia do tego akapitu w komentarzach].

Niemniej jednak na koniec zaznaczam, że to i tak indywidualna sprawa. Dla niektórych lepsze jest życie z samochodem, dla innych bez. Niektórym samochód będzie się przydawał na wycieczki za miasto, ale już nie do poruszania się po mieście. Rzecz w tym, żeby nie słuchać się innych, że „trzeba mieć samochód”, tylko dokładnie zbadać swoje potrzeby.



Przypisy:

(1) Policja.pl, Wypadki drogowe w latach 1985 – 2008http://www.policja.pl/portal/pol/8/160/Wypadki_drogowe_w_latach_1985__2008.html

(2) Policja.pl, Stan bezpieczeństwa w Polsce w 2010 rokuhttp://www.policja.pl/portal/pol/1/61722/Stan_bezpieczenstwa_w_Polsce_w_2010_roku.html

(3) Policja.pl, Wypadki drogowe w Polsce w 2010 rokuhttp://dlakierowcow.policja.pl/download/15/71023/KSP2010_calosc_lekka.pdf

(4) Światowa Organizacja Zdrowia, A physically active life through everyday transporthttp://www.euro.who.int/document/e75662.pdf, strona 9

(5) Lee IM, Buchner DM, The importance of walking to public health, http://europepmc.org/abstract/MED/18562968

(6) James M. Rippe, MD; Ann Ward, PhD; John P. Porcari, MS; Patty S. Freedson, PhD, Walking for Health and Fitnesshttp://jama.jamanetwork.com/article.aspx?articleid=371908

(7) Eleanor M. Simonsick PhD, Jack M. Guralnik MD, PhD, Stefano Volpato MD, MPH, Jennifer Balfour PhD, Linda P. Fried MD, MPH, Just Get Out the Door! Importance of Walking Outside the Home for Maintaining Mobility: Findings from the Women's Health and Aging Studyhttp://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1111/j.1532-5415.2005.53103.x/abstract

(8) Morris JN, Hardman AE, Walking to healthhttp://europepmc.org/abstract/MED/9181668

(9) http://www.nytimes.com/2011/04/17/magazine/mag-17sitting-t.html?_r=0


75 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy wpis, mogę się pod nim podpisać. Sam nie posiadam samochodu, chociaż mieszkam ponad dwa kilometry za miastem i dojeżdżam tam rowerem jeśli mam potrzebę. Do pracy mam pewnie też coś około tego. Początkowo do pracy jeździłem autobusem, ale od kilku miesięcy zacząłem chodzić pieszo i okazał się to fantastycznym pomysłem. Pracę mam w siedzącą, w biurze i zwykłem spacerować ok 1 godz. dziennie z tego powodu - już nie muszę, oszczędzam ok 150 pln na biletach miesięcznie, straciłem na wadze, lepiej się czuję, mam czas aby pomyśleć, podziwiać przyrodę. Jedyny minus to czasem pogoda, ale to kwestia właściwego ubrania i po prostu przyzwyczajenia. Nawet gdybym miał samochód, to teraz używałbym go tylko w jakiś nagłych przypadkach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystko takie oczywiste, a ciągle do wielu ludzi to nie dociera. Świetne podsumowanie, proste i logiczne.

    Zawsze irytował mnie argument koronny za posiadaniem samochodu - dzieci. Ile razy to już słyszałem, że przecież dziecko "trzeba", "ono musi", "jak inaczej". Zawsze odpowiadałem znajomym - czy wy jeździliście do przedszkola samochodem? Wywoływało to zazwyczaj krótką konsternację i odpowiedź "oj, teraz mamy inne czasy, się jeździ. Będziesz mieć dzieci to zobaczysz."

    No i teraz się już tych dzieci (dziecka ;)) dorobiłem, samochodu nie i nie czuję potrzeby ;)

    Z tekstu nie zrozumiałem co masz na myśli pisząc: "A swoją drogą, bezpieczeństwo na rowerze można zwiększać czytając o nim." Możesz rozwinąć? O czym trzeba czytać, żeby zwiększyć swoje bezpieczeństwo?

    Pozdrawiam
    Dzietny i bezsamochodowy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem, nie wiem :), przy dzieciakach auto to dobra sprawa, do przedszkola mamy daleko, dobrodusznej babci która mogłaby poświęcić codziennie godzinę w jedna i druga stronę nie mamy, komunikacja miejska słaba, poza tym dziecko chorowite. Ale to dla każdego kwestia indywidualna. Nam auto się przydaje właśnie ze względu na dzieci - ułatwia wiele spraw.

      Usuń
    2. Elovelo: chodziło mi na przykład o szukanie wielu artykułów w sieci po hasłach „bezpieczeństwo na rowerze”, „bicycle safety”.

      Usuń
  3. Wpis ciekawy a spostrzeżenia trafne, ale dotyczą raczej życia w mieście, poza miastami niestety bez samochodu nie da rady. Mało autobusów i zwykle daleko do pracy, więc jakieś toczydełko w rodzinie być musi. Co do kosztów posiadania samochodu zgadzam się na 100% - masakra!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W miastach jest często łatwiej, to prawda.

      Usuń
  4. Autem można odwiedzić wiele miejsc do których ciężko dojechać pociągiem czy pksem- myślę to o wakacjach, np w północnej Polsce. Pod tym względem auto jawi mi się jako bramy do wolności...
    Ponadto w dzisiejszych czasach prawo jazdy jest wymagane, jednakże żeby dobrze jeździć nie wystarczy zdać egzamin. Trzeba na czymś poćwiczyć.

    Koszty owszem, są, ale wyjazdy na wakacje są już sporo tańsze.

    OdpowiedzUsuń
  5. jak dla mnie to napisałeś masę bzdur. aktualnie jezdze paliwożernym lanosem i wykorzystuję go do okazjonalnych wyjazdów, tak trochę ponad 100 km raz na miesiąc. bez samochodu musiałbym wracać w niedziele w środku dnia bo nie miałbym możliwości powrotu wieczorem bez spędzenia 1,5 godziny przy przesiadce z pks na pkp. do pracy chodzę teraz pieszo ale jak pada deszcze zawsze mogę wskoczyć do samochodu. przy takim korzystaniu z samochodu wystarcza mi stary samochód który rocznie traci kilkaset zl na wartości, przez 3 lata nie miałem żadnej awarii, rocznie place jakieś 400-500 zl ubezpieczenia razem z nw, raz w roku robi się przegląd, samochód myje kilka razy w roku, a przez 12 lat mial raz zmieniane opony, raz zmieniany akumulator, raz zmieniany tlumik, no jeszcze raz rozrząd był zmieniony, mało jeżdżę wiec olej wymieniam co 1,5 - 2 lat. po co produkować samochody, które wytrzymają 30 lat jak 10 lat w motoryzacji to przepaść, to co teraz jest standardem w najtańszych samochodach 10 lat temu było opcją w tych droższych. tankuje co dwa miesiące, czyli dwa wyjazdy na weekend te 100 paręnaście km i w wyjątkowych sytuacjach do pracy. zanieczyszczenie powietrza jest niczym w porównaniu do smrodu z kominów na wioskach gdzie sie zimą pali w tzw śmieciuchach. jaki halas przy wzglednie nowym samochodzie? jaki alarm? w pociagu tak fajnie? ja juz jezdziłem z pijakami, którym wyleciała butelka wódki i sie kulala po wagonie albo z masą przygłupów, którzy z każdej strony puszczają swoje umta umta, w komunikacji miejskiej jest ta sama dzicz. jeszcze w samochodzie raz byly wymienione klocki hamulcowe, jak na 12 lat to chyba nie tak dużo roboty?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Grzegorzu, chyba nikt nie ma ochoty jeździć w komunikacji miejskiej z pijakami. Rozumiem też, że samochód dużo może umożliwić: na przykład dogodne powroty w niedziele w miejscach, w których są słabe połączenia PKS i PKP. 3 lata bez awarii to sporo. Ogólnie wygląda na to, że samochód używany sporadycznie pozytywnie wpływa na Pana życie. Cóż, tak jak pisałem, niektórym jest lepiej z samochodem, a innym nie.

      Zgaduję, skąd się wzięły nasze odmienne poglądy na hałas, alarmy i spaliny. Ja mówiłem o gęstej zabudowie (bloki), zwłaszcza przy ruchliwych ulicach. Pan zaś mówił o rzadkiej zabudowie (domy). Faktycznie, tam gdzie są domki, alarmy raczej się nie włączają, spalin jest mało, za to problematyczne jest to, czym ludzie palą w kominkach.

      Dodam jeszcze co do pijaków, że niestety można ich spotkać nie tylko w pociągu. Zdarzają się też na drogach, za kierownicą.

      Usuń
    2. na co dzień mieszkam w centrum poznania więc wiem co to gęsta zabudowa. żeby nie było podoba mi się minimalizm i parę razy byłem na tym blogu ale ten wpis jest bardzo nieobiektywny a podane przykłady często skrajnie przesadzone. posiadanie samochodu zostało ujęte jako coś strasznego a jego posiadanie jest dobre tylko w wyjątkowych sytuacjach. dzisiaj deszczowa pogoda i samochodem pojechalem do pracy :) większość rzeczy ma wady i zalety tak jak np. laptop, który daje duże możliwości ale też marnuje dużo czasu. Żeby być obiektywnym trzeba się równomiernir zaangażować w wady i zalety a nie wady opisać na maksa a o zaletach wspomnieć.

      Usuń
    3. Przemyślałem kwestię obiektywności. Rozważam dopisanie do tego tekstu:
      1.O sporadycznym używaniu taniego samochodu.
      2.O wadach nieposiadania samochodu.
      3.O sytuacjach, w których posiadanie samochodu jest zaletą.

      Jak coś dodam, to jakoś oznaczę, co zostało dodane.

      Usuń
    4. Moim zdaniem posiadanie samochodu to same zalety z wyjątkiem kosztów. Pewnie uważasz, że komputer jest bardzo potrzebny a można o nim napisac to samo co o samochodzie. Kupujesz komputer..traci na wartości, zużywa energie, marnuje dużo czasu, psuje oczy i kręgosłup, traci się kondycję, tyje się, traci się kontakt z ludzmi ale dobrze wykorzystany jest bardzo przydatny i identyczna sytuacja jest z samochodem, to że się go posiada nie oznacza, że trzeba wszędzie nim jeździć, ja go mam i go używam jak mi jest potrzebny a jak nie jest potrzebny to żyje jakbym go nie miał. tak jest z wieloma rzeczami, trzeba wiedzieć jak i kiedy je wykorzystać a nie być od nich uzależnionym.

      Usuń
    5. Ciekawe porównanie z komputerem. Podam teraz moje porównanie. Wyobraźmy sobie kogoś, kto pije kawę okazjonalnie i mieszka w pobliżu wielu kawiarni. Czy opłaca mu się kupować ekspres do kawy? Niekoniecznie. Jednak gdy ta sama osoba zamieszka daleko od wszelkich kawiarni, to może uznać zakup ekspresu za opłacalny.

      Usuń
    6. z kawą to tak jak ze wzięciem taxi, niby pozbyliśmy się samochodu ale nadal jeździmy samochodem:)czy kupimy ekspres czy pojdziemy do kawiarni nadal pijemy kawe. cały czas bardziej pisaliśmy o próbie zastąpienia jednego pojazdu innym, czyli kawy np. herbatą. Kawa to dziwny przykład bo tak na prawdę nie jest do niczego potrzebna, mozna ją zastąpić herbata, sokiem itd. wszystkim się napijemy. natomiast przejście do komunikacji miejskiej wiąże się z różnymi problemami.

      Usuń
    7. A ja dodam coś na temat tego zaoszczędzonego niby czasu, który można wykorzystać na uczenie się w tramwaju. Mieszkam w dużym mieście żeby nie było. Dojazd do liceum i na studia tramwajem zajmował mi godzinę. Czyli godzina czytania/uczenia się czy czego tam. Dojazd samochodem zajmuje mi 15 minut. Czyli 45 minut na inne czynności. Tyle że o ile wydajniej się człowiek uczy kiedy nie musi pilnować torebki i może sobie siedzieć przy stole i robić jednocześnie notatki?

      Usuń
    8. Słyszałem już ten argument. Wydaje się dobry, ale ma też wady:
      1) wyjedzie się 45 min. później z domu (na czas)
      2) 4:1 w czasie na korzyść samochodu względem komunikacji miejskiej w szczycie nie jest typową relacją dla dużego miasta

      Usuń
  6. Od jakiegoś czasu czytam ten blog. Nie ze wszystkim trzeba się w 100% zgadzać, jak dla mnie jest tu taki powiew optymizmu i radości z życia że aż MIŁO. Opisy są tak przejrzyste i czytelne że drugie MIŁO. Moje myślenie jest ukierunkowane w podobną stronę i nadal będę tu b. chętnie zaglądać:)

    Dorota

    OdpowiedzUsuń
  7. Dla mnie wpis jak najbardziej na czasie - właśnie zadzwonił do mnie pan mechanik, któremu dałam samochód na przegląd i "zaśpiewał" i za naprawy równowartość 1/3 samochodu....
    A do pracy przyjechałam komunikacją miejską.
    Wygodnie, nawet ciepło...
    Nie jestem na tą chwilę gotowa zrezygnować z samochodu całkowicie. Ale chyba poważnie zastanowię się nad ograniczeniem częstotliwości użytkowania. Tak by w końcu nie był potrzebny i bym mogła się go pozbyć.
    Bez terapii szokowej.
    Dziękuję za inspirację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kiedyś dojeżdżałem do pracy na obrzeża Poznania... niecałe 10 km. Jeden tramwaj, drugi tramwaj, autobus i prawie kilometr pieszo. Na pierwszy tramwaj musiałem iść ponad godzinę przed rozpoczęciem pracy, samochodem wyjeżdżałem 30 minut przed rozpoczęciem pracy i miałem 10 minut zapasu. Do nowej pracy raz się wybrałem tramwajem... ok 1,5 km, poszedłem na tramwaj, który miał jechać ponad 30 minut przed rozpoczęciem pracy i w ogóle nie przyjechał, następny tramwaj przyjechał z dużym opóźnieniem i ledwo zdążyłem do pracy, pieszo byłbym szybciej....

      Usuń
    2. Popieram pomysł Aube tzn. pozbywanie się stopniowe samochodu. Zacznę od lata-będę jeździła rowerem do pracy. Potem może też bez terapii szokowej uda mi się pozbyć tej "skarbonki" :)

      Usuń
  8. W tym, co napisałeś, jest wiele trafnych spostrzeżeń i mam tylko jedną uwagę: warunkiem wygodnego życia bez samochodu jest sprawny transport publiczny. Mieszkam pod Warszawą i jak koszmar wspominam dwa lata, kiedy z dwójką dzieci (zresztą wcale już nie maluchów) musiałam dojeżdżać do specjalistycznej przychodni oddalonej od naszego domu o jakieś 10 km. Dojazd w jedną stronę, dwoma autobusami, zajmował półtorej godziny, a na taksówkę - też w jedną stronę - musiałabym wydać 60 zł. Takie są uroki komunikacji w strefie podmiejskiej. Że nie wspomnę już o wyjeździe na niedzielną wycieczkę gimnazjalistów - najpierw trzeba dowieźć ich do gimnazjum w naszym mieście powiatowym, a tu w niedzielę autobusy nie kursują, rowery zaś odpadają, gdyż wycieczka jest autokarowa... I tak proza życia pomiędzy wielkim miastem, średnim miasteczkiem oraz sporą wsią modyfikuje skądinąd bardzo słuszne założenia.
    Pozdrawiam
    Rubia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, bez sprawnego transportu publicznego jest ciężko. W wielu miejscach niestety go brakuje. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  9. Ideę minimalizmu zamierzam wprowadzić w życie swoje i synka, jestem do niej przekonana i zauważyłam, iż w całym moim życiu przejawiałam takowe "ciągoty" aczkolwiek dopiero ostatnio zostały one przeze mnie nazwane. Jednak życia bez samochodu sobie nie wyobrażam. Mam go od roku, wcześniej liczyłam na inne środki komunikacji. Przypominam sobie taką sytuację: siarczysta zima, moje dziecko ma dwa lata, oboje ubrani jak misie, ale i to nie pomaga. Czekamy na busa relacji W-wa - Płock. Bus nie nadjeżdża, czekamy nadal. W końcu wraz z innymi pasażerami wykonujemy telefon do firmy - bus nie przyjedzie bo z powodu warunków atmosferycznych rozkraczył się. Synek płacze bo mu zimno, mi zamarzają palce od nóg, obok synka stoi duża torba i fotelik samochodowy do zamontowania w busie. Nie mam siły, śnieg na nas pada. Busa o tej godzinie nie będzie, musimy czekać na następny... to tylko jedna z sytuacji. Było ich więcej. Kolejna sprawa-duże zakupy. Kiedy nie można się wesprzeć silnym mężczyzną z dużym plecakiem to nawet prozaiczne kupienie zgrzewki wody staje się problematyczne. itp itd. Odkąd mam samochód moje życie jest łatwiejsze, po prostu... O, i jeszcze mi się coś przypomniało. Spróbujcie przemieścić się gdzieś (z miasta do miasta) bez samochodu 25 grudnia... klapa... jesteśmy wtedy niewolnikami rozkładów jazdy, a właściwie ich braku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam i dziękuję za tę historię. W takich sytuacjach, gdy jest bardzo zimno, busy zawodzą, dziecko płacze, fizycznie jest ciężko, to naturalne jest, że człowiek ma tego dość i chce sobie pomóc. Na przykład samochodem.

      Usuń
  10. naszła mnie myśl... w minimalizmie trzeba zachować minimalizm, czyli zachować umiar w pozbywaniu się wszystkiego dookoła bo zamiast sobie poprawić to sobie pogorszymy i będziemy się cofać do jaskini. Pozbywajmy się rzeczy zbędnych a zostawmy te przydatne nawet jak ich utrzymanie kosztuje

    OdpowiedzUsuń
  11. Zgodzę się, że można przesadzić w dwie strony: mieć za dużo lub za mało. Złoty środek dla każdego jednak będzie inny. Ta sama rzecz może być dla jednego człowieka potrzebna, a dla innego nie.

    OdpowiedzUsuń
  12. zgadza się. podobnie można dyskutować o noszeniu ze sobą komórki, niby nie trzeba byc 24 godz w zasięgu ale dobrze wiedzieć, że w każdej chwili można sie skontaktować z kimś albo zadziałać w razie wypadku. tak samo jest z samochodem , można sobie bez niego radzić ale jak to wygląda ktoś opisał wcześniej. można nie mieć internetu ale jaka wygoda robić przelewy z domu albo taniej kupować rożne rzeczy np. z allegro. Nie róbmy z domu magazynu ale wykorzystujmy to co mamy.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zgadzam się z p. Grzesiem. Złoty środek to coś, co trzeba umieć znaleźć w każdej sprawie.

    Kiedyś (przez kilka lat) jeździłem do pracy komunikacją miejską i było to bardzo męczące i czasochłonne, bo pracowałem na peryferiach dużego miasta. Przy okazji zostałem raz okradziony w autobusie, a raz napadnięty w drodze do autobusu. Teraz jeżdżę samochodem i dojazd zajmuje mi 15 minut z ulubioną muzyką, w cieple i w dowolnym momencie (nie muszę się trzymać rozkładu jazdy). Oczywiście odbija się to na zdrowiu, więc nie można przesadzać i jechać samochodem po gazetę do kiosku. Ale pomijając pracę, zakupy itp., to w ciągu 2-3 lat posiadania samochodu zwiedziłem tyle ciekawych miejsc (gór, jezior, zamków itp.) w Polsce, ile nie zwiedziłem przez 10 lat bez samochodu! Samochód daje wolność, a trzeba pamiętać, że PKP i PKS to raczej likwiduje połączenia w "dzikie" rejony niż je uruchamia.

    Podobnie jest z posiadaniem rzeczy. Łatwo i dobrze jest być minimalistą, kiedy się jest studentem albo panną, czy kawalerem. Kiedy są dzieci (zwłaszcza kilka), to minimalizm też pomaga i uczy pewnych dobrych nawyków (np. oszczędności), ale nie w skrajnej formie. Ja nie potrzebuję np. sanek, pluszowego misia, kolejki elektrycznej, farb plakatowych, plasteliny i bajki o Uszatku, BO KIEDYŚ JUŻ JE MIAŁEM! Wiem, co to jest, skorzystałem, nacieszyłem się tym, i wiem (ale dopiero z perspektywy czasu i po głębokich przemyśleniach!), że nie będą mi już potrzebne. Ale czy to jest takie dobre, żeby z góry decydować, czym moje dziecko będzie się bawić w życiu, a czym nie? Niestety, póki co będą w moim mieszkaniu takie "śmieci" jak bibuła, plastelina, puste kartony do zabawy, bajki DVD, rolki, łyżwy, sanki, skakanka, itp. Ja już sobie wybrałem to, co lubię (powiedzmy, że kąpielówki i płetwy), a reszty się pozbyłem. Ale dzieci się ciągle rozwijają i nie wiadomo, co im się spodoba za rok, czy dwa. Mam więc jeszcze parę szaf do wyrzucenia, ale nie mogę ich wyrzucić ze względu na domowników...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym miejscu była reklama sklepu z rolkami, którą usunąłem (z tekstem: "nie trzeba mieć samochodu, można jeździć na rolkach"). Poniżej odniósł się do niej Adam.

      Usuń
    2. Jedną z przyczyn, dla których PKP i PKS (zwłaszcza!) likwidują połączenia jest to, że "przecież wszyscy teraz mają samochody" i autobus o 17:15 odjeżdża prawie pusty. A autobusem nikt nie jeździ, bo on się co chwilę zatrzymuje, muzy nie da się słuchać w spokoju, zapalić ani zrobić żonie porządnej awantury, w dodatku nie wiadomo, kto koło ciebie usiądzie. Samochodem lepiej. I jak z rozkładu znikają kolejne kursy, ludzie nawet nie protestują. Wzdychają najwyżej, że bez samochodu się nie da. Błędne koło.

      Usuń
  14. OK, nie neguję. Tylko mówię, że moja prywatna statystyka mówi: bez samochodu traciłem dużo czasu i miałem dwa razy poważne nieprzyjemności, a dzięki samochodowi mam więcej czasu dla siebie i odżyłem "turystycznie". Na rolkach, a nawet pociągiem, nie pojadę 150-200 km w góry w sobotę i nie wrócę tego samego dnia. Bo albo nie ma takiego pociągu, albo rozkład jazdy nie pozwoli. Samochodem - owszem! Wiele razy! Co nie znaczy, że samochód zastępuje mi nogi. Nie bawią mnie wyjazdy rodzinne do supermarketów - wolę piechotką do sklepu osiedlowego. Do urzędów w centrum też wolę komunikacją, bo akurat przystanki to są tam niemal pod drzwiami. Ale na weekend w góry, czy nad jezioro?

    Poza tym ktoś kiedyś napisał, że pogląd na samochód diametralnie się zmienia, kiedy np. trzeba wozić starego ojca na rehabilitację lub go regularnie odwiedzać (mając na głowie swoją rodzinę). Rolki i rower takiemu ojcu nie pomogą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Adamie, komentarz "nie trzeba mieć samochodu, można jeździć na rolkach", do którego się odniosłeś, był reklamą sklepu z rolkami. Usunąłem go.

      Usuń
  15. Adam,

    napady i kradzieże niestety w niejednym miejscu odstraszają od komunikacji miejskiej czy spacerów. Z drugiej strony, wypadki mogą odstraszać od samochodów. Podróże na łono natury bez samochodu faktycznie są trudniejsze: niektóre miejsca ciągle można zwiedzić, ale wielu nie można, a w każdym razie nie zawsze jest to łatwe.

    Jeśli chodzi o dzieci to popieram Twoje podejście. Może przy dzieciach bardziej pasuje słowo prostota lub umiar, a nie minimalizm?

    OdpowiedzUsuń
  16. Witaj Henryk!
    Choć mam odmienny punkt postrzegania posiadania samochodu (mam 4 :D ), nie można odmówić Ci wiele racji. Wszystkie Twoje argumenty można poddać dyskusji, w końcu mamy wolność wyboru, jedni chcą mieć własny samochód, a inni nie.
    Pozwól że się odniosę tylko do komunikacji w Zurychu i Amsterdamie, jako że o nich wspomniałeś, a dosyć dobrze znam te miasta. W miastach tych wszędzie dojedziesz rowerem, jak i komunikacją publiczną. Nie ma w ogóle punktu odniesienia do polskich miast. Ścieżki rowerowe są dosłownie wszędzie, rowerzyści nie muszą jechać pasami dla samochodów. Mimo to i tam zdarzają się wypadki, głównie na skrzyżowaniach. Jest jednak znacznie bardziej bezpiecznie niż w Polsce. Ponad to w Szwajcarii i Holandii zima jest sporadycznym zjawiskiem.
    Piszesz też, że w Zurychu prezesi jeżdżą tramwajami. Tak, ale jakość tych tramwajów znacznie odbiega od tych w Polsce, nawet od Swingów w W-wie. Tramwaje są klimatyzowane i co najważniejsze nie są zatłoczone, nawet w godzinach szczytu. W Szwajcarii nikt nie podbiega do tramwaju. Nie ma po co, zaraz będzie następny.
    Jako ciekawostkę podam, że Zurych całkowicie chce przejść na komunikację elektryczną bodajże do 2020. Sieć trolejbusów jest już większa niż autobusów, a i te mają być hybrydami lub elektryczne (część już jest). To samo dotyczy taksówek, mają być tylko hybrydy i elektryki.

    Myślę, że jeszcze trochę za bardzo odbiegamy cywilizacyjnie i ekonomicznie od Europy, aby całkowicie rezygnować z samochodu na rzecz zbiorkomu, ale co kto lubi...

    OdpowiedzUsuń
  17. Witaj Arturze :)

    Po przeczytaniu Twojego komentarza przyznaję rację, że Amsterdam i Zurych to co innego niż Polska. W Polsce jest sroga zima, w komunikacji miejskiej nieraz tłoczno, ścieżek rowerowych jest mniej i są gorszej jakości. Tamten akapit jest nie do końca uczciwy. Dzięki za wskazanie mi tego.

    OdpowiedzUsuń
  18. To prawda że samochód to wydatek, ale mając samochód możesz często zarabiać pieniądze. Nie mówię tu o ludziach pracujących w fabryce. Taki może dojechać rowerem, ale nawet robol będzie poniżany bo nie stać go na samochód.
    Wyobrać sobie, kolega robi przyjęcie i zaprasza wszystkich z pracy. Ciebie może nie zaprosić bo przyjedziesz rowerem. Co do jakości samochodów, to prawda.
    Teraz samochody projektowane są na komputerze, co rokunowy model, wtedy cena starego idzie w dół. Na tym robią kasę fabryki samochodów. Dokładnie wiedzą że ludzie zapłacą wiele tylko po to żeby się pokazać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wyobraź sobie, kolega robi przyjęcie i zaprasza wszystkich z pracy. Ciebie może nie zaprosić bo przyjedziesz rowerem."

      to niestety prawda, i dotyczy nie tylko nowego samochodu,m ale i nowej komórki, pokazywania się w markowych ciuchach, itp.

      przekonałem się na własnej skórze - są ludzie, którzy zrezygnowali z kontaktów ze mną, np. z uwagi na ciuchy które noszę (niemodne i nie najnowsze)

      Usuń
    2. A na kuty mi taki kolega?!
      Mam wydawać pieniądze, których nie mam, na rzeczy, których nie potrzebuje, żeby zaimponować ludziom, których nie lubię? Bezsens!

      Usuń
  19. nie wiem, ale mam wrażenie, że nowa edycja tego artykułu jest bardziej pełna zrozumienia dla miłośników idei posiadania samochodu

    co jak co, to są jednak przemyślenia z perspektywy warszawskiej

    z perspektywy prowincji posiadanie samochodu może nawet wydawać się bardziej minimalistyczne niż jego nieposiadanie
    (powyższe zdanie to nie żart)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jest tu więcej zrozumienia, bo słyszałem historie wielu osób, którym bez samochodu byłoby ciężko.

      Usuń
  20. Czemu by nie jeżdzić rowerem dla zdrowia i nie zarabiać przy tym pieniędzy po pracy "głównej"? I zamiast psa mieć kota? To tylko taka moja mała refleksja.

    OdpowiedzUsuń
  21. Wydaje mi się, że jest wielka grupa osób, których po prostu nie przekona się do korzystania z roweru czy chodzenia pieszo. Przecież to "zmniejsza prestiż".

    Zresztą, ja jestem niestety po stronie samochodowców, ale tylko dlatego, że wożę w firmie produkty, których nie dałbym rady rowerem (nawet z przyczepką).

    Ale po pracy - hop na rower. Bawią mnie osoby, które mają w garażu rowery, a "do lasu na spacer" dojeżdżają 2-3 kilometry samochodem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest też spora grupa osób, które zwyczajnie boją się jeździć rowerem, zwłaszcza w ruchu miejskim (bo np. kiedyś miały na rowerze poważny wypadek), a samochód to jednak kupa żelastwa do zgniecenia po drodze do mnie. Ludzie są różni i mają różne doświadczenia. "Lansować się" można i samochodem, i jego brakiem, więc to pominę.

      Usuń
  22. Polskim miastom nie tylko daleko jest do Zurychu i Amsterdamu - władze wielu miast robią wszystko, żeby nas oddalić jeszcze bardziej.

    Obecnie w Bydgoszczy zlikwidowano na zimę kontrapas dla rowerzystów na ul.Gdańskiej (otwarty bodaj dwa miesiące temu). Co kilka tygodni czytam w prasie o zmianach w komunikacji miejskiej, a wszystkie polegają na zmniejszeniu częstotliwości kursowania. Na przyszły rok zapowiadane są podwyżki cen biletów.

    I jak tu przekonywać ludzi, że w mieście można z samochodu zrezygnować albo znacznie ograniczyć jego użycie?

    A pracownicy ratusza maja to gdzieś, bo ich to bezpośrednio nie dotyczy. IMO tacy urzędnicy powinni mieć obowiązek każdego miesiąca tydzień jeździć do pracy komunikacją publiczną i tydzień rowerem.
    Może poprawiłoby się, gdyby za każdym razem musieli poświęcić kilka faz zmiany świateł żeby przejechać przez rondo po ścieżkach rowerowych albo przejść z przystanku autobusowego na tramwajowy.

    O ile pamiętam sam pracujesz w jakimś urzędzie, ale stanowisz raczej wyjątek.
    BTW Gdzie zostawiasz rower? Bo to też jest problem - często nie ma gdzie bezpiecznie go zostawić na czas pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pracuję w urzędzie. Rower zostawiam w zamykanym pomieszczeniu. Pozdrawiam.

      Usuń
    2. A to w takim razie chyba inny "minimalistyczny" bloger jest urzędnikiem i mi się pomyliło.

      Usuń
    3. to na pewno też nie ja

      swoją drogą taka możliwość jak ma Henryk to duży argument na + dla roweru

      Usuń
  23. W dużym stopniu się zgadzam, ale sama bardzo ubolewam, że nie mam prawa jazdy . Nie mówię o jeżdżeniu wszędzie na co dzień, ale są sytuacje gdy auto ułatwiłoby sprawę. Mnie najbardziej przeszkadza towarzystwo jakie często bywa w komunikacji miejskiej, nie raz zdarzały mi się głupie zaczepki, co powoduje że często wolę wziąć taksówkę, co uważam za marnowanie pieniędzy (auto też kosztuje ale jest własne ;) ) Dodatkowo zimą zdarza się, ze autobusy/tramwaje mają godzinne opóźnienia, stanie na mrozie przez tyle czasu jest bardzo denerwujące. Samochód daje tez wolność - nie byłabym uzależniona od rozkładu, kierowcy taksówki, czy czasu który na wożenie mnie może poświęcić mi mój partner, ale bym chciała to bym wsiadała i jechała gdzie zapragnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja powiem tam, z różnych względów jedna z pierwszych rzeczy ktore zrobiłem jak mój obecny związek zaczął rysować sie poważniej - było przyuczenie partnerki do jazdy samochodem (godziny poswięcone extra) oraz wysłanie jej na prawo jazdy

      i ważna sprawa

      nie ma co stawać okoniem - prawo jazdy i czynna, aktywna umiejętność jazdy to atut na rynku pracy

      ja jak wiadomo jestem pro-samochodowy jako blogger, ale temu też nie da się zaprzeczyć

      samochód to nie tylko wolność osobista jak pisze Kasia, ale także jakaś większa "wolność" zawodowa

      kiedyś straciłem pracę "pod krawatem" między innymi przez brak aktywnej i czynnej umiejętności jazdy samochodem - i o ile można snuć ciekawe dyskusje o zaletach roweru (bylem aktywistą rowerowym) to niestety ta sytuacja nie była zabawna

      Usuń
    2. Zacytuję Kasię: "taksówkę, co uważam za marnowanie pieniędzy (auto też kosztuje ale jest własne ;)"
      Auto jest włąsne do czasu zużycia, wówczas trzeba wyłożyć pieniądze na zakup następnego. Zwykle ten koszt jest zbliżony do taxi ( w sumie taksówkarze mają na czysto ok 20 % po rzetelnym policzeniu amortyzacji, a to oznacza, że po paru latach jeżdżenia taksówkami możemy wydać podobną kwotę co na zakup samochodu.
      Ale to oczywiście każdy musi sam policzyć, w zależnosci od konkretnego zapotrzebowania.

      Usuń
  24. Samochód też bardzo pomaga mam siedzibę firmy w jednym mieście a oddział w mieście 100 km dalej. Połączenia PKS są tragiczne i bilet w jedną stronę to 30 zł czas jazdy 2 godziny. Samochodem jadę 1h 30 minut i przy dwóch osobach w aucie mam oszczędność 15 zł w jedną stronę. Pomijając fakt, ze jak robię zaopatrzenie dla biura to raczej nie wyobrażam sobie jazdy komunikacją publiczną z papierem do ksero bądź innymi sprawami.
    Dodatkowo w pracy muszę jeździć z laptopem gdzie mam cenne dane klientów jazda w busie z dokumentacją nie należy do najrozsądniejszych rozwiązań.

    OdpowiedzUsuń
  25. Dokiedy sytuacja pozwalała nie mieliśmy samochodu, ale po przeprowadzce już się tak nie dało.

    OdpowiedzUsuń
  26. Napiszę to tutaj abyś przeczytał ten komentarz.

    Przeczytałem większość wpisów na twoim blogu, niektóre tylko pobieżnie, bowiem tematy które poruszasz są mi dobrze znane i po prostu przymuszanie się do czytania wszystkiego od deski do deski byłoby torturami i stratą czasu.

    Chcę ci tylko zwrócić uwagę, że minimalizm jest bardzo przydatny w życiu, ale w niektórych aspektach nie ma sensu oszczędzać. Pokażę ci to na moim przykładzie.

    Ja oszczędzanie i minimalizm traktuję jako metodę która odejmując jedne rzeczy, dodaje miejsca na inne, te na których mi zależy. Dla przykładu, odżywiam się zdrowo, dbam o kondycję, ale jednocześnie lubię wypić sobie dobry alkohol, mam w szafce 5 gatunków yerby mate (coś podobnego do kawy), tykwę i bombilę, które zjadły sporo pieniędzy, ale nie żałuję - yerba dodaje wiele energii, relaksuje i sprawia że mam "gonitwę myśli" - istną eksplozję twórczą. Czy to źle? Nie dla mnie.

    Praktycznie każda wszystko ma swoje dwie strony - zaletą minimalizmu jest odzyskiwanie energii, którą wcześniej różne rzeczy zjadały. Ale potem należy zapytać: "na co wydać tą energię którą mam"? I tu się zaczyna to co należy do każdego z nas - róbmy to co chcemy. Udało nam się usunąć destruktywne zachowania, które nie przynosiły nam wiele dobrego, ale teraz jesteśmy tak wolni że możemy dokładnie przyjrzeć się własnemu życiu i zdecydować na co chcemy poświęcić naszą cenną energię. Dla mnie minimalizm to tylko metoda. Nigdy nie nazywałem się minimalistą i nigdy nie będę. Tak samo jak nie będę nazywał się Polakiem, katolikiem, ateistą, muzułmaninem... nie przyklejam sobie etykietki jakiejkolwiek religii, idei.. czegokolwiek, nawet wtedy kiedy jestem nimi zafascynowany.

    Tak samo tobie, Henryku, przystopuj z minimalizmem. Chodzi mi o to, że minimalizm jest dobry w tych czasach przesytu, gdzie metaforycznie można nazwać wielu ludzi "otyłymi", podczas gdy my tutaj praktykujący minimalizm powinniśmy być z optymalną wagą, a nie "anorektykami" - w tym momencie minimalizm zaczyna być patologią.

    Minimalizm - tak, ale tylko z głową.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ps. w ramach minimalizmu powinieneś poruszyć temat wyższości jakościowych przedmiotów (często droższych) nad tańszymi (ale często bublami). Wbrew pozorom jest to niezły przykład paradoksu - kupując zwykle droższa i lepsza rzecz, oszczędzamy zarówno pieniądze, jak i chronimy środowisko (bo kupujemy coś co będzie służyło nawet pokolenia, a nie zostanie wyrzucone po roku). Dodatkowo jakościowe przedmioty są bezpieczne, nie zawierają tańszych substancji chemicznych stosowanych aby obniżyć koszt produkcji. Rozumiesz o co mi chodzi? Byłoby dobrze gdybyś rozwinął ten temat. ;)

      Usuń
    2. Od pewnego czasu również nie lubię etykiety „minimalista”. Minimalizm to zestaw narzędzi i pomysłów na życie. Jeśli coś pasuje do naszego życia, warto wziąć, jeśli nie – to nie brać. Czasem to może się zmienić w ciągu życia, tak jak u Cynthii.

      To samo dla jednego będzie dobre (jak np. u Ciebie Yerba Mate), dla kogoś innego nie. Pomiędzy ludźmi jest sporo różnic, i nie można jasno określić granicy, gdzie jest „anoreksja”, a gdzie „otyłość”. Można mówić, co się u kogoś sprawdza – a inni mogą spróbować wykorzystać to u siebie i sprawdzić, czy polepsza im to życie. Nie można jednak mówić, że coś konkretnego będzie dla wszystkich dobre :) Zgadza się, że „minimalizm – tak, ale tylko z głową”. Z głową – czyli, że każdy bierze z niego dla siebie to, co mu służy, a odrzuca to, co mu nie służy – a myślę, że obydwaj tak robimy :)

      A co do drogich rzeczy, ale dobrych – tak, nieraz jest to dobry kierunek, ale też jest tu sporo wyjątków. Kiedyś kupiłem bardzo drogie spodnie, a zniszczyły mi się po dwóch miesiącach.

      Pozdrawiam

      Usuń
  27. Ciekawe porównania samochodu do laptopa.i expresu do kawy-tylko ze za laptopa nie trzeba płacić OC,laptop nie stoi na parkingu i się nie niszczy, a w razie awarii, expresu do kawy nie musisz wzywać lawety ,tamować ruchu,narażać się na mandat.Osobiście wyleczyłem się z auta na cale życie(awarie) ale paradoksalnie będę zachęcał innych aby samochody jednak kupowali-ktoś musi zasilać budżet mandatami,akcyza od paliwa- :"samochód musisz mieć, bo facet bez auta to nie chłop"

    OdpowiedzUsuń
  28. Ponadto , jak Wam auto stanie na środku drogi, to dopiero będziecie mieli " niezależność i "wolność":)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak samo jak skręcisz nogę na spacerku albo wypieprzysz się na rowerze.

      Usuń
  29. Dzień dobry! Jestem właśnie na finiszu, jeśli chodzi o czytanie wpisów na Twoim blogu. Nie mogę uwierzyć, jak bardzo zmienił się mój pogląd na życie po uważnym przeanalizowaniu tego, co zawierają treści, które tutaj, drogi Autorze, zamieszczasz. W głowie nie mieści mi się pustka i ślepy konsumpcjonizm, którym żyje dzisiaj tak wielu ludzi, w tym ja, moja rodzina, znajomi. Rywalizacja na płaszczyźnie rzeczy posiadanych, prezentów, ogłupianie materializmem, zagłuszanie tego, co najważniejsze przez to, co wpaja się nam do głów od urodzenia, bez chwili na refleksję - to wszystko trawi moje życie odkąd pamiętam, ale nie zdawałem sobie z tego sprawy. Od kilku tygodni - dzień w dzień - czytałem po kilka razy każdy z zamieszczonych tutaj tekstów, co sprawiło, że z czasem nad głową zapaliła mi się czerwona żarówka ostrzegawcza. Wówczas przyszedł czas na spojrzenie wstecz pod kątem innym niż dotychczas. Chciałbym napisać tutaj mnóstwo rzeczy, ale póki co napiszę zwykłe DZIĘKUJĘ! Życzę wytrwałości, zdrowia! Ze zniecierpliwieniem czekam na następne teksty. Pozdrawiam, Paweł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ten komentarz. Witaj w klubie! Nowe wpisy nie ukazują się teraz często, niemniej planuję je dalej umieszczać.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  30. Hej Anonimowy,

    Ja też bardzo lubię ten blog, ale obawiam się, że autor przestał już pisać. Mam wrażenie, że od jakiegoś czasu nie zamieszcza nowych wpisów, a szkoda... :(

    Panie Henryku, prosimy o odzew;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obecnie wpisy planuję umieszczać nie częściej niż co miesiąc i nie rzadziej niż co trzy miesiące :)

      Pozdrawiam

      Usuń
  31. Wszystko to prawda o samochodzie pod warunkiem, że mieszka się w dużym mieście. Na co dzień w Warszawie praktycznie nie używam samochodu. Bo po co? Komunikacja miejska jest dobra i niedroga. Ale kiedy jadę do rodziców, to już zupełnie inna bajka. Tam po prostu nie ma komunikacji. Niby jeżdżą jakieś busiki, ale też niezbyt często i nie zawsze. A rower to nie jest odpowiedź, kiedy posypie śniegiem. ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. wszystko fajnie tylko że dla sporej części osób pracujących samochód to nie luksus tylko wymagane narzędzie pracy

    OdpowiedzUsuń
  33. Pieszo lub rowerem to na pewno nie oszczędność czasu i pieniędzy. Z rowerem cały czas trzeba coś robić, smarować, pompować opony, wymieniać zużyte elementy, a jak już się coś zepsuje to dłubać godzinami albo szukać serwisantów. No i po każdej jeździe trzeba się myć (u kobiet dochodzi makijaż i układanie włosów) a rower po każdej gorszej pogodzie (chyba że ktoś jest totalnym niechlujem) dochodzą koszty wody i środków chemicznych oraz prądu. Chodząc pieszo tracimy dużo czasu, pracując 8:00 - 16:00 i nie mając pracy pod nosem trzeba doliczyć z godzinę albo lepiej na spacerki do pracy lub tłuczenie w komunikacji, w domu jest 17:00-18:00 a wstać trzeba oczywiście wcześniej żeby zdążyć do roboty, a jak ktoś ma pracę że musi codziennie coś do niej nosić to dodatkowa "wygoda" nie wspomnę już o nieekonomicznym wydzieraniu się obuwia i niszczeniu odzieży w różnych warunkach pogodowych ;). Wcale tak nie jest zdrowiej, spacerowanie w mieście wśród spalin, zawsze można wpaść pod samochód na przejściach dla pieszych albo zostać okradzionym lub dostać po mordzie o przysłowiowej cegle z dachu nie wspomnę ;). W samochodzie jednak człowiek jest osłonięty, są poduszki powietrzne itd. i w mieście znowu tak bardzo się nie rozpędza do zawrotnych prędkości. No i zwłaszcza dla mężczyzn jazda rowerem nie jest najzdrowsza o hemoroidach już nie wspomnę. Permamentne wydawanie na PKP, PKS i taksówki znowu nie jest takie tańsze od posiadania własnego auta no i ta strata czasu którą można wykorzystać na odpoczynek po pracy czas dla dzieci i rodziny czy własny rozwój. Jeżdżąc w kilka osób jest wręcz o wiele taniej. Można pojechać rowerem do lasu czy nad rzeczkę ale już weekendowy wypad nad morze lub w góry to raczej polecam samochód szczególnie np. na narty. Relaksujące i kreatywne spacery z przemyśleniami w śnieżyce, grad i ulewny deszcz również odradzam nawet w połączeniu z różnie punktualną komunikacją miejską. Pieszo i rowerem to zmartwienia i niewygody: w co się ubrać, czy brać parasol czy nie, gdzie wziąć prysznic przed ośmiogodzinnym dniem pracy po dotarciu do niej rowerem, permanentne śledzenie rozkładów jazdy i użerka z ich niekonsekwencjami, długie przebywanie w miejskim hałasie wdychając nasycone spalinami powietrze.

    OdpowiedzUsuń
  34. Posiadanie samochodu ma same zalety oprócz kosztów utrzymania. Zatem czy opłaca się posiadanie własnych 4 kółek? To tak jakby zapytać czy opłaca mi się malowanie mieszkania, bo moge żyć w brudnym, czy opłaca mi się kupowanie nowego ubrania, bo przeciez to stare, sprane jeszcze jest ok, czy opłaca mi się kupno nowej sofy, bo na tej starej wydartej w gruncie rzeczy mozna jeszcze siedzieć i spełnia ona jeszcze swoją rolę, czy opłaca mi się kupno pralki, skoro można prać ręcznie oszczędzając tak drogą wodę, prąd, detergenty. Samochod tak samo jak i inwestowanie z każdy z przytoczonych powyżej rzeczy to inwestycja, która nie ma się opłacać, tylko ma być inwestycją we własny komfort, poziom życia i niezależność chociażby od komunikacji miejskiej. Człowiek bez samochodu jest mniej mobilny, mniej wydajny. Problemy typu wymiana tego czy tamtego w samochodzie to nie są zadne problemy i stresy w porównaniu z komfortem życie jaki daje nasz własny czterokołowy przyjaciel na którego możemy zawsze liczyć. Poza tym nie wyobrażam sobie bez samochodu dnia...poranny bieg 2 km z dzieckiem do przedszkola, pozniej z powrotem do domu, szybkie ogarniecie sie i jazda kolejne 40 min do pracy. Po pracy znów ta sama systuacja czyli bieganie na przestanki mpk w lewo i w prawo, taszczenie zakupów na caly tydzien mpk, nawet jak jechac z dzieckiem do lekarza mpk kiedy czesto choruje a pogoda większość roku jest niesprzyjająca. Takich przykładow można podawać garściami. Niestety samochód jest częścią naszego życia i bardzo często podstawą funkcjonowania, bo szczerze np. nie wyobrazam obie mojego taty która ma 55 lat i cięzko pracuje fizycznie, aby po 10 godzinach ciezkiej pracy byl zmuszony jechac 45 min w zatłoczonym autobusie. Minimalizm, minimalizmem ale bez przesady.

    OdpowiedzUsuń
  35. Dojeżdzam do pracy 50km w jedną stronę. Komunikacja miejska tam nie dojeżdza. W pracy spędzam 10h. I tak od poniedziałku do piątku. W moim przypadku brak samochodu jest niemożliwy.

    OdpowiedzUsuń
  36. mój środek transportu to rower, idealny dla środowiska i zdrowia:)

    OdpowiedzUsuń
  37. Sa też inne czynniki przemawiające za kupnem samochodu. Żeby dojechać do swojego miejsca pracy muszę zrobić "koło" -przesiadki, pociąg i komunikacja miejska-razem z dojściem na przystanek zajmuje mi 3 godziny w jedna stronę. I tak codziennie.

    Każdego dnia marnowałam 6 godzin na dojazdy. A teraz najlepsze-samochodem w pracy jestem w 40 minut. Droga którą jeżdżę nigdy nie jest zakorkowana, nie jest tez popularna jako główny szlak komunikacyjny dla busów czy MPK, stad brak bezpośredniego dojazdu.

    Tego czasu nie da się przeliczyć na pieniądze.

    OdpowiedzUsuń
  38. Witam. Autor zapomniał o jednym, istotnym aspekcie posiadania samochodu: dla wielu ludzi samochód jest czymś w rodzaju hobby- zgłębianie szczegółów technicznych, własnoręczne naprawy, dbanie o pojazd, jest ciekawym sposobem na spędzenie wolnego czasu.

    OdpowiedzUsuń
  39. Zachęcam do korzystania z taksówek ;-) Czeski biznesmen i filantrop Maritn Hausenblas, postanowił zrobić rewolucję w komunikacji miejskiej. http://liftagotaxicz.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  40. Samochód jest mi niestety potrzebny, chociaż życie minimalisty bez samochodu to świetna sprawa, no ale mam sklep internetowy z winem i trzeba kręcić biznes prawda? za to po pracy tylko rower więc w moim minimalizmie samochod to rzecz potrzebna

    OdpowiedzUsuń
  41. Witam! Mieszkam na wsi, samochód jest mi niezbędny: 4 km do przedszkola, 20 km do pracy (nie ma połączeń busami). Chciałam jednak zaznaczyć że utrzymanie starego samochodu jest tańsze. Śmieszą mnie rozmowy moich znajomych o Auto Casco, serwisach itp.. Ja od 4 lat jeżdżę starym autem, jak się coś zepsuje to zazwyczaj zapłacę z 30 zł za naprawę. Poza tym nie muszę mieć alarmu, zamków automatycznych, nie muszę zamykać auta i tak go nikt nie ukradnie:). Mój mąż dojeżdża busami (ma super połączenia) i mówi że nie wyobraża sobie jeździć autem...

    OdpowiedzUsuń

Zachęcam do napisania komentarza :). Chętnie je czytam. Jeśli chcesz komentarzem zareklamować swoją stronę, to proszę upewnij się, że faktycznie przeczytałeś wpis, a Twój komentarz ma co najmniej kilka zdań. Zwiększy to szansę na publikację :).